Nawiązując do postu mrówki15

01.09.04, 18:47
chciałabym wiedzieć co doradziliby forumowicze osobie wolnej, bez partnera-
czyli mi. Wklejam tutaj swoją wypowiedz do postu mrówki15 i dziekuję z góry
za wszystkie opinie :)

"(...) ale ja sama
mam już 29 lat i szanse na usamodzielnienie bliskie zeru. Dodatkowo mieszkam
z matką, która ma dość trudny charakter, stąd też moim jedynym marzeniem jest
usamodzielnienie się. Na pomoc rodziny nie moge liczyć z tak prozaicznego
względu jak brak funduszy. Poza tym, nawet gdyby były na to środki, moja mama
nie pozbyłaby się mnie bo jestem stworzeniem pozytecznym, które wszystko w
domu zrobi, opłaca większość rachunków. Poza tym ma nade mną władzę- czyli
coś, co bardzo lubi(...) "
    • bez.loginu4 jak to co 01.09.04, 18:48
      by Ci poradzili. wez sie do roboty i nie marudz na forum!
      jak ktos chce to zawsze znajdzie prace.
      (zartowalam)
    • kozaki_wiesi Re: Nawiązując do postu mrówki15 01.09.04, 18:52
      A znasz język? Jedź do pracy na tzw. 'zachód'
    • Gość: ivan_grozny Re: Nawiązując do postu mrówki15 IP: 5.5R* / *.online-age.net 01.09.04, 19:11
      ty bys chciala tylko nie mozesz?

      musisz sie po prostu rzuci na gleboka wode,
      wierz mi nie utopisz sie a wreszcie odplyniesz na swoje
      do swojego wlasnego zycia

      znajdz prace w innym miescie, wyjedz za granice nawet au-pair cokolwiek
      wyjdz z domu i nie wracaj, swiat czeka na ciebie ;)

      powodzenia
    • Gość: wiesia Re: Nawiązując do postu mrówki15 IP: *.zgora.dialog.net.pl 01.09.04, 19:15
      Co tu radzić? Wyprowadzić się daleko, wynająć mieszkanie... A tłumaczenie
      typu "to niemożliwe" oznaczają że pannie się nie chce zwyczajnie.
    • bez_loginu4 Re: Nawiązując do postu mrówki15 01.09.04, 19:53
      1. zastanow sie czy naprawde musisz pomagac finansowo matce
      2. pomysl o wlasnej dzialanosci gospodarczej, inwestycja moze byc banalna,np.
      punt kserograficzny na poczatek dobre i to
      • limonie Re: Nawiązując do postu mrówki15 02.09.04, 10:53
        Coś o działalności gospodarczej...mówie z własnego doświadczenia. Gdy nie ma
        się swoich pieniędzy na rozpoczęcie działalności jest cięzko. Ja startowałam z
        moim 23letnim optymizmem i własnymi oszczędnosciami i kredytem.NO
        własnie..kredyty ,którymi tak nas kuszą urzędy pracy na ropoczęcie własnej
        działalności to praktycznie mrzonki. W mieście, w którym ja mieszkam na taki
        kredyt 3 lata temu czekało sie ponad rok. Powód? brak pieniedzy w PUP-ie,
        pozyczki udzielali z rat które spłacali inni ludzie, a lista osób czekających
        na taką pozyczkę byla bardzo długa. Postanowiłam wziąśc kredyt poprzez Fundacje
        wspomagającą młodą przedsiębiorczość. Tylko co to jest za kredyt na rozpoczęcie
        własnej działalności, który musisz spłacać od razu? Maksymalny okres spłaty
        masz do 3 lat? Co zrobic z Zusem,który wiadomo czy masz dochód czy też go nie
        masz musisz opłacić a to nie są małe pieniądze, do tego dochodzi skarbówka,
        opłaty za lokal, prąd etc. Kombinowałam jak mogłam,dorabiałam gdzie sie dało
        tu korepetycje, tutaj ubezpieczenia (zrobiłam specjalnie licecje PUNU), i
        wszystko szło mi w moja malenka działąlność, która zyski zaceła wypracowywać po
        roku... maleńkie zyski. Nie udało mi się, nie mówie ze wszystkim sie nie uda,
        mi się nie udało. By ratować moją firemke poszłam do pracy, 8 godzin na etacie,
        po pracy firma. Spłukałam się konkretnie z pieniedzy, postanowiłam zamknąc mój
        interesik. Dopiero teraz po dwóch latach staje spokojnie na nogi. Zaczynam mieć
        jakieś pieniadze..Próbuje się usamodzielnić,, choc wiem że to jeszcze potrwa
        trochę. Ale nie żałuję, że miałam działalnośc, jestem o te doświadczenia
        bogatsza, wiem co zrobiłam żle, nie zaluje też pieniedzy. Rzecz nabyta, albo
        sie je ma albo nie ma.
        Ale odbiegłam od tematu...mrówka, jesli masz pomysł na działalnosc to otwórz,
        ale przelicz sobie dobrze koszty, każda firma potrzebuje czasu by ją zauwazono
        na rynku, ludzie musza sie przyzwyczaić...a cos takiego trwa..a zus nie spi:-)
        teraz byc moze sa lepsze kredyty niz wtedy co ja brałam, może mają inne
        bardziej preferencyjne warunki, ale wez pod uwagę równiez niewypłacalnosc
        ludzi, działalnosc gospodarcza w Polsce to jednak trudny chleb.
    • Gość: marek Re: Nawiązując do postu mrówki15 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 20:46
      dobrze byloby odciac sie od matki,
      czyli znalezc prace w innym miescie, nawet jej sklamac ze absolutnie nie mozesz
      dojezdzac, wynajac tam mieszkanie i zyc na wlasne konto odpierajac poczucie
      winy w ktore cie matka bedzie wtlaczac.
      albo znalezc dodatkowe dochody (cos samodzielnego bo to napedza inwencje) co
      pozwoli ci na wziecie kredytu na male mieszkanie na poczatek, ale tu matke
      bedziesz miala co dzien wiec moze lepiej wyjechac ?
      albo sprobowac za granica, poszukaj mozliwosci.
      takie zycie z wladcza mamusia moze cie uziemic na zawsze
    • malwina7 Re: Nawiązując do postu mrówki15 02.09.04, 11:20
      safrane1 napisała:

      > Poza tym ma nade mną władzę- czyli
      > coś, co bardzo lubi(...) "
      >
      A tak zupełnie szczerze jaki jest Twój stosunek do tego faktu? Czy czasami nie
      jest to dla Ciebie wygodne, bo jest na kogo zwalić winę za brak własnej
      inicjatywy?
      Ja też miałam despotycznych rodziców (szczególnie ojca), którzy planowali
      długo "niewypuszczać mnie z domu". Były różne prośby, groźby, szantaże. Uznałam
      jednak, że to moje życie. Wyprowadziłam się do innego miasta (oddalonego o 150
      km) - na tyle dalekiego, żeby nie mogli ingerować w moje codzienne życie, na
      tyle jednak bliskiego, żeby nie zerwać z nimi zupełnie kontaktu (odwiedziny).
      Pracę udało mi się znaleźć jeszcze przed wyjazdem (Tobie też się może udać, w
      końcu jedną już znalazłaś, więc uwierz w siebie), mieszkanie na początek
      wynajęłam razem z przyjaciółką (żeby było taniej). Z upływem czasu było coraz
      łatwiej (także finansowo). Teraz już jest bardzo dobrze, ale wymagało to odwagi
      na wyjazd w nieznane z jedną waliką.
      Rodzice też się pogodzili z odcięciem pępowiny i po półroku byli dumni, że tak
      dobrze sobie radzę. Myślę, że ich kurczowe trzymanie mnie przy sobie wynikało
      nie z chęci zrobienia mi krzywdy, tylko z przekonania, że nigdzie nie będzie mi
      tak dobrze jak pod ich opieką.
      Dopóki Twoje decyzje dotyczą tylko Ciebie (zrozumiałam że nie masz męża i
      dzieci którzy ewentualnie musieli by ponosić konsekwencje Twoich nieudanych
      wyborów) zaryzykuj. Ludzie doświadczeni życiowo mówią, że "na starość" bardziej
      się żałuje szans niewykorzystanych niż działań nieudanych.
      Powodzenia ( pamiętaj jednak żeby nie palić za sobą mostów) - trzymam za
      Ciebie kciuki.
      M
      • safrane1 Re: Nawiązując do postu mrówki15 03.09.04, 17:13
        Już raz odcięłam pępowinę- 2,5 roku temu wyjechałam z przysłowiową 1 walizką do
        dużego miasta. Były to najlepsze 2 lata w moim życiu. Przez pierwszy okres
        mieszkałam na pokoju( względy finansowe), potem na spółkę z koleżanką wynajęłam
        2-pokojowe mieszkanko. Było ciężko, ale - co najważniejsze- byłam na swoim.
        Niestety, jak to w dzisiejszych czasach bywa, dotknęła mnie redukcja i po ponad
        3-miesięcznym poszukiwaniu nowego zajęcia znalazłam je, niestety, w rodzinnej
        miejscowości. Teraz szykuję się do następnego wylotu z gniazda, mam nadzieję że
        na zawsze :)
        Podbudowana tym, że innym się udało, dziekuję za wszystkie raqdy i pozdrawiam.
Pełna wersja