Dodaj do ulubionych

Mój chłopak mi nie nadskakuje

02.11.14, 13:32
Drogie Forum, już nie raz mogłam liczyć na Wasze trzeźwe spojrzenie i konstruktywne porady.
Tym razem wątek damsko-męski. Od czerwca jestem z chłopakiem, w grudniu zakończył się mój poprzdni, długoletni związek (myślę, że to może być istotne dla sprawy).

Na początku była klasyka gatunku, czyli zaloty, motyle w brzuchu (brzmi strasznie) i wzajemna fascynacja. Chłopak mnie zauroczył, wlaściwie nie było dnia, bym o nim nie myślała. Od początku mi się podobał i czułam się bardzo rada z tego, że ostatecznie zostaliśmy parą (nadal trudno dojść kto kogo uwiódł).

Problem w tym, że zauważyłam, że bardzo często rozmijamy się w naszych potrzebach i postawach. Ja jestem typem księżniczki przyzwyczajonej do tego, że mówiąc metaforycznie, facet roztacza przede mną czerwony dywan, a w tym związku tego nie ma. Przykładowo - dość często zdarzało mi się płacić na naszych pierwszych randkach (dopóki nie przyznałam mu się, że uważam, że to jego obowiązek i że propozycja zapłąty z mojej strony była tylko czystą kurtuazją). Przez 6 lat mojego poprzedniego związku, ani razu nie tłukłam się z dworca z torbą autobusem - mój były za każdym razem przyjeżdżał na dworzec, nierzadko z jakimś kwaitkiem na powitanie. Tutaj na moje wyraźnie okazane niezadowolenie pan zorientował się, że jako mój chłopak mógłby przyjechać po mnie, chociazby autobusem (facet studiuje, naprawdę nie wymagam od niego, żeby po mnie przyjeżdżał autem, zwłaszcza, że mieszka dość daleko od dworca). Ponadto rozmijamy się w potrzebach - ja jak się zakocham, to potrzebuję naprawdę intesywnego kontaktu. Nie jestem babą bluszcz, bardzo cenię sobie męską przyjaźń i szanuję czas mojego faceta. Ale w tym związku czuję się lekko mówiąc... lekceważona. Np. wczoraj umówiliśmy się, że przyjedzie dziś po mnie na dworzec (bylam u rodziców kilka dni). Marudził, że rano (o 9:30 byłam w Wawie), że chciał się wyspać. Samo to sprawiło, że zrobiło mi się trochę przykro, bo nie widzieliśmy się cały tydzień i myślałam, że on, podobnie jak ja, nie może się już doczekać spotkania. Ale okej, powiedział, że przyjedzie. No to mając to na uwadze, postanowiłam wziąć trochę więcej zimowych ciuchów z domu, z myslą, że ma mi kto pomóc z bagażem. Ja durna, jeszcze wyłudziłam od mamy obiad dla niego :/ Ledwo wsiadłam do pociągu, dostałam SMS od niego, że spał źle biedaczyna tej nocy i czy mógłby przyjechać do mnie na 13. Napisałam, że okej, że dam sobie radę (choć miałam ciężką torbę + kontuzję nogi), ale w środku mnie ścisnęło, że najpierw obiecał, potem odwołuje. Aaale, starałam się nic sobie z tego nie robić. Dałam radę dojechać do mieszkania sama. Poleciałam po zakupy z myślą, że jak przyjedzie, to zrobię fajne jedzenie i w ogóle będzie bosko jak dawniej. No i wtedy dostałam kolejny SMS, że mój miły wolałby się dziś nie spotykać, bo coś niewyraźnie się czuje i chyba powinien zostać w łóżku.

Może durna jestem, ale aż się popłakałam. Czuję się przez niego olewana. A z drugiej strony, jak zaczęłam się nad tym racjonalnie zastanawiać, to doszłam do wniosku, że to może egoistyczne z mojej strony i że gdybym go kochała, to nie czepiałabym się tak. No i że on biedny chory leży, a ja bezwględna szuja próbuję wyegzekwować jakieś korzyści dla siebie. Napisałam mu tylko "ok" bo już nie straciłam siłę i cieprliwość.

No nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, może Wy dostrzeżecie coś, czego ja nie widzę lub nie chcę widzieć. Wyjaśnień jest kilka:
a) nie pasujemy do siebie - mamy rozbiezne potrzeby i sposoby okazywania miłości
b) facet mnie olewa
c) nie kocham go, tęsknię za byłym i dokonuję na obecnym chłopaku projekcji własnych uczuć (boję się, że coś w tym może być i że interpretuję jego zachowania jako olewanie mnie, po to, żeby się go czepiać, a w ostateczności rzucić, bo sama nie darzę go uczuciem, że to jedynie zauroczenie i bycie z kimś "bo tak wyszło").

Medal dla tego, kto dobrnął do końca.
Będę wdzięczna za opinie.
Obserwuj wątek
    • facettt a musi ? 02.11.14, 13:40
      obcy.kana napisał(a):

      > a) nie pasujemy do siebie - mamy rozbiezne potrzeby i sposoby okazywania miłośc
      > i
      > b) facet mnie olewa
      > c) nie kocham go, tęsknię za byłym i dokonuję na obecnym chłopaku projekcji wła


      Odpowiedz: - a+c

      PS. tez leze (aktualnie) chory w lozku i Szanowna musiala tluc sie wczoraj samochodem
      po zatloczonym miescie i swieczki zapalic sama.
      no i co ?
        • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 13:51
          Mimo faktu, że darzę wielką niechęcią kobiety w typie księżniczek, akurat w tym przypadku stawiam na olewanie przez niego. Wydaje mi się, że więcej dajesz, niż dostajesz. Marudzenie na odebranie z dworca o 9:30 (no faktycznie, co za nieludzka godzina...) i odwoływanie umówionych spotkań ( po co się umawiał?) ledwie może dałoby się jakoś usprawiedliwić po kilkuletnim związku, kiedy już nieco opadły emocje i skończyło się picie sobie z dzióbków, ale na pewno nie po 5 miesiącach. Pewnie dałabym sobie spokój na Twoim miejscu.
          • sl-14 Re: a musi ? 02.11.14, 13:54
            No właśnie, jeszcze to przeciąganie - najpierw że później, potem, że wcale. Jakby chciał się wymigać od przykrego obowiązku. :/
          • obcy.kana Re: a musi ? 02.11.14, 13:56
            :(
            A taki fajny się wydawał... Rodzicom go przedstawiłam, poznałam jego rodzinę. Wszyscy znajomi i rodzina cieszą się, że jestem szczęśliwie zakochana. Trochę byłoby mi wtyd teraz tak po prostu to wszystko zakończyć... Nie chcę go skreślać ;(
            • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 14:02
              Nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie, ale imho łatwiej ją podjąć po 5 miesiącach niż po 5 latach, a założę się, że przez ten czas Twoje niezadowolenie i frustracja będą narastać, co odbije się pewnie także i na nim, a mógłby już w tym czasie układać sobie życie z kimś, kto nie będzie od niego oczekiwać czerwonych dywanów ( choć akurat w opisanych przykładach nie oczekiwałaś wcale żadnego królewskiego traktowania, raczej zwykłego w związku ludzi, którym na sobie zależy).
      • sl-14 Re: a musi ? 02.11.14, 13:50
        Ja stawiam na a) lub b), wnosząc po opisie. O ile jeśli chodzi o płacenie, to nie do końca się zgadzam, o tyle umiarkowany zapał twojego lubego do kontaktów i pomocy tobie, nie wygląda dobrze.
        • sl-14 I jeszcze 02.11.14, 13:53
          > Na początku była klasyka gatunku, czyli zaloty, motyle w brzuchu (brzmi strasznie
          > i wzajemna fascynacja. Chłopak mnie zauroczył, wlaściwie nie było dnia, bym o
          > nim nie myślała. Od początku mi się podobał i czułam się bardzo rada z tego,
          > że ostatecznie zostaliśmy parą (nadal trudno dojść kto kogo uwiódł).

          To na pewno było/jest wzajemne i z obu stron?
          • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 13:58
            No taaak. Tego akurat jestem pewna.
            W ogóle ja wiem, że on mnie kocha. Naprawdę. Myślę, że nawet bardziej niż ja jego. Ale kocha mnie po swojemu,a to co mi daje, dla mnie jest niewystarczające. Ot co. I boję się, że im dalej w las, to te różnice będą się coraz bardziej uwydatniać. Nie wiem, może jest jeszcze mało dojrzały, w sumie to najmlodszy chłopak jakiego miałam (ma 24 lata, ja 23).
              • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:10
                Hmm. No to co tutaj opisałam to tylko wycinek, i to zawierający same negatywy. A wnioskuję, że mnie kocha po tym, że:
                - mówi mi to
                - jak się spotykamy, to okazuje mi to w sposób fizyczny (całowanie, przytulanie)
                - kilka razy mi pomógł.. zreperował coś w mieszakniu, przyniósł zakupy, a na początku znajomości miał dla mnie zawsze czas ... jak chcialam się spotkać, bo miałam zły dzień, to zawsze mogłam na niego liczyć (dziś już tak nie jest :/)
                - przedstawił mnie swoim rodzicom - on raczej należy do tych, co traktują te sprawy poważnie
                - łazi ze mną do kościoła, bo wie, że mi na tym zależy :P
                - no i o wspólnym życiu coś wspomina często. tzn wprost powiedział, że jestem pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa.

                No sama już nie wiem. Ja wierzę mu i widzę, ze mnie kocha, ale własnie chyba mamy baaardzo rozbieżne potrzeby bliskości. Jak się spotykamy, to jest fajnie. Gorzej jak się nie widzimy - np. on sam z siebie praktycznie do mnie nie dzwoni, żeby spytać, co u mnie i pogadać.
                • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:13
                  "jestem pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa."

                  wlasnie to przeczytalam i zrobilo mi sie dziwnie. bo to chyba brzmi trochę jak by mi robił łaskę. on to chyba inaczej ujął, ale mniejsza o to - w każdym razie on mówi o nas tak, jak bysmy mieli byc za rok, dwa, malzenstwem.
                    • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:34
                      Tamten nie chciał się żenić. Poza tym nie szanował moich poglądów. W przeciwieństwie do chłopaka, z którym jestem teraz.

                      Szkoda, że jakiejś hybrydy nie da się zrobić z najlepszych cech mężczyzn naszego życia.
                      • alpepe Re: I jeszcze 02.11.14, 14:42
                        Ja to widzę tak, młodzi jesteście, jak się zaweźmiesz, to go "wychowasz", w znaczeniu, że będzie wiedział: na dworzec wyjść, z kwiatkiem w dłoni, bo jak nie, to foch. Albo mamy do jasnej równouprawnienie i wtedy możesz sama o siebie zadbać, a miłe gesty ci średnio potrzebne, albo księżniczkuj dalej, ale zmień księcia. Póki co, pretensje możesz mieć do rodziców chłopaka, że go nie wychowali na rycerskiego dżentelmena.
                        • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 15:06
                          Jasne, że mogę sama o siebie zadbać, ale należę do tego typu kobiet, które muszą czuć, że facet jest ich wsparciem i ochroniarzem. Nie chodzi oczywiście o sytuację znajdowania się non stop pod opieką partnera, tylko o pewną postawę, Nawet z tym płaceniem jest tak, że wymagam, żeby to mężczyzna fundował wyjścia, a i tak mu tę forsę zwracam, np. regularnie zapraszając na obiad czy kupując mu jakiś drobiazg.

                          obyś miała rację alpepe, spróbuję jeszcze podziałać, ale jeśli natrafię na mur z jego strony, to chyba rzeczywiście sobie odpuszczę i poczekam na kogoś, kto bardziej będzie potrafił okazać zaangażowanie.
                • sl-14 Re: I jeszcze 02.11.14, 14:27
                  > - mówi mi to

                  Ok, ale to deklaracja, a za nią powinny iść czyny.

                  > - jak się spotykamy, to okazuje mi to w sposób fizyczny (całowanie, przytulanie)

                  Do tego nie trzeba miłości. :)

                  > - kilka razy mi pomógł.. zreperował coś w mieszakniu, przyniósł zakupy, a na po
                  > czątku znajomości miał dla mnie zawsze czas ... jak chcialam się spotkać, bo
                  > miałam zły dzień, to zawsze mogłam na niego liczyć (dziś już tak nie jest :/)

                  Kiedyś podobnie miałam z kolegą, z którym nic mnie nie łączyło. Tym bardziej, że piszesz, że już tak nie jest.

                  > - przedstawił mnie swoim rodzicom - on raczej należy do tych, co traktują te
                  > sprawy poważnie
                  > - no i o wspólnym życiu coś wspomina często. tzn wprost powiedział, że jestem
                  > pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa.

                  Może po prostu uważa cie za dobra kandydatkę na żonę, co niekoniecznie musi być komplementem?

                  > - łazi ze mną do kościoła, bo wie, że mi na tym zależy :P

                  A sam jest niewierzący? No to ok, tutaj dostaje punkt. :)

                  Pewnie cię trochę dołuję, ale z drugiej strony jeśli panu się rzeczywiście nie chce, to po co masz robić sobie źle? A w ogóle rozmawiałaś z nim o tym?
                  • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:41
                    Tak nparawdę to od jakiegoś czasu są o to spiny (o to, że ja w tym związku 70% czasu tęsknię). Mieliśmy o tym pogadać jak się spotkamy, czyli dziś... No ale do spotkania nie doszło.
                    Napisał jakąś godzinę temu, że mnie kocha. Ja mu w złości odpisałam, żeby skończył, ale już nie odpisał.

                    Nieee wiem o co chodzi. Jest mi cholernie przykro, bo nawet jak jest chory i leży w łóżku, mógłby ze mną pogadać przez telefon (och nie, zapomnialam ze nie ma kasy na koncie). No to przez głypi internet. Tydzień się nie widziliśmy, dla mnie to sporo....

                    No do kościoła chodzi, choć sam jest agnostykiem. Chodzi i szanuje moje poglądy, a to dla mnie ważne. Np. widzę też, że dla mnie może się powstrzymac od seksu, mimo że nas do siebie cholernie ciągnie (ja chcę dopiero po ślubie i on o tym wie).
                        • straszny.upal Re: I jeszcze 02.11.14, 16:54
                          Dodam jeszcze, że to co opisałaś jako "księżniczkowatość" czy jakieś oczekiwania - IMO nie są zawyżone (widocznie dałaś się skutecznie wbić w poczucie winy z ich powodu - niech zgadnę, młoda jeszcze jesteś i łatwo Tobą manipulować?), natomiast jest grupa facetów, którzy z natury nie będą niczego spełniać, oraz druga, która spełni to bez słowa i jeszcze od siebie doda. Z natury.
                          I jeszcze powiem Ci z doswiadczenia - niespełnienie oczekiwań kiedyś odbije Ci sie czkawka i przerodzi sie w stan przewlekly. Pomijam kwestie czekania z seksem do ślubu, bo tego nie poważam i nie popieram (też na podstawie doświadczenia!), zwłaszcza nie popieram braku sprawdzenia sie we wspolnym mieszkaniu przed slubem. Przerobilam w życiu dwa poważne układy, gdzie jeden facet byl taki jak opisujesz i czekanie do slubu z seksem tez bylo. Skonczylo sie frustracja, czkawka przewleklą i rozwodem. Oraz zmiana pogladów, moją przede wszystkim.
                          A potem po wielu roznych ciezkich trafil sie inny, z którym wzajemne oczekiwania spełnilismy bez wysiłku, wspólne mieszkanie okazało się trafione w dziesiątkę, więc i z konsekwencjami dalszymi nie bylo po co zwlekać. Czego i Tobie serdecznie zycze.
                          • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 17:05
                            Ja wiem, ja wiem, masz rację. Ja też mam za sobą długoletni związek i życie na kocią łapę w moim przypadku zupełnie się nie sprawdziło. Panu było już tak dobrze, że o ślubie nawet nie chciał słyszeć.

                            Ja wiem, że to wszystko fatalnie brzmi - że niby czekam teraz do ślubu, a kilka razy poszliśmy do łóżka. Że on niezbyt wierzący (chociaż ostatnio widzę, że coś tez i u niego się w tej kwestii zmienia), a chce czekać. Że w tym wszystkim gdzieś po drodze upadliśmy. Nie chciałabym popadać w skrajności i nie chcę, żeby to wyglądało, że mi kościół wodę z mózgu zrobił - nie, to był mój świadomy wybór. A że bywa ciężko, no to każdy wie po sobie jak trudno się powstrzymać przed miloscia fizyczna jak sie lezy obok kochanej osoby, i to na poczatku zwiazku.

                            Ale z dwojga sytuacji - w tej czuje sie o wiele lepiej. I już wiem, że nie zdecyduje się wiecej na mieszkanie przed slubem.

                            Rozumiem Twoja sytuacje, prawdopodobnie na taki efekt zlozylo sie wiele czynników.
                            Ale Ty zrozum też i moją - ja zmieniłam poglądy, zmieniłam podejście do seksu i malzenstwa i choc bywa trudno, to dobrze mi z tym.

                            A co do moich wymagań - masz rację, powinnam chyba popracować nad poczuciem własnej wartości i chyba przede wszystkim sama do siebie nabrać szacunku. Przestać mu nadskakiwać, to może zacznie mnie szanować i będzie tak jak na początku związku.
                            • stokrotka_a Re: I jeszcze 04.11.14, 11:33
                              obcy.kana napisał(a):

                              > Ja wiem, że to wszystko fatalnie brzmi - że niby czekam teraz do ślubu, a kilka
                              > razy poszliśmy do łóżka. Że on niezbyt wierzący (chociaż ostatnio widzę, że co
                              > ś tez i u niego się w tej kwestii zmienia), a chce czekać. Że w tym wszystkim g
                              > dzieś po drodze upadliśmy. Nie chciałabym popadać w skrajności i nie chcę, żeby
                              > to wyglądało, że mi kościół wodę z mózgu zrobił - nie, to był mój świadomy wyb
                              > ór. A że bywa ciężko, no to każdy wie po sobie jak trudno się powstrzymać przed
                              > miloscia fizyczna jak sie lezy obok kochanej osoby, i to na poczatku zwiazku.

                              Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę ze swojego zakłamania...
                • stephanie.plum Re: I jeszcze 02.11.14, 21:45
                  ja zdecydowałam się na faceta z podobnym zespołem objawów.

                  to znaczy: byłam pewna, że mnie kocha,
                  i byłam wściekła, bo w ogóle nie stawiał się w roli księcia na szkapie.
                  nie raz desperowałam, bo miałam wrażenie, że gościu kompletnie olewa moje oczekiwania.

                  ale bardzośmy się lubili, a ja jestem długodystansowcem, więc nie zrezygnowałam.
                  po 20 latach razem wiem, że ten człowiek ma po prostu niesamowicie ostro wysterowany próg asertywności, i nigdy nie robi nic, do czego nie jest w stu procentach przekonany.

                  na dłuższą metę ta postawa ma kupę zalet, bo facet nic nie udaje, ani się nie poświęca i nie trzeba mdleć z wdzięczności.
                  poza tym, jest zupełnie odporny na manipulacje i emocjonalne szantaże, co ukróciło moje ewentualne chore zapędy w zarodku.

                  jedyna rzecz, która w twoim opisie niepokoi, to hipochondria delikwenta
                  :~/
    • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:19
      moja droga, ty to męczennica jesteś. będziesz bardzo dobrą matką polką;)
      księżniczka wzięłaby taksówkę, a niewyspanemu chłopcu zrobiła hiszpańską inkwizycję lub do wyboru jesień średniowiecza.
      i przestań odpisywać na każdego smsa ok.
          • facettt cos nowego 02.11.14, 17:04
            six_a napisała:
            > może robi tak jak ty, nie zawraca wyimaginowanej żonie dupy.


            zawracac/lub nie zawracac/ wyimaginowanej zonie d...?
            co to za kategoria logiczno/poznawcza ?

            wyjasnij, bo mam problemy ze zrozumieniem przeslania.
      • ste.do Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:23
        Przecież napisała że ona dziewictwo konserwuje do ślubu;)) Stąd pewnie te jego napomknienia o małżeństwie, bo a nuż da się w ten sposób przyspiszyć ślub pościelny. A takie częste spotkania "na pusto" muszą być dla niego męczące więc ich unika. Może zresztą inaczej zagospodarował sobie te świąteczne dni aby sobie ulżyć w tym czekaniu na ślub;))Na początku znajomości był okres wakacji i chłopak miał nadzieję na bardziej barwny związek, to się starał. A jak nic z tego nieb wyszło, a rok akademicki się rozpoczął to część czasu poświęca koleżankom z ławy uczelnianej.;)). A kandydatce na żonę wciska narzekania na "bóle głowy" i inne takie;))
        • facettt przeoczylem to... 02.11.14, 16:29
          ste.do napisała:
          > Przecież napisała że ona dziewictwo konserwuje do ślubu;))

          - przeoczylem to - a to wiele wyjasnia :)

          Stąd pewnie te jego napomknienia o małżeństwie, bo a nuż da się w ten sposób przyspieszyć
          ślub pościelny.

          - cwany lis z niego :). Tesz mialem kiedys dziewcze, co to te posciel odsuwalo na czas nieokreslony, a potem dziwilo sie, ze wystarczaja mi z nia spotkania raz na tydzien,
          by pogadac o ksiazkach, pojsc do kina, czy teatru :)))
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:29
          A nie, nie. Ja taka święta nie jestem :P W łóżku byliśmy kilka razy i było super, jeszcze z nikim tak się nie czułam. Ale to było kilka razy (no nie wytrrzymaliśmy :D) i teraz staramy się tego nie robić. Takie mam postanowienie ;C
            • facettt uprawia... 02.11.14, 16:35
              sl-14 napisała:
              > Chyba nie rozumiem - to uprawiasz seks przed ślubem, czy nie?


              uprawia, ale sie tego wstydzi. cos nie jasne ? :)))
              nalepiej, ze to jej "postanowienie o wstrzymaniu" - to durne chlopie akceptuje.

              - pogonilbym na 4 wiatry.
                • facettt nosz k... 02.11.14, 16:39
                  sl-14 napisała:
                  > No ale skoro uprawia, to na co oni mają czekać na po ślubie?

                  nosz k...
                  na blogoslawienstwo: - jak nie Swiatobliwosci - to przynajmniej jej rodzicow.
                • obcy.kana Re: uprawia... 02.11.14, 16:40
                  To tak jak z niejedzeniem czekoladek w wielkim poście. Starasz się nie jeść, potem idziesz na imprezę, dajesz się ponieść atmosferze i zdarza Ci się jedną zeżreć. Jezzzu, wiedziałam, że jak o tym wspomnę, to nagle tematem wątku stanie się moje nieudolne jak widać, ale zawsze - zachowanie czystości.
                  Nie będę już komentować tego wątku, bo nie jest on tematem mojego problemu :x

                    • obcy.kana Re: uprawia... 02.11.14, 16:46
                      Hmm. Jasne, że nie jestem dumna, że uległam i kilka razy to zrobiliśmy. Akurat poglądy mam dośc konserwatywne i wyrobione. Wyspowiadalismy się oboje i już tego nie robimy - cudownym rozwiązaniem jest jego nienocowanie u mnie.

                      Ja wiem, że dla osób niewierzących/ niepraktykujących to co pisze to może być jakiś kosmos, dlatego nie chcę się wdawać w dyskusję na ten temat. Jestem katolem, i to dość konserwatywnym od mniej więcej pół roku - stąd do świętości jeszcze może mi daleko. Ale to nie jest miejsce na tego typu historie i opowieści o nawróceniu.

                      Zwróciłam się z konkretnym problemem, i to na nim proszę skupić swoją uwagę ;]
                  • stokrotka_a Re: uprawia... 04.11.14, 11:35
                    obcy.kana napisał(a):

                    > To tak jak z niejedzeniem czekoladek w wielkim poście. Starasz się nie jeść, po
                    > tem idziesz na imprezę, dajesz się ponieść atmosferze i zdarza Ci się jedną zeż
                    > reć. Jezzzu, wiedziałam, że jak o tym wspomnę, to nagle tematem wątku stanie si
                    > ę moje nieudolne jak widać, ale zawsze - zachowanie czystości.

                    O jakim zachowaniu czystości w związku piszesz??? Przecież w tym zwiazku postanowienie czystości już złamałaś kilka razy więc, żadnej czystości już nie ma. Mleko się rozlało i nie da się tego stanu odwrócić, ale zawsze można okłąmywać siebie samą, jak ty to czynisz.
                    • obcy.kana Re: uprawia... 04.11.14, 23:11
                      Hłe, hłe, a jak Ci się skarpetki zabrudzą to też twierdzisz iż mleko się rozlało i chodzisz do końca życia w brudnych? Współczuję ;p

                      Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę, nie oznacza, że nie warto próbować od nowa. Ale czo ja w ogóleeee, z kim tu gadać :x

                      Ten wątek jest wspaniały, otworzył mi oczy na to, że najwięcej faryzeizmu , fałszu i pełnej zacietrzewienia nienawiści jest poza Kościołem, a nie w nim, jak kiedyś sądziłam.
                      Boże, jak się cieszę, że się nawróciłam :)
                      • klamkas Re: uprawia... 04.11.14, 23:26
                        A ja w przeciwieństwie do forum napiszę, że twoje przekonania religijne to twoja sprawa (i twojego chłopaka, o ile się na nie godzi), ale z doświadczenia - zbudowanie trwałego związku między gorliwą katoliczką i agnostykiem jest trudne, wymaga dużo dojrzałości (życiowej i religijnej, a ani jednej, ani drugiej nie masz, bo jesteś młoda życiowo i zupełnym dzieciakiem duchowo).

                        Cieszysz się, że chłopak szanuje twoje poglądy. I cieszysz się, że AGNOSTYK się spowiada?! Z czego, jeśli to twój grzech, a nie jego? I przed kim, skoro dla niego ksiądz to człowiek jak każdy inny? Ty jesteś katoliczką, seks poza małżeński jest twoim grzechem, a nie kogoś, kto wierzy, że istnieje gdzieś coś, co ma jakąś siłę...

                        W aspekcie niereligijnym - jesteście młodzi, musicie się nauczyć nie tylko rozmawiać, ale sprawnie komunikować. Czyli w sposób skuteczny mówić o swoich potrzebach, a nie oczekiwać, że ktoś się domyśli. Twierdzenie, że "on wie, że moje ok, oznacza maksymalne wkurzenie" jest naiwne i dziecięce - on nie musi wiedzieć o co chodzi (czuje, że jesteś niezadowolona, ale nie wie o co ci chodzi), dopóki mu nie powiesz. I poważnych spraw nie rozwiązuje się w smsach, ale rozmawia się ze sobą na żywo - pozwalając, żeby nie tylko słowa (albo ich smsowe namiastki) ale i mimika, intonacja, zachowanie robiły wrażenie.

                        Generalnie - dorośnij. Bo narazie masz bardzo dorosłe oczekiwania (np. ślub), ale nic nie wskazuje, że ty i twój partner do tych oczekiwań dorośliście. I to nie znaczy, że trzeba zerwać. Znaczy, że trzeba pracować...
                      • stokrotka_a Re: uprawia... 05.11.14, 08:33
                        obcy.kana napisał(a):

                        > Hłe, hłe, a jak Ci się skarpetki zabrudzą to też twierdzisz iż mleko się rozlał
                        > o i chodzisz do końca życia w brudnych? Współczuję ;p

                        hłe hłe, niezłe to porównanie czystości w sensie seksualnym (kto to wymyślił? - pewnie duchowni, którzy ślubowali czystość, ale ciągle bzykali sobie na boku ;-)) do zabrudzonych skarpetek. ;-)

                        > Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę, n
                        > ie oznacza, że nie warto próbować od nowa. Ale czo ja w ogóleeee, z kim tu gada
                        > ć :x

                        O tak, warto próbować, bo pomiędzy "nieczystym" bzykankiem, które jest przecież takie och i ach można sobie wmawiać, że jest się "czystym". ;-D Co za hipokryzja!

                        > Ten wątek jest wspaniały, otworzył mi oczy na to, że najwięcej faryzeizmu , fał
                        > szu i pełnej zacietrzewienia nienawiści jest poza Kościołem, a nie w nim, jak k
                        > iedyś sądziłam.
                        > Boże, jak się cieszę, że się nawróciłam :)

                        To prawda, arcyciekawe są twoje posty, bo pokazują jak można oślepnąć na "faryzeizm", zacietrzewieni i nienawiść w Kościele. :-)
                      • sl-14 Re: uprawia... 05.11.14, 19:16
                        > Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę,
                        > nie oznacza, że nie warto próbować od nowa.

                        Żadna nowość, że w katolicyzmie chodzi o deklaracje i wyobrażenia, nie o czyny. :)
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:35
          NIe, nie, nie. Akurat ta kwestia w grę nie wchodzi. On babiarzem nie jest i rozmawialiśmy na temat seksu. Jest między nami ogromna chemia (do tego stopnia, że kilka razy rzeczywiście wylądowaliśmy w łóżku), ale ja mimo to chce się starać i z tym poczekać do ślubu. Nie chodzi o dziewictwo, bo dziewicą już dawno nie jestem, ale w międzyczasie trochę dojrzałam i zmieniłam poglądy i chcę zachować wstrzemięźliwość do ślubu. Wychodzi różnie, ale się staramy.On to szanuje i właśnie po tym też poznaję, że mu zależy - że potrafi okazywać czułość, ale i też powstrzymać się przed czymś więcej.
          Czasem to on wręcz odwraca moją uwagę jak robi się za gorąco :P

          Także to na pewno nie problem z seksem. O co innego musi chodzić. Może to reczywiście kwestia wychowania :( Że muszę go nauczyć traktować mnie tak jak tego potrzebuję :(
                • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:11
                  Masz prawo tak uważać ;] To, ze w 99% sytuacji potrafimy się powstrzymać nie oznacza, że nie mamy takich potrzeb. BO libido z tego co zaobserwowalam, oboje mamy dość wysokie. Tym trudniej zachować czystosc, ale z reguly sie udaje ;]
                    • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:25
                      No pewnie! Zawsze tak jest, że na początku libido jest wysokie, a potem spada. Czy w takim razie, zachowując wstrzemięźliwość nie zostawiam trochę tej energii na później? Moim zdaniem tak i chcę żeby dla mnie ślub był realną zmianą, a nie tylko zmianą w adresu i dowodu osobistego.
                      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:29
                        A skad zalozenie, ze to libido bedzie Wam spadalo rownolegle? Ktos moze w tym spadaniu kogos wyprzedzic, i wtedy bedzie nieszczecie - nie zycze Ci, zeby to Twoj wybranek byl tym, ktoremu szybciej opadnie... :D
                        Co do tej "energii zostawionej na pozniej" - nie jestem pewna, czy to rzeczywiscie tak dziala.
                      • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 17:49
                        Libido macie wysokie? Nie masturbujecie się, jak rozumiem (toż to grzech) i seksu nie uprawiacie, choć ponoć świeżo zakochani, i libido macie wysokie? Buahaha! Wybacz, ale libido to można oszacować, jak się prowadzi jakieś życie seksualne, a nie celibat.

                        Żeby się po ślubie nie okazało, że pan tak ochoczo oczekiwał nie z powodu wartości duchowych, ale dlatego, że ma potrzebę raz na miesiąc. Bo będzie płacz i zgrzytanie zębów.
                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:06
                            Widzisz, jak nie spuszczasz napięcia, to ono się utrzymuje. Dopiero gdy je spuścisz, możesz dostrzec, kiedy zaczyna narastać i osiąga stopień, w którym znowu musisz sobie ulżyć. Obserwacja szybkości tego procesu i natężenia napięcia - to jest właśnie szacowanie swojego libido. Bez spuszczania nie ma szacowania. Dac maj point.

                            A co do niskiego libido u facetów - obyś się nie zdziwiła, gdy będzie za późno (bo rozwód w katolicyzmie nie wchodzi w grę, prawda?).
                            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:13
                              No nie wchodzi, to fakt.
                              Ale nie mam zamiaru martwić się na zapas. Seks w związku/małżeństwie jest bardzo ważny, nie przeczę. Ale wychodzę z założenia, że jak ludzie się naprawdę kochają, to poradzą sobie z problemami także w tej sferze. Idąc Twoim tokiem rozumowania, powinnam każdego kandydata na męża sprawdzać pod tym kątem jeszcze przed ślubem, co przy moich poglądach nie wchodzi w grę.
                              • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:25
                                Jeśli rzeczywiście masz wysokie libido, to tak, powinnaś sprawdzać przed ślubem, żeby nie skończyć z ręką w nocniku, a przynajmniej zminimalizować ryzyko.

                                Rozumiem jednak, że nawracając się, przyjęłaś na siebie pewne zobowiązania i jesteś gotowa ich dotrzymać nawet kosztem swojego zadowolenia w pewnych sferach życiowych. Rozumiem to, choć osobiście nie widzę uzasadnienia dla takiego samoudręczania (także byłam niegdyś wierząca, więc znam racjonalizacje dorabiane do tej rzekomej konieczności).
                              • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:30
                                > No nie wchodzi, to fakt.

                                No to dlaczego chcesz brać ślub z facetem, w związku z którym masz wątpliwości, zastanawiasz się nawet, czy nie z powodu byłego i generalnie nie wszystko gra? Jeśli decyzja ma być na całe życie, bez odwrotu, to powinna być w 100% przemyślana. No chyba, że jednak rozwód, a później zaczynamy od nowa. :>
                              • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:16
                                obcy.kana napisał(a):

                                > Ale wychodzę z założenia, że jak ludzie się naprawdę koch
                                > ają, to poradzą sobie z problemami także w tej sferze.

                                Naiwne to założenie, moja droga, ale masz jeszcze czas z tej naiwności wyrosnąć. ;-) Popatrz, tak się kochacie, a jakichś drobnych nieporozumień nie potrafcie wyjaśnić. A co dopiero będzie, gdy przyjdą poważne problemy?
                              • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:37
                                Co do tego, co mi się wydaje: otóż wydaje mi się, że bez seksu nie ma związku.

                                A co do samego seksu - nad tym można pracować. Tylko ważne jest, żeby dobrać się tak, żeby było w ogóle z czym pracować. I rozpoczęcie pożycia zanim się zobowiąże do małżeństwa do śmierci (w przypadku Obcykanej to może być nawet 50 lat), ułatwia ocenę - czy z tym facetem da się w ogóle dotrzeć, dogadać; jak to będzie, gdy szał minie itp.

                                Moim zdaniem lepiej to ocenić przed ślubem, bo małżeństwa dziś są bardziej odizolowane od świata zewnętrznego niż to drzewiej bywało - rozpad więzi społecznych jest realny i namacalny. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że ciężko znaleźć wsparcie poza związkiem. Lepiej więc, żeby w związku było (przynajmniej potencjalnie) cacy.

                                Ale ogólnie oczywiście wali mnie, co robicie ze swoim życiem. Wygłaszam li jedynie swoją opinię na dany temat.
                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 19:59
                                  Nie no, jasne… już to widzę oczami wyobraźni, jak bzykając się przed ślubem, na fali zadurzenia i fascynacji, panienka analizuje, jakiż to będzie ten jej przyszły mąż, jak mu już żona spowszednieje. To jest zaiste najlepszy moment na takie rozważania i im właśnie niewątpliwie młodzi napaleni całkowicie poświęcają przedślubne igraszki.

                                  Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne „próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpada. No to albo kluczowe znaczenie seksu w związku jest nieco przereklamowane, albo to całe „próbowanie” o kant doopy potłuc.

                                  Ale to moje zdanie i nikomu go narzucać nie zamierzam. Też mi zwisa, co kto uważa i robi w tym względzie.
                                  • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:11
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne &#
                                    > 8222;próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpad
                                    > a. No to albo kluczowe znaczenie seksu w związku jest nieco przereklamowane, al
                                    > bo to całe „próbowanie” o kant doopy potłuc.

                                    Hm, ale ty jesteś mężatką?
                                        • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 11:33
                                          Napisałaś, że bez seksu nie ma związku i że powinno się wcześniej przetestować w tej sferze. Tymczasem, pomijając już fakt, że istnieją tzw. białe małżeństwa, to i w tych całkiem zwyczajnych z różnych powodów mogą się zdarzyć krótsze czy dłuższe okresy bezseksia. Jeśli ludzie są dobrani przede wszystkim mentalnie, dogadują się w kwestiach światopoglądowych, wartości, podejścia do życia i siebie, to związkowi takie sytuacje najczęściej niczym nie grożą. To miałam na myśli.
                                          • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:20
                                            a to przed ślubem okresy bezseksia spowodowanego np. czyjąś chorobą, nie zdarzają się z zasady? ludzie albo są dobrani, albo nie są, a nie że jak są dobrani psychicznie, to ze wszystkim absolutnie sobie poradzą. skąd taki optymizm magiczny, że wszystko pozostanie takie samo jak w dniu ślubu?

                                            poza tym bezseksie w małżeństwie to nie to samo bezseksie co wstrzemięźliwość przed ślubem, gdzie każdego rodzaju zbliżeń fizycznych należy unikać, bo be, albo bo święte i tylko dla męża.

                                            przywoływanie białych małżeństw jest w ogóle kulą w płot. szczególnie jeśli rozpatrujemy to w kontekście wiary katolickiej, gdzie małżeństwo służy tworzeniu rodziny i płodzeniu dzieci. więc żadne białe, które ma inne założenia od początku, nie ma z punktu widzenia katolika racji bytu.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:21
                                              six_a napisała:

                                              > a to przed ślubem okresy bezseksia spowodowanego np. czyjąś chorobą, nie zdarza
                                              > ją się z zasady? ludzie albo są dobrani, albo nie są, a nie że jak są dobrani p
                                              > sychicznie, to ze wszystkim absolutnie sobie poradzą. skąd taki optymizm magicz
                                              > ny, że wszystko pozostanie takie samo jak w dniu ślubu?

                                              Ale po co te skrajności, ja wcale nie mówię, że ze wszystkim i zawsze. Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie sądzisz?


                                              > poza tym bezseksie w małżeństwie to nie to samo bezseksie co wstrzemięźliwość p
                                              > rzed ślubem, gdzie każdego rodzaju zbliżeń fizycznych należy unikać, bo be, alb
                                              > o bo święte i tylko dla męża.

                                              No to tym bardziej w małżeństwie powinno się udać.

                                              >
                                              > przywoływanie białych małżeństw jest w ogóle kulą w płot. szczególnie jeśli roz
                                              > patrujemy to w kontekście wiary katolickiej, gdzie małżeństwo służy tworzeniu r
                                              > odziny i płodzeniu dzieci. więc żadne białe, które ma inne założenia od początk
                                              > u, nie ma z punktu widzenia katolika racji bytu.
                                              >

                                              Masz rację, nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały związek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony przez życie. Do takich przypadków KK podchodzi nieco inaczej.
                                              • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:32
                                                > Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie sądzisz?
                                                nie zwiększa się, bo po prostu nie ma to związku żadnego. brak seksu przed ślubem nie jest żadną gwarancją udanego małżeństwa czy też wytrwania w przymusowym poście po ślubie. nie jest nią również seks przed ślubem.
                                                na tym przykładzie akurat świetnie widać, jak wprowadzanie sztucznych cezur i ograniczeń robi wodę z mózgu.

                                                > No to tym bardziej w małżeństwie powinno się udać.
                                                nie, bo nie ma porównania i nie ma zależności.

                                                > Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały zwi
                                                > ązek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony
                                                nie będzie to związek biały, to po pierwsze. po drugie, nie będzie to także ten sam stan, co wstrzemięźliwość przedmałżeńska. gdzie jest zatem podstawa porównań i podstawa do wyciągania wniosków?
                                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 14:08
                                                  six_a napisała:

                                                  > > Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie s
                                                  > ądzisz?
                                                  > nie zwiększa się, bo po prostu nie ma to związku żadnego. brak seksu przed ślub
                                                  > em nie jest żadną gwarancją udanego małżeństwa czy też wytrwania w przymusowym
                                                  > poście po ślubie. nie jest nią również seks przed ślubem.

                                                  > na tym przykładzie akurat świetnie widać, jak wprowadzanie sztucznych cezur i o
                                                  > graniczeń robi wodę z mózgu.
                                                  >

                                                  Ale przecież nie o seksie była przed chwilą mowa, tylko o dobraniu psychicznym. To ono zwiększa imo szansę na udany związek, o tym pisałam. Więc nie ma żadnej wody z mózgu... a przynajmniej nie z mojego ;))


                                                  > nie, bo nie ma porównania i nie ma zależności.

                                                  No z tego, co napisałaś wynikałoby, że w małżeństwie powinno być łatwiej.

                                                  >
                                                  > > Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały zwi
                                                  > > ązek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony
                                                  > nie będzie to związek biały, to po pierwsze.

                                                  Uważam, że "roboczo" może być, ale jak go zwał, tak zwał - grunt, że o brak seksu chodzi.

                                                  po drugie, nie będzie to także ten
                                                  > sam stan, co wstrzemięźliwość przedmałżeńska. gdzie jest zatem podstawa porówn
                                                  > ań i podstawa do wyciągania wniosków?
                                                  >
                                                  A jakie konkretnie wnioski masz tu na myśli?
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 14:25
                                                    >tylko o dobraniu psychicznym.
                                                    ok. czyli te pary, które uprawiają seks, nie dobierają się psychicznie, tak? albo dobierają się jakoś mniej, bo potem im się rozpada i to przez seks przedślubny. taka była twoja obserwacja, tak?

                                                    >wynikałoby, że w małżeństwie powinno być łatwiej.
                                                    nje. związek istnieje przed małżeństwem i po małżeństwie. związek przed małżeństwem bez seksu, nie jest związkiem w pełnym znaczeniu. więc pełny test w przypadku takiej pary rozpocznie się po ślubie. żadna różnica odsunięciem tego w czasie.

                                                    > grunt, że o brak seksu chodzi.
                                                    o taki brak seksu z seksem w trakcie, czy o jakiś inny brak seksu?
                                                    imo. to są zupełnie różne sytuacje. nie ma czego porównywać. i nie ma co wyciągać wniosku, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu będzie im łatwiej szło.

                                                    > A jakie konkretnie wnioski masz tu na myśli?
                                                    takie jak wyżej, o łatwości czegoś tam po ślubie, gdy przed ślubem nie uprawiało się seksu.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 15:23
                                                    six_a napisała:

                                                    > ok. czyli te pary, które uprawiają seks, nie dobierają się psychicznie, tak? al
                                                    > bo dobierają się jakoś mniej, bo potem im się rozpada i to przez seks przedślub
                                                    > ny. taka była twoja obserwacja, tak?

                                                    Bynajmniej. Nie wiem, skąd takie wnioski, przypuszczam, że z nadinterpretacji tego, co napisałam. Tymczasem generalnie chodzi tylko o to, że nie trzeba się koniecznie seksić przed ślubem, żeby poznać człowieka i stworzyć z nim udany związek.


                                                    > nje. związek istnieje przed małżeństwem i po małżeństwie. związek przed małżeńs
                                                    > twem bez seksu, nie jest związkiem w pełnym znaczeniu. więc pełny test w przypa
                                                    > dku takiej pary rozpocznie się po ślubie. żadna różnica odsunięciem tego w czas
                                                    > ie.
                                                    >

                                                    Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on pozytywnie na sytuację po ślubie...

                                                    > o taki brak seksu z seksem w trakcie, czy o jakiś inny brak seksu?

                                                    o brak seksu po seksie

                                                    > imo. to są zupełnie różne sytuacje. nie ma czego porównywać. i nie ma co wyciąg
                                                    > ać wniosku, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to
                                                    > powstrzymywanie się z przymusu będzie im łatwiej szło.
                                                    >

                                                    Imo nie ma też powodu zakładać, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu w małżeństwie będzie im trudniej szło.
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 16:04
                                                    >Nie wiem, skąd takie wnioski, przypuszczam, że z nadinterpretacji tego, co napisałam.

                                                    w takim razie, jak należy zinterpretować to?
                                                    "chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują na rozstanie."

                                                    > Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on
                                                    > pozytywnie na sytuację po ślubie...
                                                    no nie wiem, może po to, że seks będzie składową tego związku? może zacznijmy od drugiej mańki, z jakiego powodu mieliby akurat nie testować seksu?


                                                    > Imo nie ma też powodu zakładać, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu pr
                                                    > zed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu w małżeństwie będzie im trud
                                                    > niej szło.
                                                    a ktoś takie założenie robił w tej dyskusji?
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:43
                                                    six_a napisała:


                                                    > w takim razie, jak należy zinterpretować to?
                                                    > "chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i
                                                    > sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują
                                                    > na rozstanie."


                                                    Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że potem też będzie ok. Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka Mendigo klarowała koleżance Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to potem może się „obudzić z ręką w nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.


                                                    > no nie wiem, może po to, że seks będzie składową tego związku?


                                                    No będzie, i co? Zakładasz, że bez testu ten seks będzie niefajny, czy co?


                                                    m
                                                    > oże zacznijmy od drugiej mańki, z jakiego powodu mieliby akurat nie testować se
                                                    > ksu?
                                                    >


                                                    Może z takiego, że mają życzenie stosować się do zasad swojej religii, bo widzą w tym sens? Dlaczego mają je tak po prostu olać, skoro to nijak nie gwarantuje sukcesu?


                                                    > a ktoś takie założenie robił w tej dyskusji?

                                                    Skoro nie robił, to po co zachwalać to seksualne testowanie?
                                                  • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:55
                                                    majaa napisała:
                                                    > Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że
                                                    > potem też będzie ok. Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka M
                                                    > endigo klarowała koleżance Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to pote
                                                    > m może się „obudzić z ręką w nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawd
                                                    > zi, to też może.

                                                    I, gwoli ścisłości, zdanie podtrzymuję. Seks przed ślubem nie gwarantuje, że po ślubie będzie cacy, ale znacząco zwiększa takie prawdopodobieństwo, pozwalając np. odsiać ukrytego zboka/impotenta w przedbiegach.

                                                    Rozumowanie: po co sprawdzać, skoro to niczego nie gwarantuje, to trochę tak, jakby olać badania profilaktyczne, skoro nie gwarantują wyleczenia z ewentualnej choroby.

                                                    Można i tak, zwłaszcza gdy religia wchodzi w grę, ale ja bym się tu na argumenty racjonalne nie powoływała. Niech sobie będą religijne i nikt się nie będzie czepiać.

                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:56
                                                    > Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że
                                                    > potem też będzie ok.

                                                    Napraaawdę? Szok! :>

                                                    > Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka Mendigo klarowała koleżance
                                                    > Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to potem może się „obudzić z ręką w
                                                    > nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.

                                                    No, tylko jest kwestia jednego powodu więcej lub mniej. A czasami jeden powód wystarczy. A u koleżanki Obcykanej wątpliwości jest więcej i nie tylko z seksem związanych, że przypomnę.

                                                    > Może z takiego, że mają życzenie stosować się do zasad swojej religii, bo widzą w tym
                                                    > sens?

                                                    I to jest tak naprawdę jedyny aspekt całej sprawy - "postępuję zgodnie ze swoją wiarą, bo ja widzę w tym sens". I danego delikwenta sprawa. A wy (Ty, Obcykana, Stefania) staracie się nam tu jakieś dodatkowe sensy wyczarować, których tak naprawdę niestety nie ma.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:08
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > I to jest tak naprawdę jedyny aspekt całej sprawy - "postępuję zgodnie ze swoją
                                                    > wiarą, bo ja widzę w tym sens". I danego delikwenta sprawa. A wy (Ty, Obcykana
                                                    > , Stefania) staracie się nam tu jakieś dodatkowe sensy wyczarować, których tak
                                                    > naprawdę niestety nie ma.

                                                    Chyba te dodatkowe sensy, których nie ma to sobie jednak same dośpiewujecie niestety. My Was do niczego przekonywać nie próbujemy, a Wy nas - i owszem.
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:06
                                                    >A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.
                                                    ale ona już sprawdziła, to jaki sens mają właściwie twoje wywody o tym, że może lepiej nie sprawdzać, a za to dopasowywać się inaczej.

                                                    >Zakładasz, że bez testu ten seks będzie niefajny, czy co?
                                                    nic takiego nie zakładam. równie dobrze, oni mogliby postanowić, że przed ślubem nie będą jeść obiadów trzydaniowych, rezerwując je na później. no bo jak już teraz spróbują obiadów trzydaniowych, to ich małżeństwo będzie mniej warte, na dodatek przez te obiady mogą zaniedbać spacery, a spacery są najważniejsze i jak się ma spacery, to można przetrwać wszystko. taka logika tych wstrzemięźliwości mniej więcej. jest to po prostu dęte tak, że już bardziej nie można.


                                                    > Skoro nie robił, to po co zachwalać to seksualne testowanie?
                                                    z takiego samego powodu, z jakiego ty zachwalasz poznawanie się na innych płaszczyznach, po prostu są to ważne elementy związku i jak któregoś nie tkniesz w ogóle, to najprawdopodobniej się na nim wyłożysz. to samo będzie, jak para będzie wyłącznie spędzała czas w łóżku, a poza tym będą spędzać czas w swoim gronie znajomych, nie poznając siebie kompletnie poza kontekstem łóżkowym. dlategóż należy zachwalać wszystko, co dla związku może mieć znaczenie. chyba że się planuje, że seksu nie będzie (tu sobie można wyciągnąć na stół to białe małżeństwo) albo raz na trzy miesiące starczy, to jakoś się człowiek przemęczy.
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:11
                                                    > + należy zwrócić uwagę, że oni w seksie akurat się nie rozmijają, rozmijają się
                                                    > gdzie indziej, ale to właśnie unikanie seksu ma im przynieść korzyści. no bardzo
                                                    > ciekawa teoryja.

                                                    I to jest tak naprawdę esencja tego wątku. :)
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:30
                                                    six_a napisała:

                                                    > ale ona już sprawdziła, to jaki sens mają właściwie twoje wywody o tym,
                                                    > że może lepiej nie sprawdzać, a za to dopasowywać się inaczej.

                                                    Czysto informacyjny. I nie że "może lepiej nie sprawdzać", tylko raczej "sprawdzał - nie sprawdzał - wyjść może różnie". A co dla niego lepiej, to niech już każdy sam zdecyduje.


                                                    > nic takiego nie zakładam. równie dobrze, oni mogliby postanowić, że przed ślube
                                                    > m nie będą jeść obiadów trzydaniowych, rezerwując je na później. no bo jak już
                                                    > teraz spróbują obiadów trzydaniowych, to ich małżeństwo będzie mniej warte, na
                                                    > dodatek przez te obiady mogą zaniedbać spacery, a spacery są najważniejsze i ja
                                                    > k się ma spacery, to można przetrwać wszystko. taka logika tych wstrzemięźliwoś
                                                    > ci mniej więcej.

                                                    To chyba jakaś specjalna logika sixowa...


                                                    > z takiego samego powodu, z jakiego ty zachwalasz poznawanie się na innych płasz
                                                    > czyznach, po prostu są to ważne elementy związku i jak któregoś nie tkniesz w o
                                                    > góle, to najprawdopodobniej się na nim wyłożysz.

                                                    Albo nie. Na dwoje babka wróżyła...

                                                    to samo będzie, jak para będzi
                                                    > e wyłącznie spędzała czas w łóżku, a poza tym będą spędzać czas w swoim gronie
                                                    > znajomych, nie poznając siebie kompletnie poza kontekstem łóżkowym. dlategóż na
                                                    > leży zachwalać wszystko, co dla związku może mieć znaczenie. chyba że się planu
                                                    > je, że seksu nie będzie (tu sobie można wyciągnąć na stół to białe małżeństwo)
                                                    > albo raz na trzy miesiące starczy, to jakoś się człowiek przemęczy.
                                                    >

                                                    No paczpani, niby to takie oczywiste, a w życiu tak różnie wychodzi...
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 21:40
                                                    > Czysto informacyjny.

                                                    no tutaj to już wychodzisz rakiem z tej dyskusji, ale w sumie się nie dziwię.

                                                    było:
                                                    (o seksie) No to tak się zastanawiam po prostu, co jest tak naprawdę warte to testowanie, skoro kończy się, jak się kończy.

                                                    jest:
                                                    >tylko raczej "sprawdzał - nie sprawdzał - wyjść może różnie".
                                                    eureka normalnie.

                                                    reszty nie komentuję, bo nie ma czego komentować, a nie że och, jak mnie położyłaś na łopatki.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 21:57
                                                    No może to i dla Ciebie eureka (choć stawiam raczej na brak woli zrozumienia), a to po prostu wszystko to samo, tylko w różnych ujęciach.
                                                    A z dyskusji to się mogę owszem i wycofać, bo to takie grochem o ścianę. Tylko po co rakiem?
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 16:58
                                                    > Tymczasem generalnie chodzi tylko o to, że nie trzeba się koniecznie seksić
                                                    > przed ślubem, żeby poznać człowieka i stworzyć z nim udany związek.

                                                    Jeśli oboje mają podobne podejście i w razie czego razem wezmą na siebie ewentualne nieszczęście, to może i można. Ale może się okazać, że jedno jest mniej wytrzymałe, tudzież mu się odwidziało. Naprawdę, z niedopasowania seksualnego może być sporo problemów i mówię zarówno o niedopasowaniu w sensie potrzeb, preferencji i anatomii. A dla niektórych jest jak dla romantycznych gimnazjalistek, miłość ci wszystko wybaczy.
                                                    I nie porównuj sytuacji losowych w udanym związku do powstrzymywania się od seksu i barania kota w worku, z zastrzeżeniem, że jakby co, to musisz męczyć się z tym kotem resztę życia.

                                                    > Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on
                                                    > pozytywnie na sytuację po ślubie...

                                                    Tylko że negatywne sytuacje po ślubie mogą mieć miejsce nie z powodu owego "testu", jak to nazywasz (bo dla mnie to normalny element związku, m.in. tym się różni mój partner od mojego kolegi, że z partnerem sypiam), tylko mimo niego. Seks przed ślubem, wspólne mieszkanie przed ślubem, poznanie partnera w różnych sytuacjach - to wszystko pomaga poznać człowieka i generalnie rozeznać się w sytuacji, odpowiedzieć sobie na ważne pytania dotyczące związku. Nie wiem, dlaczego jakość seksu miałaby mieć mniejsze znaczenie niż np. to, czy druga strona nie ma ciągot do hazardu, tudzież ustępuje starszym osobom miejsca w autobusie. Bo na innej zasadzie, to można i zaaranżować małżeństwo, bo matka z ciotkami sprawdziły kandydata i jest ok - nie pije, nie trzyma rąk w kieszeniach, pracuje i ma ładne oczy, więc bierz.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:00
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > Jeśli oboje mają podobne podejście i w razie czego razem wezmą na siebie ewentu
                                                    > alne nieszczęście, to może i można.

                                                    No i tyle komentarza wystarczy.
                                                    To dorośli ludzie, tak samo, jak Ty. Ich decyzja, ich ryzyko. Nie rozumiem, po co wtrącają się w to ciotkidobrerady ze swoim „ale może się okazać”. Okazać to się wszystko zawsze może, mimo kombinowania i zapobiegania.

                                                    > Tylko że negatywne sytuacje po ślubie mogą mieć miejsce nie z powodu owego "tes
                                                    > tu", jak to nazywasz [...], tylko mimo niego.


                                                    A ja gdzieś twierdziłam co innego? No właśnie, „mimo niego”. Więc na kij mi on?

                                                    > (bo dla mnie to normalny element związku, m.in. tym się różni mój partner od mojego kolegi, że z partnerem sypiam)

                                                    A dla mnie sypianie jest normalnym elementem związku małżeńskiego. Czy komuś to przeszkadza? Jeśli tak, to dlaczego? Bo to nie ja ani Obcykana agitujemy koleżanki do wstrzemięźliwości, tylko koleżanki próbują agitować nas do czego innego.

                                                    W moim przypadku zresztą, to już i tak musztarda po obiedzie;)


                                                    Sek
                                                    > s przed ślubem, wspólne mieszkanie przed ślubem, poznanie partnera w różnych sy
                                                    > tuacjach - to wszystko pomaga poznać człowieka i generalnie rozeznać się w sytu
                                                    > acji, odpowiedzieć sobie na ważne pytania dotyczące związku.


                                                    Komu pomaga, to pomaga. My z mężem jakoś się obeszliśmy i mniemam, że mimo to poznaliśmy się całkiem nieźle, skoro jesteśmy ze sobą już kilkanaście lat i dobrze nam, nie mamy zamiaru niczego zmieniać.

                                                    Nie wiem, dlaczego
                                                    > jakość seksu miałaby mieć mniejsze znaczenie niż np. to, czy druga strona nie
                                                    > ma ciągot do hazardu, tudzież ustępuje starszym osobom miejsca w autobusie.


                                                    Acha, czyli jak nie bzykam się przed ślubem, to jakość seksu nie ma dla mnie większego znaczenia? No paczpani, jakich to się człowiek o sobie ciekawych rzeczy czasem dowie...

                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:10
                                                    > To dorośli ludzie, tak samo, jak Ty. Ich decyzja, ich ryzyko. Nie rozumiem, po
                                                    > co wtrącają się w to ciotkidobrerady ze swoim „ale może się okazać”.

                                                    Yyy... Bo jest wątek na forum?

                                                    > A ja gdzieś twierdziłam co innego? No właśnie, „mimo niego”. Więc na kij mi on?

                                                    Spoko, był już przykład z badaniami, dosyć łopatologiczny, więc nie będę wymyślała innych analogii.

                                                    > Bo to nie ja ani Obcykana agitujemy koleżanki do wstrzemięźliwości, tylko koleżanki próbują > agitować nas do czego innego.

                                                    Następna. Nikt nie każe wam uprawiać seksu, bo nikogo oprócz was nie obchodzi wasze życie seksualne, tak naprawdę. Ludzie piszą o możliwych pułapkach takiego myślenia i braku logiki oraz hipokryzji w podejściu autorki wątku. Jakich (zapewne zapytasz) - odsyłam do poprzednich postów, nie tylko moich.

                                                    > Acha, czyli jak nie bzykam się przed ślubem, to jakość seksu nie ma dla mnie większego
                                                    > znaczenia? No paczpani, jakich to się człowiek o sobie ciekawych rzeczyczasem dowie...

                                                    Nie wiem, czemu odebrałaś to osobiście, czyżby uderz w stół? :>

                                                    Dyskusja jest ciągle i niezmiennie fascynująca, ale zmykam na randkę. Postaram się wyrobić normę seksualną za siebie, ciebie, Obcykaną i jej chłopaka (chociaż, tak jak już pisałam, podejrzewam że za niego nie muszę).
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 20:11
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > Yyy... Bo jest wątek na forum?
                                                    >

                                                    Acha, i to ciotkom wystarczy. Nawet, jak autorka o to nie prosi (a wręcz sobie tego nie życzy), a wątek tak naprawdę całkiem o czym innym.


                                                    > Spoko, był już przykład z badaniami, dosyć łopatologiczny, więc nie będę wymyśl
                                                    > ała innych analogii.

                                                    Związki między ludźmi to sprawa trochę bardziej skomplikowana, niż badania profilaktyczne. Niestety. Prostej recepty tu nie ma.


                                                    > Następna. Nikt nie każe wam uprawiać seksu, bo nikogo oprócz was nie obchodzi w
                                                    > asze życie seksualne, tak naprawdę. Ludzie piszą o możliwych pułapkach takiego
                                                    > myślenia i braku logiki oraz hipokryzji w podejściu autorki wątku. Jakich (zape
                                                    > wne zapytasz) - odsyłam do poprzednich postów, nie tylko moich.

                                                    Oooo, no jakie Wy życzliwe jesteście, że tak nas ostrzegacie...Wprawdzie mnie to już psu na budę, niemniej doceniam starania... Ale może skupcie się bardziej na sobie, cobyście same w jakieś pułapki nie wpadły, bo życie zna takie przypadki, że innych ratują, a sami wpadają.

                                                    > Nie wiem, czemu odebrałaś to osobiście, czyżby uderz w stół? :>

                                                    Raczej humorystycznie to odebrałam, tak, że nie dopatruj się...

                                                    >
                                                    > Dyskusja jest ciągle i niezmiennie fascynująca, ale zmykam na randkę. Postaram
                                                    > się wyrobić normę seksualną za siebie, ciebie, Obcykaną i jej chłopaka (chociaż
                                                    > , tak jak już pisałam, podejrzewam że za niego nie muszę).

                                                    No wielkie dzięki, ale mną to się nie przejmuj, ja sobie spokojnie daję radę, z nawiązką :)

                                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:48
                                            OK, przetestować się mentalnie. Jasne, jeśli zakładasz, że to możliwe bez wejścia na wyższy poziom intymności. Bo moim zdaniem właśnie prowadząc życie seksualne, można świetnie sprawdzić i wzajemne dopasowanie, i empatię i tzw. wartości, ale w praktyce (życie seksualne to także przerwy w seksie w skonsumowanym związku, odróżnianym od celibatu) itp.

                                            A wracając do sprawy Obcykanej - ona się zastanawia, czy nie zerwać ze swoim kandydatem na męża (tak go postrzega), bo jej walizki nie nosi i nie przyjeżdża na dworzec. Jak zatem będzie sobie radzić z ewentualnymi problemami w sferze seksualnej? Mówię o niej, bo zadeklarowała, że ma duże potrzeby. Sytuacja ma się inaczej w przypadku kobiet, które "dają" swoim mężom, samemu nie wykazując większego entuzjazmu - tutaj testowanie wstrzemięźliwości narzeczonego ma sens i właściwie nie wymaga specjalnych poświęceń od samej kobiety.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:40
                                              mendigo napisał:

                                              > OK, przetestować się mentalnie. Jasne, jeśli zakładasz, że to możliwe bez wejśc
                                              > ia na wyższy poziom intymności. Bo moim zdaniem właśnie prowadząc życie seksual
                                              > ne, można świetnie sprawdzić i wzajemne dopasowanie, i empatię i tzw. wartości,
                                              > ale w praktyce (życie seksualne to także przerwy w seksie w skonsumowanym zwią
                                              > zku, odróżnianym od celibatu) itp.

                                              No to mamy różne zdania:)

                                              >
                                              > A wracając do sprawy Obcykanej - ona się zastanawia, czy nie zerwać ze swoim ka
                                              > ndydatem na męża (tak go postrzega), bo jej walizki nie nosi i nie przyjeżdża n
                                              > a dworzec. Jak zatem będzie sobie radzić z ewentualnymi problemami w sferze sek
                                              > sualnej? Mówię o niej, bo zadeklarowała, że ma duże potrzeby.

                                              I dobrze, że się zastanawia, bo może faktycznie im nie po drodze, może to co dla niej bardzo ważne, to dla niego wcale. Miejmy nadzieję, że nie, ale jeśli tak, to po co brać ślub.
                                              Tak, że nie martwmy się na zapas.


                                              Sytuacja ma się i
                                              > naczej w przypadku kobiet, które "dają" swoim mężom, samemu nie wykazując więks
                                              > zego entuzjazmu - tutaj testowanie wstrzemięźliwości narzeczonego ma sens i wła
                                              > ściwie nie wymaga specjalnych poświęceń od samej kobiety.
                                  • kino.mockba Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:15
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne &#
                                    > 8222;próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpad
                                    > a.

                                    Rozpadają się, bo mogą.

                                    Skoro podstawowe potrzeby są zapewnione, to ludzie zaczynają dbać o jakość życia. Najtrwalsze są te związki, gdzie jedna strona (a historia poucza, że jest to kobieta) całkowicie ustępuje tej drugiej. Chcesz mieć trwały związek? Narób sobie drobiazgu i zrezygnuj z pracy. Nie będziesz miała dokąd odejść, to i pokusa zniknie.
                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:34
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne
                                    > "próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpada.

                                    Bo "w dzisiejszych czasach" ludzie mogą się rozwieść czy rozstać, a "kiedyś", jeśli nie wszystko grało, to jedna strona, najczęściej kobieta, musiała zacisnąć zęby i się męczyć. Aha, to nie pokolenie obecnych 20-latków wymyśliło seks przed ślubem.:)