piataziuta
12.12.14, 12:41
Jak byłam mała, przewinęła mi się przez ręce książeczka, w której głównym bohaterem było umierające dziecko. Przychodził do niego anioł i opowiadał, w bardzo górnolotnych słowach, że dzieciństwo jest sednem życia, że jest najlepszą jego częścią, a dorosłość tylko jego tłem i znaczy mniej więcej tyle, co xuj, dupa i kamieni kupa, więc dziecko nic nie traci, że umiera.
Poirytowałam się wtedy niemiłosiernie, intuicyjnie czując, że nie powinno się dzieciom wciskać takich kitów i że autor chyba jest nienormalny.
Niestety, dwadzieściaparę lat minęło, nieco od tego czasu zgłupiałam i treści tej książeczki zaczęły mnie prześladować. Gdzieś tam resztki rozsądku i instynk przetrwalny pukają mi się w czoło.
Mam więc w związku z tym pytanie:
Co was cieszy tak na codzień w tym zasr... dorosłym życiu??