hajbar18
19.01.15, 15:12
Witam wszystkich,
nie pisałem tu wcześniej, jedynie czytałem, ale może napisanie tego będzie swoistą małą terapią, a wasze opinie pozwolą się choć lekko zdystansować i nabrać perspektywy. Problem jak w temacie: po 7 latach bardzo udanego związku, ale również walki o biologiczne dziecko, żona postanowiła odejść, bo ja tego dziecka jej dać nie mogę. To jej największe marzenie, pragnienie, spełnienie życiowe, a ja okazałem się "przeszkodą" w jego realizacji. Bez dziecka nigdy nie będzie szczęśliwa. Czuję się przegrany podwójnie, bo nie mogę być ojcem, no i miłość jednak nie pokonuje wszystkiego... A ona już nie chce o nas walczyć, mimo że byliśmy naprawdę świetną parą, postawiła kreskę, ważne jest tylko to, że nigdy nie będziemy tzw. "pełną" rodziną... Mam o to wielki żal. Czy myślicie, że to jej pragnienie może naprawdę aż tak silne, że jest gotowa przekreślić parę lat udanego, szczęśliwego życia?