gazaro
23.04.15, 08:48
Poznałam go 3,5 lata temu podczas pracy w Zurychu. Od tamtej pory spotykamy się co 2 miesiące, podróżujemy razem, albo przyjeżdżamy w odwiedziny. On co jakiś czas mówi o wspólnej przyszłosci, że zamieszkamy w jego domku pod Zurychem. Ale do tej pory (a minęło już ponad 3 lata!!), nie złożył mi konkretnej propozycji. W ciągu tych 3 lat ja przechodziłam różne okresy - czasami umierałam z miłosci, czasami pełna obojętność i brak nadziei, że to się jakoś rozwinie. Ja jestem tuż przed 40ką, on tuż przed 50ką. Ja mam za sobą małżeństwo i syna prawie studenta, on - nigdy nie był żonaty, ale bardzo przywiązany do swojej Mamy. Mieszkają oddzielnie: ona w swoim domu, on w swoim, ale codziennie jest u niej na obiedzie i zostaje do wieczora. Kiedy byłam i niego, to poznałam jego Mamę, i nie wydaje mi się zaborcza, czy coś tam. Za każdym razem, kiedy próbuję go zostawić, bo nasze relacje nie prowadzą donikąd, on wstaje na głowę, robi różne obietnicy, i jakoś przekonuje, żebym nie odchodziła.
Niedługo, kiedy syn będzie studentem, ja będę wolna i będę mogła robić to, czego dusza zapragnie. I nie wiem jak planować swoją przyszłość. Z jednej strony, chcę być z tym człowiekiem, ale nie chcę też naciskać - bo po co na siłę zmuszać go, żeby zabrał mnie do siebie.
Na razie to wygląda tak, że jego obecne zycie mu odpowiada: poczucie bezpieczeństwa w sprawach bytu daje mu jego Mama (i to jest jej błąd), a dla sporadycznego s e x u i codziennej rozmowy ma mnie (rozmawiamy co wieczór w Skypie). I tak będzie póki ja nie postawię ultimatum. A ja nie chcę nikogo zmuszać.
Czy jest jakaś szansa, że człowiek sam zrobi krok do przodu, czy niepotrzebnie tracę czas?