Więzy małżeńskie, czy więzy krwi?

25.11.15, 15:37
Co powinno jest silniejsze? A jak powinno być?

Biblia mówi "opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną", chrześcijaństwo (także kk) b. mocno podkreśla odrębność relacji między małżonkami i jej priorytet ponad relacją z rodziną pochodzenia. Duszpasterze małżeństw każą zmierzyć się z pytaniem: czy gdyby toną/tonęła jednocześnie twoja żona/mąż i matka/ojciec to kogo być ratował? Odpowiedź powinna brzmieć żonę/męża. Tyle mówi tradycja chrześcijańska.

Psychologia także mocno podkreśla konieczność odcięcia tzw. pępowiny.

Tymczasem wg statystyk w pl rozpada się 30% małżeństw, w USA 50%.

Czyżby jednak więzy małżeńskie były słabsze, niż więzy krwi?
Wydaje mi się, że bez wątpienia tak właśnie jest.
Chyba niewielu stając przed dylematem jak wyżej opisany ratowałoby małżonka. Prawie każdy z nas - niezależnie od stażu związku, satysfakcji z pożycia, liczby dzieci i wysokości kredytu hipotecznego - skoczyłby jednak za matką, ojcem, bratem, siostrą, a nie za małżonkiem. Najpierw oczywiście ratowałby dziecko. Biologia każe nam w pierwszej kolejności zadbać o własne geny.
    • mariuszg2 Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 15:46
      Już przez zwykłe podanie ręki nawiązujesz relacje z drugim człowiekiem... znam przypadek, że pierwszy dotyk dłoni przygodnie poznanego mężczyzny w wagonie kl 2 PKP intercity relacji Kutno - Poznań na wysokości Konina wywołam taką reakcję u obojga, że na stacji Poznań Garbary poprzysięgli sobie miłość wierność i uczciwość małżeńską w obecności konduktora jako urzędnika reprezentującego majestat najjaśniejszej magnificencji, przeczcigodniuniej eminencji, jego dostojności ojca rektora i erektanta najwielebniejszej R$P
    • zproblemem Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 15:48
      zgadzam się z tradycją i psychologią, niestety mój ex stawiał swoją rodzinę wyżej w hierarchii i trudno się z tym godzić, u nas się nie udało, nie umiał odciąć pępowiny
      • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 16:13
        czy Twoim zdaniem chrześcijaństwo i psychologia nie są trochę hmm wbrew naturze?

        niby inwestowanie w żonę/męża podnosi szansę na replikację genów, bo to z nimi wychowujemy potomstwo. jednak z drugiej strony rodzie i rodzeństwo to także nasze geny. dzieci jakoś wychowamy i bez małżonka.

        patronka teściowych - św. Marianna - oddała życie (została rozstrzelana przez gestapo) za ciężarną synową. był to wybór racjonalny - teściowa ocaliła część swoich genów. jak by jednak wyglądała sytuacja gdyby synowa nie była w ciąży? stawiam dolary przeciwko orzechom, ze sytuacja rozwinęłaby się inaczej przy aprobacie syna i małżonka.
        • stokrotka_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 16:36
          xsenia napisała:

          > czy Twoim zdaniem chrześcijaństwo i psychologia nie są trochę hmm wbrew naturz
          > e?

          Chrześcijaństwo, a raczej chrześcijańskie poglądy, są na ogół wbrew logice, ale wbrew naturze nie może być nic, co istnieje.

          > niby inwestowanie w żonę/męża podnosi szansę na replikację genów, bo to z nimi
          > wychowujemy potomstwo. jednak z drugiej strony rodzie i rodzeństwo to także nas
          > ze geny. dzieci jakoś wychowamy i bez małżonka.

          Dzieci wychowamy bez rodziców i rodzeństwa. Na ogół dzieci są wychowywane i utrzymywane przez rodziców biologicznych lub przybranych, a nie przez dziadków czy rodzeńśtwo rodziców.

          > patronka teściowych - św. Marianna - oddała życie (została rozstrzelana przez g
          > estapo) za ciężarną synową. był to wybór racjonalny - teściowa ocaliła część s
          > woich genów. jak by jednak wyglądała sytuacja gdyby synowa nie była w ciąży? st
          > awiam dolary przeciwko orzechom, ze sytuacja rozwinęłaby się inaczej przy aprob
          > acie syna i małżonka.

          Możesz stawiać cokolwiek przeciwko czemukolwiek, ale i tak nie sprawdzisz, jak rozwinęłaby sie sytuacja. Możesz tylko spekulować.
          • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 16:48
            a TY kogo byś ratowała?

            rodziców/rodzeństwo, czy męża?
            dzieci, czy męża?

            pospekuluj

            BTW
            > Chrześcijaństwo, a raczej chrześcijańskie poglądy, są na ogół wbrew logice, ale
            > wbrew naturze nie może być nic, co istnieje.

            ta uwaga jest akurat bezprzedmiotowa
            • stokrotka_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:02
              xsenia napisała:

              > a TY kogo byś ratowała?
              >
              > rodziców/rodzeństwo, czy męża?
              > dzieci, czy męża?
              >
              > pospekuluj

              Męża na pewno nie ratowałabym, bo mam żonę. A spekulować nie będę, bo nie jestem w stanie przewidzieć, co zrobiłabym w ekstremalnej sytuacji. Może gdybym miała wybierać między żoną a dzieckiem, to skoczyłabym w przepaść, żeby nie mieć wyboru.

              > ta uwaga jest akurat bezprzedmiotowa

              Udowodnij.
              • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:15
                Może gdybym miał
                > a wybierać między żoną a dzieckiem, to skoczyłabym w przepaść, żeby nie mieć wy
                > boru.

                to jest uciekanie od konfrontacji z niewygodnym problemem
                nie ratowałabyś żony - ktokolwiek to jest - dziecka przecież z nią nie masz

                ja nie mam wątpliwości ratowałabym najpierw córkę, potem syna, potem matkę, ojca, siostrę brata, a dopiero za nimi męża, a po nim psa. choć chrześcijańskie pojmowanie małżeństwa jest szlachetne i piękne to jest to tylko czysta teoria. w rzeczywistości więzy krwi mają daleko wyższy priorytet, niż więź małżeńska, a więzi między kobietami w tej samej rodzinie są szczególnie silne.


                • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:27
                  Albo wzięłabyś nogi za pas i nie ratowała nikogo. Pierwsze prawo biologiczne jest straaaaaszliwie naturalnym prawem, znacznie bardziej niż wszelkie inne prawa naturalne, których ostatnio jak psów w tym kraju.

                  No, a kogo z rodziny wyrzuciłabyś z łódki na środku oceanu, gdyby się okazało, że bez tego zatonie? Jest sześć osób, musisz pożegnać się z trzema albo wszyscy zginiecie.

                  No i jeszcze starzec i niemowlę - kogo wyrzucasz z łódki?
                  • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:34
                    > Albo wzięłabyś nogi za pas i nie ratowała nikogo. Pierwsze prawo biologiczne je
                    > st straaaaaszliwie naturalnym prawem, znacznie bardziej niż wszelkie inne prawa
                    > naturalne, których ostatnio jak psów w tym kraju.

                    to jest oczywista oczywistość
                    w historii nie ma opcji "nogi za pas"

                    > No, a kogo z rodziny wyrzuciłabyś z łódki na środku oceanu, gdyby się okazało,
                    > że bez tego zatonie? Jest sześć osób, musisz pożegnać się z trzema albo wszyscy
                    > zginiecie.
                    >
                    > No i jeszcze starzec i niemowlę - kogo wyrzucasz z łódki?

                    naturalnie starca

                    wyrzucić z łódki to ten sam case, co ratować tylko a rebours

                    nikt nie wie jak by się zachował, ale każdy wie jak - w swoim mniemaniu - powinien się zachować i można pospekulować.
                    ja próbuje się oszukiwać, że powinnam ratować męża. myślę, że raczej miałby niski priorytet i tyle.
                    • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:42
                      Serio wyrzucasz starca? I co robisz z tym wrzeszczącym, robiącym pod siebie dzieciakiem w łódce? Starzec może chociaż ci jakoś pomóc, doradzić, korzystając ze swoich doświadczeń życiowych, i jest samodzielny, a noworodek? Ani ci się na nic nie przyda (chyba że do zjedzenia), ani nie pomoże, ani nie przeżyje. Stracisz pomoc, nie zyskując nic.
                      • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:48
                        starzec się na nic nie przyda a waży kilka razy więcej, niż niemowlę i zajmuje więcej miejsca:P

                        a ty kogo wyrzucasz/ratujesz?
                        unikanie odpowiedzi wskazuje tylko na unikanie konfrontacji z niewygodnym tematem.

                        • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:57
                          Czyli utożsamiasz starość z kompletnym bezwładem psychicznym i fizycznym? To okrutne i świadczące o dużej skłonności do negatywnej stereotypizacji.

                          Nie, unikanie odpowiedzi na pytanie świadczy o niechęci do robienia sobie wiwisekcji psychicznej na forum.
                          • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:01

                            > Nie, unikanie odpowiedzi na pytanie świadczy o niechęci do robienia sobie wiwis
                            > ekcji psychicznej na forum.

                            yyy

                            podobnie jak NIP PESEL i parę innych danych w sygnaturce :P

                            chcesz ludzi zabić śmiechem
                            • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:03
                              A to prawda, chcę.
                        • six_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:01
                          a skąd przekonanie, że to ty będziesz wybierać? może ciebie wybiorą i sru za burtę.
                          sześć osób, a ustawiłaś siebie jako prezesa. to się nazywa optymizm.
                          • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:50
                            No i skąd ona weźmie tego syna i córkę, a także rodziców do ratowania/wyrzucania, skoro w innym wątku ( forum.gazeta.pl/forum/w,24,159182437,159182437,Jak_zabezpieczyc_majatek.html) pisze, że jest sierotą bez rodziny, a dzieci nie planuje? No nie wiem, nie wiem. Może urnę z prochami i symboliczne wizerunki dzieciątka będzie ratować/wyrzucać?
                            • six_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:56
                              lol, teściową jej znalazłam.

                              forum.gazeta.pl/forum/w,16,159191992,159191992,Notariale_zrzeczenie_sie_prawa_do_spadku.html
                              • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 19:05
                                No takie babsko to sama bym zawlekła na łódkę, żeby je z niej wyrzucić.
                      • six_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 17:59
                        niemowlę jej nie zje. przynajmniej nie tak szybko.
                        a starcy ciągle głodni przez te liche emeryturki.
                    • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:02
                      A, to mi umknęło. "Wyrzucić z łódki to ten sam case, co ratować tylko a rebours"? Mylisz się. To jest zupełnie inny problem. Gdybyś na serio zadała sobie to pytanie (o ile nie jesteś psychopatą) zrozumiałabyś to od razu. Czym innym jest ratować, czym innym jest zabijać, żeby ratować. To jest już zresztą rozkminiony problem.
                      • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:06
                        mendiga napisał(a):

                        > A, to mi umknęło. "Wyrzucić z łódki to ten sam case, co ratować tylko a rebours
                        > "? Mylisz się. To jest zupełnie inny problem. Gdybyś na serio zadała sobie to p
                        > ytanie (o ile nie jesteś psychopatą) zrozumiałabyś to od razu. Czym innym jest
                        > ratować, czym innym jest zabijać, żeby ratować. To jest już zresztą rozkminiony
                        > problem.

                        znów bredzisz jak niespełniony psy-holog
                        bilans - liczba żywych - taki sam


                        • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:09
                          Kolejny niedorobiony troll.
                          Poczytaj sobie, dziecko, coś na ten temat, zanim zaczniesz uskuteczniać te swoje pseudofilozoficzne wątki. Ten temat był już wałkowany nawet w prasie popularnej, nie musisz sięgać do podręczników etyki i psychologii.
                          • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:16
                            mendiga napisał(a):

                            > Kolejny niedorobiony troll.

                            topic trafił w czułe miejsce paniusi

                            czyżby wyrzucona za burtę (ex)żonka :P

                            • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:26
                              Tia, psycholog i filozof pierwsza klasa. Już od pierwszego postu głębia rozumowania porażająca, ale teraz przynajmniej się streszczasz.

                              Zmierzasz w dobrym kierunku. Pst, podpowiem - to ja jestem tym starcem.
                              • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:30
                                mendiga napisał(a):

                                > Tia, psycholog i filozof pierwsza klasa. Już od pierwszego postu głębia rozumow
                                > ania porażająca, ale teraz przynajmniej się streszczasz.
                                >
                                > Zmierzasz w dobrym kierunku. Pst, podpowiem - to ja jestem tym starcem.

                                nie ty, jesteś po prostu zwykła sfrustrowana kobiecina/facecik, ale ... who cares?
                                • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:42
                                  No chyba ty, skoro się tak dajesz. I dlaczego miałabyś się tak przejmować, powiedz? Cóż to za władza i skąd pochodzi - władza, którą mam nad tobą i twoją nędzną psychiką? Co takiego we mnie jest, że tak mi się poddajesz, powiedz, choć jeszcze godzinę temu gotowa byłaś takie mądre, filozoficzne dysputy prowadzić?
                                  Czy to na pewno ja jestem sfrustrowaną kobieciną/facecikiem? Jeśli to ty się tak łamiesz pod wpływem byle czego? No wysil ten jeden zwój i odpowiedz. I co na to twoja matka i mąż? Kto stanąłby po twojej stronie i dlaczego?
                                  • xsenia Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:49
                                    mendiga napisał(a):

                                    > No chyba ty, skoro się tak dajesz.

                                    uprzejmie podtrzymywałam konwersację z żałosnym stworzeniem, które najwyraźniej potrzebuje jakiegoś kontaktu ze światem. znudziło mi się. bye.
                                    • mendiga Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 18:51
                                      Tak, trolliczku, tak. Po prostu nawet trollowanie ci nie idzie. Takie są smutne fakty.
                • stokrotka_a Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 25.11.15, 20:31
                  xsenia napisała:

                  > to jest uciekanie od konfrontacji z niewygodnym problemem

                  Rzeczywiście, problem bardzo niewygodny, a ja mam prawo zrobić z nim, co mi się podoba, nie uważasz?

                  > nie ratowałabyś żony - ktokolwiek to jest - dziecka przecież z nią nie masz

                  No proszę, ty wiesz lepiej, ile dla mnie znaczy żona. Brawo Ty! A ja ci powiem, że przynajmniej w tej chwili mogę powiedzieć, że próbowałabym ratować żonę i dziecko jednocześnie, a jeśli to nie mogłoby się udać, to wolałabym, żebyśmy zginęli wszyscy. Jesteś w stanie to pojąć?

                  > ja nie mam wątpliwości ratowałabym najpierw córkę, potem syna, potem matkę, ojc
                  > a, siostrę brata, a dopiero za nimi męża, a po nim psa.

                  W teoretycznych rozważaniach możesz być pewna wszystkiego, podobnie jak ja. Wróć tu jednak po tym, gdy doświadczysz czegoś takiego i opowiedz nam, jak się zachowałaś.
              • magnusg Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 26.11.15, 11:59
                No to problem ratowania potomstwa cie nie dotyczy.Przynajmniej nie problem wspolnego z "zona" potomstwa
    • obrotowy Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 18:20
      bachory dojrzeja i wyfruna.
      a wiezy krwi juz sa.

      Slubna/Slubny - moga odejsc.
      spelnili swoje zadanie.

      - cos pomoglem ?
      • xsenia Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 18:44
        > bachory dojrzeja i wyfruna.
        > a wiezy krwi juz sa.
        >
        > Slubna/Slubny - moga odejsc.
        > spelnili swoje zadanie.

        więzy krwi tworzą szczególną jakość, która istnieje nawet jeśli relacje między osobami są trudne lub nawet ich brak. inne więzy (nazwijmy je społecznymi) ustają wraz z zakończeniem relacji.

        nierzadko się zdarza, że dzieci pomagają na starość marnotrawnemu rodzicowi (np. alkoholikowi) przez których zostali porzuceni. pomagają bo to matka/ojciec. bywa, że pomagają nawet dziadkom, których pierwszy raz widzą na oczy.
        pytanie dlaczego to robią, skoro więzi społecznej nie ma tu żadnej?
        • six_a Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 18:58
          >pytanie dlaczego to robią, skoro więzi społecznej nie ma tu żadnej?
          boją się sądu. słyszałaś może o alimentach?
          • six_a Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:00
            ewętualnie liczą na dom w spadku. też tak może być.
          • xsenia Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:08
            six_a napisała:

            > >pytanie dlaczego to robią, skoro więzi społecznej nie ma tu żadnej?
            > boją się sądu. słyszałaś może o alimentach?
            >

            skoro już poruszasz temat alimentów to ci objaśnię, że sąd MOŻE odmówić przyznania alimentów od dziecka na rodzica, który w sposób rażący zaniedbał obowiązki rodzicielskie, ze względu na zasady współżycia społecznego.
            i bez tego rozumowanie: zapłacę z góry haracz mafii, bo mafia moze go zarządać jest, jakby hmmm mało przekonujące.
            • six_a Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:17
              >moze go zażądać jest, jakby hmmm mało przekonujące.

              zdecydowanie bardziej przekonują cię wspólne geny z takim rodzicem? no to jest dopiero śmieszne.

              co do alimentów, to najpierw się je zabezpiecza, a potem możesz się kłócić, że się nie należą. do usranej śmierci. bo jak państwo już znajdzie jelenia do płacenia, to tak szybko siebie tym obowiązkiem nie obciąży, nie martw się.

              www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/kazdy-grosz-musi-isc-na-ojca-alkoholika,510883.html
              • xsenia Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:24
                ta,
                niby w jaki sposób nakładają na siebie ciężary zabezpieczasz się przed roszczeniem.

                to, że rodzic który nigdy nie był rodzicem MOŻE żądać od dzieci alimentów jest tak oczywistą oczywistością, że pisanie o tym jest aż śmieszne.

                z jakichś powodów jednak dzieci pomagają takim "rodzicom" bez nakazu sądowego.


                • six_a Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:33
                  > z jakichś powodów jednak
                  napisałam, z jakich NA PRZYKŁAD.
                  wróć się na górę i doczytaj.
                  • xsenia Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 19:45
                    "NA PRZYKŁAD" to akurat napisałaś dopiero tutaj. wróć się do góry i odczytaj.
                    ale mniejsza z tym
                    • six_a Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 20:06
                      skoro pojawiły się całe dwie możliwości, to zupełnie oczywiste jest, że żadna z nich nie może być jedyną słuszną odpowiedzią na pytanie.

                      twoje przywiązanie do genów też jest możliwością, inna sprawa, że zupełnie niewiarygodną, znacznie wiarygodniejszą byłoby NA PRZYKŁAD współuzależnienie*. ja wiem, że więzy krwi brzmią o wiele wznioślej, ale rzeczywistość przeważnie skrzeczy.
                      strach, chciwość oraz nieśmiertelne: co ludzie powiedzą.


                      a teraz sorry, nie mam czasu. czekam na koniec świata.



                      *to już trzeci przykład, zapisz sobie.
          • dr_anna28 Re: Jasne, ze więzy krwi... 26.12.15, 00:54
            albo o Domu Pomocy Społecznej, gdzie może trafić, każda osoba w podeszłym lub w młodym wieku z problemami (m.in. niezdolność do samodzielnego życia, tzw. choroby, stan po operacji, starość, niesprawność umysłowa itd.) mogą tam trafić osoby, które nie mają od nikogo pomocy, np. od rodziny.

            Wtedy taki koszt to od 3.500 zł do 4.500 zł, czasem dopłaca gmina ok. 1.000 zł- 1.500 zł,
            Resztę MUSI dopłacić rodzina, w pierwszej kolejności małżonek, dzieci itd. Jeżeli tych nie ma to dopłaca państwo.

            Ktoś kto zerwał kontakt z np. z ojcem pijakiem (albo nawet jeśli był pozbawiony praw do dzieci to również mają obowiązek płacić za ojca! poczytajcie o tym!)
            może zdziwić się, że po kilku latach dostał rachunek od państwa na kilkadziesiąt tysiecy złotych za pobyt ojca w Domu Opieki Społecznej.
            Zrozumcie to w końcu, że państwo polskie nie pomaga!
            Ktoś kto nigdy na oczy ojca nie widział lub matki pijaczki może zostać potraktowany bardzo niesprawiedliwie.




            • dr_anna28 Re: Jasne, ze więzy krwi... 26.12.15, 01:10
              WAŻNE!!!

              Opłata za pobyt rodzica lub dziecka w Domu Pomocy Społecznej to nie są alimenty! od alimentów da się uwolnić (jak? napisane jest wyżej w postach), ale od tego jak przyjdzie rachunek od państwa za pobyt rodzica w/w domu nie da się uwolnić, zabezpieczyć itd.
              Podkreślam, nawet jeżeli nigdy nie mieliście kontaktu z rodzicem, poczytajcie jakie tragedie mają przez to ludzie jak komornik wszedł im na pensje.

              Rozwiązaniem może być albo pomoc rodzicowi, albo rozdzielność majątkowa ( można zrobić to w każdej chwili) tak, aby komornik nie wszedł na konto małżonka, bo jakby nie było tak właśnie będzie
              ( ale nie wiem czy to przejdzie, państwo stosuje różne triki, aby tylko zrzucić z siebie odpowiedzialność).
      • molly_wither Re: Jasne, ze więzy krwi... 25.11.15, 18:54
        Zeby sie rozmnazac nie trzeba brac slubu. Bo rozumie,ze miales na mysli wlasnie prokreacje?

        obrotowy napisał:


        > Slubna/Slubny - moga odejsc.
        > spelnili swoje zadanie.
        >
        > - cos pomoglem ?
        • obrotowy jasne... 27.11.15, 15:08
          molly_wither napisał(a):
          > Zeby sie rozmnazac nie trzeba brac slubu. Bo rozumie, ze miales na mysli wlasnie
          > prokreacje?


          jasne, ze tak, ale czy ona rozumie, ze jak zadala pytanie - to grzecznie jej na nie odpowiedzialem (jak na dobrze wychowanego czleka przystalo) ?

          PS. Gdyby nasze dzieci osiagnely pelnoletnosc - tobym Cie nawet po slubie potem rzucil,
          bo spelnilas swoje zadanie, a poza tym - to dosc upierdliwa jestes.
          • dr_anna28 Re: jasne... 26.12.15, 00:56
            Zeby sie rozmnazac nie trzeba brac ślubu...
            ...Trzeba mieć tylko pieniądze na alimenty...
            albo państwo polskie wpakuje cię do pierdla.
    • varia1 Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 26.11.15, 12:42


      >Biblia mówi "opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną", chrześcijaństwo (także kk) b. mocno >podkreśla odrębność relacji między małżonkami i jej priorytet ponad relacją z rodziną pochodzenia.

      bo te relacje są odrębne... ale to odcięcie pępowiny nie oznacza całkowitego rozstania

      >Duszpasterze małżeństw każą zmierzyć się z pytaniem: czy gdyby toną/tonęła jednocześnie twoja >żona/mąż i matka/ojciec to kogo być ratował?

      duszpasterze małżeństw wiedzą o małżeństwie tyle ile z książek wyczytali :)



      >Odpowiedź powinna brzmieć żonę/męża. Tyle mówi tradycja chrześcijańska.

      dlaczego "powinna" ? ratować męża który pije i bije, czy matkę, która wspiera ?


      >Psychologia także mocno podkreśla konieczność odcięcia tzw. pępowiny.

      odcięcie pępowiny nie polega na zapomnieniu rodziny z której się pochodzi... chyba że rodzina jest toksyczna i wtedy odcięcie się od niej jest jedynym sposobem na ratowanie siebie


      Tymczasem wg statystyk w pl rozpada się 30% małżeństw, w USA 50%.

      >Czyżby jednak więzy małżeńskie były słabsze, niż więzy krwi?
      >Wydaje mi się, że bez wątpienia tak właśnie jest.
      >Chyba niewielu stając przed dylematem jak wyżej opisany ratowałoby małżonka. Prawie każdy z nas - >niezależnie od stażu związku, satysfakcji z pożycia, liczby dzieci i wysokości kredytu hipotecznego - >skoczyłby jednak za matką, ojcem, bratem, siostrą, a nie za małżonkiem. Najpierw oczywiście ratowałby >dziecko. Biologia każe nam w pierwszej kolejności zadbać o własne geny.

      ratowałabym córki,potem matkę, o mężu nawet na moment nie pomyślałabym, bo to on powinien ratować mnie w takiej sytuacji, czyż tradycja chrześcijańska nie mówi że to mąż jest tym silnym i opiekuńczym?
      • trikol9 Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 01.12.15, 10:36
        Moim zdaniem chodzi by na pierwszym miejscu postawić żonę, męża a dopiero potem resztę. Najpierw z ich zdaniem należy się liczyć.
      • diabel-tasmasnki-reaktywacja-d Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 03.12.15, 20:37
        > o mężu nawet na moment nie pomyślałabym, bo to o
        > n powinien ratować mnie w takiej sytuacji, czyż tradycja chrześcijańska nie mów
        > i że to mąż jest tym silnym i opiekuńczym?

        Tradycja owszem, tylko nie należy tego mylić z doktryną.
        Patriarchat też jest taką tradycją. Jeszcze ~100lat temu żona ślubowała mężowi posłuszeństwo.
        Skoro jednak powołujesz się na tradycję chrześcijańską, to mam pytanie. Czy w takim razie akceptujesz wszystkie tradycje czy tylko te które Ci wygonie i co z z równouprawnieniem?
        • fuzja-jadrowa Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 04.12.15, 09:50
          > Skoro jednak powołujesz się na tradycję chrześcijańską, to mam pytanie. Czy w t
          > akim razie akceptujesz wszystkie tradycje czy tylko te które Ci wygonie i co z
          > z równouprawnieniem?

          Przecież varia "powołuje się" na tradycję chrześcijańską w odpowiedzi na powoływanie się autorki wątku.
    • anna_sla Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 04.12.15, 10:26
      jakby nie patrzeć to ciężki temat i chyba tu nie tylko mamy do czynienia z silnymi bądź słabymi więziami z małżonkiem, ale też chodzi o więź z rodziną. Ona też u każdego może wyglądać inaczej. Druga sprawa, że zawsze się mówi, że dzieci, kobiety i starcy są w obliczu niebezpieczeństw słabsi z naciskiem chyba bardziej na pierwszą i ostatnią grupę. Ratowanie matki/ojca może być zależne właśnie od tego argumentu, a nie od siły więzi z małżonkiem.

      Ja nie wiem kogo ratowałabym, kiepski ze mnie pływak więc pewnie siebie, nie wchodząc do wody :/. No ale tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono. A nuż jednak rzuciłabym się za mężem w tą wodę?
    • dr_anna28 Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 26.12.15, 00:36
      Biologia każe nam w pierwszej kolejności zadbać o własne geny....
      Czyli o siebie. O własne geny, czyli w pierwszej kolejności o siebie. Nawet sam o tym jeszcze nie wiesz.
      • lucyy3 Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 30.12.15, 11:51
        jak dla mnie to wszyscy są ważni, ojciec, matka, siostra, mąż. Każdego ratowałabym z opresji
      • nstemi Re: Więzy małżeńskie, czy więzy krwi? 06.01.16, 20:40
        Niezupełnie. Biologia każe nam przekazywać nasze geny dalej, kolejnym "nosicielom" czyli potomstwu. I chronić je do momentu, kiedy owo potomstwo będzie mogło zrobić to samo. I tak się to kręci.
Pełna wersja