am_i_lucky
13.12.15, 18:19
Moj facet nigdy nie mieszkal sam. Zostal wychowany przez nadopiekuncza mame. Gdy sie poznawalismy wiedzialam w co sie "pakuje", majac nadzieje, ze gdy zamieszkamy razem "nabierze" oglady i bedzie mnie wspieral w domowych obowiazkach.
To bylo piec lat temu. Ostatnio coraz czesciej puszczaja mi nerwy:( Ma mnostwo wspanialych cech, ale w domu jest bezradny:( po 5 latach wspolnego mieszkania nie wie gdzie w domu stoi cukier, herbata,etc. Za kazdym razem gdy prosze go o zrobienie prania pyta o szczegolowe instrukcje. Rzadko pomaga w domu z wlasnej woli, wiec ja sie wkurzam, a on wtedy mowi ze przeciez wystarczylo powiedziec.
Czy faceci sa naprawde tak ograniczeni ze widzac sterte brudnych naczyn nie moga ich pozmywac tylko czekaja az ich sie o to poprosi? Czy ja mam prawo sie denerwowac? Czy taki brak samodzielnosci da sie wyplenic? JAK? Ostatnio ciagle klocimy sie o takie pierdoly i juz szczerze mowiac mam tego dosyc.
On uwaza ze to PIERDOLY, co mnie jeszcze bardziej irytuje.
Czy jest wyjscie inne niz rozstanie?