metlik1234
08.01.16, 14:32
Był piękny majowy wieczór kiedy On pierwszy raz spojrzał głęboko w jej śliczne brązowe oczy i ujrzał dwie jaśniejące blaskiem iskierki, które już niebawem miały rozpalić jego serce do czerwoności... wszystko wskazywało że będą żyć długo i szczęśliwie... do czasu.
Ten wątek to moja prośba o obiektywną opinie ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji życiowej. Wszelkie opinie będą dla mnie bardzo pomocne i z góry za nie dziękuję.
Nasz związek trwa prawie 2 lata, w tym czasie przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil, choć tych gorszych też nie brakowało. Związek przetrwał mnóstwo wzlotów i upadków.. można powiedzieć że norma w tej sferze została wyczerpana na co najmniej 5 lat do przodu. Oboje mamy trudne, burzliwe charaktery, oboje jesteśmy uparci i mamy własne zdanie na wiele tematów. Wychowaliśmy się w odmiennych środowiskach - Ona mieszczuch, a On z przysłowiowego zadup...ia. Ale się kochamy, przynajmniej ja ją kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona do niedawna twierdziła to samo.. i ja jej wierzyłem.
Z racji na sporą odległość miedzy naszymi rodzimymi miejscowościami (120km), przez znaczny okres związku widywaliśmy się max 1-2 razy w tygodniu. Pół roku temu postanowiliśmy zamieszkać ze sobą. Oboje pracowaliśmy w naszych rodzimych miejscowościach, więc uzgodniliśmy że tym czasowo wynajmiemy mieszkanie w dużym mieście w lokalizacji, która zapewni równe dojazdy obojgu (Ona 70 km w 1h, On 45 km ale w min. 1,5 h ze względu na korki w centrum miasta).
Przez cały czas wspólnego mieszkania pokrywałem wszystkie rachunki za mieszkanie, płaciłem za zakupy.. czasami łącznie z jej kosmetykami, bibelotami i różnymi zachciankami. Fundowałem większość wyjść do kina , na basen itd. Jej czasami też się zdarzało zrobić małe zakupy czy zafundować kino ale raczej rzadko.
Żyliśmy dość wygodnie - wakacje nad polskim morzem, w Chorwacji, weekend w górach.. wszystko pokrywałem z własnej kieszeni. W każdej cięższej sytuacji życiowej starałem się jej pomagać, pożyczałem na to czy tamto, m.in. na nie byle jaki samochód, później na szkody jakie spowodowała w nim podczas kolizji.
Spłata w/w pożyczki przebiega raczej marnie... właściwie jeszcze się nie zaczęła, ale nie naciskam bo Ona nie zarabia jeszcze kroci. Kiedyś może odłoży i odda.. a jeśli kiedyś jakimś cudem się pobierzemy to tak czy owak pożyczka straci dla mnie znaczenie.
W moim przekonaniu dbałem o nią dobrze. Interesowałem się jej pracą, relacjami z jej rodzicami, znajomymi, starałem się doradzać gdy miała problem, pomagałem w mieszkaniu, gdy wracała późno z pracy gotowałem (choć nie umiem), myłem naczynia, wynosiłem śmieci, wieszałem pranie, czasami posprzątałem w mieszkaniu, naprawiałem coś jak się zepsuło, czasami nastawiłem pranie, zrobiłem zakupy. W mojej opinii obowiązki były podzielone prawie pół na pół, choć Ona ciągle twierdzi, że ja nic nie robiłem i to Ona zajmowała się całym mieszkaniem.
Oczywiście nie brakowało pomocy finansowej z mojej strony - czasami zatankowałem jej samochód, innym razem zapłaciłem jej mandat za przekroczenie prędkości, kupiłem prezent, a to sukienkę, a to zegarek, koszule do pracy, kwiaty etc..
Dodatkowe wyposażenie w mieszkaniu drobne AGD, meble też kupiłem sam.
Nigdy nie żałowałem, bo zarabiam w miarę dobrze. Pracuje w tygodniu na etacie, w Soboty i Niedziele dorabiam po 24h, prowadzę dodatkowo własną działalność gospodarczą po godzinach. Mimo to znajdowałem czas na wspólny wieczór, wyjazd, czy częściowe "ogarnięcie" mieszkania czy ugotowanie posiłku etc..
W jej przekonaniu ciągle robiłem w mieszkaniu za mało, obijałem się i wszystko było na jej głowie.. mimo to nie wymagałem żeby Ona dokładała się finansowo do czegokolwiek. Wiedziałem że jej sytuacja finansowa nie jest ciekawa, ale jest ambitna, zdolna, inteligentna, rzetelnie pracuje i to tylko sytuacja przejściowa.
Po pewnym czasie jej praca w rodzimym mieście przestała się opłacać, połowę najniższej krajowej wydawała na dojazd (resztę przeznaczała na swoje wydatki), poza tym w firmie w której pracowała panował wyzysk, więc znalazła prace bliżej aktualnego zamieszkania (9km , 30 min w korkach), która otworzyła jej perspektywy na świetną karierę i zapewniła znacznie lepsze warunki zatrudnienia. Zaczęła zarabiać dużo lepiej niż wcześniej, choć dalej o połowę mniej ode mnie, choć jestem pewien że w niedługim czasie w tej firmie osiągnie zarobki na pułapie zbliżonym do moich.
Koszty utrzymania w dużym mieście były olbrzymie, dodatkowo mój dojazd do pracy w rodzimej miejscowości pochłaniał sporą część moich miesięcznych zarobków. Zmiana mojej pracy też nie była możliwa, bo pracodawca zapewnił mi bardzo korzystne warunki i poszedł na rękę w kwestii moich dodatkowych działalności.
W planach mamy zakup własnego mieszkania, dlatego stabilna praca to podstawa. Oczywistym jest to że mimo kredytu na mieszkanie trzeba mieć też jakiś wkład własny, a gromadzenie oszczędności przy takim układzie jak dotychczas było niemożliwe - mało tego, wyżej opisany układ spowodował znaczne uszczuplenie moich oszczędności...