Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Norma?

08.01.16, 14:32
Był piękny majowy wieczór kiedy On pierwszy raz spojrzał głęboko w jej śliczne brązowe oczy i ujrzał dwie jaśniejące blaskiem iskierki, które już niebawem miały rozpalić jego serce do czerwoności... wszystko wskazywało że będą żyć długo i szczęśliwie... do czasu.
Ten wątek to moja prośba o obiektywną opinie ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji życiowej. Wszelkie opinie będą dla mnie bardzo pomocne i z góry za nie dziękuję.
Nasz związek trwa prawie 2 lata, w tym czasie przeżyliśmy wiele wspaniałych chwil, choć tych gorszych też nie brakowało. Związek przetrwał mnóstwo wzlotów i upadków.. można powiedzieć że norma w tej sferze została wyczerpana na co najmniej 5 lat do przodu. Oboje mamy trudne, burzliwe charaktery, oboje jesteśmy uparci i mamy własne zdanie na wiele tematów. Wychowaliśmy się w odmiennych środowiskach - Ona mieszczuch, a On z przysłowiowego zadup...ia. Ale się kochamy, przynajmniej ja ją kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ona do niedawna twierdziła to samo.. i ja jej wierzyłem.
Z racji na sporą odległość miedzy naszymi rodzimymi miejscowościami (120km), przez znaczny okres związku widywaliśmy się max 1-2 razy w tygodniu. Pół roku temu postanowiliśmy zamieszkać ze sobą. Oboje pracowaliśmy w naszych rodzimych miejscowościach, więc uzgodniliśmy że tym czasowo wynajmiemy mieszkanie w dużym mieście w lokalizacji, która zapewni równe dojazdy obojgu (Ona 70 km w 1h, On 45 km ale w min. 1,5 h ze względu na korki w centrum miasta).
Przez cały czas wspólnego mieszkania pokrywałem wszystkie rachunki za mieszkanie, płaciłem za zakupy.. czasami łącznie z jej kosmetykami, bibelotami i różnymi zachciankami. Fundowałem większość wyjść do kina , na basen itd. Jej czasami też się zdarzało zrobić małe zakupy czy zafundować kino ale raczej rzadko.
Żyliśmy dość wygodnie - wakacje nad polskim morzem, w Chorwacji, weekend w górach.. wszystko pokrywałem z własnej kieszeni. W każdej cięższej sytuacji życiowej starałem się jej pomagać, pożyczałem na to czy tamto, m.in. na nie byle jaki samochód, później na szkody jakie spowodowała w nim podczas kolizji.
Spłata w/w pożyczki przebiega raczej marnie... właściwie jeszcze się nie zaczęła, ale nie naciskam bo Ona nie zarabia jeszcze kroci. Kiedyś może odłoży i odda.. a jeśli kiedyś jakimś cudem się pobierzemy to tak czy owak pożyczka straci dla mnie znaczenie.
W moim przekonaniu dbałem o nią dobrze. Interesowałem się jej pracą, relacjami z jej rodzicami, znajomymi, starałem się doradzać gdy miała problem, pomagałem w mieszkaniu, gdy wracała późno z pracy gotowałem (choć nie umiem), myłem naczynia, wynosiłem śmieci, wieszałem pranie, czasami posprzątałem w mieszkaniu, naprawiałem coś jak się zepsuło, czasami nastawiłem pranie, zrobiłem zakupy. W mojej opinii obowiązki były podzielone prawie pół na pół, choć Ona ciągle twierdzi, że ja nic nie robiłem i to Ona zajmowała się całym mieszkaniem.
Oczywiście nie brakowało pomocy finansowej z mojej strony - czasami zatankowałem jej samochód, innym razem zapłaciłem jej mandat za przekroczenie prędkości, kupiłem prezent, a to sukienkę, a to zegarek, koszule do pracy, kwiaty etc..
Dodatkowe wyposażenie w mieszkaniu drobne AGD, meble też kupiłem sam.
Nigdy nie żałowałem, bo zarabiam w miarę dobrze. Pracuje w tygodniu na etacie, w Soboty i Niedziele dorabiam po 24h, prowadzę dodatkowo własną działalność gospodarczą po godzinach. Mimo to znajdowałem czas na wspólny wieczór, wyjazd, czy częściowe "ogarnięcie" mieszkania czy ugotowanie posiłku etc..
W jej przekonaniu ciągle robiłem w mieszkaniu za mało, obijałem się i wszystko było na jej głowie.. mimo to nie wymagałem żeby Ona dokładała się finansowo do czegokolwiek. Wiedziałem że jej sytuacja finansowa nie jest ciekawa, ale jest ambitna, zdolna, inteligentna, rzetelnie pracuje i to tylko sytuacja przejściowa.
Po pewnym czasie jej praca w rodzimym mieście przestała się opłacać, połowę najniższej krajowej wydawała na dojazd (resztę przeznaczała na swoje wydatki), poza tym w firmie w której pracowała panował wyzysk, więc znalazła prace bliżej aktualnego zamieszkania (9km , 30 min w korkach), która otworzyła jej perspektywy na świetną karierę i zapewniła znacznie lepsze warunki zatrudnienia. Zaczęła zarabiać dużo lepiej niż wcześniej, choć dalej o połowę mniej ode mnie, choć jestem pewien że w niedługim czasie w tej firmie osiągnie zarobki na pułapie zbliżonym do moich.
Koszty utrzymania w dużym mieście były olbrzymie, dodatkowo mój dojazd do pracy w rodzimej miejscowości pochłaniał sporą część moich miesięcznych zarobków. Zmiana mojej pracy też nie była możliwa, bo pracodawca zapewnił mi bardzo korzystne warunki i poszedł na rękę w kwestii moich dodatkowych działalności.
W planach mamy zakup własnego mieszkania, dlatego stabilna praca to podstawa. Oczywistym jest to że mimo kredytu na mieszkanie trzeba mieć też jakiś wkład własny, a gromadzenie oszczędności przy takim układzie jak dotychczas było niemożliwe - mało tego, wyżej opisany układ spowodował znaczne uszczuplenie moich oszczędności...
    • metlik1234 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 14:32
      cd.
      Zaproponowałem mojej drugiej połówce przeprowadzkę do mniejszego miasteczka, gdzie koszty utrzymania są znacznie mniejsze, a lokalizacja da nam podobne odległości dojazdów do pracy (Ona 33km ok. 40min, On 25km ok, 20min). Oczywiście napotkałem na olbrzymi opór, ponieważ Ona ma teraz blisko pracę, mieszkanie do którego chciałem się przeprowadzić jest znacznie w niższym standardzie (choć wielu ludzi mieszka znacznie gorzej) no i będzie mieć zbyt daleki dojazd do pracy jak i do rodziny.
      Po wielkiej burzy, wielokrotnym tłumaczeniu i powtarzaniu argumentów przemawiających za przeprowadzką, jak i interwencji jej rodziny w końcu doszliśmy do porozumienia że jednak się przeprowadzamy. Od początku towarzyszyły tej przeprowadzce zgrzyty, niezadowolenie i narzekanie na każdy szczegół z jej strony.
      Jednocześnie zaproponowałem, że skoro ma znacznie lepszą sytuacje finansową to może zaczniemy dzielić się opłatami za wspólne życie - wspólny budżet i wspólne wydatki.
      Przedstawiłem jej moją wizję na to: sumujemy koszty utrzymania mieszkania (czynsz, wynajem, media), podstawowe zakupy (środki czystości, żywność etc.) a także ogólne zużycie paliwa (wraz z jej dojazdami do rodziny 130km), następnie rozdzielamy te koszty proporcjonalnie do zarobków w danym miesiącu- jeśli Ona zarabia połowę mniej ode mnie to płaci 1/3 ogólnych wydatków a ja 2/3, lub opcja druga: że ja płace rachunki, Ona robi podstawowe zakupy, a paliwo pokrywamy sami.
      Wybuchła kolejna burza... dowiedziałem się że jestem egoistą, materialistą, zależy mi tylko na pieniądzach, nie interesuję się nią w ogóle, nic mnie nie interesuje, robię wszystko tylko z myślą o sobie i nie dbam o jej zdanie..
      W rzeczywistości to Ona nie pyta nigdy co u mnie w pracy, bo ponoć nic w niej nie robię, gdy chce coś załatwić i spóźnię się gdzieś 20 min to jest awantura jak o zdradę (dodam że faktycznie jestem spóźnialski, ale bez przesady..), gdy wybiorę się sam na zakupy do jakiejś galerii i nic jej o tym nie wspomnę czeka mnie kolejna awantura, gdy chce popracować nad czymś po godzinach to za wszelką cenę próbuje mi udowodnić że nic nie robię i nagle szuka mi kilku zajęć w mieszkaniu które muszą zostać wykonane natychmiast, pod groźbą kolejnej awantury, oczywiście gdy powiem że zrobię to później bo teraz pracuje i jestem zajęty, to Ona ostentacyjnie robi to sama później zarzucając mi że jak zwykle wszystko na jej głowie, oznajmia mi że jestem egoistą, po czym trzaska drzwiami sypialni i nie odzywa się przez kilka godzin lub dni...
      Podczas w/w rozmowy dowiedziałem się również że w związku nie powinno być podziału kto za co płaci, bo to zabija miłość i wzajemne zaufanie.. w sumie się z tym zgadzam - tak powinno być, ale jeśli aktualnie jest tak że moje zarobki są naszymi wspólnymi dochodami, a jej zarobki to jej dochody i to Ona decyduje na co je wyda (na pewno nie na wspólne wydatki..) to wydaje mi się że to jest "troszkę" nie fair.
      Nie wytrzymałem... wybuchłem.. skoro nie potrafi uszanować mojej pracy, nie potrafi docenić tego że sam nas utrzymywałem przez pół roku i jeszcze zarzuca mi przy tym że jestem materialistą i egoistą, a teraz gdy próbuje w jakiś sensowny i niekrzywdzący jej sposób podzielić koszty utrzymania mówi że jestem nie poważny i nie doceniam tego że Ona dla mnie przeprowadziła się aż tak daleko i musi pokonywać ogromne odległości do pracy i rodziny..
      Powiedziałem koniec - "Następny miesiąc wszystko płacimy pół na pół" - Efekt - z szyderczym uśmiechem na ustach odparła "Ciekawe co mi zrobisz jak nie zapłacę.." Odpowiedziałem że będzie to oznaczało koniec, bo widocznie zależy jej tylko na moich pieniądzach - trzasnęła drzwiami i zaczęła się pakować oznajmiając że to koniec. Ponoć moją postawą zabiłem związek między nami i Ona nie widzi już sensu żeby być ze mną.. Prawie siłą musiałem ją zmusić do tego żeby została.. Z resztą to nie pierwsza akcja tego typu w jej wykonaniu.. było już tak kilka razy ale zawsze później się godziliśmy.
      W gruncie rzeczy Ona nie jest złą osobą, jest inteligenta, ambitna, zdolna i zaradna, dba o własną rodzinę, potrafi zrobić praktycznie wszystko i większość obowiązków w mieszkaniu spoczywa na niej.
      Nie raz udowodniła że mnie kocha, a ja kocham ją jeszcze bardziej.. mimo wszystkich kłótni, nieporozumień i przykrości które mi wyrządziła.. ale mam już mętlik w głowie..
      Czy to ze mną jest coś nie tak, nie postępuje i nie myślę rozsądnie?
      Czy może przyzwyczaiłem ją do wygód i teraz będzie co raz gorzej ją od tego odzwyczaić i uświadomić że życie to nie tylko przyjemności ale także zobowiązania..?
      Trochę się rozpisałem... nie wiem czy ktoś doczyta do końca.
      Jeśli ktoś przeczytał i ma jakieś obiektywne sugestie w tej sprawie, porady opinie? to bardzo proszę o komentarz poniżej.
      Pozdrawiam.
      • gocha033 Ladne opowiadanko wyczachralas, Zosiu, ale... 08.01.16, 14:47
        pamietaj - ze mezczyzni takich dluzyzn nie pisza.

        A co do meritum: - byla tu 100 razy dyskusja na ten temat i cobys nie musiala szukac w historii forum zapodam:
        przy wspolnym zamieszkaniu pokrywa sie wspolne koszty stosownie do mozliwosci.
        Czy jezeli Ty 2 razy wiecej zarabiasz - to wnosisz 2 razy wiecej do wspolnego budzetu.
      • mozambique Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 14:56
        strasznie duzo słów zeby powiedzieć po prostu - ze laska swietnie sobie wybrała jelenia
      • martishia7 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 15:14
        No to w końcu obowiązki są podzielone prawie pół na pół, czy większość spoczywa na niej?

        A do meritum, to tak jak powiedziała pani z Mozambiku powyżej - modelowy jeleń. Troszkę szacunku do samego siebie.
        • koszalek_opalek6 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 15:53
          Wzorcowy jeleń, tak jej na Tobie zależy jak na zeszłorocznym śniegu. Krótko mówiąc- nie dasz jej kasy i utrzymania- koniec "miłości" szkoda mi Ciebie. Jak niektóre robią, że tak lekko w życiu mają?
          • taki-sobie-nick Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 23:27
            koszalek_opalek6 napisał(a):

            > Wzorcowy jeleń, tak jej na Tobie zależy jak na zeszłorocznym śniegu. Krótko mów
            > iąc- nie dasz jej kasy i utrzymania- koniec "miłości" szkoda mi Ciebie. Jak nie
            > które robią, że tak lekko w życiu mają?

            Ładne są?
            • koszalek_opalek6 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 19:01
              A myślisz, że to wystarczy? Jest masę ładnych kobiet.:)
      • iceberg38 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 22:10
        Nie analizując drobiazgowo opisanej sytuacji...zadam Ci jedno proste pytanie, mając pełną świadomość, że będzie to z Twojej strony jedynie teoretyzowanie i z oczywistych powodów możesz mieć niejakie trudności, by choćby w miarę obiektywnie spojrzeć na problem.
        Załóżmy, że na skutek rozmaitych życiowych zawirowań od jutra tracisz wszelkie źródła zarobkowania i nie posiadasz oszczędności. Co Twoim zdaniem Ona by wtedy zrobiła? Bo w to, że Ty w analogicznej sytuacji ciągnąłbyś ten wóz dalej sam, nie wątpię. Przy założeniu oczywiście, że to, co napisałeś jest prawdą.
        Jeśli, jak twierdzisz, wielokrotnie udowodniła Ci, że bardzo Cię kocha, to odpowiedź nie powinna Ci nastręczać żadnych trudności. Zatem???
        I żeby było jasne, nie oczekuję odpowiedzi. Samemu sobie szczerze na nie odpowiedz. Życzę spokoju i rozwagi przy podejmowaniu jakichkolwiek decyzji i działań.
      • six_a Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 00:01
        >Prawie siłą musiałem ją zmusić do tego żeby została.
        słusznie, ktoś sprzątać musi.
    • eriu Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 16:58
      Doczytałam do końca.

      Moim zdaniem nie warto inwestować więcej w ten związek. Kwestia ile kto powinien dokładać do utrzymania to jest kwestia do dogadania w każdym układzie, ale Twoja dziewczyna nie ma najmniejszego zamiaru dokładać się w żaden sposób do waszego wspólnego życia. Dla mnie jako dla kobiety jej postawa jest szokująca - moim zdaniem żeruje na Tobie i pewnie nigdy Ci nie odda pieniędzy jakie pożyczyła.

      Jeśli chcesz się przekonać jak podchodzi do Ciebie poproś ją o zwrot pożyczki - na pewno się oburzy, ale nie odda Ci pieniędzy. Do wspólnego życia też się nie dołoży. Swoje pieniądze odłoży, ale Twoje wyda. Nie widać tutaj szacunku i chęci dogadania się. Jej jest po prostu wygodnie w układzie, gdzie nie płąci za rzeczy wspólne.
      • ajnina_1972 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 23:16
        przesadzacie, facet chce dokładnie przedstawić sytuację, uporządkować finanse, jak jest z czego, a Wy od razu na niego naskakujecie, zamiast powiedzieć, że ma się więcej w chałupie ogarniać
        • ajnina_1972 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 23:17
          to do czoklitka i poniższych, sorki, że po Twojej odpowiedzi
          • eriu Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 14:04
            Nie szkodzi. Ja się zgadzam z Tobą, że dziewczyny przesadzają. Trudno, żeby w związku nie można było pogadać o wydatkach i kto jak się dokłada do budżetu domowego.
        • czoklitka Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 23:28
          jak się zacznie więcej w chałupie ogarniać, to będzie inna gadka. A na razie... no.
    • czoklitka Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 18:28
      Przecież sam się już określiłeś. Ona zajmuje się całą chałupą, a ty jej co najwyżej "pomagasz". Tak to jest gdy jedno pracuje w domu (już nie wspominając o jej pracy, ale że cala chałupa i obiadki dal ciebie itede jest na jej głowie, to możesz spokojnie przyjąć, że pracuje w domu), to drugie utrzymuje to pierwsze i cały dom przy okazji.

    • molly_wither Pytanie zasadnicze 08.01.16, 19:39
      Czy placisz jej za seks? I ile?
    • piataziuta Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 19:58
      od tych twoich wyliczeń, jak często za co płacisz, w połączeniu z "czasami posprzątałem" "czasami nastawiłem pranie", zrobiło mi się niedobrze

      z drugiej strony, nie wiem jak nisko trzeba upaść, żeby wziąć złamane 50 groszy od takiej świni jak ty

      nie ma w tym wątku ani jednej przyczyny, dla której miałbyś kontynuować ten związek
      zamiast tego zatrudnij sobie sprzątaczkę i prostytutkę, po pierwsze taniej wyjdzie, po drugie będziesz mógł bez żenady, oficjalnie wyliczać, za co dokładnie której płacisz
      • ursyda Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 08.01.16, 20:34
        Mam dokładnie to samo zdanie.
      • melisaa4 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 00:20
        i ja rowniez, maskara zeby tak szczegolowo wszystko wyliczac to nie jest milosc, napewno nie twoja
      • eriu Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 14:03
        Uważam, że dziewczyny przesadzacie. Oni w swoim związku nie przegadali ani kwestii podziału obowiązków ani kwestii pieniędzy. Powinni o tym pogadać i uzgodnić te kwestie.

        Natomiast nie rozumiem czemu czepiacie się faceta, że widzi na co idą jego pieniądze i za co płaci i chciałby te kwestie uporządkować. Uważacie, że postawa dziewczyny, która ewidentnie nie ma najmniejszego zamiaru się dokładać do utrzymania domu jest w porządku? Ja jako kobieta uważam, że nie - chyba, że to zostanie uzgodnione i zaakceptowane przez obie strony.

        Owszem, żadne z nich nie jest święte, ale trudno żeby jak człowiek chce pogadać o wydatkach to w niego rzucać argumentami, żeby kupował usługi seksualne u prostytutki. Jak ktoś świadomie planuje swój budżet i o niego dba, oszczędza to jest świadomy na co idą pieniądze a Wasze argumenty o prostytutce są poniżej pewnego poziomu.

        Co do rzuconego pomysłu żeby zatrudnić osobę do sprzątania może to nie jest wcale taki głupi pomysł - pozwoli w pewien sposób rozładować obowiązki domowe. Natomiast do rozwiązania pozostaje kwestia wydatków domowych pokrywanych tylko z konta autora wątku.
    • alpepe Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 11:29
      A czemu ją zmusiłeś, by się nie wyprowadzała, dobrze daje?
      Widocznie coraz gorzej, skoro zacząłeś patrzeć trzeźwo na sytuację.
    • kk55aa Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 09.01.16, 16:22
      Miłośc miłością, ale nie możesz sobie dac chodzic po głowie. Piszę ci to ja - kobieta.
      Uważam, że jestem bezstronna, wiele w życiu widziałam i powiem, że należało jej dac odejść. Jesli teraz manipuluje toba to co bedzie jak bedziecie małżeństwem , jak będą dzieci....? Nie bedziesz miał wtedy nic do powiedzenia, bo będzie że to ona urodziła i bedzie rządzic toba i dzieckiem.... piszesz że jest inteligentna, i co z tego jak ciebie perfidnie, bez cienia refleksji wykorzystuje i manipuluje tobą. Widocznie wie że jej ustąpisz bo ja kochasz i w ten sposób szykujesz sobie w przyszłości same kłopoty, lekko to nazywając.
      Zastanów się.
    • alienka20 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 11.01.16, 00:39
      Znajomy był w takiej samej sytuacji ze swoją byłą żoną.
      Ich związek się rozleciał głównie dlatego, że ona nie zamierzała dokładać się do niczego w domu - mieszkali razem z jego ojcem, jedyne, co musieli opłacać to wszelkie media. Jej renta rodzinna szła na jej wydatki, do pracy iść nie zamierzała albo szukała tak, żeby nie znaleźć. Koniec końców zaszła w ciążę i stwierdziła, że jako przyszłej matce wszystko jej się należy a ona będzie leżeć i czekać aż mąż wróci z pracy i zrobi obiad, posprząta i cała reszta obowiązków a najlepiej niech jeszcze na to wszystko porządnie zarobi. Tak było również przed ciążą.
      Takie układy ogarniam jedynie w przypadkach, gdy kobieta musi naprawdę leżeć w ciąży, bo lekarz kazał lub źle się czuje a potem, gdy na świecie jest maleńkie dziecko. Pierwsze trzy miesiące to w moim przypadku była karuzela bez trzymanki i wystarczyło po prostu zagryźć zęby i przeczekać. Po tym czasie dzieć się w miarę odkleił i można było cokolwiek zdziałać.
      Niech Cię nie zwiedzie fakt, że ona jest inteligentna. Jest, bo wykorzystuje Cię tak, że nie wiesz jak odmówić, Manipulatorzy są z reguły inteligentni.
      Skoro chciała odejść, trzeba było jej na to pozwolić.
      I skoro już przed ślubem czujesz zgrzyty nie do przeskoczenia, to lepiej zakończyć ten związek juz teraz.
      Potem będzie już tylko gorzej.
    • wisienka752 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 11.01.16, 09:48
      ja jako kobieta mówie Ci ze to nie jest miłosć z jej strony tylko wykorzystywanie ,
      ta kobieta to modliszka która wyssie z Ciebie kase a jak sie okaże ze interes nie idzie albo zachorujesz i nie bedziesz mógł pracowac to Cie zostawi nie ma sentymentów!!!!!
      nadal stój przy swoim i niech płaci 1/3 a jak sie chce wyprowadzac to droga wolna moze cos zrozumie i wróci z podkulonym ogonem a jak nie to niech spada!!!!!
    • lorelailee Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 11.01.16, 21:55
      daj jej odejsc, pomieszkaj sam, nie sponsoruj... pewnie bedzie chciala wrocic- trudno znalezc takiego drugiego jelenia co wszystko zasponsoruje...
    • dorota_w_krainie Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 12.01.16, 22:17
      nie. nie jest normalne
    • wiarusik Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 12.01.16, 22:20
      norma. musisz być partnerem, ale werterowskim partnerem.
      • alpepe Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 13.01.16, 13:27
        chyba dawno nie czytałeś Cierpień... tamta go w ogóle w ogóle nie chciała, nic, a nic.
    • jolunia01 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 13.01.16, 22:02
      Popraw styl, to wykosisz z rynku Barbarę Cartland, Norę Roberts i Dianę Palmer razem wzięte.
      Jakoś nie wierzę w twoją opowiastkę. Dojeżdżasz do pracy (3 h w sumie), pracujesz na etacie (8 h), prowadzisz własną działalność (powiedzmy 3 h), całe weekendy (bez czasu na sen nawet) zajmuje ci dorabianie - to kiedy ty cokolwiek w domu robisz? kiedy masz dla swojej dziewczyny czas? kiedy znalazłeś czas na te wszystkie wyjazdy? kiedy robiłeś te zakupy?
      • metlik1234 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 14.01.16, 09:46
        No widzisz... nie każdy w życiu ma lekko... nie którzy muszą harować żeby czegoś się dorobić.
        Czas na własną działalność jest wymienny na czas dla dziewczyny, prace w domu czy zakupy.

        Dziękuje wszystkim za zaangażowanie w dyskusję. Nie które opinie pomogły nam rozwiązać pewne problemy, aczkolwiek cała sytuacja wynikła raczej z nieporozumienia niż świadomego działania. Sprawa finansów i obowiązków została uporządkowana w sposób satysfakcjonujący obie strony. Tak że wszystko jest na dobrej drodze. Temat uważam za zamknięty.

        Pozdrawiam
        Autor
        • alpepe Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 14.01.16, 09:51
          do czasu. Za maks 5 lat tu wrócisz z tym samym, szkoda tych pięciu lat.
    • tirol1 Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 19.01.16, 20:45
      Kolego dziewczyna to nie jest zadna dziewczyna to Dama! Tym sie roznimy od np fanow islamu ze dla nas kobieta to boska matka boska a dla nich pole do zaorania
    • camillma Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 23.01.16, 23:02
      wgląda na to, że twoja dziewczyna cię wykorzysuje. Są różne sytuacje - zazwyczaj mężczyzna zarabia więcej, więc więcej się dokłada lub robi jakieś prezenty, no ale kobieta też powinna poczuwać się do tego obowiązku, żeby dokładać się do budzetu.
    • czarownicazksiezyca Re: Dziewczyna nie dokłada się do mieszkania. Nor 24.01.16, 20:52
      Mentliku! Cos Ci sprzedam z wlasnego doswiadczenia zyciowego. Gdy bedzie chciala Cie zostawic to jej nie zatrzymuj. Jest dorosla i powinna zrozumiec ze ponosi konsekwencje swoich decyzji. Jesli zdecydowala sie na odejscie to w koncu sobie pojdzie niezaleznie od twoich dzialan. A jesli to byl tylko szantaz zeby cos zyskac to tym bardziej powinienes spuscic ją po brzywie. Chcesz życ z szantazystką? Ja raz sie rzucilam rejtanem przed moim facetem gdy chcial odejsc. I wtedy niestety okreslily sie pozycje w tym zwiazku. Juz na zawsze wiadomo komu bardziej zalezy.
Pełna wersja