maksymilian1987
12.01.16, 14:18
Witam, tak to właśnie mnie faceta spotkało. Nie rozmawiam nawet o tym ze znajomymi bo by mnie śmiechem pewnie wzięli, z resztą nie mam kolegów.
Moja sytuacja wydaje mi sie nie normalna i nie mogę sobie z nią poradzić juz od dawna.
Jestem w związku małżeńskim od 4 lat ale razem jesteśmy juz 8 lat, mamy dwójke dzieci.
Sytuacja u mnie była taka ze jak sie poznałem z żoną spotykaliśmy się itp, po pół roku zamieszkałem z nią i teściową, początek był ok ale niestety teściowa lubi "aktorzyć", przypisywac sobie wszystko itd. Wtracała sie w związek, dyktowała co kto ma robić, moja żona (wtedy dziewczyna) miała 17 lat a ja 21. Spodobała mi sie i wogóle było fajnie sie wszystko układało. Po jakimś czasie zaczęła chodzic po kryjomu na imprezy, ja chodziłem na nocki do pracy a ona w balet, mama jej to ukrywała az po jakimś czasie wyszło to na jaw. Chcialem sie z nią rozstać ale groziła ze sie potnie, wyskoczy z okna itp... zaznacze ze wtedy była w ciąży i nie wiedzieliśmy o tym. Powstrzymała mnie przed odejsciem, nie moze ze bylem w niej od razu zakochany po uszy ale cos mnie do niej ciagneło pomimo jaka była jej matka i wogóle. Potem urodził sie nasz synek, poszlismy meszkać na kawalerkę, zawsze dbałem o dom, rodzinę pracowałem ( były momenty ze nie miałem pracy miesiąc, 2 tygodnie) Teściowa zawsze sie wtrącała, kłótnie były o wszystko, moja zona nawet w dzien slubu potrafiła słuchać siostry i matki a nie mnie, moje zdanie nigdy sie nie liczyło.
Tak żyjąc w sporze urodziła nam sie córka i z czasem poszliśmy na wieksze mieszkanie, sytuacja z tesciową trwała w najlepsze, teściowej zdanie było zawsze najwazniejsze, ja nie miałem w domu nic do powiedzenia. Nie raz mówiłem ze sie wyprowadze ale na mojej zonie nie robiło to większego wrazenia... a prawda jest taka ze tylko mówłem i mówiłem a swojego nie zrobiłem. Wspomne tylko o tym ze jeszcze jak mieszkaliśmy u tesciowej to musiałem zacząć sie leczyc bo miałem nerwicę, groźby żony życie w panice a jeszcze z domu pewnie ją wyniosłem ale żony teksty, groźby tylko pogarszały moją sytuację.
Teraz juz dawno sie nie lecze ale coraz czesciej leki i nerwy wracają, trzesienie rak itp
Teraz mieszkaMY NIEDALEKO TESCIOWJ I niestety sytuacja stała sie jeszcze gorsza bo albo tesciowa siedzi u nas albo zona lata tam, i tak w kółko... zona w ogóle nie poświeca mi czasu, nawet jedzenie do pracy czy jak wróce z pracy musze robic sam. Mamusia kiwnie palcem ona leci i jej sprzata, gotuje do sklepu lata, ja jak tylko poporisze o cos zaraz jestesm krytykowany. Dosć mam takiego życia... żona nie poswieca mi nawet troche czasu, nie mowie juz o seksie bo ten jest raz na dwa tygodnie ( żona twierdzi ze jes zmęczona itp itd) ja rozumiem ze ma w domu dwójke dzieci do chowania ale przeciez nie tylko na tym zycie polega tak samo jak ja pracuje codziennie po 10h. Szacunku od zony nie mam wogole... potrafiła mi palca pokazać przy synu 4 letnim za to ze powiedziałem ze dla niej liczy sie mamusia i jej siostry...niewiem juz co robić... jest coraz gorzej nie da sie tak zyc, zyjemy jak pies z kotem i tak naprawdę nic dobrego z tego nie bedzie...