evro44
12.01.16, 21:31
Wyleję teraz z siebie to co zalega w moim organizmie od dawna ale po dzisiejszych przeczytanych opiniach to już chyba będzie erupcja. Jestem kobietą (w niektórych kręgach zwana leciwą) ale nie mogę identyfikować się ze swoją płcią, bo mnie krew zalewa. Mam na myśli obraz współczesnej polki w wieku tzw. produkcyjnym. Oczywiście generalizuję ale poraża mnie :
1)skupianie się na takich pierdołach jak zaręczyny, ślub: ile pary idzie w organizacje tych imprez, taka drobiazgowość żeby wszystko było na tip top. To rozkładanie na czynniki pierwsze wyglądu, atmosfery, okoliczności itd. A potem co? Dupa. Nie potrafi jedna z drugą żyć z tym bajkowym księciem który chce jeść, chodzić na piwo i oglądać mecze.Oczywiście spłycam ale chodzi własnie o zwyczajne życie które następuje po jednodniowych i egzaltowanych incydentach. No i rozwód bo jak dalej żyć?
2) to samo z ciążą. Prawie każda jest na zwolnieniu lekarskim wsłuchana w brzuch. W amoku kupująca wszystkie gadżety i zmuszająca chłopa do udziału w porodzie jakby to miało coś zmienić. I tak ostatecznie to ona musi urodzić bo on tego nie zrobi za nią (jest jeszcze opcja cesarki którą sobie można fundnąć jak rurka zmięknie) A potem cała ta uwaga gwoli macierzyństwa powoli gdzieś się ulatnia. Jak kukułki podrzucają dzieci do udręczonych babć, ciotek i niań bo kariera i kredyt. Zaczynają się problemy wychowawcze dla mam które wykonały dziecko, bo tak miały rozpisany grafik na życie.
Trochę ulżyło, teraz możecie walić jak w bęben. A dopiekło mi przeczytanie komentarzy n/t odczarowania tzw. cudownego macierzyństwa. Kobita wprost opowiedziała, że pierwsze lata z małymi dziećmi były horrorem i posypały się gromy; jak tak można bo to przecież cudowny okres, sielanka i w ten deseń. To na pewno pisały te księżniczki od pierścionków z diamentem i różowych przewijaków. To tyle...