maz2016
18.01.16, 15:26
Piszę chyba pierwszy raz na tym forum, liczac na odpowiedzi, ktore dadza mi szerszy pogląd na ta sprawę. Temat zazdrości poruszany pewnie czesto. Moja historia poniekąd jest z tym związana. Troche długie:
Oboje 30+, dwoje dzieci, ponad 10 lat razem.
Kiedyś byłem o nią bardzo zazdrosny- początki związku, czas docierania się. Byłe akcje, gdzie mocno przesadziłem.
Minęło parę ładnych lat. Teraz dogadane małżeństwo, z określonymi celami w życiu na kolejne 5-10 lat.
Moja żona dobrze się dogaduje z facetami. W kwestii biznesowej nigdy mi to nie przeszkadzało, na imprezach różnie się czasem z tym czułem, patrząc jak ona rezolutnie i otwarcie rozmawia z innymi, takimi o których moge byc potencjalnie zdrowo zazdrosny (mam gdzieś czy oni są w innych związkach czy nie). Generalnie te rozmowy są tylko i wyłącznie luźne. Dziwnym trafem nie obserwuje takiego zachowania u innych partnerek, narzeczonych, czy żon-przynajmniej tam mi sie wydaje. Generalnie wyluzowałem. Lecz cos tam w środku chyba pozostało z dawnego zazdrośnika.
Co się stało? Impreza, spotkanie w gronie znajomych. Wśród nich jest jeden człowiek, z którym moja żona często rozmawia – Pan X (to nie pierwsze spotkanie z Panem X).
Facet po przejściach, ustawiony, fajny i mądry człowiek. Idealny kandydat na kumpla (zarówno dla faceta i kobiety).
Na ostatnim wyjściu w pewnym momencie zorientowałem się, że mojej zony nie ma. Nie ma przy barze, nie ma w lożach, nie ma na parkiecie.
Idę na papierosa. Moja żona pali fajeczkę z Panem X. W sumie niewiele myśląc i nie kierując się chęcią wyrażenia dezaprobaty rzuciłem „o… wiedziałem że Cię tu znajdę”…
Ewidentnie nie pasowałem do dyskusji więc pośpiesznie spaliłem fajkę i się zwinąłem.
Moja żona zaczepiła mnie w kolejce do toalety z pytaniem co się dzieje. Odpowiedziałem więc z już z fochem, że to dla mnie dziwna sytuacja – z typ panem X.
Zaczęła się rozmowa, że przecież Pan X to tylko bardzo ciekawy człowiek, z którym ona chętnie rozmawia, ja jestem ten jedyny, przecież jesteśmy ze sobą tyle czasu i że jak mogę być o to zazdrosny, poza tym…to jest Pan –X, wiec przestań, OK? Powiedziałem „OK, ufam Ci, chce żebyś wiedziała, że dla mnie to jest dziwne i tyle.”
15 minut później scena na środku „parkietu” to „to co mogę teraz iść na fajkę z Panem X-mam pozwolenie?” – No kur#a mac(!). To ma niby być też OK?
Po jakiś 30-45 minutach spotkaliśmy się przy barze, mówię jej, że to już było bardzo NIE OK i nie podoba mi się to. Na co dostałem wywód, że on też powiedział że ja strzeliłem focha, ja ją ograniczam, że ja mam więcej wolności bo jeżdżę w delegacje i ona mnie nie sprawdza i nie wie co się dzieje podczas moich wyjazdów, że zachowałem się jak szczeniak, więc ona w ten sam sposób potraktowała mnie.
>Odnośnie delegacji, raz na trzy miesiące wyjeżdżam na 3-4 dni. W zespole jest dziewczyna, z którą często współpracuje. Totalnie nie mój typ urody, charakteru, >mężatka, relacja czysto biznesowa, podczas delegacji zawsze piszę i dzwonie – po prostu, nie z chęci wytłumaczenia się czy podania mojej dokładnej lokalizacji.
Po godzinie powrót do domu. W niedziele próba wyjaśnienia tego co się wydarzyło skończyło się awantura, ona nie rozumie mnie, ja jej.
W sumie to o Pana X gdzieś w środku zazdrosny jestem, ale bardziej o tą cała sytuację, to co mnie najbardziej dotknęło to to, że moja żona kompletnie to zbagatelizowała, wyśmiała i potraktowała jak szczeniaka.
Ona za to uważa, że zrobiłem jej awanturę o nic i zepsułem cała zabawę.
Proszę o opinie o tej sytuacji, w razie pytań lub wątpliwości postaram się wyjaśniać sytuację, przynajmniej z mojej perspektywy.
Pisze to nie po to aby przekonać do jej lub moich racji tylko przeczytać o spojrzeniu na to zupełnie z boku.
Pozdrawiam,