rozeta77-7
30.01.16, 21:44
Witam.
przejdę od razu do meritum sprawy....mój tak mnie chwilami doprowadza do szału, że chyba wybuchnę!!!
Trzech synów dorosłych, parcujących mieszka z nami.Mówię, że czas iść na swoje to szanowny "ślubny" :a jak sobie dadzą radę, my zostaniemy sami na trzech pokojach??[mamy dom]
nie mam już ochoty i przyjemności z opierania, gotowania i płacemia rachunków za wszystkich.
Powiedziałam, żeby odkładali kasę na przyszłość, skoro mają dach za darmo to tatuś:używajcie póki możecie:(. Każdy z nich ma najniższą krajową (ja tyle samo,w porywach 1500,mąż bezrobotny łapie fuchy) Tłumaczę, że to z naszej strony pomoc a jak nie daj Boże COŚ się stanie, albo miłość i wesele to zawsze byłby jakis grosz w skarpecie.
Mąż myśli, że przeciwstawiając się moim zdaniu zyskuje w oczach synów.
Jest typem ponuraka, brak stałych znajomych, bo myśli że za dużo straci na gościnę, ale u kogoś to potrafi wybrzydzać.Nigdy przy dzieciach mnie nie wsparł, wręcz przeciwnie zawsze jestem tą złą co się o wszystko czepia!!!
plusem jest że dba o rodzinę, potrafi ugotować, zrobić wszystkie zakupy, remonty
Potrafi przy wszystkich swoich zaletach być zarozumiałym bufonem.
Każdy jest złodziejem,szmaciarzem w jego oczach, kiedy ktoś chce żeby przyszedł zrobić mały remont to" wielki pan" przetrzymuje gościa z dwa dni w niepewności(niech myśli,że mam kupę roboty" Dla mnie to zakrawa już na jakąś paranoję, albo ja już głupieję.
dodam jeszcze,że z wesołej kobitki stałam się zamkniętą w sobie jędzą coraz częściej w depresji czterdziestolatką.
Sorki za brak dużych liter,błędy ort.,ale musiałam w końcu to z siebie wyrzucić tylko powierzchownie