Gość: ciężko mi
IP: 178.218.229.*
10.02.16, 16:52
kilka lat narzeczeństwa - skończyło się
rok próby naprawienia związku - koniec po nadużyciu siły
zakochałam się. odległość - wystarczały mi kontakty via net. w końcu spotkanie. osz cholera... tak to jest to. z obu stron. bądźmy, spróbujmy, damy radę. mimo różnicy wieku, odległości...
nie daliśmy. nie dał. on. odpuścił, wypalił się. bez walki, bez próby. ot tak. jak zostawia się zabawkę która się już znudziła, bo nawet nie zepsuła. z dnia na dzień. bo nie znajdę u niego tego co znalazłam. co mi odpowiadało.
takie tam niby zwykłe prawda? do "ogarnięcia" nie ja pierwsza i nie ostatnia.
tylko dlaczego mam wrażenie, że przy okazji jednego wali się wszystko... psuje się sprzęt w firmie i poza nią, układy w domu, zdrowie siada.. wszystko przy okazji. w jednym pakiecie.
ponad 30 lat i... znów żadnych prespektyw.
już nawet w lustrze nie widzę siebie.