yagres
23.09.04, 10:09
Nie lubię super-, hiper- i innych marketów. A dlaczego? Oto powody:
- już zanim wejdzie się do takiego molocha to pojawiają się problemy z
zaparkowaniem samochodu. To że trudno znaleźć miejsce to normalka ale zgrozą
napawa mnie sposób parkowania innych klietów
- trzeba wziąć koszyk a ponieważ rzadko odwiedzam takie sklepy to i muszę
dużo kupić więć zabieram duży koszyk. Kur..ca mnie bierze jak pomimo, że
wsadziło się 1 zł lub 2 zł to nie można odłączyć łańcucha. Podobnie jest po
zakończeniu zakupów, czasami nie można wyciągnąć tej nieszczęsnej monety
- dzieciarnia z propozycją „usługi” odwozu pustego wózka - a wsio!
- ciągła zmiana ekspozycji tych samych towarów w różnych miejscach, człowiek
przez te ich sztuczki marketingowe traci przez to mnóstwo czasu i nerwów żeby
sobie kupić upatrzoną rzecz
- zaczepiające hostessy ze sztucznym uśmiechem zachęcające do spóbowania
kawałeczka sera o wymiarach 3x3 mm lub soczku albo kawy z pojemniczka o
takiej pojemności, że wytrysk 60-latka wystaczyłby z powodzeniem na
wypełnienie dwóch takich filiżaneczek
- idiotyczna sprzedaż książek (!), płyt DVD, CD, audio(!), talerzy, drobnego
wyposażenia AGD, ciuchów itp na wagę. To już naprawdę paranoja! Ciekawe jak
się czuje autor jakiegoś wybitnie ambitnego dzieła kiedy widzi, że jego
twórczość i wiedza jest wyceniona na kilogramy :-)
- określanie cen nie do pełnej złotówki np.10 zł lecz o grosz mniej tzn. 9,99
zł. Może wizualnie wygląda, że to kosztuje 9 zł ale dla mnie to zawsze jest
już 10 zł
- zapisywanie na wywieszkach przy towarze w taki sprytny sposób liczby 99, że
wizualnie przypomina ona liczbę 00, a więc coś wydaje się nam, że kosztuje
14,00 zł (bo tak jest to niewyraźnie napisane) a na paragonie widzimy, że
kosztuje 14,99 zł. W tej sztuczce celuje zwłaszcza Auchan
- zakupy w takich molochach robię zazwyczaj szybko ale za to mnóstwo czasu
tracę w kolejce do kasy. I co z tego że jest ich 100 skoro czynne są tylko
20, ale za to jakie kolejki, jak za komuny! Takiemu dyrektorowi hipermarkietu
od razu lepiej się robi na sercu jak spogląda z okna swego gabinetu na tych
nieszczęsników w kolejce chcących zapłacić kilkaset złotych na niepotrzebne
za wyjątkiem jedzenia towary.
Więcej grzechów na razie nie pamiętam...