jusi.86
13.02.16, 21:56
Powiedzcie mi, kto ma rację? Ja, czy mój mąż? Może faktycznie powinnam odpuścić...
Otóż do dnia ślubu mieszkałam w mieście, w bloku. Po ślubie zamieszkaliśmy w domu teściów na wsi. Teściowie mają duży dom, dostaliśmy dla siebie piętro, czyli trzy pokoje, kuchnię i łazienkę. Teściów mam dość fajnych, w ogóle nie wtrącają się w nic. Ale tak naprawdę z tych trzech pokoi, mamy jeden. Jeden należy do siostry męża, która przyjeżdża do domu z raz na miesiąc, ale pokój jest. Drugi pokój nie został wyremontowany, bo mieszkanie tu to miał być okres przejściowy i nie chcieliśmy wkładać za dużo pieniędzy w ten remont. No więc został jeden pokój. I tak od 7 lat. Pracujemy 40 km od domu, na wjeżdzie do miasta zawsze rano i po pracy są kroki, więc w aucie spędzamy po 2-3 godziny, a dodatkowo kiedy jeżdzimy razem, to mąż mnie podwozi do pracy i jestem wcześniej, czekam np. 40 minut rano. Po pracy czekam aż mąż po mnie dojedzie, przebije się przez korki przez miasto (ja pracuję na wylocie z miasta) i też 40 minut. w rezultacie na czekanie, przebijanie się przez miasto i powrót do domu tracimy dziennie jakieś 4 godziny. Przecież to jest 20 godzin tygodniowo. Kuźwa 80 godzin miesiecznie.
Poza tym kazde wyjscie z domu, to wielka wyprawa. Pójście do kina, knajpy, czy spotkanie ze znajomymi, to wielka wyprawa i przedsiewziecie logistyczne.
Mam coraz większą ochotę wrócić do rodziców, bo już mnie trafia.
Mamy wkładu własnego 150 tys, oboje pracujemy, mamy niezłe zarobki, mamy zdolność kredytową, żeby wziąć te 100 tys. Ale mąż nie chce. On chce dom na wsi.
I co z tym impasem zrobić? Moze będziecie miały dla mnie jakieś rady? A moze ja faktycznie przesadzam? Może dla ogrodu i sąsiadów za płotem, a nie nad, pod i za ścianą, warto wybrać dom?