angelika1990p
21.02.16, 00:21
Dzień dobry. Nigdy wcześniej tu nie pisałam. Zazwyczaj nie przesiaduję na forach, ale może opinia kompletnie obcych osób da mi trochę do myślenia.
Rok temu wyjechałam na kilka miesięcy za granicę. Odnowiłam tam znajomość z koleżanką, z którą znałam się jeszcze od liceum, ale ze względu na dystans nie utrzymywałyśmy specjalnie kontaktu. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i znajomość z nią stała się dla mnie naprawdę czymś ważnym. Poszło, jak to często bywa, o chłopaka. Zaczęłam spotykać się z takim jednym, może nawet spotykać się to za dużo powiedziane, bo nie miałam ochoty na nic poważnego, on z resztą też nie. Trwało to króciutko, bo w parę dni po tym, jak poszliśmy do łóżka on wyznał, że tak naprawdę podoba mu się moja koleżanka i liczy, że będzie między nimi coś więcej. Byłam trochę zła, bo liczyłam, że romans potrwa do końca jego pobytu (był tam tylko przez 2 msc), dodatkowo nie omieszkałam mu wytknąć, że to dość słabe, sypiać z jedną, a podkochiwać się w innej. Koniec końców sprawę (i kolesia) olałam, bo prawdę powiedziawszy nie sądziłam, że ma u niej jakieś szanse. Z moją koleżanką, ze względu na pracę, nie widziałam się jeszcze przez jakieś dwa tygodnie. Kiedy w końcu udało nam się spotkać, on był już u siebie, ale ona nie mogła przestać o nim gadać. Generalnie z jej opowieści dość szybko wywnioskowałam, że koleś jednak nie próżnował i intensywnie działał na dwa fronty, o czym szybko znajomą poinformowałam. Szczerze, nie mogłam słuchać, jak pieje, jaki on był wspaniały, podczas gdy wiedziałam, że w tym samym czascie na boku bzykał mnie. Ona dzielnie to zniosła i podziękowała mi za szczerość, lojalność i inne takie, bla bla bla.
Wszystko między nami było super jeszcze przez jakiś czas, po czym runęło, kiedy wróciłam do kraju. Przed wyjazdem posprzeczałyśmy się o jakąś pierdołę - przyznaję, z mojej winy - niestety ona nie dała się przeprosić i zupełnie zerwała ze mną kontakt. Ciężko to odchorowałam, nie rozumiałam, dlaczego przez jakąś durnotę, za którą milion razy przepraszałam, przekreśliła całą naszą znajomość. Jak się można łatwo domyśleć, zupełnie nie o tę "durnotę" jej chodziło, tylko o tego faceta.
Przez następnych parę miesięcy od dalszych i bliższych znajomych spływały do mnie plotki na mój temat. Większość z niedowierzaniem pytała mnie, jak mogłam być taką suką i przespać się z facetem mojej koleżanki, bo przecież oni oczywiście koniec końców się zeszli. On przeniósł się do jej kraju i ponoć jest najcudowniejszym chłopakiem ever. Pół biedy jeśli po prosti pytali, ale kilka osób, które tam poznałam, polubiłam, i z którymi znajomość chciałam podtrzymywać, również zupełnie przestała ze mną rozmawiać. Dodatkowo większość moich i jej wspólnych okazała się dziwnie poinformowana o prywatnych szczegółach z mojego życia, z których zwierzałam się rzeczonej znajomej.
Słuchajcie, wiem, że sporo z Was pomyśli, że nie należało się wpieprzać w początki cudzego związku, ale czułabym się podle sama ze sobą, gdybym nie powiedziała jej, co się dzieje. Nie byłam o niego zazdrosna. Ten koleś nic dla mnie nie znaczył, w przeciwieństwie do niej - czułam, że muszę być w jakiś sposób lojalna, a i sama zdecydowanie chciałabym wiedzieć, będąc w podobnej sytuacji. Z resztą, takie sprawy lubią się czasem rypnąć, tym bardziej, że jak jeszcze z nim kręciłam, nie widziałam powodu, żeby się z tym szczególnie kryć. Wówczas pewnie wyszłabym na sukę, która wiedziała i nie powiedziała.
Ogólnie rzecz biorąc, laska mnie nie cierpi i oczernia mnie przed znajomymi za to, że spałam z jej chłopakiem, zanim został jej chłopakiem. Jak bardzo ją kiedyś uwielbiałam, tak bardzo jej teraz nienawidzę. Nie chodzi o to, co inni o mnie myslą. Jeśli ktoś zrywa ze mną znajomość na podstawie plotki, tym lepiej - znajomość się zweryfikowała. Nie jestem osobą, która jakoś szczególnie przejmuje się zdaniem innych. Chodzi o mój święty spokój, bo w życiu nie powiedziałabym, że jestem zdolna do tak silnych złych emocji. Zazwyczaj wychodzę z założenia, że jeśli nic się nie da z czymś zrobić, należy to zignorować, bo szkoda nerwów. Zazwyczaj też doskonale mi się to udaje. Nie tym razem. Nienawidzę laski tak bardzo, że mam ochotę zrobić laleczkę woodoo i wysyłać jej złą energię. Nikt nigdy nie zrobił mi takiego świństwa i jeszcze nigdy nie czułam się tak rozżalona. Chcę już o tym zapomnieć, nie chcę z tą osobą mieć nigdy więcej nic wspólnego, ale nie potrafię odpuścić. Czy ktoś z Was czuł coś takiego? Ile czasu może to jeszcze potrwać? Minęło już wiele miesięcy i jestem naprawdę zmęczona całą tą złością, wiem że powinnam dawno się już uspokoić, ale nie potrafię. Dziękuję za wysłuchanie.