Zespół Münchhausena

24.02.16, 14:11
Jak pomóc kobiecie z (przypuszczalnie) zespołem Münchhausena? Czyli osobie, która żyje, by się leczyć, a nie leczy, by żyć? Przecież siłą ją do psychiatry nie zaciągnę.
    • mendiga Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 14:18
      LOL, powiedz jej, że sprawia wrażenie osoby cierpiącej na jakieś straszliwe zaburzenie psychiczne (bądź kreatywna), oczywiście niezwiązane z prawdziwym, ulituj się przy tym nad nią, wyraź niepokój i troskę. Jak będziesz przekonująca, sama podejmie temat i poleci do lekarza. A wtedy zdobywasz na niego namiar i udajesz się w celu uzupełnienia wywiadu środowiskowego.

      A może ja za dużo filmów oglądam...
      • bertrama Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 14:30
        To nie tak działa, niestety. Ona nie pójdzie do psychologa, bo ten odkryje jej konfabulacje (nawet opisane na facebooku). Znam bardzo dobrze tę osobę, więc wiem, że kłamie i liczy na podziw innych, jaka jest dzielna i jak bardzo cierpi. Czuje się wyjątkowo ze względu na swoje choroby. Mam wrażenie, że sama generuje u siebie dolegliwości, potem się leczy i jest tym dziwnie podekscytowana. Wszyscy muszą żyć jej chorobami inaczej są bez serca.
        Już nie mam pojęcia, co robić, bo wiele osób z rodziny zmanipulowała. Wielu znajomych się od niej odwraca, bo widzą oszustwo i nie mogą znieść ciągłego opisywania chorób jej własnych i problemów zdrowotnych innych osób. Ciągle jeździ do różnych lekarzy w różnych miastach, więc nikt się nie orientuje w sytuacji.
        • mendiga Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 14:37
          No to trudno. Niech się bawi, jak lubi.
          • bertrama Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 14:41
            Dziękuję za wyczerpującą pomoc.
            • mendiga Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 14:52
              Oj sorry, jestem jakoś zobowiązana? A to nie wiedziałam.
              W takim razie zrób tak: stań na lewej nodze, prawą ręką wyrwij włos z czubka głowy i powiedz trzy razy "hipopotam". Powinno pomóc.
              • quelquechose Re: Zespół Münchhausena 26.02.16, 16:02
                Czy to działa też na inne problemy? :)
                • mendiga Re: Zespół Münchhausena 26.02.16, 17:53
                  Oczywiście. Przeważnie jednak stosuje się na wrzody, refluks, nocne poty (własne) i zespół Münchhausena u siostry. Pomocniczo w borderline u szwagierki i nerwicy natręctw u stryja. W każdym razie w tych schorzeniach potwierdzono skuteczność. W innych stosować na własne ryzyko.
        • miau.weglowy Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 15:10
          w zespole, o ktorym mowisz oczywiscie,ze generuja pacjenci sami dolegliwosci. nie poradze Ci, nie mam doswiadczenia z takimi ludzmi. ale skoro chcesz pomoc, to Ty powinnas zasiegnac porady u psychiatry o takich osobach. nie ze zle z toba, tylko co robic ;)
        • horpyna4 Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 15:55
          Daj jej spokój. Skoro generuje dolegliwości u siebie, to jej zmartwienie. Trzeba tylko trzymać się od niej z daleka, żeby nie miała widowni.

          Gorzej byłoby, gdyby generowała dolegiwości u dziecka, a tak często bywa. Wtedy interwencja jest absolutnie konieczna, bo takie chore matki potrafią podtruwać dziecko, żeby wywoływać u niego różne objawy.
          • bertrama Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 15:57
            Łatwo mówić, to moja siostra. Terroryzuje mamę.
            • taki-sobie-nick Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 19:01
              bertrama napisała:

              > Łatwo mówić, to moja siostra. Terroryzuje mamę.

              Z tego, co mówisz, terroryzuje kogo się da.

              A gugiel interesuje się tylko chorymi mężczyznami i matkami, które wywołują objawy u dzieci.

              A co się dzieje z taką osobą, gdyby zbiorowo przestać interesować się "objawami"? Rozumiem, że może zrobić duży numer (np. podtruć się), żeby wywołać zainteresowanie?
              • bertrama Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 19:12
                Na zbiorowe nieinteresowanie się nie ma szans. Bo mama (starsza osoba) jest przerażona jej "stanem". A jeśli ktoś indywidualnie przestaje się interesować, to po prostu jest wrogiem niewartym zachodu i osobą bez serca (również według mamy).
                • taki-sobie-nick Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 19:18
                  bertrama napisała:

                  > Na zbiorowe nieinteresowanie się nie ma szans. Bo mama (starsza osoba) jest prz
                  > erażona jej "stanem". A jeśli ktoś indywidualnie przestaje się interesować, to
                  > po prostu jest wrogiem niewartym zachodu i osobą bez serca (również według mamy
                  > ).

                  Mama, widzę, równo wciągnięta. Ja bym zaczęła od pracy nad Mamą. Da się zaciągnąć do psychologa/psychiatry?
                  • bertrama Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 19:27
                    A brońbożematkoboska...
    • taki-sobie-nick Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 18:52
      to sama idź do psychiatry i powiedz, że masz taki problem (bo ty też go masz, w tym sensie, że siostra was wszystkich wciąga) i co doktor radzi.


      Oczywiście doktor poradzi ci, żebyś, skoro to TY przyszłaś, zadbała o siebie, więc się z tym grzecznie zgódź (żeby się nie czepiał i porzucił temat) i zapytaj, co jednak z siostrą, bo oczywiście możecie się leczyć całą rodziną i gronem znajomych, ale nawet jeśli będziecie, siostrze to nie pomoże.

      • bertrama Re: Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 19:19
        Niestety, co z tego, że ja widzę problem. Ale mamy nikt nie zaciągnie do psychologa. Ciotek ani koleżanek wkręconych też nie. Ech... widzę, że nie ma wyjścia.
        • czoklitka Re: Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 19:27
          A nie masz jakiegoś lekarza wśród znajomych?
        • taki-sobie-nick Re: Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 19:32
          bertrama napisała:

          > Niestety, co z tego, że ja widzę problem. Ale mamy nikt nie zaciągnie do psycho
          > loga. Ciotek ani koleżanek wkręconych też nie.

          To tam jest więcej osób, które jej szczerze wierzą? Hmmmm... Nec Hercules contra plures, czyli i Herkules d...a, kiedy ludzi kupa.
        • taki-sobie-nick Re: Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 19:33
          bertrama napisała:

          > Niestety, co z tego, że ja widzę problem. Ale mamy nikt nie zaciągnie do psycho
          > loga.

          Bo? "Ona nie wariat"?
        • taki-sobie-nick Re: Jedyne, co mi przychodzi do głowy 24.02.16, 19:35
          bertrama napisała:

          > Niestety, co z tego, że ja widzę problem. Ale mamy nikt nie zaciągnie do psycho
          > loga. Ciotek ani koleżanek wkręconych też nie.

          No tak, w zasadzie powinnaś zebrać je wszystkie i skierować na wykład o zespole Munchhausena.

          Co niekoniecznie cokolwiek da.
    • taki-sobie-nick Bertrama 24.02.16, 20:24
      w guglu piszą, że czasem objawy zanikają pod nieobecność konkretnej osoby (tej, na którą chory najbardziej chce oddziaływać, jak rozumiem).

      Czy u twojej siostry występuje coś takiego?
      • miau.weglowy Re: Bertrama 24.02.16, 21:30
        tego ci nie powie, bo skad ma wiedziec? ;)
        • taki-sobie-nick Re: Bertrama 24.02.16, 21:56
          miau.weglowy napisała:

          > tego ci nie powie, bo skad ma wiedziec? ;)
          >
          Może skądinąd? Od tej osoby wpływającej? "Jak mnie nie było, to Zosia jakby zdrowsza była", coś w tym rodzaju.
      • nstemi Re: Bertrama 24.02.16, 21:40
        Dr Google to nie dr House, autorka sama za jego (gugla) pomocą coś tam zdiagnozowała. Tyle, że to wcale nie musi być prawdą a postawienie diagnozy jest jakby ciut bardziej skomplikowane niż lektura Wikipedii albo portali o zdrowiu. Więc nawet jak siostrze zdarza się, że użyję języka profesjonalnego :-) wyluzować to jeszcze do Rio droga daleka.
        • taki-sobie-nick Re: Bertrama 24.02.16, 21:54
          nstemi napisała:

          > Dr Google to nie dr House

          A idźta mi z drem Housem!

          Tyle to i ja wiem, więc czytam krytycznie.


          Jeśli mi piszą, i to na fachowych stronach (genialnych uwag internautów nie czytam) że PRZEWAŻNIE pacjent postawiony przed bolesną diagnozą zespołu M. po prostu daje nogę i ucieka ("zmienia lekarza lub miejsce leczenia"),to jest to dość prawdopodobne.


          Jeśli np. czytam o innej chorobie "w przypadku X terapia rzadko jest w pełni skuteczna i mają miejsce nawroty" (czyli: lecz się drogi pacjencie, to może ci się trochę poprawi, ale i tak całkiem nie wyzdrowiejesz i ch...)

          i powyższe obserwuję na żywym przypadku, to zakładam, że autorzy fachowych tekstów (które i tak nic nikomu nie pomogą, swoją drogą*) jakąś tam rację mają. Przynajmniej w przybliżeniu.

          *Najlepsze są teksty "Grupy wsparcia dla chorych z X". Chorzy z X wchodzą na stronę z nadzieją "Znajdę swoich!!!" ... i czytają, jak pomocne są dla nich grupy wsparcia. Tylko że nikt żadnej nie oferuje. Nawet psycholog, która spłodziła taki artykuł.



          , autorka sama za jego (gugla) pomocą coś tam zdiagnoz
          > owała. Tyle, że to wcale nie musi być prawdą

          Ale może, zważywszy że osoba jest siostrą autorki i osobą autorce bardzo dobrze znaną
          • nstemi Re: Bertrama 24.02.16, 22:26
            Oj tam, nie czepiaj się Housa :-) Był odcinek, jak kosił kasę na poradach przez internet.
            Jeśli Ci piszą, że pacjent z M. zwieje na wieść o diagnozie to, tylko szkoda że nie dopiszą ilu pacjentów z innymi schorzeniami da nogę :-) Albo w ilu schorzeniach nie wyzdrowiejesz i ch... :-)
            Z informacjami w internecie jest trochę tak jak z pewnym słynnym tenisistą, którego zapytano jaka rakieta jest najlepsza . Odpowiedział, że każda bez wyjątku ma jedną wadę-na jej końcu tkwi ręka tenisisty. Moim zdaniem podobnie jest z wiedzą z internetu. Możesz znaleźć mnóstwo bardzo wartościowych artykułów, opracowań od takich prostych po specjalistyczne. Problem w tym jakie wnioski wysnuje z tego internauta bez wiedzy z nauk mniej i bardziej podstawowych, bez doświadczenia w danej dziedzinie. Ano wysnuje jakie mu pasują i jak mu się parę objawów zgadza to bingo.
            A co to grup wsparcia dla pacjentów-tutaj bym się nie czepiała (samych grup, nie głupawych artykułów pełnych okrągłych słów). Niedawno u mojego dziecka zdiagnozowano niestety rzecz poważną i strony fundacji i fora rodziców dzieci z podobnym problemem były i są bardzo pomocne. Głównie w logistyczno-prawnych sprawach, ale też możliwość "pogadania" z innymi ludźmi, których dzieci mają podobny problem jest naprawdę OK.

            • taki-sobie-nick Re: Bertrama 24.02.16, 22:48
              Był odcinek, jak kosił kasę

              [zarabiał pieniądze, że się czepnę


              > Jeśli Ci piszą, że pacjent z M. zwieje na wieść o diagnozie to, tylko szkoda ż
              > e nie dopiszą ilu pacjentów z innymi schorzeniami da nogę

              Kiedy dla autorki to nieistotne. A dany artykuł jest akurat o chorobie Munchhausena.

              :-) Albo w ilu schorz
              > eniach nie wyzdrowiejesz i ch... :-)

              A to też mało pocieszające, jeśli masz akurat X. Jak na złość można mieć X i wyzdrowieć, ale raczej jak się nagle zachoruje jako dorosły, a nie choruje od dawna.


              > Z informacjami w internecie jest trochę tak jak z pewnym słynnym tenisistą, któ
              > rego zapytano jaka rakieta jest najlepsza . Odpowiedział, że każda bez wyjątku
              > ma jedną wadę-na jej końcu tkwi ręka tenisisty.

              Co nie zmienia faktu, że są rakiety lepsze i rakiety gorsze.



              > zenia w danej dziedzinie. Ano wysnuje jakie mu pasują i jak mu się parę objawów
              > zgadza to bingo.

              Toteż piszę, że podchodzę do nich bardzo ostrożnie.


              > A co to grup wsparcia dla pacjentów-tutaj bym się nie czepiała (samych grup, n
              > ie głupawych artykułów pełnych okrągłych słów)

              Ale kto się grup czepia??? Grupy witam z radością! Właśnie czepiam się głupawych artykułów!

              (O ile to naprawdę są grupy wsparcia, a nie grupy manipulowania chorymi przez psychologa i tłumaczenia im, że mają się cieszyć z tych ochłapów, które ciska im zdrowe społeczeństwo. I że wcale nie są dyskryminowani, nienienie, po prostu MÓWIĄ O SWOJEJ CHOROBIE TYLKO NAJBLIŻSZYM.


              Grupę prowadziła pani psycholog, obecnie nieżyjąca, i pan prezes fundacji, żyjący, niemający, o ile wiem, żadnych uprawnień. Takoż niemający pieniędzy na odmalowanie klubu osób wspieranych, żeby nie śmierdział jak śmietnisko. Za to za założenie kolejnej fundacji miał.)



    • nstemi Re: Zespół Münchhausena 24.02.16, 20:52
      Munchhausen albo i nie.
      Idż do psychiatry i porozmawiaj na jej temat, może Ci poradzi co robić. Nie do psychologa tylko do psychiatry. Ale generalnie ciężka sprawa.
Pełna wersja