marta7997
29.02.16, 18:38
Przez 12 lat miałam kochanka,przez 8 lat miałam narzeczonego.
Jeden nie chciał ze mną być na "stałe" bo miał żonę, dziecko itd. Wygodniej było utrzymywac relacje bez większych zobowiązań. Narzeczony stał się wiecznym narzeczonym,mijał rok, drugi trzeci a my staliśmy w tym samym miejscu. Paradoks niesamowity, przez ostatnie 8 lat tak naprawdę było obok mnie dwóch facetów, a ja czułam się z każdym dniem coraz bardziej nieszcześliwa i samotna.
Jak wkurzał mnie jeden to drugi był jak plaster na serce. Ostatnio (wreszcie!)coś we mnie pękło i zaczełam tracić całkowite zainteresowanie zarówno jednym jak i drugim,obaj zaczeli mnie męczyc psychicznie. W zeszły czwartek po kłotni z jednym z nich(tak naprawde nie było to nic istotnego, byle bzdura) stwierdziłam dość!
Wyprowadziłam się od narzeczonego, a wieczorem po smsowej zaczepce od kochanka, kazałam mu poprostu spadac(mówiąc bardzo delikatnie),działałam jak w jakims amoku,obu momentalnie zablokowałam w telefonie, pousuwałam maile,wiadomosci to tak na początek.Poczułam straszna ulgę, naprawde byłam w szoku ze tak się wszystko we mnie zagotowało.
Dzisiaj,ten szok mnie opuscil ale zaczynam odczywac lek czy faktycznie dobrze zrobiłam,wiecie jakby watpliwosci.I boje się czy dam radę to przetrwac bo nie chce juz do tego wracac. Wiec sytuacja ma się tak ze dzisiaj jestem samotną 35 latka. I zastanawiam sie powaznie czy jeszcze kiedykolwiek bede miała odwage stworzyc z kims zwiazek. Zreszta chyba już bede sama,tak to czuję.