Znowu się zdenerwowałam

IP: *.dynamic.chello.pl 15.03.16, 23:44
Piszę tak tylko sobie by się pożalić. Znowu mąż mnie zdenerwował. Mówił coś że będzie sobie w weekend kupował lampy i inne rzeczy do biura i coś wspomniał że resztę mieszkania to będzie siostra urządzać. Jego. Coś ostatnio teściowa była i wspominała że może ona wam urządzi jak wy nie możecie. Mieszkamy już 3 lata i rzeczywiście to nie jest ładnie. Ściany są popisane przez dzieci (teraz 10,6,4), w dużym pokoju mamy stół z krzesłami, telewizor- bo był w promocji do kuchenki za 1 zl:), i kanapę z fotelem od teściów(nowe sobie kupili) i "tymczasowo" je mamy. W sypialni jest łóżko i szafa w zabudowie. Pokój dzieci urządzony i jeszcze jeden trzeba bo córka własny będzie miała już. W takim otwartym jeszcze jednym pokoju mają dzieci bawialnie, jest jednak on trochę na wejsciu. I teksty o tym co mamy czy nie mamy krążą i krążą, i jeszcze jak 2 siostra jego przyjdzie(27lat) to tez wtrąci swoje 3 grosze.
Mamy nietypową sytuację, bo biuro w domu. Mąż siedzi tam cały dzien z przerwą na obiad i ewentualnie bajkę na dobranoc dla dzieci. Ja dorywczo też coś robię (mamy ten sam zawód), ale dopiero od niecałego roku maluch chodzi do przedszkola - co 2tyg chory. Ja zabieram i odbieram ze szkoły(95%),przedszkola (90%), odwożę 1 w tyg na zajęcia pozalekcyjne,( były do niedawna jeszcze łyżwy w soboty) zajmuję się posiłkami dla wszystkich, zakupami, praniem prasowaniem, robię opłaty, itp. Lekcje robię ze starszą bo sama nie ma czasu usiąść, bo zabawa (pilnuję by robiła- albo za nią ganiam). Teraz kupiliśmy jeszcze jedno mieszkanie by zainwestować, co się udało zarobić i ponieważ były spory co do urządzania to mąż mówi, rób ty ja się nie wtrącam, a teraz jak był to narzeka czemu ciemne płytki, jak ty się za coś weźmiesz to spartaczysz. I tu przychodzi temat siostry - pytam, dlaczego ona ma coś nam robić a on, bo Wszyscy wiedzą że ty nie potrafisz... To ja mu że to nasze wspólne mieszkanie i jakoś nie widziałam, żeby siostra, 2 siostra albo szwagierka SAMA jeździła po zakupy... a jak za dużo jeżdżę to od razu że się ciągle gdzieś się szwendam. Chciałabym wykończyć mieszkanie, ale to trzeba usiąść pomyśleć narysować pochodzić. Ciężko mi się z tym zorganizować... A jak już coś zacznę to nagle praca na teraz i wszystko rzucaj. Tak jest też z urządzaniem tego 2 mieszkania. Wszystko strasznie się rozciągnęło w czasie, bo ciągle coś innego było do robienia, a ja niestety mam problemy z podejmowaniem decyzji wiem o tym..... i długo mi to zajmuje.... I jak mi da jakąś pracę i nie powie na kiedy to robię jak mogę, a potem jest że nie dotrzymuję terminów, a jak wszystko mam rzucić to potem narzekania że w domu syf......
I właśnie ciągle te przytyki do sprzątania, że nie potrafię sprzątać - myli mu się nie potrafię z nie sprzątam codziennie na błysk. (ja, jak jego siostrunia nie mam pleśni w pralce i jak 2 siostrunia nigdy nie miałam zasyfionych blach od piekarnika do granic możliwości, nie zapchał mi się sedes od wacików.....w kuchni w szafkach nie mam powrzucanych rzeczy jak popadnie.. i w porównaniu do mojego mężusia to nie ja miałam naczynia w zlewie, aż na nich była pleśń - jak mieszkał sam a ja z litości mu nie umyłam..) Nie było takich problemów jak w 2 mieszkaliśmy i na początku jak było 1 dziecko. Wiem że trochę bałaganu robię nie odkładając zawsze rzeczy na miejsce ale on też nie rozumie np, że idąc z czymś np dziecko nagle zawoła bo coś się tak stanie albo nie wiem zadzwoni telefon, obiad kipi... to zostawiam i idę a potem zapominam: I on : no tak zawsze masz jakieś wytłumaczenie. Czasami po prostu nie mam siły sprzątnąć kuchni a każdego dnia ciągle trzeba...
I teraz powiedział że ta rozmowa dzisiejsza to specjalnie go denerwuję. A sam zaczął i jeszcze mnie obrażał.....
Choleryk z niego, czasami boję się o coś zapytać albo o czymś powiedzieć żeby nie naskoczył znowu i nie mieć dnia do dupy.
Ogólnie: jego słowa:
Jestem syfiara, nie potrafię podejmować decyzji, nie można na mnie polegać, nie umiem się ubrać, bałaganiarstwa dzieci uczą się ode mnie, nie kocham go bo za często nie chcę się z nim seksić - a pożądanie to miłość- rzeczywiście moje libido jest znikome....
A czasami to jest jak miodzik, że moja miłość i te bzdety.... ale to najczęściej po seksie jak już jest.... :)

Już mi lepiej, choć to nie rozwiązuje moich problemów..
Pełna wersja