ada.lovelace
18.03.16, 12:09
Szukam pracy, od połowy stycznia. Trochę się martwię, bo żyję z oszczędności, wystarczy mi kasy pewnie na jeszcze cztery miesiące. Z drugiej strony na rozmowy zapraszana jestem raczej często, mam dobry stosunek wysłanych CV do zaproszenia na rozmowy. Na widoku są dwie firmy.
Firma A - aplikowałam tam na stanowisko dokładnie takie, żeby się rozwijać. Firma mocno mnie przemaglowała przez tę rekrutację, zadanie rekrutacyjne, które zrobiłam dostało wysokie noty. Przeszłam 4 etapy rekrutacji, byłam jedną z 2 osób które zostały do finału, ale w końcu odpadłam. Mimo to, jakoś tam zostałam dostrzeżona i powiedziano mi, że być może znajdzie się dla mnie inne stanowisko, muszę tylko porozmawiać z szefem działu. Rozmowa miała być wczoraj, ale się nie wyrobili.
Wczoraj też dostałam informację od firmy B. Firma B oferuje pracę masakrycznie nie rozwijającą, typowa rutynowa praca prasująca mózg, customer service, w dodatku 9h dziennie, bo jest obowiązkowa przerwa na obiad. 9h dziennie oznacza, że będzie mi brakować czasu, żeby szukać ofert, które mi pasują (teraz szukam pracy przez cały dzień). Firma jest indyjsko-arabska, to kolejny minus, bo miałam okazję obserwować atmosferę pracy w takich miejscach. Inne podejście do pracownika. Wypłata - systemem bonusowym. Dostaje się 80% pensji i za te 80% można wyżyć, choć bez ekstrawagancji, 20% jest za dobre sprawowanie i z 20% pensja jest okej. Firma ma ciśnienie, żeby podpisać umowę w najbliższy poniedziałek i żebym już od poniedziałku pracowała. Trochę mnie to niepokoi, bo jedyna rozmowa jaką z nimi miałam, była telefoniczna. Wygląda to tak, jakby do poniedziałku musieli znaleźć X pracowników i jakby specjalnie nie wybrzydzali. To praca w któej przede wszystkim trzeba znać język, a ja co prawda mam certyfikat, ale nikt nie sprawdził mojej znajomości tego języka w konwersacji.
Pytanie: co byście zrobiły?
1. Odrzuciły ofertę firmy B i szukały czegoś minimalnie satysfakcjonującego
2. Przyjęły ofertę firmy B i w razie przyjęcia przez firmę A, zrezygnowały z pracy?
3. Napisały jeszcze dziś do firmy A, o tym, że wpadła mi inna oferta i że w związku z tym przestaję być dostępna od zaraz, ale z dwutygodniowym okresem wypowiedzenia pracy firmy B. (minus - jeśli firma A spyta co to za praca, to może to obniżyć moją wartość w ich oczach i tym samym wpłynąć na decyzję)
Doradźcie babeczki, bo ja jestem skołowana. Z jednej strony kasa topnieje, z drugiej nie chcę utknąć u Hindusów w głupiej robocie bez czasu na szukanie czegoś lepszego.