Podział obowiązków domowych

25.09.04, 13:12
Od półtora roku jestem mężatką. Moje małżeństwo nie jest doskonałe, bo i ja,
i mój mąż mamy wady. Żałuje teraz, że przed ślubem bardzo krótko mieszkaliśmy
razem - być może wtedy podjęłabym zupełnie inną decyzję. Sprawa dotyczy
rzeczy z pozoru błahej, ale potrafiącej zniechęcić nas do drugiego człowieka
w sposób wręcz niewyobrażalny. Przypuszczam, że to o czym chcę pisać było na
tym forum poruszane nie raz, ale ja nie potrafię sobie z tym poradzić.
Więcej, jestem załamana, przygnębiona i mam dość wegetacji w której utknęłam.
Kwestia dotyczy sprawiedliwego podziału domowych obowiązków. Nie mogę znieść,
że on bałagani, nie zmywa po sobie talerzy, nie przygotowuje od czasu do
czasu posiłków, nie potrafi sam, bez mojego przypominania włożyć brudnych
ubrań do pralki, nie potrafi ich porządnie rozwiesić, zostawia swoje ubrania
na oparciach tapczanów, krzeseł, muszę za każdym razem przypominać mu, żeby
zrobił zakupy. Kiedyś, jeszcze jak mieszkaliśmy razem i nie byliśmy
małżenstwem, żeby zrobić wrażenie na mnie (tylko tak potrafię to sobie teraz
wytłumaczyć) nie było mowy o takich zachowaniach z jego strony. Nie
bałaganił, jego ubrania nie były porozrzucane po całym mieszkaniu. Teraz
wiem, że czekał tylko, żeby mieć żonę, która to wszystko będzie robić za
niego. Kiedy zorientowałam się w co wdepnęłam, na poczatku zwracałam uwage,
żeby posprzątał po sobie, umył talerz, pouczałam, tłumaczyłam. Ale ile można
grać rolę matki dorosłego faceta? Przestało mnie to bawić, gdy widziałam, że
skutek jest żaden. Wychodziło na to, że wszytsko musiałam robić sama. Pewnego
razu przestałam robić cokolwiek. Przez 2 tygodnie nie sprzątałam po nim, nie
wkładałam jego porozrzucanych ubrań do szafy, parałam tylko swoje rzeczy i
myłam tylko talerze na których ja jadłam. Jego talerze, szklanki, kubki
tkwiły w zlewie nie tknięte. Nie skomentowałam tego przez ten czas ani razu,
chociaż nie mogłam już na to wszytko patrzyć. Umył talerze dopiero wtedy gdy
odkrył, że jem na serwetce, bo nie ma nic czystego w domu. Za pranie wziął
się, gdy odkrył, że nie ma co włożyć do pracy. Potem była awantura. Jedna z
największych do tej pory w naszym małżeństwie. Pomogło, ale na krótko. Po
miesiacu wrócił do starych, sprawdzonych nawyków. Ja przyłapałam się na tym,
że znowu upominam, przypominam i prosze o coś, co powinno być zrobione bez
mojego dodatkowego komentarza. Wszytsko zaczyna się od początku. Jakim
sposobem zmusić go, żeby wreszcie zrozumiał co to jest partnerstwo? Gdzie
popełniłam błąd?
Chcę dodać, że nie jestem typem pedantki i jakiejś nawiedzonej estetki. Po
prostu nie wyobrażam sobie życia z kimś, komu trzeba wszystko podsuwać pod
nos jak dziecku, albo tłumaczyć tak proste sprawy, jak utrzymywanie porządku
w domu, za które nie może odpowiadac tylko jedna osoba. Nie stać nas na panią
do sprzątania i gotowania, więc musimy to robić sami, ale dlaczego moim
kosztem?
Od czasu do czasu łapię się na tym, że chwilami go nienawidzę, chcę się
wyrwać z tego kieratu, funkcji mamusi jaka została mi przypisana w tym
związku. Oboje pracujemy (ja do 17, on najczęściej do 18, weekendy mamy
wolne), ale dlaczego tylko ja mam drugi etat w domu? MOoje soboty to
sprzątanie po całym tygodniu, odkurzanie, prasowanie. Jeśli poproszę go o
wyprasowanie mi bluzki, zrobi to byle jak, tłumacząc się tym, że nie ma do
tego talentu. W porządku, to mogę zrozumieć. Więc proszę (znowu to proszę),
żeby odkurzył mieszkanie, to następnego dnia w kącie pokoju znajduję kłęby
kurzu, których niezauważył. Więc uczę, zwracam uwagę, tłumaczę, nie przynosi
to żadnych efektów. Wciąż tak samo. Kiedyś będę chciała mieć dzieci, ale
teraz widzę, że nie z tym człowiekiem. Jeśli teraz nie umie pomóc, nie pomoże
tym bardziej przy dziecku. Padnę chyba wtedy z przemęczenia i całkowitego
barku czasu dla siebie. Czy możliwe jest zmarnowanie uczucia, przez takie
nieporozumienia? Z drugiej strony nie chcę z biegiem lat zamienić się w
narzekającą na wszystko nieszczęśliwą mężatkę, jak to mają w zwyczaju czynić
moje niektóre koleżanki. Mam 32 lata, moje poprzednie związki rozpadły się z
zupełnie innych powodów. Nie mieści mi się w głowie, że nie mogę porozumieć
się z mężem w tak idiotycznej kwestii, jak podział domowych obowiązków.
Pojęcia nie mam, co robić z tym związkiem, jak go ratować?
    • spaldi Re: Podział obowiązków domowych 25.09.04, 13:13
      niech ktos to stresci:))))))))))))))))))
      • wu_ka Re: Podział obowiązków domowych 25.09.04, 13:22
        spaldi napisała:

        > niech ktos to stresci:))))))))))))))))))
        sarna w domu robi wszystko, jej mąż nie robi nic ( oprócz bałaganu)
        • concordia01 Re: Podział obowiązków domowych 25.09.04, 13:33
          Tu się nie ma z czego śmiać. Sarna ma poważny problem, bo wyszła za mąż za
          idiotę i brudasa. A wy tu "śmichy chichy". Z opisu życia sarny (nie da się
          ukryć, że dosyć pozbawionego wyrazu i ekspresji) odnosze wrażenie, że całe jej
          małżeństwo sprowadza się do sprzątania. Naprawde oprócz tego nie macie innych
          problemów ? Jakieś niespłacone kredyty, stres w pracy wyładowywany na
          współmałżonku ? Jedna awantura to stanowczo za mało. Ale jeśli to nie pomaga to
          może odseparujcie się od siebie na jakiś czas ?
      • mr_misio Streszczenie 25.09.04, 13:23
        Ona chyba szuka kochanka. Tylko bedzie miała trudności. Ona pracuje do 17 mąż
        do 18. Czy 1 godz. dziennie wystarczy - oto jest pytanie?
    • Gość: mąż Re: no dobra, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 13:23
      i co dalej - w czym problem ?:)
      • martyna_27 Re: no dobra, 25.09.04, 15:09
        Gość portalu: mąż napisał(a):

        > i co dalej - w czym problem ?:)

        Dla ciebie mezu to tez pewnie zaden problem, bo masz w domu sluzącą, co nie ?
        • Gość: mąż Re: no dobra, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 09:37
          No mam, i co z tego ?:)
          • Gość: anka Re: no dobra, IP: 195.117.187.* 26.09.04, 15:30
            O, to super, a ile jej płacisz? Nie płacisz jej? Więc to nie służąca, tylko
            jakieś bezmózgie szmacisko. A facet któremu marzy się żona gosposia też musi
            być bardzo inteligentny - wcale nie boi się kobiet która uważają się za równe
            mężczyznom (co chyba powinno być naturalne). To może najlepiej jest mieć kilka
            zon: jedna do sprzątania, druga do gotowania, trzecia do niańczenia dzieci itp.
            • Gość: mąż Re: ależ Ty Aniu jesteś miła, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 20:54
              pies ciebie trącał - a jak wolisz, to napisze w twoim stylu: pies ciebie j*bał.
          • martyna_27 Re: no dobra, 26.09.04, 15:54
            Gość portalu: mąż napisał(a):

            > No mam, i co z tego ?:)

            To z tego,ze najpierw nalezy wspolczuc jej, ze sie na to godzi, zeby uslugiwac
            takiemu jak ty, a potem nalezy wspolczuc tobie, ze na nic lepszego nie bylo cie
            stac. u kobiety z rozumem nie mialbys szans.
            • Gość: mąż Re: no dobra, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 20:55
              życie się skłąda z kompromisów Martynko - albo z nadmiaru starych panienek-
              feministek :)
    • charlie_x Re: Podział obowiązków domowych 25.09.04, 13:27
      ..ten błąd popełniła twoja teściowa wychowując syna na flejtucha, a
      ty mogłaś być bardziej bystra w okresie narzeczeńskim ..ot co!
    • martyna_27 Re: Podział obowiązków domowych 25.09.04, 15:06
      Prawda jest taka ze wiele kobiet w domu ma taki kierat, ale znosza to z pokorą.
      Te brdzydkie bo nie mają wyjscia a te ladne za takich leniwych facetow po
      prostu nie wychodzą za mąż. szukaja lepszych. A ty sarna32 trafilas na
      wybrakowany towar. zanim sie cos kupi trzeba to dokladnie ogladnąc z kazdej
      strony.
      • true_oveja Re: Podział obowiązków domowych 27.09.04, 14:06
        tia, brzydkie kobiety do garów... bardzo ciekawa życiowa prawda...
    • Gość: Żona Re: Podział obowiązków domowych IP: 80.48.34.* 25.09.04, 19:00
      Pocieszam kolejną zrozpaczoną dziewczynę: nie Ty jedna masz taki problem! To
      przeciętny codzienny małżeński obrazek. Facet całe swe życie będzie małym
      chłopczykiem i tak jak w domu rodzinnym oczekiwał od swej mamy, że ugotuje mu i
      poda pyszne jedzonko pod nos, że sprzątnie, upierze i wyprasuje jego ciuchy -
      tak w swym małżeństwie będzie oczekiwał tego od żony. Ja też często buntuję się,
      że muszę matkować swemu mężowi, ale tak już jest, bo każdy mąż to TYLKO FACET!!!
      Więc podejdź do tego z humorem, inaczej zszargasz sobie niepotrzebnie nerwy. Nie
      szukaj nowego faceta, bo po ślubie będziesz mięć to samo tyle, że z innym. Za to
      warto od czasu do czasu , jak piszesz, wyrwać się z tego kieratu: odpuścić sobie
      gotowanko niedzielnego obiadku, pozwolić samej sobie na bycie bałaganiarą choć
      przez jeden dzień lub wyjechać na weekend bez faceta w jakieś piękne miejsce.
      Zrobi to dobrze i Tobie - bo będziesz radośniejsza i szczęśliwsza - i Twemu
      mężowi - bo poczuje się źle bez opieki "mamusi": może nawet pozmywa ze
      szczęścia, że wróciłaś?:) Pamiętaj, mam w domu od 12 lat to samo, co Ty, a
      jednak jestem szczęśliwa i kocham swego faceta-synka, no z wyjątkiem chwil kiedy
      szlag mnie trafia! Ale nie tragizuję, czego i Tobie życzę. Trzymaj się i nie daj
      się!
      • Gość: .................. Re: Podział obowiązków domowych IP: *.dialup.sprint-canada.net 26.09.04, 02:05
        Moze zamieszkaj sama lub gdzies pod jakims mostem, skoro dom jest
        tu problemem. Sama piszesz, ze te wasze problemy sa idiotyczne.
        Dlaczego by je bardziej nie zidiotyzowac? Nie wymienilas zadnej
        dobrej cechy swego meza. On nawet na pouczania z twojej strony jest
        za ciemny, bo nie moze ich wchlonac. Skoro ty za to, taka madra
        jestes, to dlaczego jestes z takim nieudacznikiem (leniem,
        balaganiarzem, beztalenciem nawet gdy chodzi o wyprasowanie zwyklego
        ciucha............itp.)? Opisujac wiec swego meza w ten sposob(uwazam
        ze prawdziwie) opisujesz jednoczesnie sama siebie i poniekad wydajesz
        swiadectwo o sobie. Wg. mnie marna jest z ciebie zona i gospodyni
        domowa, ktora potrafi tygodniami niezmywac talerzy i jesc na
        serwetkach. Chlopa najpierw trzeba nauczyc prac i pomocy domowej, a
        pozniej od niego wymagac. Wydaje mi sie, ze marna tez jestes
        nauczycielka (podejscie raczej zupelnie niepedagogiczne). Za to w
        krytyce specjalistka, no i znawczyni "sprawiedliwosci" wzajemnego
        wspolzycia jestes niepowtarzalna. A czyje to talerze sa
        brudniejsze do zmywania i czyich jest wiecej? Czy o tym wiesz? To
        jest tez bardzo wazne w waszym zwiazku. Brudne trzeba dluzej
        zmywac, wiecej czasu to zajmuje..............ty z pewnoscia wiesz
        lepiej i wiecej na ten "idiotyczny" temat.
        • sarna32 Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 11:08
          Gość portalu: .................. napisał(a):
          >Opisujac wiec swego meza w ten sposob(uwazam ze prawdziwie) opisujesz
          jednoczesnie sama siebie i poniekad wydajesz swiadectwo o sobie. Wg. mnie marna
          jest z ciebie zona i gospodyni domowa, ktora potrafi tygodniami niezmywac
          talerzy i jesc na serwetkach.

          A kto powiedział, że kobieta ma być dobrą gospodynią domową? Kto nawkładał ci
          do głowy takich bredni? A ty jesteś typowym przykładem ososbnika nie mającego
          pojecia o relacjach partnerskich, bo i skąd, skoro dorstales zapewne w kulturze
          opartej na zasadach patriarchatu.
          Owszem, żle wybrałam i to świadczy w jakis sposób o mnie. Tylko wina nie leży
          po mojej stronie. Teraz widze to, co skutecznie ukrywał przede mną zanim nie
          zostaliśmy małżenstwem.

          >Chlopa najpierw trzeba nauczyc prac i pomocy domowej, a pozniej od niego
          wymagac<.

          A ja nie mam zamiaru uczyć rzeczy, które ten człowiek powinien mieć we krwi, a
          nie żebym to ja była zmuszona do odrabiania zaległości w sprawach, za które w
          czasie jego dorostania powinni być odpowiedzialni jego rodzice.
          Widać ty i ja inaczej pojmujemy przygotowanie do partnerstwa i życia zgodnie z
          jego zasadami.
      • jesster Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 21:44
        Wyobraź sobie że w naszym domu gotuje od dawna ojciec, w sprzątaniu też staramy
        się mamie pomóc(nie powiem, moglibyśmy więcej), uprasować sobie też potrafię,
        przyzwyczajony jestem do tego że jak moja dziewczyna gotuje, to ja zmywam i
        odwrotnie.
      • true_oveja Re: Podział obowiązków domowych 27.09.04, 14:04
        a to ciekawostka.... no więc śpiesze donieść że są faceci którzy umieją po
        sobie sprzątnąć, ugotować obiad, wyprasować ciuchy i coś uprać.
    • sol_bianca Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 10:27
      > Pojęcia nie mam, co robić z tym związkiem, jak go ratować?
      Nie mam pojęcia i współczuję. Widocznie mąż uważa, że takie są obowiązki
      kobiety... No cóz, trzeba mu to jak najszybciej wybić z głowy, bo im dłużej
      będziesz mu usługiwać, tym bardziej się przyzwyczai i nie da się tego zmienić.
      Zorganizuj może "domową konferencję", zrób listę obowiązków (podzieloną na
      kategorie: codziennie, co tydzień, raz w miesiącu...) i zaproponuj, że się nimi
      podzielicie. Tylko, że skoro juz raz zrobił awanturę, znowu może się tak
      skończyć... Ale jeśli się zgodzi, to tez nie znaczy, że będzie się stosował.
      Musisz traktować to jak wychowywanie dziecka: powtarzaj, powtarzaj.... Jeśli
      zostawi porozrzucane rzeczy, poproś go, żeby sprzątnął (przypomnij że obiecałaś)
      i stój nad nim, póki tego nie zrobi. To mało przyjemne, ale może pomóc. Metoda
      druga: zaproponuj "posprzątajmy razem, będzie dwa razy szybciej".
      A twój błąd? Sama piszesz, że na początku nie reagowałaś. Takie rzeczy warto
      ustalić od razu.
      Nie gwarantuję że się uda, są na świecie faceci niereformowalni... Ale ja to
      stosuję na moim (zaczęłam jeszcze przed ślubem, więc mam czas żeby go wychować)
      i powoli, powoli zaczyna przynosić efekty...
      • sarna32 Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 11:16
        sol_bianco - różnimy sie bardzo. Ja na rolę "pilnowaczki" i "mamusi" się nie
        piszę. Mogę powtórzyc raz czy dwa, ale powtarzając coś w kółko, mogę
        doprowadzić do tego, że żadna z tych czynności nigdy nie zostanie przez takiego
        niereformowalnego ososbnika wykonana, bez mojego upomnienia. Jesteśmy dorosłymi
        ludźmi i powinniśmy zachowywać i traktować się odekwatnie do naszego wieku.
        Życie z mężczyna w roli małego chłopca jakoś mnie nie bawi. Na poczatku owszem
        popełniłam błąd, że zwaracałam uwagę, a jak nie skutkowało to robiłam to za
        niego. Mój błąd, ale już nigy więcej.
        • Gość: sol_bianca Re: Podział obowiązków domowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 16:27
          sarna32 napisała:

          > sol_bianco - różnimy sie bardzo. Ja na rolę "pilnowaczki" i "mamusi" się nie
          > piszę.
          No to podejrzewam, że będziesz musiała "pisać" się na rolę służącej... Niestety,
          jak mamusia chłopa nie wychowała, to albo żona to zrobi, albo nikt :(
          P.S. A myślisz, że mnie się ta rola podoba? Strasznie mi się nie podoba. Myślę,
          że jest trochę poniżająca dla obu stron. Ale co robić? Jak nie posprzątam a jego
          nie zmuszę, to będzie syf.
    • bezzzz Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 11:08
      jeżeli oboje pracujecie to myśle że będzie was stan na wynajęcie jakiejś pomocy
      domowej takiej żeby posprzątala w sobotę...a no i kupcie sobie zmywarke to
      ulatwi zadanie.będziesz miala więcej czasu dla siebie:)
      • aureliana Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 14:37
        nie daj sie.
        juz dawno postanowilam, ze nie popelnie bledu mojej matki- czyli nie bede
        sprzataczka, kucharka etc dla mojego faceta. tworzycie dom, rodzine, to podzial
        obowiazkow powinien byc rowny. gdybys np. mieszkala z kolezanka nie
        pozwolilabys chyba na cos takiego?
        maz ma chyba dwie rece to sam cos moze zrobic.
        mieszkasz z fleja.
        tez nie jestem niewiadomo jaka pedantka, w domu rodzinnym, wsrod rodzenstwa to
        ja bylam ta najgorsza, ale jakies zasady musza byc.
        moj facet zna mooja sytuacje w domu( gdyby nie mama ew. ja, nie byloby obiadow,
        nie byloby posprzatane- chociaz minimum!!) i wie, ze na cos takiego sie nie
        zgodze.
        pomieszkiwalismy razem ostatnio i juz wie, ze sam potrafi zrobic pyszny obiad,
        ze przy mnie miejsce wstretnych ,brudnych skarpetek nie jest na srodku pokoju,
        ale w koszu itp.
        mam nadzieje, ze jakos uda sie tobie to rozwiazac. swoja droga ciekawe skad
        tacy faceci sie biora :-|
        aha, no i na pocieche nie tylko faceci:-), moja kolezanka jest podobna;P.
        kiedys mieszkalam u niej 2 tygodnie i autentycznie brzydzilam sie rozpakowac,
        wszystko sie tak kleilo, tfu!
        • martyna_27 Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 14:49
          aureliana napisała:
          > aha, no i na pocieche nie tylko faceci:-), moja kolezanka jest podobna;P.
          > kiedys mieszkalam u niej 2 tygodnie i autentycznie brzydzilam sie rozpakowac,
          > wszystko sie tak kleilo, tfu!

          to prawda, zdarzaja sie tez dziewczyny fleje. niekiedy nawet gorsze od
          facetow. ale jak taka zlapie meza, zamienia sie w sprzataczke i sluzaca bo
          odkrywa ze jesli 2 brudasy zamieszkaja ze soba smrod jest niedozniesienia. a ze
          pewnie ma slaba wole (juz sam fakt ze wyszla za kogos takiego, ale swoj ciagnie
          do swego)i tak to ona bedzie ta od sprzatania i kucharzenia. i kolo sie zamyka.
    • Gość: facet Re: Podział obowiązków domowych IP: *.scibor.math.uni.lodz.pl / 212.191.73.* 26.09.04, 15:52
      A czy po prostu usiadłaś z nim i pogadałaś na ten temat?
      Może można wydskutować jakiś kompromis?
    • Gość: Zorek Moze IP: *.dyn.optonline.net 26.09.04, 16:14
      Daj mu ten post do przeczytania? Co masz do stracenia? Tak zyc nie mozesz z
      takim samolubem i wybij sobie z glowy dziecko. Zanim podejmiesz decyzje o
      odejsciu powiedz mu to co nam napisalas. Jesli dalej sie nie zmieni to juz
      bedziesz musiala odejsc.
      • sarna32 Re: Moze 26.09.04, 16:22
        Przecież on o tym wszytskim wie i widzi. Codzienne sytuacje i moje wcześniejsze
        prośby i upomnienia, chyba były dla niego wystarczająco zrozumiałe. Nie mam
        zamiaru edukować go od podstaw. Są pewne sprawy, które omawiam z partnerem raz
        czy dwa, najcześciej skutkuje. W tym przypadku jednak jestem bezsilna.
        • Gość: anka Re: Moze IP: 195.117.187.* 26.09.04, 16:35
          sarna32 napisała:

          > W tym przypadku jednak jestem bezsilna.


          Skoro widzisz, że nic się nie da zrobić i nie jesteś w stanie zaakceptować tej
          sytuacji, to chyba jest jedno rozwiązanie - rozstać się. W jednym z poprzednich
          postów napisałaś, że chciałabyś mieć dzieci, ale nie z tym człowiekiem.
          Sytuacja chyba jest jasna. Niektórych ludzi nie da się zmienić.
        • Gość: facet Re: Moze IP: *.scibor.math.uni.lodz.pl / 212.191.73.* 26.09.04, 16:39
          Jeszcze raz powtórze moje pytanie, a czy usiadłaś z nim i porozmawiałaś szczerze
          i poważnie?
          Bez mardzenia, wypominania, dulczenia, po prostu "Stary jest tak i tak, jak tego
          nie zmienisz, to rozwody są dla ludzi"?

          • sarna32 Re: Moze 26.09.04, 17:29
            Tak, usiadłam i bez dulczenia, powiedziałam, co mi sie nie podoba. Poprawa była
            na jakiś czas (o czym wspomniałam na samym początku), a po paru tygodniach
            powoli zaczął się zapominać i wszystko, wróciło do stanu poprzedniego, tylko,
            że ja już wobec bezsilności powoli rezygnuję z przypisanej mi
            roli "pouczaczki". Mam dość.
            • Gość: Meg Re: Moze IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 26.09.04, 17:50
              Sarna, zaraz musze wyjsc, jak wroce, to napisze wiecej, ale widze, ze jestes w
              sieci, wiec napisze tak na szybko teraz: nie daj sie. Po 1-sze jest o co
              walczyc, czyli bycie "z" kims i poniekad tez "dla" kogos. Ale z drugiej strony
              jest twoja wolnosc i normalna ludzka sprawiedliwosc. Totez moja rada, ktora
              plynie z prawie juz "estu" lat doswiadczen - to nie daj sie i walcz o swoje
              prawo do rownego podzialu obowiazkow w domu.

              Reszta wieczorkiem. Sciskam Cie mocno, nie przejmuj sie "lepiejwiedzacymi"
              krolewiczmai, ktorzy Cie tu ustawiaja. Ty wiesz. co jest dla Ciebie dobre.

              Meg
            • Gość: facet Re: Moze IP: *.scibor.math.uni.lodz.pl / 212.191.73.* 26.09.04, 19:00
              Być może źle postawiłaś sprawę, dam pewien bardzo uproszczony przykład.
              Mówisz, kochanie, jeśli nie będziesz po sobie zmywał to będziesz musiał jeść na
              mieście, po czy dotrzymujesz konsekwentnie tego co powiedziałaś.

              Każdy człowiek lepiej funkcjonuje jeśli ma jasne reguły gry, stąd twój facet
              pewnie w wojsku by funkcjonował normalnie. Zdaję sobie sprawę, że ty to
              odbierasz negatywnie, bo nie tego się spodziewałaś, ale niestety dojrzałość nie
              jest cechą z którą się rodzimy, my musimy ją nabyć.
              • sarna32 Re: Moze 26.09.04, 19:20
                Tak właśnie było. Powiedziałam, że przestaje wkładać jego brudne ubrania do
                pralki, myć po nim talerze oraz kubki i układać jego rzeczy w szafach. Tak też
                robiłam przez parę tygodni. Nie mogąc tego znieść żyłam w tym chlewie przez ten
                czas, aż wreszcie on widząc, że naprawdę nic nie robię, wziął sie do
                sprzątania, ale tylko dlatego, że nie mógł któregoś dnia znaleźć czystej
                szklanki, a moje zachowanie potraktował jako "bunt nastolatki" (sądził, że mi
                przejdzie). Potem ja zrobiłam awanturę, jeszcze raz omówiłam warunki, jak sobie
                to wyobrażam, przez parę następnych tygodni było w porządku (tzn. na zmianę
                prał, zmywał, odkurzał, w ramach przeprosin zrobił raz kolację - oczywiście
                wszystkie składniki pomylił, ale zjdałam to, żeby go nie zniechęcać), po czym
                po jakimś czasie wszytsko znowu jest po staremu. Znowu muszę przypominać, że
                dziś jego kolej prania czy odkurzania. Ma wymówki (zmęczenie), albo robi to
                byle jak lub robi to dopiero wtedy, gdy mieszkanie zaczyna przypominać chlew.
                • Gość: facet Re: Moze IP: *.scibor.math.uni.lodz.pl / 212.191.73.* 26.09.04, 20:48
                  Czy tobie zależy na równym podziale obowiązków, czy sprawiedliwym, bo to nie to
                  samo.

                  Ja na przykład nigdy nie piorę, odkurzam od święta, zmywam po sobie, ale już nie
                  gotuję (umiem, ale nie mam kiedy). A wiesz dlaczego? Bo pracuję 12-14 godzin
                  dziennie przez 7 dni w tygodniu. Czy w związku z tym mamy dzielić równo obowiązki?

                  U ciebie jest inaczej, wiem, pracujecie oboje mniej więcej tyle samo, ale może
                  po prostu podziel to na przykład tak:
                  1. Ty - obiad, on - zmywanie
                  2. Ty - pranie, on - odkurzanie.
                  Niech odpowiada za pewien zamknięty stały fragment, wtedy łatwo jest ocenić, czy
                  coś robi czy nie.
                • Gość: anek Re: Moze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 09:33
                  > moje zachowanie potraktował jako "bunt nastolatki"
                  a nie mial racji? wrociliscie do punktu wyjscia
                  trudno zyc w syfie, jeszcze trudniej sprzatac po kims.. pat
                  jedno mozesz zrobic, ustalic raz jeszcze zasady na jakich mozecie razem
                  funkcjonowac, jesli chlopczyk nie jest w stanie pojac na czym polega dorosly
                  zwiazek z kobieta a nie z mamusia to jego problem niech to bedzie a nie Twoj.
                  szkoda zycia na uzeranie sie z gowniarzem!!!
    • Gość: EwkaMarchewka Re: Podział obowiązków domowych IP: *.pronet.lublin.pl 26.09.04, 19:24
      Mam to samo, doskonale Cię rozumiem. Mojemu nie przeszkadza bałagan w domu i
      nie sprząta, za to ja nie mogę patrzeć na ten syf i ciągle coś mam do roboty.
      Brudne koszule wiesza z powrotem do szafy a potem się awanturuje, że nie ma co
      włożyć np. wczoraj na przyjęcie. Do głowy mu nie przyjdzie żeby wrzucić do
      kosza z brudami. Winę za to ponosi moja teściowa, która robiła do tej pory
      wszystko za niego. Walczę ale nie mam już siły.
    • triss_merigold6 Re: Podział obowiązków domowych 26.09.04, 21:07
      Sarna nie daj się. Matkowanie jest może fajne w stosunku do dziecięcia ale do
      dorosłego typa - wykluczone. Mój pierwszy mąż był taki. Rozpieszczony jedynak
      zdziwiony, że obiad nie robi się sam.
      Przy opcji: dziecko + mąż + cały dom na głowie + praca po prostu się zaharujesz.
      Współczuję ale mam wrażenie, że tresura/tłumaczenie/dobry przykład guzik
      pomoże.
      Pracujecie oboje pełnoetatowo więc i podział domowych obowiązków powinien być
      równy.
      • Gość: mąż tris_merigold6 Re: równy - w ksiązkach i na filmach :)ntx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 22:30
        • Gość: .................. Re: równy - w ksiązkach i na filmach :)ntx IP: *.dialup.sprint-canada.net 27.09.04, 02:45
          Moze dla tej rownosci naucz jeszcze faceta na drutach robic, czy
          innych babskich hobby zajec, ktore ty lubisz. Zycze powodzenia. A
          moze wyjdz na ulice z garnkiem i protestuj, jak to niedawno
          niektore z kobiet, typu domowych kucharek, robily na ulicach
          Warszawy, osmieszajac sie na oczach swiata. Zalosny jest jednak los
          niektorych kobiet. Kochac swych mezow nie sa w stanie. Kochane tez z
          pewnoscia nie sa. Zrobic cokolwiek osobie ktorej sie nie kocha (byc
          moze nienawidzi nawet) jest naprawde udreka zyciowa. Stad ten wasz
          krzyk, krzyk, krzyk....jakoby rozpacz zawladnela swiatem. A ja,
          swojej kochanej zoneczce wszystko zrobie, jesli jest taka potrzeba,
          bo ja mocno kocham. A ona mnie zawsze wyrecza. Wyrecza tak, ze ja
          domowymi (pranie, sprzatanie) zajeciami sie nie zajmuje zbytnio, bo sa
          inne zajecia tez z domem zwiazane, ktore trzeba zrobic, ktore ja
          potrafie zrobic, a ona niestety nie. Uzupelniamy sie wzajemnie. Chodze
          do pracy nie tylko dla siebie, ale tez i dla niej (ona taksamo
          pracuje). Ona to rozumie i docenia. W domu staram sie balaganu nie
          robic, bo.............kto wie, moze i moja sie taka "madra" zrobi jak
          tutaj niektore z was juz sa. Tylko ze ja na serwetce jesc nie
          bede. Ja potrafie tez zmyc naczynia, ugotowac smaczny obiad, wiem
          jak pohalasowac z odkurzaczem itp. Moze nawet lepiej niz przecietna
          kobieta to potrafi zrobic. Mama mnie tego nie uczyla, zona tez nie.
          Jak sie kogos kocha..............to problemow typu tego watku
          zupelnie nie ma. Jest przyjemnoscia wtedy wlasnie ugotowac smaczny
          obiad i go razem szczesliwie zjesc. Tak wiec wspolczuje tu niektorym
          krzykliwym kobietom. Staram sie was zrozumiec i wydaje sie nawet, ze
          potrafie to zrobic. Dla wymiarow sprawiedliwych, dla tej rownosci
          obowiazkow konieczna jest waga sprawiedliwosci, bo i jak inaczej mozna
          je w zyciu po rowno rozlozyc?!
          • Gość: anek Re: równy - w ksiązkach i na filmach :)ntx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 09:37
            a zes pierdolnal.. iscie milosc przemawia ustami Twemi..
    • miang Re: Podział obowiązków domowych 27.09.04, 11:24
      > tego talentu. W porządku, to mogę zrozumieć. Więc proszę (znowu to proszę),
      > żeby odkurzył mieszkanie, to następnego dnia w kącie pokoju znajduję kłęby
      > kurzu, których niezauważył. Więc uczę, zwracam uwagę, tłumaczę, nie przynosi
      > to żadnych efektów. Wciąż tak samo. Kiedyś będę chciała mieć dzieci, ale

      no i po co facet ma się starać? zrobił najlepiej jak potrafił, dostła ochrzan
      zamiast podziękowania
    • angoba Re: Podział obowiązków domowych 27.09.04, 16:48
      Podobno gdy w związku wszystko idzie dobrze, to "naczynia zmywają się same".
      Kiedy tylko pojawią się jakieś niejasności, pada pytanie: - Kto dzisiaj zmywa?
      A dalej zaczyna się piekiełko.

      A
Inne wątki na temat:
Pełna wersja