malika098
12.04.16, 16:03
Mam wrażenie ze mój ojciec coraz cześciej mnie wykorzystuje i coraz bardziej mnie to denerwuje.
W skrócie. Rodzice są po rozwodzie. Jakoś nie mogli się dogadać głownie jeśli chodzi o kwestie finansowe- mama pracowała a tato niestety- jako artysta, był najcześciej na jej utrzymaniu. Obecnie jest na utrzymaniu drugiej żony. Mnie w sumie nigdy nie wychowywał, nie pomagał, nawet jeśli mama go o to prosiła. Nasze kontakty najcześciej polegały na obiadkach raz na pół roku. Póki nie dorosłam.
Kontakt z nim jednak zawsze miałam bo kochałam go i po prostu chciałam.
W tej chwili jednak mam wrażenie ze zaczyna mnie wykorzystywać. Z uwagi na oszczędności zwolnił księgowa (prowadzi firmę plastyczna ) i poprosił abym przez jakiś czas, jako analityk finansowy, poprowadziła mu papiery- cytuje: "póki sam się nie nauczę". Zgodziłam się. Nawet nie zaczął sie uczyć, tylko po 3 miesiącach powiedział mimochodem: skoro już będziesz prowadziła mi księgowość (oczywiście darmo) to przywiozę ci wszystkie papiery. Przywiózł. Nawet nie zapytał czy chce, czy mam czas. To oczywiste, ze powinnam.
Dodam, ze od ponad 2 lat "pomaga" mi przy urządzaniu mieszkania. Obiecał naprawić zamki w szafkach- nawet nie zajrzał , obiecał pomoc przy wymianie drzwi- nic, obiecał zorganizować stolarza- nic. Zawsze zajęty. Nie wiem czym, gdyż prowadząc mu ta księgowość widzę ze niewiele sie dzieje. Ostatnio zabrał sie za pisanie książki.
Czarę goryczy przelal jego wyjazd na wakacje. Nawet mi nie powiedział ze jedzie, tylko oznajmił ze za 2 dni podrzuci mi klucze do domu babci bo mam sie nią opiekować jak jego nie będzie. No wściekłam sie. Nie. Nie tym, ze mam sie zaopiekować starsza osoba, bo to jest dla mnie normalne, ale tym ze po pierwsze nie uznał za stosowne zapytać czy może mam inne plany w tym czasie a po drugie ... Babcia- nigdy nie była moja babcia. Nie opiekowała sie mną jak byłam mała, po rozwodzie rodziców nie chciała mnie znać (jako bachora z poprzedniego związku jej syna) a i teraz nawet do mnie nie zadzwoni, nie interesuje jej co u mnie zupełnie - a jak ja dzwoniłam to nie miała czasu rozmawiać.
Wiec tez przestałam. Ok została na 2 tyg sama. Myśle zaopiekuje sie, nie wolno byc takim. Pojechałam. Zrobiłam zakupy. Siedzimy przy herbacie. Jakoś tak w rozmowie wyszło ze zapytałam czemu do ojca (swojego syna) dzwoni 3x dziennie a do mnie nigdy- wiecie co odpowiedziała? Cytat: "no nie porównuj sie!, to mój syn przecież....". Zaraz oczywiście pożałowała i zmieniła temat w tempie światła ale to mi dało do myślenia. Dobra jestem tylko jak trzeba zakupy zrobić jak mój ojciec wyjedzie. Poza tym może mnie nie byc. Od tygodnia nie zadzwoniłam. Nie pojechałam. Mam dość.
Mam wrażenie ze oni mnie po prostu wykorzystują. Mam racje? Jak uważacie?