Gość: wero
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.09.04, 22:17
Ok, moze to nie jest temat na forum, w kazdym razie ja musze z tym o kim
pogadac, a najlepiej z wieloma osobami, jak sie wygadam, to mi ulzy i moze
znajde (znajdziemy?) wspolne rozwiazanie...
Cala sytuacja wyglada tak: Mam 19 lat, mieszkam w duzym miescie, zaczelam
dzienne studia, jestem szczesliwa, bezproblemowa, nastolatka z glowa pelna
pomyslow i marzen. Z zewnatrz. Bo od wewnatrz mam problem. Problem, o ktorym
nie wiedza nawet najlepsze przyjaciolki, o ktorym udaje ze go nie ma sama
przed soba.
Wszystko zaczelo sie ponad rok temu. Osiemnastki, wiadomo, impreza za
impreza... Na ktorejs z tych imprez poznalam JEGO. On, ktory zakochal (e, no
moze zauroczyl)sie we mnie od pierwszej minuty. Wtedy w ciagu mojego
18letniego zycia zaden facet nie powiedzial mi tylu boskich slow. Normalne
miod na serce dziewczynki, ktora niedawno zakonczyla jakis smieszny zwiazek,
ktory tkwil w niej jak zadra w palcu. Do tamtego dnia. Od tamtego dnia moje
zycie trwalo chwile. Kazda chwila z nim, kazda chwila bez niego na smsie albo
telefonie z nim. Kazda impreza... z nim. On byl (jest) starszy o 4 lata,
fajny chlopak. Nadszedl moment mojej 18tki. On byl oczywiscie ze mna. Mimo co
chwilowj klotni, obrazania sie, byl ciagle cudowny. Bronil, dbal, kochal... I
tak bylo dlugo. Przyszly wakacje, spedzone razem (bez wyjazdu ale wspolnie).
Potem byly moje pierwsze probne matury - siedzial pod szkola i trzymal
kciuki. Byly wspolnie przezywane problemy - byl. Byly zrywania na zawsze i
zawsze byl ktos kto nas godzil, bo widzial ze i ja i on ma dalej ciagoty do
siebie. Byly rozlaki - on wyjezdzal, ja przezywalam katusze, byly
nieprzespane noce, zaryczane dni. Bylo czekanie. Wieczne czekanie. Ale jedno
jego spojrzenie, jeden gest, slowo - sprawialo ze o wszystkim zapominalam.
Potem, gdy w szkole zaczely sie ostre powtorki, wieczne zaliczenia itd -
bylam ciagle zla, nie mialam czasu, zaczelo mnie draznic to czekanie. Ale
dalej czekalam.
Az kiedys nie wytrzymalam, spojrzalam na to z boku, pomyslalam dosc.
I tej chwili, 2 grudnia zeszlego roku nie zapomne nigdy i bede zalowac do
konca zycia chyba...
1,5 miesiaca przed 100dniowka zostalam sama. miesiac przed sylwestrem. [tu
akurat wszystko skonczylo sie dobrze, mam cudownych przyjaciol, przystojnych
i potrafiacych byc doskonala osoba towarzyszaca]
W sylwestra on probowal wejsc na impreze na ktorej bylam i ja, ale to byla
impreza zamknieta, na zaproszenia, wiec nie wszedl, ale chwile przed nowym
rokiem kiedy go zobaczylam, runal moj swiat, moje plany ze zaczyna sie nowy
rok, koniec z nim, nowy rok wiec nowe zycie...
oczywiscie nowy rok przeryczalam. dookola fajerwerki, krzyki, a ja stoje i
wyje.
i tu nastepuje czarna dziura w moim zyciu.
byl matura, byla i studniowka, byly egzaminy, byly moje urodziny ktorym
obchodzilam bez niego... byl zycie, byl mlyn wiec nie mialam czasu na
myslenie o nim... ale zdarzaly sie i zdarzaja co jakis czas bezsenne, biale
noce kiedy wspominam.
przeciez to z nim weszlam w dorosle, pelnoletnie zycie!!
jak jest teraz? jak sie spotkamy gdzies przypadkiem mowimy sobie czesc, ja
wtedy spuszczam wzrok, pamietam to co najgorsze, za chwile wiruja mi w glowie
te cudowne chwile, zaczynam sie denerwowac, udaje ze jestem dumna, ze mnie to
juz nie obchodzi. udaje!!
widze go i mam nogi z waty, serce na wysokosci watroby, rece mi drza...
podczas ostatniej rozmowy telefonicznej zyczyl mi wszystkiego dobrego i duzo
szczescia [?] a teraz wypytuje o mnie jesli ma tylko taka mozliwosc, kaze
pozdrawiac...
Mowia mi to przyjaciolki, ktore akurat gdzies go spotkaly, ja udaje ze to juz
nie moja sprawa, ze mi to wisi, a przychodze do domu i - na szczescie juz
tylko chce mi sie ryczec, juz jestem tym etapie...
a ja pamietam te chwile, to jaki byl, te wszechogarniajace i dochodzace do
mnei glowy, ze jestem glupia, bo on na mnie nie zasluguje, bo gdzie znajdzie
inna taka dobra...
jesli ktos wie jaki jest moj problem i zna jego rozwiazanie, albo chociaz
jakis pomysl ktory mi pomoze sie ogarnac - prosze nie odpisywac tu na forum,
prosze o kontakt przez gg 1523232, nie chce tak do konca otwierac sie tu na
forum, bo to moze glupie, a gadu gadu prosze traktwac jak zwyklego maila, i
nie czekac na moment az bede dostepna. Bardzo dziekuje z gory za pomoc... i
prosze o jakis wskazowki jak i co robic...
naprawde jest to moj jakby wrzod na tylku... bo bardzo boli...!!