kropidlo5
30.04.16, 15:37
Znajomy uwaza, ze istnieje cos takiego (obyczaj, prawo niepisane, zwal jak zwal) jak 'solidarnosc facetow' ktora polega na tym, ze nie podrywa sie kobiety, ktora ma faceta. Koledze jakis czas temu pewien jegomosc sprzatnal narzeczona sprzed nosa (a potem ja porzucil swoja droga) wiec jego widzenie jest na pewno dosc wyostrzone- ale- mozna to tez obrocic- i powiedziec, ze istnieje cos takiego jak 'solidarnosc kobiet' w analogiczny sposob dzialajaca.
Co ciekawe, kiedys mialem taki dylemat odnosnie zainteresowania zajeta osoba i dwie dosc bliskie przyjaciolki przekonywaly mnie, ze wtakiej sytuacji to kobieta decyduje, 'tamten' nie ma nic do rzeczy a w.w. teoria to smiech. No oczywiscie gdybym sam mial narzeczona to pewnie te teorie widzialbym w inym swietle.
Podkreslam, ze chodzi o solidarnosc mezczyzn/kobiet, ogolnie, odrebna sprawa topodrywanie dziewczyny/chlopaka kolegi, brata czy przyjaciela, mowie tutaj o obsych osobach, nieznanych.