wielka_ci_puszka
16.05.16, 22:37
Tak się składa, że przyjaźnię się z pewną rodziną, którą od pewnego czasu dotyka seria nieszczęść. Pod koniec ubiegłego roku borykali się z problemem ojca/męża/zięcia, który wpadł w krytyczne stadium alkoholizmu i trzeba było wielkiej siły woli ich wszystkich, żeby ten pan zgodził się pójść do specjalistycznego szpitala celem detoksu. A w ostatnich dniach umierał ich ukochany dziadek/ojciec/teść.
Zarazem jednak przy okazji tych wydarzeń dochodziło do rzeczy dużo bardziej pozytywnych. Pod koniec ubiegłego roku - gdy głowa rodziny trafiła do szpitala - ich najstarszej córce oświadczył się chłopak. A teraz - dzień przed śmiercią dziadka, który leżał już od kilku dni nieprzytomny na OIOM-ie - to samo zrobił chłopak "średniej" córki.
W życiu nie uwierzę, że obaj od dawna planowali oświadczyny akurat w te konkretne dni i obiektywne okoliczności nie miały tu żadnego znaczenia. A co Wy o tym myślicie? Czy Waszym zdaniem dobrze jest w chwilach tragicznych wychodzić z takimi - wszak chyba radosnymi - inicjatywami? Czy raczej jesteście zdania, że oświadczyny to rzecz zbyt poważna, aby inicjować je wtedy, gdy człowiekiem rządzą zupełnie inne emocje?