oates50
08.06.16, 18:49
Mam 50+, od miesiąca spotykam się z facetem, z którym byłam jakiś czas temu, jest ode mnie starszy, od stu lat rozwiedziony, ma dorosłą córkę z dwojgiem dzieci. Spotykamy się w weekendy, bo ja pracuję i mieszkamy w odległych dzielnicach Warszawy. Byliśmy umówieni na ten weekend, jak zwykle ok. 10. Przed chwilą zadzwonił i powiedział, że będzie mógł przyjechać dopiero późnym popołudniem, bo córka musi coś załatwić i podrzuci mu młodsze dziecko. Córka podrzuca mu dziecko również w ciągu tygodnia (on pracuje w domu), ale to akurat nie ma dla mnie znaczenia, bo i tak się wtedy z nim nie spotykam. Po tej rozmowie jestem wściekła i jest mi przykro - czy naprawdę nie może mi poświęcić całego weekendu? Jego córka nie pracuje - nie może swoich spraw załatwiać w ciągu tygodnia?...Powiedziałam mu, że w takim razie jeszcze dam mu znać, czy W OGÓLE będę mogła się z nim zobaczyć. Mam rację, czy może jestem wredną egoistką i histeryczką?.. Musiałam się wyżalić :(