giovanna009
14.06.16, 20:57
Ok. mocno w skrócie. Miałam ze dwa lata temu faceta...faceta który jako pierwszy i jedyny doprowadzał mnie do szału. Wiedziałam ,że mnie zdradza i oszukuje a mimo to z nim byłam.byłam z nim...dopóki...mu się nie znudziłam i mnie nie zostawił. Wtedy niestety tak już miałam ,ze rozpaczliwie potrzebowałam faceta do szczęścia.Zmieniłam się.Obecnie jestem sama nikogo na siłę nie szukam i coraz lepiej wychodzi mi bycie szczęśliwą w pojedynkę.Wiem ,że na byle co już nie polecę...
I nagle...
zjawia się on.
uspokoję was...nic nie poczułam , nie odżyły żadne uczucia. Natomiast rozmawiamy... a on zauważył zmiany w moim podejściu...podoba mu się to...Ja za to znam go jak zły szeląg wiem ,że chorobliwie kocha gonić króliczka gotów jest zakochać się gdy nie będzie mógł zdobyć kobiety. I tutaj pojawił się głupi , niezdrowy pomysł...aby być uciekającym króliczkiem aż do momentu kiedy będę pewna ,że mu zależy...tylko po to by go zwyczajnie spuścić wtedy w kanał.Nie wiem co z tym zrobić , czy powinnam być podła wobec niego , czy lepiej zwyczajnie odpuścić temat żyć i dać żyć innym...nie okłamuję go. Mówię otwarcie ,ze nie jest tym czego szukam i nie tęsknię za tym co było...tylko ,że jego to tylko nakręca...a ja nie wiem jakie rozwiązanie jest najlepsze dla mojego zdrowia psychicznego :-P