dunka201
14.06.16, 22:45
STYCZEŃ ? KWIECIEŃ 2015
Obydwoje z Panem A. chcieliśmy by ten rok 2015 był dla nas bardzo udany i w interesach i w życiu prywatnym. Dlatego postanowiliśmy bawić się i żyć tak by być szczęśliwymi. Gdy zbliżała się nasza rocznica pierwszego spotkania postanowiłam zaszaleć, pomyślałam że to już czas byśmy zostali rodzicami. Pan A. chciał być tatą już od dłuższego czasu, więc wszystko zależało tylko ode mnie.
Na rocznicę wymyśliliśmy sobie kolację przy świecach z białym winem. Wszystko kupiliśmy w sklepie. Ale ja miałam przeczucie jakiego jeszcze nigdy nie doznałam. Wiedziałam, że muszę kupić test? chociaż okres mi się jeszcze nie spóźniał. Wiedziałam, że nie napiję się tego wina tylko zjem truskawki xd
Gdy Pan A. szykował kolację ja umierałam z ciekawości i zrobiłam ten test. Jakie było moje zdziwienie kiedy pomimo wszystko rozryczałam się jak małe dziecko. Wyszłam do Pana. A i zdążyłam tylko wydukać ,,JESTEM? oraz się do niego przytulić.
Na całe szczęście Pan A. nie uciekł a skakał ze szczęścia. Oczywiście od razu poinformował moją i swoją mamę o tym, iż zostaną babciami.
Jako, że to pierwsza ciąża nie wiedziałam co zrobić więc od razu znalazłam ginekologa (sprawdziłam opinie w internecie) i poszłam na wizytę. Ciąża została potwierdzona, mieliśmy maluszka.
Oczywiście postanowiłam pracować całą ciąże.
Od razu z Panem A. uzgodniliśmy Plan Finansowy na całe 9 miesięcy tak by maluszek miał wszystko co potrzeba.
Nasze szczęście było niepojęte. Nie mogłam się doczekać pierwszych ruchów, pierwszego kopnięcia. Cały czas patrzyłam tylko na zdjęcie usg małej fasolki. Cały czas miałam przeczucie, że to będzie dziewczynka pomimo tego, że wszyscy mówili mi że to będzie chłopiec bo bardzo wypiękniałam.
KWIECIEŃ ? 1 BADANIE PRENATALNE
Udało się, ciąża przetrwała nie było poronienia czułam się świetnie. I już 17.04.2015 miałam poznać małego człowieczka rozwijającego się we mnie. Oczywiście wzięłam urlop z pracy i czym szybciej wraz z Panem A. wybrałam się do lekarza.
Pan A. najpierw stwierdził, że nie wejdzie ze mną? po czym oczywiście z ciekawości nie wytrzymał ;D i tak był przy mnie. Badanie miało trwać 20-30 minut. Ja oczywiście leżałam a Pan A. siedział za mną. Obydwoje patrzyliśmy w ekran ;) i widzieliśmy naszego maluszka. Nagle lekarz mówi ,, Ale Państwo wiecie, że to jest ciąża mnoga?? Jakież było nasze zdziwienie gdy to usłyszeliśmy. Będziemy mieli bliźniaki jednojajowe! HURRAAA!!! Z jednej strony się cieszyłam z drugiej też płakałam ze szczęścia;D Dwójka maluszków? w naszych rodzinach nigdy nie było bliźniaków. Tyle szczęścia za jednym razem. Uważałam się za najszczęśliwszą kobietę na świecie. I dopiero wtedy zrozumiałam, że to jest to czego mi w życiu brakowało: nie pieniędzy ani podróż a właśnie Dzieci. Od tej pory bardzo na siebie uważałam. Ciąża mnoga jednokosmówkowa dwuowodniowa jest bardzo ryzykowna powiedział lekarz i kazał przyjść na drugie badanie prenatalne za kolejne 2 miesiące.
Lekarz prowadzący też oczywiście się zdziwił na widok napisu GEMELLI na karcie badań? zlecił badanie krwi, moczu, zapisał kwas foliowy i lecytyne? wiedział również, że mam jakiś stan zapalny ale na to nie przepisał żadnego antybiotyku. Chodziłam do niego co 2 tygodnie regularnie?czekając aż zrobi kolejne USG ( do tej pory miałam u niego tylko 1 na pierwszej wizycie). Jego badanie polegało jedynie na sprawdzeniu wysokości macicy i sprawdzeniu szyjki macicy. Jako, że była to moja pierwsza ciąża to zaufałam mu bezgranicznie sądząc, że lekarz wie co robi? a ten miał prawie 40 lat praktyki w zawodzie. Na ostatniej wizycie u niego kazał mi zamówić krążek na szyjkę macicy twierdząc, że jeżeli go nie założymy to dzieci wypadną -,-
CZERWIEC
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w końcu nastało II badanie prenatalne za które sama zapłaciłam. Trafiłam na bardzo dobrego lekarza, który badał mnie ponad godzinę. Okazało się, że mój lekarz prowadzący ten z 40 letnim stażem popełnił szereg błędów, poprzez fakt iż nie wykonywał badań usg. Mógł oczywiście coś stwierdzić na podstawie bardzo powiększonej macicy. 22 tydzień ? mój brzuch był wielkości 33 tygodnia. Ale ani ja nie wiedziałam, że tak nie powinno być ani nikt inny mi tego nie powiedział (wszyscy jedynie się zachwycali jak dzieciaczki szybko rosną? i tłumaczyli to sobie ? a bo to są bliźniacy to potrzebują dużo miejsca). Na nieszczęście lekarz z badań prenatalnych zauważył szereg bardzo poważnych nieprawidłowości, dzieciaczki rozwijały się prawidłowo ale miały zespół przetoczenia krwi TTTS, oraz małowodzie i wielowodzie ( jeden płód miał za mało wód płodowych a drugi płód miał ich za dużo). Jeszcze tego samego dnia znalazłam się w najlepszym szpitalu w Polsce. Lekarze nie dawali nam żadnej nadziei, IV stopień TTTS w piątym następuje śmierć a jednak postanowiłam walczyć. Lekarze powtórzyli wszystkie badania krwi i moczu. I od razu podali mi antybiotyki na zapalenie, którego nie wyleczył lekarz prowadzący?
Niestety mój stan z dnia na dzień się pogarszał, codziennie miałam robione badania usg, podawane kroplówki. Mój brzuch powiększał się w bardzo szybkim tempie. Lekarz, który mnie w szpitalu prowadził zdecydował o amniopunkcji czyli ściąganiu nadmiaru wód płodowych. Zostały ściągnięte 3litry? po tygodniu ich stan znów był taki sam.
Niestety mój kręgosłup nie wytrzymywał ciężaru, pojawiły się najpierw kolka nerkowa a następnie krzyżowe bóle porodowe. Po kilku dniach moja szyjka macicy była już płaska czyli gotowa do porodu naturalnego. Jednakże lekarzom udało się zastopować poród kroplówkami. Ból jednak nie zniknął.
W 24 tygodniu ciąży gdy udało się wyleczyć zapalenie w końcu lekarze mogli się zabrać za TTTS i wykonać laseroterapię czyli laserowe przecinanie połączeń nerwowych między workami owodniowymi. Była to środa i bałam się jak nigdy?nikogo z rodziny przy mnie nie było. Dostałam znieczulenie podpajęczynówkowe i operował mnie najlepszy lekarz w tej dziedzinie. Po godzinie wróciłam na salę i musiałam odpoczywać. Efekt mogliśmy poznać dopiero po kilku dniach. Niestety po kilku dniach efekt przetoczenia dalej się nasilał.. dziecko dawca było wychudzone prawie nie sikało, dziecko biorca był przejedzony, serce wysiadało sikał na potęgę. Chcieliśmy powtórzyć operację laseroterapii po 2 tygodniach. Niestety nie doczekałam
W 25 tygodniu dostałam 40 stopni gorączki i zapadły mi się płuca. Diagnoza internisty: Ostre zapalenie płuc. Efektem wszystkich tych zdarzeń był fakt iż lekarze wybrali moje życie i musieliśmy przerwać ciąże w 25 tygodniu i choć nikt nie dawał ogromnych szans dzieciakom to cały szpital został postawiony na nogi. Oddział intensywnej terapii dla skrajnych wcześniaków również był postawiony w stan najwyższej gotowości. I tak dokładnie 8 lipca moje kochane dzieci: 2 chłopców Oliwier i Alan przyszło na świat. Bardzo się ucieszyłam gdy powiedzieli, że dzieci żyją i walczą. Ja niestety w związku z chorobą nie mogłam ich odwiedzać przez pierwsze dni, ale czas spędzał z nimi ich kochający tata, który wykazał się ogromną dojrzałością i miłością.
Lekarze powiedzieli nam, że jeżeli przeżyją najbliższe 3 dni to dadzą sobie radę? To były najdłuższe 3 dni mojego życia. Gdy nadszedł 3 dzień o 7 rano dostałam najgorszą wiadomość w życiu kobiety: Pani pierwsze dziecko (biorca większy 840 gram) Oliwier umarło na niewydolność krążeniowa-oddechową. O godzinie 10.40 dostałam drugą wiadomość: Pani drugie dziecko (dawca mniejszy 430 gram)Alan również umarło: wylew do mózgu, nie wytrzymały cieniutkie żyłki.
Jeszcze tego samego dnia gdy Alan jeszcze żył pomimo choroby lekarze pozwolili mi przyjechać na wózku i wziąć martwego Oliwiera na ręce?tego uczucia nie da się opisać z jednej strony uczucie straty części siebie, partnera dziecka ogromny ból a z drugiej strony ulga gdyż Oliwier umarł z uśmiechem na ustach. Mogłam również dotchnąć Alana? lekarze otworzyli inkubator i to był znak? dla mnie, że Alan też odejdzie( inaczej lekarze nie otwieraliby inkubatora dla osoby chorej).Ten ogromny ból se