kropidlo5
10.07.16, 17:11
Taka rzecz: kolega, poznal dziewczyne, wolna, szybko sie zadurzyl.
Odniosl wrazenie, ze ona w nim tez.
No ale, dzialal bardzo wolno. Spotykal sie co 2-3 tyg, i to 'przy okazji' jakis koncert, ze niby przypadkiem trafil.
Za tym stala jego strategia- 'to taka dziewczyna, ze ja trzeba wolno zdobywac' ' nie chce, zeby pomyslala, ze jestem desperatem' i takie tam uzasadnienia.
Tak dbal, ze po 3 spotkaniu odprowadzil ja do domu, pytam go 'i co pocalowales ja chociaz w policzek' a on z duma, ze nie, podal reke jak mezczyznie.
Choc znawca w temacie podrywu ie jestem i choc osobiscie intuicyjnie czulem, ze ona na niego nie leci- powiedzialem mu pamietam cos w stylu 'czlowieku, to jest kobieta, lecisz na nia jak szalony, a podajesz jej reke jak facetowi po 3m spotkaniu, nawet buzi w policzek?'.
Minely 3 miesiace takich 'podchodow' i ona oznajmila mu (bo glupia nie jest i jego taktyki przejrzala na wylot) ze z kims sie spotyka- w sensie z facetem. Od paru tygodni. I ze chce, zeby on wiedzial.
On szok, po 2 dniach pprosil ja o spotkanie i wtedy dopiero wyznal jej, ze on ja traktuje powaznie, ze chcialby, zapytal czy ona traktuje go jak mezczyzne, czy tylko jako kolege (ponoc odrzekla, ze jako mezczyzne).
I co- clue- zaoferowal jej uklad- ze jak z 'tamtym' nowym kolesiem nie wyjdzie, to zeby mu dala znac, bo on jest zainteresowany.
Teraz wali alkohol od tygodnia i czeka.
Mowiac szczerze, nie wierze, ze cos z jej strony bylo, jesli nawet minimum- to swym zwlekaniem stracil szanse, no ale najwiekszy blad wg mnie to postawienie siebie w roli tego co wezmie jak tamten kolega nie bedzie chcial.
Opinie?