kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż własne

13.07.16, 01:39
Aha! no i zastępcze (nie własne) wnuki. Z czego to wynika?

Ciotka (siostra ojca) ostatnio zastrzeliła mnie ostatnio tekstem, o tym, że "matula (czyt. moja babka) kochała twoją mamę bardziej niż nas wszystkich (czyt. całą piątkę swoich dzieci w tym mojego ojca, ciotkę i resztę)". Ciotka trochę to mówiła z żalem, ale to jest pewnie prawda. Ciotka - w odróżnieniu od lwiej części reszty rodziny - nie kretynieje na starość i nie koloryzuje swojej przeszłości i nie spycha wydarzeń z przeszłości w nicość. :) Babka ogólnie była toksyczna, nikogo i niczego nie kochała, swoich 5 dzieci raczej nie, męża/dziadka też. To nie był taki poczciwy uśmiechnięty słodki typ jak z reklamy. Ale moją matkę uwielbiała. Ciekawe dlaczego?

Brat ciotki i brat mojego ojca też rzucił niedawno tekst (mnie przy tym nie było, wiem to od rodziny), że "on bardzo chciałby mieć takiego syna jak ja, że mógłbym być jego synem i on by się z tego cieszył". Najśmieszniejsze, że on właściwie nic o mnie nie wie, a ja nie miałbym najmniejszego zamiaru być jego synem. On jest nieco mniej gorszą wersja mojego ojca. Brat ojca ma 2 synów - najstarszy nie utrzymuje z nim ani z resztą naszej rodziny żadnego kontaktu, drugi jakoś utrzymuje. Tego pierwszego nie widziałem go 25 laT, brat ojca z żoną - czasami gdzieś się pojawiają, ale raczej mają kontakty tylko telefonicznie. Na żadnych weselach, chrzcinach, komuniach się od wielu lat nie pojawiali. Tam krąży tyle schiz i toksycznej atmosfery że się nie chce bywać. I dlatego oni też się odizolowali od innych. I ten facet ma 2 synów, których tylko spłodził i może wykarmił, ale nie wychował. No nie jest dumny, bo uważał (podobnie jak zresztą mój ojciec) że od wychowania, od szkoły, od chorób i wszystkich problemów jest matka, on nie ale weźmie sobie syna na piwo i "porozmawiają o życiu" jak syn bedzie dorosły i "nie będzie miał mleka pod nosem" czyli jak będzie po maturze, ew. po studiach i jak się ożeni. I teraz brat ojca chce mnie wciągnąć do swojego szamba, bo najstarszy syn nie chce mieć z nim kontaktu a on nie wiem dlaczego, bo nie ma sobie nic do zarzucenia.... :)

Mój ojciec miał prawie to samo, z tym, że ja byłem po tej drugiej stronie. :) Np. ojciec przez tydzień potrafił się zachwycać, cmokać np. że "Piotrek syn Heńka (to jego były kolega z pracy) to taki wysoki, zbudowany, wysportowany, ma szyję jak lew (??) i idzie teraz do wojska na zawodowego" gdyby mógł toby go pewnie całego wylizał z tego zachwytu. :) takich jego "idoli" czyli cudzych synów było trochę. A o mnie mógł powiedzieć np. "dam sobie rękę uciąć że ty nawet piłki kopnąć nie umiesz" i "jak będę miał 40 lat będę jeździł na wózku inwalidzkim" w sensie, że jestem niewysportowany jak inni itp. :)

Ciekaw po prostu jestem dlaczego ludzie nie kochają albo jakoś mnie szanują tego co mają blisko przy sobie tylko tych innych albo nawet nieznanych? ja wiem, że moja dawna rodzina jest jakoś tam patologiczna i mam swoją teorię, ale może ktoś ma innego zdanie na ten temat?
    • cambria1.2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 09:33
      Jachowicz tak to ujął: cudze chwalicie, swego nie znacie - sami nie wiecie, co posiadacie.
    • alpepe Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 09:36
      Nie wiem, jak to jest, ale mój ojciec, kiedy byłam w pierwszej podstawówki, to mówił o synu dalszych sąsiadów: Szymek to już gazetę czyta, a ty? Zawsze miał jakieś porównania z dziećmi sąsiadów. Fakt, mityczny Szymek uczył się bardzo dobrze, nie chodził ze mną do klasy, więc wiem nie bezpośrednio. Ale i jak uczyłam się świetnie, a w pierwszej klasie uczyłam się czytać razem z dziećmi, nie w domu, w domu nikt mi nic nie pokazywał, więc opanowanie czytania trwało może dłużej niż w rodzinie, gdzie matka uczyła dziecko w domu. Poza tym gazet się nie kupowało poza Niedzielą i Wieczorem, żadnych Trybun Robotniczych i Trybun Ludu.
      Z drugiej strony mój ojciec wymyślał, jaka to ja nie jestem zdolna. Potrafił moje osiągnięcia tak przedstawiać obcym ludziom, że cud wcielony nastał i w ogóle.
      Później głupio mi było prostować te rewelacje ojca.
      Nie mam żadnych teorii, obecnie staram się nie spieprzyć życia swoim córkom. Obie są bardzo udane, utalentowane, śliczne, mają dobre charaktery ogólnie. Chwalę córki osobiście, chwalę je przed obcymi, nie wyolbrzymiam ich osiągnięć, i tak są duże.
      Twój wujek, który chciałby mieć takiego syna jak ty, projektuje tylko swoje życzenia odnośnie dzieci na ciebie, ty jesteś tylko białą ścianą jego projekcji. Masz rację, on cię wcale nie zna i nie chce znać.
      • corgan1 witam w klubie 13.07.16, 17:55
        > Szymek to już gazetę czyta, a ty? Zawsze miał jakieś porównania z dziećmi sąsiadów.

        Ja czytałem od 6 roku życia (sam się nauczyłem z gazet i telewizji, bo wkład ojca i matki był zerowy). Co nie uchroniło mnie przed tekstami ojca "ty nawet piłki kopnąć nie umiesz". ;) i opowieściami o tym, co to on nie robił w wojsku i jakie to sporty on i jego ówcześni rówieśnicy (ojciec to był rocznik 1947) nie uprawiali - na rowerach, na nartach, pływali, boksowali, grali w piłkę, w szczypiorniaka, wspinali się na skałki, na drzewa, biegali, wszędzie biegali. No po prostu ci wszyscy triathlonowcy i Ci od "biegu komandosa" i "biegu rzeźnika" to nędza i przedszkole. :))

        Oczywiście - te wszystkie sporty jego i jego kolegów znikły jak tylko ja się urodziłem. Ojciec miał wtedy 24 lata (słownie dwadzieścia cztery). Nie kojarzę w jaki sposób bym przeszkadzał mu w pływaniu tym bardziej że z zakładu pracy miał bilety na basen ZA DARMO. Dzikie boiska też jakoś nie broniły mu wstępu. Stare rowery stały i rdzewiały.

        Ja wiem, że zdarza się że są ludzie wybitni, którzy mają dzieci na tym samym poziomem, ale także są tacy co mają przeciętne dzieci, które nie idą w ich ślady i nie są jeszcze bardziej wybitni od rodziców. Ale cały ten rzyg związany z porównywaniem swoich dzieci z innymi cudzymi zawsze oparty jest na fałszu. Uprawiają go - jak mi się wydaje z doświadczenia - ludzie albo zupełnie przeciętni albo tacy co kompletnie nic nie osiągnęli i wymagają od innych tego wszystkiego czego sami nigdy nie próbowali osiągnąć. Mój ojciec miał to samo - patrz wyżej, usiłował mi wmówić jaki to on nie był wysportowany "za młodu" a jaki ja nigdy nie będę. Tyle że ja z uwagi na słaby wzrok i noszenie okularów bardzo utrudniających uprawianie sportów zespołowych poszedłem w pływanie i rower. No ale to nie miało znaczenia. :) no bo piłka kopana to było świeckie bustwo. Matka miała i nadal ma to samo. Teraz - sama będąc bardzo otyłą osobą - usiłuje mnie "odchudzić" podsuwając mi zdjęcia sprzed 30 lat i pukając pazurem z tekstem "następnym razem jak przyjedziesz masz tak wyglądać" albo porównując z innymi dziećmi, takimi 20-40-letnimi oczywiście, które są "szczuplutkie".

        Moja matka miała taka koleżankę, której córka Marta i jej starsza siostra Ewa były - wg. nauczania szkolnego - świetne. ba! musiały być świetne! Ewa była świetna tak po prostu, a Marta musiała jej dorównać. Matka ciągle porównywała mnie z Martą - Marta miała śliczne zeszyty, podkreślone tematy na zielono a ja nie miałem :) Jej matka porównywała ją ze starszą siostrą, Marta MUSIAŁA być tak się świetnie uczyć jak Ewa. Myśmy razem chodzili do tych samych klas w podstawówce i liceum, więc miałem pole do obserwacji. Nie wiem co by było gdyby się nie uczyła. Pamiętam jak raz dostała 3- za wypracowanie z polskiego i widać że to był silny wstrząs.

        Matka rozpowiadała rodzinie i znajomym że świetnie się uczę, (co ani nie było prawdą byłem średniakiem) i że jest mną zachwycona (ale publicznie, w domu tak jakby mniej, jak było 4- to było pytanie nr1 "a co dostała Marta?" nr2 "co dostali inni?" i "skoro 4- to dlaczego nie 5?"). Na tej bazie moja ciotka ZABRONIŁA swojemu synowi iść na studia bo "jest niedobry, nie da sobie rady, słabo się uczy" i "nie jest TAK DOBRY Z MATEMATYKI jak ja". Wyjaśnienie: "jest niedobry" czyt. "za dużo gra w piłkę i za dużo biega zamiast zając się ... nie wiem czym, ale na pewno czymś innym", "kiepsko się uczy" - czyt. "ma piętki i czwórki, tylko z geografii słabe 3", "nie jest dobry z matematyki": nie jest taki jaki wmówiła rodzinie moja matka. Nie, ciotka nie widziała moich świadectw.

        > Fakt, mityczny Szymek uczył się bardzo dobrze,

        Ale Twój ojciec widział czy nie widział jego świadectwa szkolne?

        > Twój wujek, który chciałby mieć takiego syna jak ty,

        Dostał od losu (albo od Boga co kto wierzy) dwóch synów i wystarczy. Starszy ma maturę, uczył się dość dobrze i bez najmniejszych problemów, ale dla niego był neptykiem, bo nie kopał w piłkę. Młodszy nie ma matury, bo on i cała jego klasa olali nauczanie matematyki w technikum, nauczycielki się zmieniały i chorowały więc on jak reszta kolegów do matury nie przystąpili a intensywne korepetycje w styczniu u nikogo nie nadrobiły 2 lat opóźnień. Starszy jeździł parę razy na kolonie i nigdy nie było katastrofy, młodszy pojechał raz i musieli op niego przyjeżdżać po tygodniu, bo płakał, przy okazji okazało się że nie mył się tydzień (!) i nie zmieniał swoich ciuchów też przez tydzień (!), spał w tym w czym chodził na codzień. Ale normalnie dzielny i taki fajny "moja krew" jak mówił brat ojca o swoim młodszym - bał się krwi, otarć, komarów, much i okazało się że nie jest taki silny i taki chojrak w grupie, gdzie są silniejsi i lepsi. Widocznie naśladowanie póz i gestów z filmów karate i z Chuckiem Norrisem na dywanie przed telewizorem to nie to samo co w życiu. :) Starszy poszedł do wojska do jakiś naprawdę ciężkich jednostek pancernych na zadupiu to dawał sobie tam świetnie radę, był nawet dużo dłużej niż wynikało to z obowiązkowego poboru. Słyszałem, że mu się tam podobało i chciał zostać na stałe, ale z przyczyn mi nieznanych - nie został. Młody wojska uniknął. Ale to ten starszy jest wyrodny, niedobry a młodszy jest super, jego krew. Ale widocznie mało tej jego krwi a że ja "jestem taki podobny do Mańka" więc liczył chyba to że - nie wiem? - będę z nim pił, gadał o starych dobrych (?) czasach i oglądał mecze, podczas kiedy dla mnie piłka kopana mogła by nie istnieć? :)
    • znana.jako.ggigus Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 09:45
      Zwiazki miedzyludzkie to siec zaleznosci/chemii albo jedno i druie.Pewnie masz w otoczeniu/rodzinie osobe, ktora bezgranicznie podziwiasz i kogos, kto moze tanczyc na linie i nic z tego.
      Ja tez tak mam, sama jestem/bylam i podziwiana i tanczaca na linie.
      czy podziwiasz czy wymagasz - przenosisz na innych swoje oczekiwania/uczucia.
      Mialam to samo z moja mama, co Ty z ojcem. Tanczylamal inie i to zaw bylo za malo. Moze dlatego cale lata chcialam byc innym. Co z kolei irytowalo mojego ojca, bo on byl zadowolony z tego, co mial i tak mysle, ze mial dzieki temu fajne zycie. Dopiero od niedawna to rozumiem:)
      Trzymaj sie, odetnij sie, ale zachowaj, co potrzebne i przydatne.
    • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:09
      Moim zdaniem to wynika po prostu z głupoty. Ludzie nie potrafią pracować nad tym co mają - a więc nad dziećmi, relacjami, sobą - tylko gonią za tym co zobaczyli u znajomych. Moim zdaniem beznadziejne zachowanie.
    • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:34
      > o co mają blisko przy sobie tylko tych innych albo nawet nieznanych? ja wiem, ż
      > e moja dawna rodzina jest jakoś tam patologiczna i mam swoją teorię, ale może k
      > toś ma innego zdanie na ten temat?

      Dla mnie sprawa jest oczywista. To przez specyficzną kompozycję szeregu podświadomych instynktów oraz zachowań społecznych.

      Polega to na tym, że częste wizyty osób z ośrodków pomocy społecznej, Policji, Caritasu oraz WOŚP w domach rodzin patologicznych wypierają codzienne normalne relacje pomiędzy najbliższymi członkami rodziny. To naturalne, że w takiej sytuacji członkowie rodziny potrzebują rekompensować sobie braki w zakresie wzajemnych kontaktów międzyludzkich na poziomie nieoficjalnym i mniej zbiurokratyzowanym. Stąd szukają ich gdzie indziej. Do tego dochodzi często alkohol, który ułatwia nawiązywanie znajomości z osobami spoza najbliższego kręgu. Dajmy na to taki policjant nie wypije na służbie...ksiądz może już prędzej ale nie koniecznie nadaje się do adopcji...
      Co innego ładna Pani z lokalnego centrum pomocy rodzinie... Zwykle takie Panie są po przejściach z obciążaniami wywołanymi podobnymi patologiami w jej własnej rodzinie.

      Żeby lepiej to zobrazować może nieco to ubiorę w historyjkę.

      .....Jej uśpiony syndrom matki bezwiednie prowadzi ją zmurszałymi schodami pod zabrudzone i pomazane drzwi. Lekko otumaniona przemyka jak cień w oparach moczu bramowo-podwórkowego zdzierając odpadający tynk ściany wczoraj co dopiero zrobionymi na frencz paznokciami... Tylko ból i krew wyciekająca spod zadartego paznokcia nie pozwalają jej zapomnieć o tym, że jest w pracy. Chętnie wyrwała by się z kajdanów systemu jaki ją karmi za pieniądze uczciwych ludzi.
      Jak mantrę powtarza formułkę jaką ma wypowiedzieć kiedy zza obleśnych drzwi jej oczom ukaże się zapijaczona morda patoojca.
      - Maj nejm is Smith - Ajdżent Smith...
      Ona wie, że to być może ostatni strażnik wolnego Syjonu, którego podstępnie musi złożyć w ofierze Systemowi pomocy społecznej.
      Najwyraźniej zapach jej perfum wyprzedził ją na schodach bo drzwi nagle skrzypnęły i ze zgrzytem otworzyły się ziejac ludzkim smrodem zmieszanym z alkoholem i męskim potem. Jej oczom ukazał się zarośniety Patatuś:
      - Aaaa - wybełkotał- Manifesto YSL! Znam ten zapach. Moja mama go używała. Proszszz?bbbardzo proszę uprzejmie do środeczka?. Właśnie się przełączamy z rodzinką na program 500+. Zapraszam do stołu?czem chata bogata....Dzieci nie mogły się Pani doczekać a ja to już zupełnie.
      Stanęła jak wryta. Jego rozbrajający uśmiech zelektryzował jej ciało. Jak pod wpływem magnesu jej dłoń wplotła się pukiel jej włosów. Wtem poczuła uderzenie pulsu. Wiedziała, że to pluskwa Matrixa właśnie się reaktywuje. ?cdn?
    • berta-death Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:39
      Wytłumaczenie jest proste - brutalne prawa przyrody. Im ludzie bardziej prymitywni, gorzej wykształceni, o słabiej rozwiniętych płatach czołowych, tym bardziej jest to widoczne, ale podejrzewam, występuje u wszystkich. Zwierzęta mają młode wyłącznie po to, żeby zapewnić swoim genom przetrwanie. Dzieci to tylko opakowania na te geny, więc inwestuje się wyłącznie w te młode, które mają największe szanse puścić rodzicielskie geny w obieg. Dzieci rodzeństwa i kuzynostwa to też te same geny i też warto w nie inwestować, jak się nie ma własnych dzieci albo własne są nieudaczne.

      A przejawia się to w prosty sposób. Jak dzieciak ma zestaw cech, które świadczą o tym, że dobrze sobie w życiu poradzi, to rodzice, dziadkowie, ciotki, wujkowie i cała reszta jest nim zachwycona. Wzbudza pozytywne emocje, wszyscy go lubią, cokolwiek by nie zrobił zachwyca, wszyscy chcą się nim opiekować, kupować mu prezenty, nieba przychylić. A jak chcą, to to robią.
      Natomiast jak ma cechy, które świadczą o tym, że sobie nie poradzi i być może nawet nie dożyje dorosłości, a jak dożyje, to nie doczeka wartościowego potomstwa, to natychmiast zaczyna wzbudzać negatywne emocje i wszyscy nabierają ochoty, żeby go zadziobać. Nie ma co liczyć ani na uwagę, ani na prezenty ani na nic, poza zaspokojeniem podstawowych potrzeb, bo jednak cywilizacja zrobiła swoje i już mało kto morduje własne dzieci. Generalnie nikt w niego nie chce inwestować. Jak trafi na rodziców zamożnych, jest jedynakiem, czy rodzice są wykształconymi wysokorozwiniętymi ludźmi, którymi bardziej od instynktów kieruje rozum i empatia, to jeszcze czasem może mu coś skapnąć. Ale też bez entuzjazmu.

      Ewentualnie dzieciak jest wartościowy, ale rodzic nie ma warunków na jego odchowanie, to też włącza mu się instynkt zadziobywania potomstwa.
      • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:50
        A wnuki? Czy rodzice takiego dziecka nie powinni o niego dbać myśląc o wnukach?
      • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:53
        Poza tym jaka biologiczna korzyść przemawia za tym żeby podziwiać bardziej dzieci znajomych niż własne dzieci? Rozumiem że jest to element zadziobywania ale mimo wszystko w ten sposób źle się traktuje własne geny. Przecież nie chodzi jedynie o przekazanie genów o jedną generację ale i generacje dalsze.
      • znana.jako.ggigus Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 10:58
        Now badania ze - wbrew pozorom - pozaludzkie i ludzkei zwierzeta nie kieruja sie jedynie tzw. instynktem (cokolwiek mialoby to znaczyc. gdyby tak bylo jak piszesz, nie byloby fenmenu przyjazni miegatunkowej czy ochowywania obcego zwierzecia (np. psa) przez kota. a takie przypadki sa.
        • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:05
          Nie do końca rozumiem to co piszesz. Moim zdaniem podziw dla osób innych niż nam najbliższe również jest logiczne genetycznie. W ten sposób uczymy się lepszych zachowań gen etc. No ale wiadomo również że oprócz instyktu kierujemy się innymi płaszczyznami naszej emocjonalności czy doświadczeniem. I tak jak już wspomniałam - moim zdaniem taki wybór osoby spoza nam najbliższych jako emocjlnalnie przez nas obdarzonej jest głupi. Ale z drugiej strony- może po prostu małzeństwo było nieudane, ślub był wymuszony etc - więc cieżko rodzicom kochać swoje dzieci.
          • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:09
            newchallenges napisała:

            > przez nas obdarzonej jest głupi. Ale z drugiej strony- może po prostu małzeńst
            > wo było nieudane, ślub był wymuszony etc - więc cieżko rodzicom kochać swoje dz
            > ieci.

            a co z dziećmy nieślubnymi, bękartami, sierotami, dziećmi nienarodzonymi?
            tu masz czelencz do wypisu... myślisz, że dziecko nienarodzone można lepiej traktować niż swoje żywe?
            • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:13
              dzieci nieślubne, sieroty czy nienarodzone - mogą być bardziej kochane właśnie dlatego że nie przypominają o jakiś wadach przeszłości. Mogą być zresztą z wielkiej i szczęśliwej miłości. Ślub tu raczej nie ma nic do rzeczy :)
              • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:18
                eeeetam....myślałem, że się ze mną nie zgodzisz...można by pociągnąć wątek a tak to co ja mam Ci teraz napisać?
                • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:19
                  ale z czym się miałam nie zgodzić jeśli zadałeś pytanie?
                  • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:31
                    z czymkolwiek
            • berta-death Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:18
              Nawet w sierocińcach nie wszystkie dzieci mają źle. Są takie, które od pierwszego dnia zostają pupilkami opiekunek i nawet choroby sierocej nie mają, bo tak wszyscy wokół nich skaczą a reszta ma szczęście jak od czasu do czasu ktoś im butelkę z karmą rzuci i pieluchę zmieni. Stąd hipoteza, że w samych dzieciach jest coś co sprawia, że otoczenie je lubi i w nie inwestuje albo nie lubi i nie inwestuje.
              • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:22
                ciekawe.
              • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:27
                berta-death napisała:

                > telkę z karmą rzuci i pieluchę zmieni. Stąd hipoteza, że w samych dzieciach jes
                > t coś co sprawia, że otoczenie je lubi i w nie inwestuje albo nie lubi i nie in
                > westuje.

                Nie. Dzieci są lubiane bo nie stanowią zagrożenia dla dorosłych. To normalne i ludzkie.
                Np moja szwagierka bardzo mnie polubiła jak straciłem pracę i była miła i bardzo miła... ale jak się dowiedziała, że w nowej pracy zarabiam lepiej niż ona to dowiedziałem się, że jestem maczo morderca... a jak chciałem się przebrać w dziecięce bety i wziołem smoka do buzi to powiedziała, że jestem pierdxolniętym maczo mordercą - diablem w owczej skórze.

                Wszyscy mówili, że ma pms ale ja w to nie wierzę bo skąd wszyscy mogą znać jej kalendarzyk..
      • berta-death Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:03
        Całkowicie cudze dzieci wpisują się w instynkt inwestowania w geny populacji i gatunku. Jak komuś w mózgu uruchomi się klapka, że jego własne dzieciaki są skazane na zatracenie, to zaczyna się inwestować w dzieci sąsiada, żeby chociaż geny populacji przetrwały, skoro jego własne nie mają szans.

        Ktoś kto źle traktuje swoje dzieci, raczej nie miałby dylematów bohaterki "Wyboru Zofii".
        • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:09
          ok, ale jakoś nie do końca do mnie przemawia to tłumaczenie. Zbyt biologiczne.
          • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:12
            newchallenges napisała:

            > ok, ale jakoś nie do końca do mnie przemawia to tłumaczenie. Zbyt biologiczne.

            raczej rasistowskie... ale jakby bardziej finezyjnie wypisała to byłoby ok. ;)
        • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:11
          berta-death napisała:

          > Ktoś kto źle traktuje swoje dzieci, raczej nie miałby dylematów bohaterki "Wybo
          > ru Zofii".

          traktowanie świata w kategoriach dobra i zła prowadzi do faszyzmu.... życie to nie plan kont księgowych...
          • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:15
            Jasne, upraszczamy. :) Ale raczej wiadomo co powszechnie społecznie przyjęte jest jako dobre traktowanie swoich dzieci.
            • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:22
              Ja nie wiem co to takiego i wątpię, że Ty wesz. Dla jednego odrabianie lekcji z dzieckiem jest złe bo zabija kreatywność i motywację dziecka.... a dla innego będzie dobre bo daje okazję do wzbudzania w dziecku nowych zainteresowań. I gdzie tu powszechna norma społeczna? Liczy się i tak na końcu seks, pieniądze i piłka nożna
              • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:24
                Zbytnio wpadasz w szczegóły, moim zdaniem. Generalnie przyjmujemy że lepiej dla dziecka jest gdy jesteśmy wobec niego czuli niż gdy je niemili. Gdy dbamy w jakimś stopniu o jego potrzeby niż nie dbamy w ogóle. Takie podstawy.
                • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:30
                  No nie...równie dobrze ja mogę tez powiedzieć, że jako dorosły mężczyzna potrzebuję od Ciebie - bądź co bądź atrakcyjnej kobiety - czułości i dbania o moje potrzeby. Jeżeli dobrze gotujesz i jesteś w moim typie seksualnym myślę, że spokojnie możesz przyjąć postawę, którą zaakceptuję pomimo, że nie jesteś moją córką tylko zupełnie mi obca kobietą...więc może rozmawiajmy o szczegółach bo zbytnie generalizowanie zaprowadzi nas z forum do łóżka.
        • znana.jako.ggigus Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:32
          Ale ja pisze o dzieciach pozagatukowych:) Np. Charlize Theron adoptowala dwoje ciemnoskorych dzieci i w wywiadzie opowiadala, ze jej syn jest niecierpliwy. Na to matka Charzlize: tak samo zachowywalas sie ty.
          I nie powoluj sie na kiepska literature:)
          Jest wiele przykladow na bezinteresowne zachowanie w swiecie ludzkich i pozaludzkich zwierzat.
          • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:41
            Pogadałbym z Tobą ale nie jestem tak oczytany
          • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:48
            w jakim sensie dziecko ciemnoskóre jest poza gatunkowe?
            • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 11:50
              gatunek - homo sapiens, podgatunek homo sapiens sapiens
            • alpepe Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 12:12
              no, pierwszego gatunku są blondwłose i niebieskookie dzieci rasy kaukaskiej, ciemnowłose i o innych oczach rasy kaukaskiej są już drugiego gatunku, potem idą Azjaci, a Murzyni są pozagatunkowi, to przecież proste.
              • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 12:19
                no jest to po prostu nieprawda i nie ma nic wspólnego z nauką.
                • mariuszg2 Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 12:25
                  No nie zaprzeczysz, że murzyńskie dzieci Harlemu lepiej grają w koszykówkę, Etiopczycy i Kenijczycy wymiatają na maratonach, raperzy miksują a Obama pogroził palcem białasom znad Wisły. Wyjaśnij mi to teraz naukowo? i to w 3 dni po miesięcznicy smoleńskiej
              • znana.jako.ggigus Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 13:17
                newchallenges : dlatego :) u mnie
                jesli jestes blond pieknoscia, jak Charlize Thern, to jesli adoptujesz ciemnoskore dzieci, to jest to widoczne, krzyczace wrecz na pierwszy rzut oka. Biale dzieci mozna powiedziec - wdaly sie w kogos w rodzinie.
                Ergo - przyznajesz sie, ze adoptowales/las obce dzieci o t tak. Be pobudek biologicznych, o ktorych pisalaa Bertha.
                No i nigdy nie slyszalas o rasizmie?
                :)
                • newchallenges Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 15:34
                  nie wiem, już tracę rachubę na co jest to odpowiedź. Ale chcąc być po prostu dokładnym, to to o czym pisała bertha obejmowało zagadnieniem empatię gatunkową. Tu wskazanie że osoby innego koloru skóry są tego samego gatunku. Innego gatunku jest np szympans czy jaszczurka.
                  Kwestia rasy to podgrupa jednego gatunku, jeśli to o czym wspominała bertha ma jakieś poparcie w nauce - jest to tylko potwierdzenie tego ze odczuwamy empatię gatunkową.
                  Rasa to podgrupa (niekiedy nie akceptowana jako określenie naukowe które miałoby poświadczać implikację miedzy kolorem skóry a charakterem np., podobnie jak nie implikujemy takiej koligacji na tyle zeby traktować kogoś gorzej jeśli ma blond włosy, w USA powszechniej niż w Polsce).
                  Tak czy owak temat mi się znudził a poza tym odbiegliśmy od meritum i koledze chyba nie pomagamy.

                  to ze macie problemy z rasizmem, lub że się zastanawiacie nad tym tematem to jest faktycznie ciekawe dla wielu (chociaż dla mnie osobiście b. nudne) ale może nie na ten wątek.
                  • znana.jako.ggigus Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 14.07.16, 08:31
                    Tyle ze para/osoba majaca dziecko odmienne rasowo, od razu podaje swiatu du wiadomosci - nie moje.
                    Oczywiscie rasizm nie jest tutaj problemem wiodacym, ale moja wypowiedz nie miala, do ktorej nawiazalas, nie miala nic wspolnego z rasizmem. Ty ja tak odebralas.
              • wiarusik Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 14.07.16, 01:26
                alpepe napisała:

                > no, pierwszego gatunku są blondwłose i niebieskookie dzieci rasy kaukaskiej, ci
                > emnowłose i o innych oczach rasy kaukaskiej są już drugiego gatunku, potem idą
                > Azjaci, a Murzyni są pozagatunkowi, to przecież proste.


                mógłbym z marszu mieć skośnookie dzieci, żaden problem ;)
                • alpepe Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 14.07.16, 07:16
                  chłe chłe, z jakąś metal baby zapewne ;) luv u!
        • wiarusik Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 14.07.16, 01:24
          berta-death napisała:

          > Całkowicie cudze dzieci wpisują się w instynkt inwestowania w geny populacji i
          > gatunku. Jak komuś w mózgu uruchomi się klapka, że jego własne dzieciaki są ska
          > zane na zatracenie, to zaczyna się inwestować w dzieci sąsiada, żeby chociaż ge
          > ny populacji przetrwały, skoro jego własne nie mają szans.


          ciekawe wywody, natomiast w tej pogoni za populacją nie jestem pewien, czy nie należy myśleć też o własnym przetrwaniu.
          ludzie bezdzietni adoptują dzieci, by te zaopiekowały się nimi na starość. ludzie z biednych stron świata produkują dzieci, by wszystkie one-też biedne-sypnęły staruszkom coś po niewielkiej garści, w myśl zasady ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.
          odruch "inwestowania" w cudze zaradne dzieci, może być aktem adopcji i samopomocy w wypadku, gdy własne potomstwo to nieudaczniki.
          w świecie zwierząt, w niekorzystnych warunkach, matki pożerają swoje dzieci gdy zdają sobie sprawę, że ich nie wyżywią. Mogłyby zostawić, ale jednak takie stanowią cenne białko i tłuszcze.
    • titta Re: kiedy cudze dzieci kocha się bardziej niż wła 13.07.16, 15:44
      Trawa u sasiada zawsze zielensza. Sa ludzie, ktorym w niczym nie dogodzisz. Za to ci, ktorych nie znaja (czyt. nie musza na codzien z nimi przebywac) zawsze jawia im sie jako doskonalsi. Co wiecej, ma to tendecje ciagniecia sie pokoleniami, bo dziecko, ktore nie zaznalo akceptacji i milosci bedzie powtarzac ten wzorzec. Wiec zwroc uwage jak swoje dzieci traktujesz...
Pełna wersja