corgan1
13.07.16, 01:39
Aha! no i zastępcze (nie własne) wnuki. Z czego to wynika?
Ciotka (siostra ojca) ostatnio zastrzeliła mnie ostatnio tekstem, o tym, że "matula (czyt. moja babka) kochała twoją mamę bardziej niż nas wszystkich (czyt. całą piątkę swoich dzieci w tym mojego ojca, ciotkę i resztę)". Ciotka trochę to mówiła z żalem, ale to jest pewnie prawda. Ciotka - w odróżnieniu od lwiej części reszty rodziny - nie kretynieje na starość i nie koloryzuje swojej przeszłości i nie spycha wydarzeń z przeszłości w nicość. :) Babka ogólnie była toksyczna, nikogo i niczego nie kochała, swoich 5 dzieci raczej nie, męża/dziadka też. To nie był taki poczciwy uśmiechnięty słodki typ jak z reklamy. Ale moją matkę uwielbiała. Ciekawe dlaczego?
Brat ciotki i brat mojego ojca też rzucił niedawno tekst (mnie przy tym nie było, wiem to od rodziny), że "on bardzo chciałby mieć takiego syna jak ja, że mógłbym być jego synem i on by się z tego cieszył". Najśmieszniejsze, że on właściwie nic o mnie nie wie, a ja nie miałbym najmniejszego zamiaru być jego synem. On jest nieco mniej gorszą wersja mojego ojca. Brat ojca ma 2 synów - najstarszy nie utrzymuje z nim ani z resztą naszej rodziny żadnego kontaktu, drugi jakoś utrzymuje. Tego pierwszego nie widziałem go 25 laT, brat ojca z żoną - czasami gdzieś się pojawiają, ale raczej mają kontakty tylko telefonicznie. Na żadnych weselach, chrzcinach, komuniach się od wielu lat nie pojawiali. Tam krąży tyle schiz i toksycznej atmosfery że się nie chce bywać. I dlatego oni też się odizolowali od innych. I ten facet ma 2 synów, których tylko spłodził i może wykarmił, ale nie wychował. No nie jest dumny, bo uważał (podobnie jak zresztą mój ojciec) że od wychowania, od szkoły, od chorób i wszystkich problemów jest matka, on nie ale weźmie sobie syna na piwo i "porozmawiają o życiu" jak syn bedzie dorosły i "nie będzie miał mleka pod nosem" czyli jak będzie po maturze, ew. po studiach i jak się ożeni. I teraz brat ojca chce mnie wciągnąć do swojego szamba, bo najstarszy syn nie chce mieć z nim kontaktu a on nie wiem dlaczego, bo nie ma sobie nic do zarzucenia.... :)
Mój ojciec miał prawie to samo, z tym, że ja byłem po tej drugiej stronie. :) Np. ojciec przez tydzień potrafił się zachwycać, cmokać np. że "Piotrek syn Heńka (to jego były kolega z pracy) to taki wysoki, zbudowany, wysportowany, ma szyję jak lew (??) i idzie teraz do wojska na zawodowego" gdyby mógł toby go pewnie całego wylizał z tego zachwytu. :) takich jego "idoli" czyli cudzych synów było trochę. A o mnie mógł powiedzieć np. "dam sobie rękę uciąć że ty nawet piłki kopnąć nie umiesz" i "jak będę miał 40 lat będę jeździł na wózku inwalidzkim" w sensie, że jestem niewysportowany jak inni itp. :)
Ciekaw po prostu jestem dlaczego ludzie nie kochają albo jakoś mnie szanują tego co mają blisko przy sobie tylko tych innych albo nawet nieznanych? ja wiem, że moja dawna rodzina jest jakoś tam patologiczna i mam swoją teorię, ale może ktoś ma innego zdanie na ten temat?