krywulka1
25.07.16, 15:33
Zastanawiam się od dłuższego czasu jak mam zareagować. Nie chce wyjść na podla skapa jedze , ale z drugiej strony strasznie mnie złości sytuacja. A mianowicie: mój chłopak (jest razem 8 lat i nie bierzemy ślubu bo po prostu oboje uważamy że nie jest on konieczny) pracuje za granicą. Zarabia 7-8tys na msc. Ja jestem młodym lekarzem, tuż po studiach, dopiero zacznę pracę w zawodzie. Do tej pory jestem utrzymywana przez rodziców, robili co mogli , brali kilka etatow, odmawiali sobie wszystkiego, żeby utrzymać mnie przez 6 lat studiów mimo że nigdy się nie przelewalo.
Planujemy z chłopakiem wspólna przyszłość, dzieci, on chce odłożyć trochę pieniędzy żeby coś otworzyć lub kupić mieszkanie pod inwestycje, chce wrócić do Polski ale przed tym musi uzbierać pieniądze, bo tutaj nie znajdzie dobrze płatnej pracy. Doświadczenie tylko w pracy na budowie, bez studiów.
Jego rodzice nie dali mu ma szkole. Być może nie mieli, a moze im się nie za bardzo chciało poświęcić dzieciom.
Moje pytanie brzmi: czy uzasadniona jest moja złość na to ze chłopak daje pieniądze?
Tj. 50 tysięcy na remont mieszkania (nie walilo się ani nie było pilnej potrzeby), jakieś mniejsze kwoty na jakieś prace na podwórku, przypuszczam, że o większości nie wiem (o tym remoncie wygadal się po pijaku)
Czy to, że nie jestem jego żona powoduje, że nie mam prawa sprzeciwu?
Chciałam żeby jak najszybciej wrócił do Polski do mnie, żeby odłożył szybko i przez to nie miał kompleksów po powrocie, że zarabia ode mnie mniej.
Mam wrazenie , że im w to graj, że on tam jest.
Czy nie powinno być tak że rodzice poświęcają się dzieciom?
Nie biorę od niego pieiedzy, czasami mi coś kupuje, płaci w restauracji, albo tankuje paliwo (jakbym jechała sama to wsiada bym po prostu w pociąg i do restauracji czy do kina chodzić nie muszę, zwykle on chce i zaprasza ) ale to chyba tak jak kazdy sporozarabiajacy chlopak.
Ps. Pierwsze dwa lata naszego związku był bezrobotny albo pracował na budowie.