rozwiesc sie?pomóżcie...

05.08.16, 14:21
Witam, mam 30 lat. moje małżenstwo trwa 6 lat. para z mezem jestesmy od kiedy mialam 17 lat. od kilku lat przezywam gehenne. wszystko zaczelo sie psuc od poczatku budowy naszego wspolnego domu ( w ktorym teraz mieszkamy). na poczatku maz zajal sie budowa domu. sam wszystko nadzorował, pomagał, robił. odsuwaliśmy sie od siebie...mnie nie zauwazał. wtedy juz reagowałam, próbowalam rozmawiac ale zawsze konczylo sie to tak samo, tymi samymi slowami: przeciez robie to dla ciebie, buduje ci dom! ok. dom wybudowany, przeprowadzka na wies. dojazdy do wawy do pracy. latwo mi nie bylo, ale pogodzilam sie z tym. wtedy to maz zaczal rozkrecac swoj wlasny biznes.uciekł w prace. bylo go w domu coraz mniej... do dzis prowadzi firme. rozmawialam, tlumaczylam, prosilam, zeby przystopował, ze pieniadze to nie wsztstko, itp. niestety, nic nie pomogło, ani prosby i blagania, ani rozmowy ani krzyk, grozby rozwodu. ja nie chcialam dzieci. pozniej bylam taka rozchwiana emocjonalnie czy chce dziecko. maz chciał. uleglam. nasza córeczka ma dzis poltora roku. od urodzenia dziecka jest po prostu tragedia. nie dosc, ze pracuje 14-15 h na dobe, to zupelnie nic go nie interesuje. nie ma kochanki ( to pewne, bo musialam to sprawdzic). dobrze zyjemy finansowo, na nic nam nie brakuje, a jemu ciagle mało. wciaz praca i praca. mi mowi, ze to taki fach i w tym fachu tyle sie pracuje. najbardziej boli mnie to, ze córka w ogole go nie interesuje. wrecz jej unika. ja widze, ze on sie doslownie modli, zeby tylko do niego nie przyszła i czegos nie chciała od taty. ona go woła: tota!tata! a on udaje ze nie slyszy, albo ja ostatnio powiedział na dworze: taty jeszcze nie ma w domu...boli mnie to. siebie juz przestalam widziec w tym wszystkim, choc nie powinnam. pieniazki ewidentnie uderzyly mu do glowy. on czuje ze teraz ma władze. ma pracowników, rzadzi nimi. w ogole nie potrafi zajac sie dzieckiem. do dzis ie umie jej dobrze załozyc nawet pieluszki. seksu brak od baaardzo dlugiego czasu bo przeciez kiedy? jak go nie ma.zero uczuc, objęc, wspólnego spedzania czasu. jest mu wygodnie, ze on pracuje a zajmuje sie cala reszta. on wszystko zalatwia pieniedzmi. mowie o sprzataniu to on, ze sprzatac nie bedzie tylkomoze sprzataczke zatrudnic, ze mi ciezko z córka samej na wsi ( nie mam rodziny), to nianie zatrudni. dodam, ze poznalam kogos w okresie budowy domu. ale nie spotykalam sie, nic nie robilam, bo chcialam ratowac malzenstwo. dzis juz na niczym mi nie zalezy. nie chce mi sie juz patrzec na mojego meza. przez to jaki ma stosunek do mnie i córki. znienawidzilam go. ten ktos to facet 5 lat ode mnie starszy, mieszka w wawie, jest samotny, ma i moze naiwnie to zabrzmi, ale czeka na mnie. mamy ze soba kontakt telefoniczny i raz w mcu widzimy sie wraz z moja córka. kiedy patrze w jaki sposob on odnosi sie do córki, jak sie nia zajmuje, jak obmysla kilka dni wczesniej gdzie sie wybierzemy, ze córce zapewnic atrakcje i zeby byla zadowolona to serce mi pęka. z jednej strony sie ciesze, ze on taki jest. z drugiej jestem załamana, bo taki powinien byc jej ojciec...on chciał zebym odeszla od meza przed moją ciazą, w trakcie ciazy i nadal chce mnie i córke. jest fantastycznym czlowiekiem. podczas rozmowy z nim i moich watpliwosci co do przerowadzki do niego, powiedziałam, ze boje sie, ze nam nie wyjdzie, i co ja wtedy zrobie? nie mam sie gdzie podziac...a jestem z dzieckiem i teraz tylko na jej dobro musze patrzec to powiedział, ze zebym miala pewnosc ze z niczym nie zostane, to doslownie jutro mozemy jechac do notariusza i przepisze na mnie polowe swojego mieszkania. nie wiem co robic?co myslec? chodze i placze. a co do meza to...chcialabym, zeby kogos sobie znalazl i odszedł sam bo ja nie mam na to sily. jestem wrakiem psychicznym. sa dni ze mysle tylko jak ze soba skonczyc. teksty mojego meza sa dobijajace...np. powiedzial jednemu z pracowników (mojemu bratu), ze dorobi sie takiej firmy, ze zona nie bedzie mu potrzebna bo bedzie miał tyle kasy,ze bedzie jezdził na dziwki. no cóż...chyba nie chce przeszkadzac w jego wymarzonym celu życiowym.
    • potworski Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 14:58
      Cytuję=
      podczas rozmowy z nim i moich watpliwosci co do przerowadzki do niego, powiedziałam, ze boje sie, ze nam nie wyjdzie
      Nie no pewnie=przecież żal stracić ch...o#wego męża, który ma ciebie i twoją córkę za nic i którego w ogóle nie obchodzisz.
    • perfum Klasyka 05.08.16, 14:58
      ilus1986 napisała:
      no cóż...chyba nie chce przeszkadzac w jego wymarzonym celu życiowym.

      klasyka.
      do tego masz budzaca nadzieje alternatywe, czyli dobre wyjscie.
      - na co czekasz ?
    • derff Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 15:01
      No to Twój mąż znalazł sobie nieodpowiednia żonę. Współczuję mu.
      • ilus1986 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 18:19
        chyba nie zrozumiałam wypowiedzi...
    • dodaj.do.zakladek Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 17:34
      zdecydowanie rozwieść się.. tylko co z tego jak nie masz na to siły
      • ilus1986 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 18:22
        znajdę siłę, muszę! muszę to zobic dla moje córki. a tez bede spokojniejsza i szczesliwa. a jak mówią: szczesliwa mama, to szczesliwe dziecko. on mnie niszczy psyczicznie. ale nie dam sie zniszczyc na maksa. mam dla kogo zyc.
    • magdalena.prokopczuk Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 05.08.16, 23:15
      Rozwiesc sie jest najlatwiej. Zawsze i wszedzie. Jesli zalezy WAM obojgu, to cos czuje, ze bez terapii sie nie obedzie. No i jak najmniej rodzinnych oraz przyjacielskich doradcow wokol. Oni potrafia bardziej zaszkodzc niz pomoc, niestety. To wy musicie naprawic to co zostalo zepsute. A wina lezy zawsze po dwoch stronach, nie tylko jednej. Byc moze jest cos, o czym nie wiesz, cos co tkwi w tobie, a jemu przeszkadza. Wyjedzcie gdzies razem na wakacje, bez dziecka, moze wowczas bedzie szansa na rozmowe i przemyslenia.
      • ilus1986 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 06.08.16, 10:08
        ale to tylko a chcialam naprawic za kazdym razem to co zepsute. on nie widzi w tym problemu bo emu est dobrze jak jest. wychodzi na cały dzien i ma wszystko gdzies. a nie twierdze, ze jestem idealna i zdae sobie sprawe ze w mnieszym czy wiekszym stopniu wina jest po obu stronach. tylko ja nie moge juz patrzec ak on lekcewazy dziecko. jak mowilam o terapi to on nie ma czasu na takie pierdoły. ak groze rozwodem ,to mowi zebym wreszcie wziela ten rozwód a nie tylko gadała.
        • perfum no to przekaz jest jasny 06.08.16, 14:36
          lus1986 napisała:
          > jak groze rozwodem , to mowi zebym wreszcie wziela ten rozwód a nie tylko gadała.

          no to przekaz jest jasny.
        • magdalena.prokopczuk Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 07.08.16, 00:04
          to nie groz... wyprowadz sie.... zobaczysz jak zareaguje.... przyzwyczail sie do tych "grozb"... jemu jest dobrze jak jest... jak zobaczy zmiane, to albo sie ocknie, albo ty bedziesz miala jasna sytuacje
    • czoklitka Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 06.08.16, 10:41
      Bo ludzie wyolbrzymiaja chyba miłość, związki, przeszłosć. Chyba nie warto unosić się takimi sentymentami, ze kiedyś to bylo tak czy siak i dlatego koniecznie trzeba teraz to ratować. Albo ze wybudowaliśmy razem chałupę. Duzo budowniczych buduje razem chałupy i jakoś nie mysla, aby wchodzic z tego powodu ze sobą w związek i darzyć ten fakt do końca zycia sentymentem. Otóż nie. Ratowac można, kiedy czujesz, ze ten facet to jest to. A jeśli w ogole masz go serdecznie w..., i z wzajemnoscia, to po co?
      Jeśli związaliscie się ze sobą zupełnie do siebie nie pasując, to chcąc czy nie chcąc, taki związek się rozwali, a i chęci na ratowanie go nie wystarczy.

      No i jeszcze - nie opieraj calego swojego zycia na cholopu, mkiej też wlasne przyjemnosci, zainteresowania, pracę. Opierani się na kimś innym zawsze xle się w taki czy inny sposob musi skonczyć.
      • derff Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 06.08.16, 15:57
        Wisisz na nim jak by świat bez niego nie istniał. Aby pokochać kogoś najpierw trzeba umieć kochać siebie. Zająć się sobą bo ty zwalasz na niego wszystkie problemy świata a on przed tym ucieka z domu i od Ciebie. To Twoja wina.
        • czoklitka Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 07.08.16, 01:06
          no dobra, ale w związku też nie o to chodzi, zeby się praktycznie nie widywac, nie porobić czegoś wspolnie. Co nie oznacza, ze tylko i wyłacznie trzeba zawsze razem bez oddechu.

          No i to nie tylko jej wina - to on chcial dziecko, a terazto dziecko jest nie wiadomo po co i do czego. a jesli facetowi nie pasuje kobita, to niech ma odwage i jej to powie, sam weźmie ten rozwod i już, a nie że takie bagno tworzy.
          No i to gadanie o prostytutkach, nie no, bardzo na poziomie, swiadczace o tym i owym.
          Ten facet to żenada.
    • tamilee1 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 07.08.16, 09:04
      Po pierwsze znajdz sobie zajęcie ,szkołę, by być niezalezną...zdobądz kwalifikacje , skończ studia , kursy itp . Wykorzystaj to, ze masz kasę i wolny czas. Na czas nauki wynajmij opiekunkę do dziecka. Druga rzecz przygotuj sie do rozwodu aby na maxa męza wycyckać z kasy, zasądz wysokie alimenty , zbieraj dowody ,ze się nie interesuje dzieckiem itp. najlepiej doradz się prawnika. Trzecia rzecz odpuść sobie narazie tego faceta, wiem ze Cie wspiera ale narazie sama musisz stanąć na nogi , weź się w garść, pomoz sama sobie bo nikt Ci nie pomoze jak Ty sama.Bądz asertywna, oprzytomnij... nim będzie za późno.... powodzenia Ci zyczę bo wiem jakie to trudne
      • corgan1 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 11.08.16, 16:02
        <i>Druga rzecz przygotuj sie do rozwodu aby na maxa męza wycyckać z kasy</i>

        Skoro nienawidzi swojego męża, to rozumiem, że tak samo będzie nienawidzić jego pieniędzy?

        <i>zasądź wysokie alimenty, zbieraj dowody ,ze się nie interesuje dzieckiem itp. najlepiej doradź się prawnika. </i>

        Na jakiej podstawie? Zdradził ją? Nie.. to o co chodzi? że jest kobietą i coś jej się z życia (właściwie to z jego życia) należy? Że chce żeby to mąż się puścił i zdradził a ona wtedy matka z dzieckiem uchodziłaby za leliję-dziewicę i mogłaby przed sądem pokazać jaką szmatą jest jej przyszły były mąż. Ona chce dostać od jej obecnego przyszłego byłego męża maksymalne alimenty na siebie i na córkę, po to aby gzić się z innym facetem.. pardą ułożyć sobie życie na nowo? Musiałaby chyba się rozwieść z jego winy, co moim zdaniem jest niemożliwe. O to chodzi?

        Można zastrzec w rozwodzie, że alimenty na nią zostają wstrzymane jeśli zwiąże się z nowym facetem?
    • karolivia Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 07.08.16, 09:10
      Podsumowując. Już w ciąży tak jakby zakochałaś się w kimś innym. Córka ma 1,5 roku, ciąża trwa 9 miesięcy, i twierdzisz że ten drugi facet od ponad 2 lat spotyka się z Tobą , dzwonicie do siebie, nie sypiacie ze sobą i on Cie bardzo kocha i Ty jego też? I ponieważ RAZ w miesiącu obmyśla ekstra atrakcje dla Twojej córki ( podejrzewam że na 2-3 godziny) to uważasz że będzie świetnym ojcem? Poważnie????
      Może będzie, może nie. Zamiast "wieszać" się następnym facecie (to zawsze rozczarowuje, wcześniej czy później) i wiązać z nim WIELKIE nadzieje na to, że zapewni ci byt i atrakcyjne życie, stań sama na nogi. Dorośnij. A dopiero potem zdecyduj. Inaczej wpadniesz z przysłowiowego deszczu pod rynnę.
      Nienawidzisz męża? Ok. Nic Cie z nim nie łączy? Nie widzisz przyszłości z nim? Jesteście inni? OK, OK, OK. Rozwiedź się. Ale weź na klatkę fakt, że może Ci nie wyjść z tym następnym. Bo jak czytam "co ja biedna zrobię jak mi z Tobą nie wyjdzie:(, daj mi gwarancję, bo inaczej to zostanę z mężem..." to sama wiesz jak to brzmi.
    • magnus.arens Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 07.08.16, 22:00
      Łózko, to 50% szczęścia małżeńskiego! Nie spasowanie się w łóżku, to początek klęski każdego małżeństwa. Udany seks wiąże ludzi, a nieudany dzieli. Wtedy szuka się środków zastępczych: praca, kochanka/ek, a wreszcie rozwód i szukanie szczęścia z innym lub inną.
    • nstemi Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 08.08.16, 21:50
      Ten Twój mąż wygląda raczej na wykończonego psychicznie i fizycznie niż na cynicznego palanta. Był mocno zaangażowany w budowę domu. Kto budował ten wie, że to nie jest radosne układanie cegieł ze śpiewem na ustach "niech się mury pną do góry" tylko mnóstwo pracy i stresu, zwłaszcza gdy nie dysponuje się nieograniczonymi zasobami kasy. Rozwijanie swojej firmy to jest hard core, to się nie dzieje z dnia na dzień i naprawdę trzeba w to włożyć mnóstwo wysiłku i że użyję literackiej polszczyzny "nazapier....ać". Mogę spokojnie uwierzyć w to, że facet zasuwa kilkanaście godzin na dobę i trochę nie dziwię, że on ucieka od domowych obowiązków, siły chłop pewnie zwyczajnie nie ma i proponuje Ci rozwiązania, w jego odczuciu najlepsze bo pewnie do ludzi z listy Forbesa to mu trochę brakuje. Tekst o dziwkach jest prostacki, tylko pytanie, na co był odpowiedzią.
      Ciekawe, czy wy rozmawiacie tak, że jedno próbuje się chociaż trochę wczuć w sytuację drugiego, czy to tak naprawdę tylko wylewanie wzajemnych żali dwojga ludzi skupionych wyłącznie na sobie. Jeśli to drugie, to niestety nic się nie uda... Teraz chcesz, żeby to mąż odszedł (i śmiem twierdzić dajesz mu nawet nieświadomie popalić, żeby to w końcu zrobił), czyli on podjął decyzję a Ty, że się tak wyrażę zostaniesz jako ta nieskalana ofiara cynicznego qtasa, który rzucił żonę z małym dzieckiem najlepiej dla jakiejś dziwki. Tym bardziej pana nr 2 znasz od jakiegoś czasu i znałaś go całkiem blisko jeszcze przed zajściem w ciążę (sugestie rzucenia męża), co wprowadza odcienie szarości do tej czarno-białej historii.
      Teraz to jest albo w lewo albo w prawo, tym bardziej że decyzję jak sądzę już podjęłaś, tylko jak już powiedziałaś A to nie chcesz powiedzieć B i czekasz na tę literkę od męża. Domyślam się, że ci nie jest łatwo, ale czas wziąć swoje życie w swoje ręce. O ile nie masz rozdzielności majątkowej z mężem to tak znowu całkiem na lodzie nie zostaniesz. Jeśli jest inaczej to trzeba zacząć spróbować się uniezależnić i od jednego i od drugiego pana. Co do strachu, że z panem nr 2 się nie uda. Zawsze jest ryzyko, ale skoro on znacznie bardziej Ci pasuje, zajmuje się Twoją córką, to co tu rozważać. Przykro mi jeśli moje słowa są dość ostre, w gruncie rzeczy bardzo Ci współczuję, bo w obecnej sytuacji cierpisz i Ty, i Twoja córka i Twój mąż i Twój drugi pan. Jeśli nie możesz się pozbierać idź do lekarza, a chociażby z powodu myśli o skończeniu ze sobą, weź antydepresanty i dopiero jak poczujesz, że nie jesteś już wrakiem rozwiąż sytuację.
      • lenka_style Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 20.08.16, 10:16
        W koncu jakas sensowna odpowiedz, a nie tylko "rozwiedz sie i rozwiedz sie"!
    • robicnic Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 09.08.16, 17:35
      W du.. z nim.
      Wejdz w romans, moze mu sie odmieni, mam 30 lat, i to samo.
      Zadnego seksu, milosci nic... obojętność i robota.
      ja mam w d... prace....liczy sie dla mnie dobry seks i facet, mozemy zyc biednie.
      SPotykam sie z innym, na razie byly tylko caluski, ale od razu czuje sie lepiej i mam sily, zeby wytrzymywac ze sowim, tyle ze ja nie mezatka, ale mamy syna kilkuletniego..
      • czoklitka Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 09.08.16, 19:56
        o, patologia się odezwala
    • lucyy3 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 12.08.16, 12:32
      dziewczyno, pogoń tego faceta i znajdź sobie kogoś wartościowego.
    • poczta.kwiatowa Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 12.08.16, 13:31
      To chyba oczywiste, że jak pojawia się nowy obiekt miłości własny małżonek przepada bez szans i widzi się w nim same wady.

      Tekst do faceta tyrającego po 15 godzin dziennie w temacie nie sprzątana w domu - powalający.


      Eh dziunie:)
      • corgan1 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 16.08.16, 03:23
        Ile kosztuje a) godzina pracy sprzątaczki? b) jego godzina pracy? Jeśli a) < b) no to chyba nie warto się zastanawiać.
    • teufel9 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 19.08.16, 23:28
      Przede wszystkim usamodzielnij się. Spróbuj znaleźć pracę, jeśli nie masz kwalifikacji- zdobądż je. Przynajmniej na razie daj sobie spokoj z tym drugim facetem - facet tak zdesperowany ze chce Cie kupić za polowe mieszkania nie jest najlepszym wyborem dla samotnej matki z dzieckiem - przeskoczysz ze skrajności w skrajnosc. Sprobuj pobyc troche sama, zeby zrozumiec kim jestes i czego tak naprawde chcesz - z tego co piszesz w obecny zwiazek weszlas jeszcze jako nastolatka, wiec nigdy tak naprawde nie miala okoazji przekonac sie jak funkcjonujesz jako dorosla, samodzielna kobieta. Nie chodzi mi tu o to ze "samiec Twoj wrog", ale gdy bedziesz wiedziec ze jestes w stanie poradzic sobie sama, nie bedziesz miala potrzeby tkwic ze strachu w toksycznych zwiazkach. Nie bede Ci mydlic oczu - to ze mozesz liczyc na finansowe wsparcie obecnego meza na pewno wiele ulatwi, ale musisz zaczac miec poczucie ze zaczynasz cos zawdzieczac sama sobie. Glowa do gory!
      • horpyna4 Re: rozwiesc sie?pomóżcie... 20.08.16, 08:18
        Ano właśnie. Dobrze to ujęłaś - kobieta potrafiąca radzić sobie sama nie ma potrzeby tkwić w toksycznych związkach.

        Zresztą nie tylko tkwić - w takie związki w ogóle się nie wchodzi, jak się nie jest desperatką dążącą do uwieszenia się na kimś. Facet powinien być odpowiedni, żeby w ogóle można było zacząć o nim myśleć, jako o partnerze. Natomiast wiele kobiet ma niewłaściwe podejście i stąd nieodpowiednia kolejność. Zaczynają od tego, że "trzeba mieć faceta", lub "trzeba mieć męża" - potrzebują tego na potwierdzenie własnej wartości. Wychodzą za pierwszego z brzegu, a potem jest tylko coraz gorzej.

        Moje pokolenie (stara już jestem) bardzo rzadko miewało takie problemy. Urodzone krótko po wojnie, więc wychowanie i wykształcenie córek było nastawione na umiejętność radzenia sobie samodzielnie - doświadczenia okupacyjne matek miały tu podstawowe znaczenie. Gdy dorastały kolejne pokolenia, zaczęłam się dziwić, jak bardzo obyczaje cofnęły się - czasem wręcz do średniowiecza.

        I jeszcze jedno: istnieje stereotyp, że kobieta zastanawia się nad rozwodem tylko wtedy, jak ma na podorędziu innego faceta (co zresztą wiąże się z powszechnym podejściem do samodzielności). Jak widać, stereotyp ten nie jest bezpodstawny...
Pełna wersja