perelka_858
12.08.16, 23:54
Taka sytuacja: wieczorem, jadac po meza mam stluczke, auto dosc zmasakrowane, nie z mojej winy. Nic mi nie jest. Dzwonie z mojego tel do meza. Brak sieci, pozyczam wiec tel od kogos i nareszcie mi sie udaje uslyszec jego glos. Mowie: Misiu, mialam wypadek. A on: no nie, nie gadaj! Co z dziecmi? Ja- jechalam sama. On: zadzwon po tate, zaraz padnie mi bateria. Ja: NIC MI NIE JEST! Rozlaczam sie.... Zalatwilam wszystko, jeszcze poprosilam znajomego zeby jechal po meza bo przeciez nie dojechalam do niego... Nie uslyszalam czy wszystko ok, jak sie czuje, co ze mna itd. Jak najbardziej rozumiem ze pyral o dzieci. A ja...? Niedawno swietowalismy 5 rocznice slubu, 8 lat razem. I to na tyle? Juz nue jestem wazna? Jestesmy bardzo mocno zapracowani, zmeczeni.... Ale po co?