menes1973
19.09.16, 11:50
Wiem, że każdy ma swoje troski, swoje życie które musi ogarnąć. Przepraszam więc, że zawracam Wam głowę swoimi problemami zarazem dziękując każdemu kto poświęci mi chwilę. Znalazłam się bowiem w takim punkcie, że ja nie proszę ja błagam o pomoc, o to, że ktoś kto może był w podobnej sytuacji powie mi ( nawet gdy by to było kłamstwo ), że dam radę, że może być dobrze. Siedem lat temu wyszłam za wdowca z dziś 14 letnią córką. Przyjęłam ich pod swój dach, wszystkie swoje oszczędności przeznaczyłam na pomoc w spłaceniu długów męża, dziecku zastąpiłam matkę ( a że problemy z małą były potworne za sugestią pediatry przeszłam na 3/4 etatu ). Zrobiłam go nawet współwłaścicielem swojej działki ROD bo czuł się tam nieswojo - jak mówił. Problemy zaczęły się jakiś miesiąc po ślubie - po prostu mój mąż przestał ukrywać ilość wlewanego w siebie piwa ( 6-8 puszek dziennie ), zaczęły się ataki nonsensownej zazdrości, awantury, zastraszania, obrażania - horror, który dziś sięga zenitu. Własnym dzieckiem nie zajął się nigdy przez cały okres naszego małżeństwa. Potem było już tylko gorzej bo w moim domu miały miejsce rzeczy, o których nawet mówić nie chcę - pewnie i tak nikt w to nie uwierzy. Od 3 lat śpię na podłodze, mój mąż pije coraz więcej ( 8-14 piw dziennie ) a mnie już nie chce się żyć. Nie mam przyjaciół bo nie wolno mi ich mieć, rodzina wie 1% tego co mam miejsce ( kocham ich a są w takim wieku, że ... ), nie pracuje na umowę o pracę ( po cichu, dorywczo - tak ) bo z dzieckiem ( której nie jestem i nie chcę być prawnym opiekunem ) są problemy wychowawcze aż miło - kradnie, kłamie, kilka razy mnie pobiła... ach inny temat ( reakcja ojca - po co ją prowokowałaś ) poza tym w każdej pracy bym się kur... ( jestem ekonomistą ). Błagam Was powiedzcie mi, czy rozwód w mojej sytuacji jak twierdzi lekarz do którego poszłam w tajemnicy ( zapisał mi psychotropy i antydepresanty bo schudłam 15 kg i ogólnie organizm mówi mi dość , ale ich nie biorę ... boję się nie mieć kontroli nad tym co się w koło mnie dzieje ) to konieczność. Że w wieku 43 lat można być jeszcze w życiu szczęśliwym. Błagam , kłamcie, ale powiedzcie mi, że dam radę, że jeszcze ... Boję się, panicznie się boję, że w swym obecnym stanie ( przecież ja od kilku lat słyszę , że jestem do niczego ) nie znajdę pracy - wyglądam i zachowuję się jak wrak człowieka, wiem o tym, że dziecko ( które ma mnie za nic, naśladując swego ojca ) będzie przez moją decyzję miało z mózgu ser z dziurami, że zabierze mi psa... boję się wszystkiego. Poznań to duże miasto a ja czuję się jak bym była w nim zupełnie sama, wstydzę się i boję jego reakcji i tego, że jak mówi " kto Ci uwierzy ". Ile razy mogę z psem na rękach uciekać z własnego domu? Proszę , powiedzcie mi co ja mam zrobić by móc jeszcze trochę pożyć. Ostatnio zadzwoniłam na pogotowie, byłam bezsilna i bałam się kolejnego ataku szału pannicy. W słuchawce usłyszałam, że skoro nie jestem prawnym opiekunem w zasadzie dyspozytor nie powinien ze mną rozmawiać a pogotowie nie jest do szarpania się z nastolatkami - paradoksalnie dyspozytor mówił prawdę, ja jednak zdałam sobie sprawę, że gdy by nawet doszło do tragedii nikt mi nie pomoże. Proszę dodajcie mi sił, wiary. Dziękuję