1natalii
21.09.16, 20:20
Mieszkam w bloku na osiedlu. Jakis czas temu w okolicach mojego miejsca zamieszkamia pojawil sie nie wiadomo skad kot. Zwykly, uroczy dachowiec. Nie wyglada i nie zachowuje sie jakby nie mial domu. Rozwiesilam ogloszenia, na wypadek, gdyby ktos go szukal. Opisalam, gdzie mozna go znalezc. Nikt sie jednak po niego nie pofatygowal. Mozliwe zatem, ze ktos go wyrzucil. Zaczelam nieboraka dokarmiac. Jedzenie wynosza mu rowniez moje corki. Okazalo sie, ze fakt ten przeszkadza niektorym mieszkancom. Dzis uwage corkom zwrocila pewna wiecznie wystajaca na balkonie plotkara. Powiedziala, zeby kota nie dokarmiac, gdyz zalatwia sie on pod nalkonem (hmm, nie sadze, nie mieszka ona zreszta tam, gdzie zwwierze pomieszkuje, chodzi o sam fakt czepialstwa). Zniknely rowniez poraz drugi miski, w ktorych wynosimy jedzenie.
Teraz nie wiem - czy dalej karmic kota, czy ludzie maja prawo sie oburzac? Zal mi tego zwierzaka i przeraza rowniez zwykla ludzka znieczulica wobec innych istot...