związek

30.09.16, 21:02
Jaki jest dla was sens bycia w wieloletnim związku i co musiałoby się wydarzyć, żebyście z niego zrezygnowali?

Załóżmy, że nie ma (jeszcze?) dzieci, wspólnego kredytu, ani żadnych większych zobowiązań.
Co spowodowałoby, że byście się rozstali?
Przyzwyczajenie? Seksualne wypalenie? Gdy partner przestaje się starać? Gdy rażąco zaniedbuje swoje obowiązki? Gdy nie macie wspólnych celów? Gdy patrzycie na niego i samą twarzą was irytuje?
Czy wybaczacie większość tego typu "pierdół" i dopiero gdy zdradzi czy cośtam, myślicie o rozstaniu?

Wiem, że uogólniam, ale chyba każdy ma jakieś swoje granice nie do przekroczenia?
Czy może za każdym razem przesuwamy swoje granice, w zależności od bieżącej potrzeby?


Ja się pogubiłam, dlatego pytam. :)
    • mendiga Re: związek 30.09.16, 21:11
      No wiesz, po dziesięciu latach, to jakaś bliskość się już u mnie na przykład pojawia i w sumie nabieram do człowieka zaufania. Więc już trudno go tak odstawić bez dobrego powodu. A jaki miałby to być powód? Zdrada na pewno. Szlag by mnie trafił na miejscu (nie z powodu samego seksu, ale dawania sobie przyzwolenia na seks na boku, a skąpienia mnie takiej rozrywki, czyli generalnie złamania umowy i rażącej nierówności. Choć wtedy ja też już nie musiałabym być wierna, a to zawsze jakaś korzyść. Zdrada w postaci związku to już w ogóle abstrakcja, ale też rozstanie natychmiastowe, no bo co tu kontynuować właściwie). A inne powody? Nie wiem, może gdyby wstąpił do PiS-u.
      • piataziuta Re: związek 30.09.16, 23:17
        Czyli tylko zdrada?
        Serio?
        A gdyby, uprzednio o ciebie dbawszy, zaczął ignorować/olewać/nie reagować?
        Słaby powód?

        Wstąpienie do pisu wiele by ułatwiło. :)
        • mendiga Re: związek 01.10.16, 10:31
          Ależ on mnie permanentnie ignoruje. Dobrze, że pamięta, jak mam na imię. Może gdyby przestał dawać dupy.
          • piataziuta Re: związek 01.10.16, 13:53
            Ja chyba wszystko zniosę, tylko nie ignora. :p
        • schneckenkorn Re: związek 06.10.16, 14:26
          ty widać masz obsesję antypisowską i myślisz o pisie 24 godziny na dobę.
    • bene_gesserit Re: związek 30.09.16, 22:20
      A czy to nie jest tak, że powodów bycia w związku jest tysiąc pięćset?
      Natknęłam się kiedyś w sieci na panią, dla której, jak się wydaje, największą motywacją do bycia w związku jest zabezpieczenie finansowe przez konkubenta. Ktoś inny może szukać pomocy w stresie codzienności, możliwości dzielenia drobnych i poważnych spraw na pół. Któraś z kolei nie jest w stanie oswoić samotności i w zasadzie jest w związku tylko po to, żeby być z kimś. Można też być z kimś, żeby dzielić prawdziwą intymność, szczerość i bliskość. Ktoś inny ma wielkie ciśnienie na realizację klasycznego, mieszczańskiego scenariusza - narzeczeństwo z pierścionkiem, huczny ślub, mieszkanko, pierwsze dziecko, wizerunek domowej bogini itd, itd - ilu ludzi, tyle motywacji.

      Jeśli związek nie spełnia potrzeb - albo jeśli spełni, a nagle się okaże, że jednak tak naprawdę chodziło o co innego, albo teraz chodzi o co innego - to się rozpada. Chyba, że akurat mamy duże zdolności i ciśnienie do życia w iluzji, wtedy też się da.
      • piataziuta Re: związek 30.09.16, 23:18
        Pytam o twoje osobiste preferencje.
        Uogólnić sobie sama potrafię.
        • bene_gesserit Re: związek 01.10.16, 00:42
          Poważnie potrafisz? Naukowcom zajęło to parę lat. Cusz, congrats.
          • piataziuta Re: związek 01.10.16, 08:55
            Czyli nie odpowiadasz na pytanie, a swoje uogólniające wypociny wkładasz do jednego wora z teoriami naukowymi.
            Cóż...widać każdy ma swoje problemy.
            • bene_gesserit Re: związek 01.10.16, 11:04
              Czyli nie wywnętrzam się na forum nt swojej najintymniejszej w życiu relacji i generalnie takie rozrywki uważam za słabe, pewnie dlatego nie przyszło mi do głowy, że pytasz o to. Bo, po pierwsze, czemu taka osobista ankieta miałaby służyć, po drugie - nie czułabym się fair wobec mojego faceta, opowiadając publicznie nieznajomym o sprawach, które i jego dotyczą.

              Po trzecie, sprawa została już kilkadziesiąt lat temu zbadana, zważona i zmierzona, mogę ci podać listę lektur, jak tylko się skupię.
              • piataziuta Re: związek 01.10.16, 13:25
                To fantastycznie, że się tym z nami podzieliłaś.
                Ja na szczęście nie mam podobnych problemów ani mój facet, który zna mój nik i sam w podobny sposób korzysta z forów.

                Za lektury jednak podziekuję. Zwłaszcza jeżeli są one źródłem przemyśleń które tu zaprezentowałaś.
                • bene_gesserit Re: związek 01.10.16, 22:09
                  Przyjmuję twoje tłumaczenia. Są bardzo, bardzo, bardzo ciekawe.
                  Alergią do książek się nie przejmuj - to w końcu polska średnia.
                  • piataziuta Re: związek 02.10.16, 19:38
                    ile przeczytałaś w tym roku książek? :)
                    • bene_gesserit Re: związek 02.10.16, 21:04
                      Nie liczę.
                      • piataziuta Re: związek 03.10.16, 09:34
                        to całkiem jak "polska średnia" :)
                        • bene_gesserit Re: związek 04.10.16, 18:25
                          Przyznam, że ten wniosek mnie zdumiewa. Ponieważ się nie trzyma kupy.

                          Jest taka anegdotka, którą zdarza mi się ilustrować dyskusje o uprzedzeniach:
                          Pyta jeden niemiecki dyrygent drugiego: - Ilu masz w orkiestrze Żydów? Bo ja czterech, więc w moim przypadku nie ma mowy o antysemityzmie. No, ilu masz w swojej?
                          -A wiesz, nie mam pojęcia - odpowiada drugi.

                          I o to właśnie chodzi. Liczy się sprawy rzadkie (np odbyte śluby), nie liczy się tego, co jest częścią codzienności, co nie jest figurą na tle. Równie dobrze mogłabyś napisać, że nie myję zębów (jak polska średnia), skoro nie mam pojęcia, ile w tym roku razy zęby już umyłam. Na logikę jednak - gdybym umyła zęby 10 razy w ciągu tego roku, to bym pamiętała każdy raz z dziesięciu, jeśli myję 3-4 razy dziennie to liczyłabym tylko w przypadku rozbudowanej nerwicy natręctw. Której nie mam. To samo z książkami, dodam dla ułatwienia - swój wniosek wyciągnęłaś z zadu, Wujku Zbyszku - Mistrzu Ciętej Riposty.
                          • piataziuta Re: związek 06.10.16, 08:42
                            Kochana, nie męcz się. To było zwykłe odbicie piłeczki, szkoda twojego czasu.

                            Możesz popatrzeć na to trochę inaczej:
                            Przychodzisz tu, pod nowym nikiem - nie znam cię lub nie kojarzę, nie wiem jak piszesz i o xuj ci chodzi.
                            Rzucasz górnolotnie frazesami i nie odpowiadasz na pytanie - z jednej strony zechciałaś poświęcić kilka minut, żeby coś mi napisać, z drugiej, popełniłaś wpis zupełnie dla mnie bezwartościowy.
                            To irytujące. Bo co chciałaś osiągnąć? Udowodnić, że mój wątek jest bez sensu? - rzecz z góry skazana na niepowodzenie, bo nie znasz mojego sposobu myślenia i nie wiesz co w tym wątku robię.
                            Pojechać mi? Proszę, możemy odbijać piłeczki dalej.

                            Bo chyba nie pomyślałaś, że jak wrzucisz tu takie komunały, to mi się to w życiu jakkolwiek przyda?
                            • bene_gesserit Re: związek 06.10.16, 19:54
                              Bez strachu, nie wysilam się. Nie mam zamiaru tu nikogo zbawiać, oświecać, cokolwiek. Jestem tu dla siebie - ciebie roboczo mam w nosie. Nie mam pojęcia, ile jesteś warta jako dyskutantka, na razie zresztą nie popisałaś się zupełnie, może się postaraj bardziej, o ile jesteś w stanie.

                              Jechać ci? Ziew, nie mam jedenastu lat, na litość.
    • alpepe Re: związek 30.09.16, 22:24
      rozstałabym się, gdyby mnie denerwował swoją obecnością.
      • dziala_nawalony Re: związek 30.09.16, 22:50
        mentalna i fizyczna zdrada, chyba tylko to. jestesmy ze soba 34 lata.
        • piataziuta Re: związek 30.09.16, 23:20
          a co znaczy "zdrada mentalna"?
          • dziala_nawalony Re: związek 30.09.16, 23:26
            ,..zwiazek emocjonalny z kims trzecim,ale tak teraz sobie mysle, w naszym przypadku to raczej juz niemozliwe.
      • piataziuta Re: związek 30.09.16, 23:19
        a gdyby obecnością cię nie denerwował, ale, powiedzmy, 50% swoich zachowań już tak?
        • alpepe Re: związek 01.10.16, 15:48
          to wtedy podjęłabym decyzję będąc akurat przed okresem, to u mnie czas porządkowania życia.
          • piataziuta Re: związek 01.10.16, 18:44
            no właśnie jestem przed okresem :D
            • alpepe Re: związek 01.10.16, 19:05
              nio tak sobie pomyślałam ;)
              • piataziuta Re: związek 02.10.16, 19:37
                tu mnie masz, złotko :P
    • obrotowy Zapewniam, ze istnieje zycie poza-związkowe 01.10.16, 04:20
      - ktore z tesknota wspominam.
      bez zobowiazan i wzajemnych wobec siebie obowiazkow.
      - niestety - dzieci, kredyty i ogolnie przyjete poczucie przyzwoitosci
      na powrot do tego stanu nie pozwalaja.

      PS. nie znaczy, ze generalnie jestem przeciw "zwiazkom"
      w wieku emerytalnym, tak jak ZUS - sie przydaja.
    • czoklitka Re: związek 01.10.16, 12:46
      Zdrada emocjonalna, jako zakochanie się w kimś innym - no to byłoby nie do przeskoczenia. Seks- po ustaleniu - nie jest to problem, chyba dlatego, ze mnie samą pociagają seksulanie (i tylko seksulanie) niektórzy faceci, więc rozumiem manie ochoty. Manie go dosyć, jego nawyków, sposobu zachowania się, traktowania mnie - zależy ile czego na ile by było. Ignorowania bym nie zniosła, prostackich nawyków, nieokrzesania i tak dalej.

      Z jednego powazniejszego niby kilkuletniego związku odeszłam sama, bo się zakochałam, no i zdradziłam. Drugi, jeszcze dłuzszy zakonczyl się porozumieniem, ze on wyjeżdża dość daleko, ja nie mam ochoty jechać za nim, bo praca, bo własne plany. Z kolei nie chciałam go zatrzymywać (choc pytał ;)), bo dla niego to byla swietna okazja na rozwój. A na odległosć - jak to na odległość - zawsze mozna kogoś poznać, więc. Ale zobaczymy. Może naprawde się kochamy, pomimo moich miłostek... no zobaczymy, jak to wyjdzie.

      Jewśli sie pogubiłas, to - wg mnie - najlepszą metodą na sprawdzenie jest odseoarowanie się od siebie na dluższy czas. Manie mozliwośc kogoś nowego poznac, zobaczyć, czy to nowe rownie dobrze smakuje, co stare. po prostu być cierpliwym.
      • piataziuta Re: związek 01.10.16, 13:47
        Myślę, że masz rację i to by pewnie poskutkowało. Z drugiej strony irytuje mnie, że powinnam sztucznie odseparować się tylko po to, żeby coś osiągnąć. Taki szczeniacki szantaż: "jak zobaczysz jak jest beze mnie to od razu będziesz grzeczniejszy". Albo może szczeniacki jest w moim wykonaniu, bo do poważnego odseparowania nie dorosłam. :)
        • czoklitka Re: związek 01.10.16, 14:21
          tu nie chodzi o żaden szantaż, tylko o to, żeby przede wszystkim sprawdzić i ocenić, jak Tobie żyje się bez niego. :)

          Może po paru - jeśli i raczej nie dniach - to tygodniech poczułabys ulgę i w ogóle naszły by Cię jaieś nowe przemyslenia na temat tego związku i tego, co tak naprawdę czujesz - czy rzeczywiście miłosć, czy np. tylko przywiazanie czy przyzwyczajenie. A sprawa - z tego, co wczesniej pisałaś, co Ci on powiedział - wygląda dość poważnie i nie wiadomo, czy warto to bagatelizować.

          Dobra, zamykam się już. Stara ciotka-klotka-dobra-rada znów się odzezwala. ;)
          • piataziuta Re: związek 01.10.16, 19:27
            teraz oczywiście wszystkiemu zaprzecza ;)
            • czoklitka Re: związek 01.10.16, 21:06
              no dobra, niech i tak będzie ;)
    • saraisa Re: związek 01.10.16, 16:55
      Co spowodowałoby, że byście się rozstali?
      - krytykowanie mnie
      Może to dziecinne, ale uważam, że facet jest po to, by mnie wspierać, dowartościować, a gdy trzeba pocieszyć. Krytykowanie mnie działa na mnie jak płachta na byka, a najbardziej irytuje mnie krytykowanie "tajne" - tutaj jestem niby dla Ciebie miły, troszczę się, ale tutaj Ci wbiję szpileczkę np. powiem przy znajomych o twojej wadzie, albo o tym, co Ci nie wychodzi
      - ignorowanie i brak troski
      Czyli nie zwracanie uwagi na moje uczucia, nie liczenie się z tym, co lubię, czego nie, i jak jego zachowanie może wpłynąć na mnie. I np. zachowywanie się w sposób, o którym wielokrotnie mówiłam, że mi nie pasuje. Zostawianie mnie w chwilach, gdy liczę na to, że będzie przy mnie. Także czysto fizyczne - np. nie towarzyszenie mi gdzieś, gdzie chcę pójść

      Z tych oto powodów rozstałam się z byłym :/
      • piataziuta Re: związek 01.10.16, 19:26
        A to ciekawe.
        Przykład krytykowania, który podajesz, to dla mnie destrukcja w czystej postaci. Nie wyobrażam sobie, że partner może mówić coś takiego przy obcych ludziach.
        Co innego krytyka konstruktywna.
        Np. gdy facet mówi mi w domu, że jestem negatywna, że mówię za dużo o złych rzeczach, a prawie wcale o dobrych i to go przytłacza - dla mnie to są cenne uwagi.
        A dla ciebie? Czy taką krytykę tolerujesz?

        A to o czym piszesz:
        "nie zwracanie uwagi na moje uczucia, nie liczenie się z tym, co lubię, czego nie, i jak jego zachowanie może wpłynąć na mnie. I np. zachowywanie się w sposób, o którym wielokrotnie mówiłam, że mi nie pasuje. Zostawianie mnie w chwilach, gdy liczę na to, że będzie przy mnie."
        - to jest powód dla którego założyłam wątek.
        Zastanawiam się, gdzie jest nieprzekraczalna granica takiego, nazwijmy to, ignorowania.
        Z jednej strony, gdy facet robi coś po raz tysiąc piąty, o czym wie, że mi to nie odpowiada - ciężko to wytrzymać. Z drugiej strony, ile razy można przepraszać kogoś i obiecywać poprawę, z takim samym zaangażowaniem?
        Granica tego wszystkiego mnie właśnie najbardziej interesuje.
        Chociaż z dotychczasowych wpisów wynika, że ludzie w długotrwałych związkach darowali sobie tego typu rzeczy i rozstają się dopiero gdy pojawia się coś grubego kalibru (zdrada/zdrada emocjonalna).
        • saraisa Re: związek 01.10.16, 20:57
          "Co innego krytyka konstruktywna.
          Np. gdy facet mówi mi w domu, że jestem negatywna, że mówię za dużo o złych rzeczach, a prawie wcale o dobrych i to go przytłacza - dla mnie to są cenne uwagi.
          A dla ciebie? Czy taką krytykę tolerujesz?"
          - no to jest ideał krytyki :) nazywam to szczerością :) i tego oczekiwałabym od przyjaciół i od partnera

          "Zastanawiam się, gdzie jest nieprzekraczalna granica takiego, nazwijmy to, ignorowania."

          To wszystko zależy od - po pierwsze- "rangi" tego ignorowania i - po drugie - tego, jak bardzo Cię to wkurza. Przy czym oba czynniki są tak samo ważne. Pytanie, czy te kwestie dotyczą wizji waszej wspólnej przyszłości czy jakiś dupereli. No i jeśli twoje ciągłe prośby o zmianę jego zachowania wpływają na Ciebie tak, że Ci wszystko opada, to jest to słabe. Trudno tak operować na uogólnieniach.
          U mnie przykład dotyczył "dupereli", ale dla mnie ważnych. Np. umawialiśmy się, że gdzieś razem pójdziemy, po czym on nagle zmieniał zdanie, z niezrozumiałych dla mnie powodów. Wielokrotnie. Albo najgorzej - mówiłam mu, że mam jakieś plany i oczekiwałam, że się zdeklaruje, czy ze mną będzie wtedy czy nie, a on odpowiadała, że "pomyśli" ;p Totalna olewka. To ja zaczynałam zachowywać się jak facet, któremu zależy i to było słabe =/
          Poza tym mówiłam, by mnie nie krytykował przy znajomych, on obracał to w żart i mówił, że jestem za bardzo wrażliwa.
          Efekt był taki, że przestałam mu ufać i żywiłam do niego coraz mniej życzliwych uczuć =/
          Choć brzmi to podręcznikowo :), to musisz sama sobie odpowiedzieć, jak ty się czujesz po jego "ignorowaniu" i czy jego inne pozytywne zachowania Ci rekompensują te negatywne.
          Może być też tak, że odbierasz sprawę honorowo - np. uważasz, że po tylu latach to nie wypada, by on Cię ignorował, a tak naprawdę nie ma to dla Ciebie aż tak dużego znaczenia i to po Tobie spływa :)
          • piataziuta Re: związek 02.10.16, 19:34
            W skrócie mówiąc: mój facet przyzwyczajony jest do tego, że jestem dla niego. Taką pełnię rolę - coucha/racjonalizatora. Gdy raz na jakiś czas (nie bardzo często, powiedzmy, raz na pół roku), mam dzień, że jestem mało racjonalna, niezbyt zrównoważona tylko wku...ona/smutna - to go wku...a. Nie wspiera mnie, ignoruje, próbuje pokazać, że ma ważniejsze problemy od moich, lub że to ja jestem problemem.
            Trochę jak dziecko.
            Z drugiej strony nie jest też tak, że na co dzień jestem łatwa we współżyciu.
            Jestem mega wymagająca na każdej płaszczyźnie (wymagam dużo uwagi, podziału obowiązków, szczerości, a do tego czytam mu z twarzy, co nie jest wygodne). Codzienność ze mną to pewnie dla statystycznego faceta katorga.
            Być może moje "trudniejsze momenty" to coś zbyt ciężkiego do udźwignięcia.
            Także tak. ;)
        • mendiga Re: związek 02.10.16, 00:16
          A nie, to nieporozumienie. Ja pisząc o ignorowaniu, miałam na myśli gapienie się w komputer zamiast klęczenia przede mną z bukietem kwiatów i wyznawania miłości na przykład. Lekceważenie, takie jak wyżej opisane, jeśli zachodzi, kończy się awanturą korekcyjną, po której ustaje. Czasem takich, ekhem, poważnych rozmów potrzeba więcej.

          No co wy, gdyby mnie olewał w TAKI sposób, szybko byśmy się znielubili. A po co mi mąż, którego nie lubię? No bez jaj.
    • saraisa Re: związek 01.10.16, 21:21
      Też popieram ideę zrobienia sobie przerwy w związku, dania sobie chwili na odpoczynek. Efekty mogą przerosnąć Twoje oczekiwania :) Kiedy mnie spotkał kryzys w związku, też pomyślałam o pzrerwie, ale wtedy wydało mi się to głupie, a dziś żałuję, że tego nie zrobiłam. Gdy jakieś 2 tyg. po rozstaniu spotkaliśmy się byłym, był dla mnie super milutki, jak do rany przyłóż ;P, jak nigdy! Liczył na coś, ale ja już podjęłam decyzję. Nie wiem, na ile ta zmiana by się utrzymała, ale można było spróbować. A co bym skorzystała z jego "przemiany", to moje ;)
    • vandikia Re: związek 01.10.16, 21:39
      nie wiem co musiałoby się stać, bo chyba nawet romans bym zaakceptowała, mimo że męża nie posądzam o zapędy na inne baby
      15 lat związku, 11 lat po ślubie, po kryzysie kilka lat temu, bez dzieci, z kredytem :D, nie zgadzamy się w jednej dla mnie ważnej sprawie życiowej, że tak to określę ale daję wolność wyboru....
      może gdyby on się zakochał w kimś tak na maksa i dla mnie stał się zimny na wiele miesięcy, to wtedy, ciężko powiedzieć
      • piataziuta Re: związek 02.10.16, 19:36
        >nie zgadzamy się w jednej dla mnie ważnej sprawie życiowej, że tak to określę ale daję wolność >wyboru....
        religia? ;P
    • loginyzajete Re: związek 05.10.16, 19:39
      Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jesteśmy zbyt szczęśliwi. Jesteśmy razem 25 lat... Może dlatego że mamy identyczne zainteresowania i nie możemy wciąż się nagadać i nacieszyć sobą. Razem gramy w gry online, razem chodzimy na spacery, razem kochamy te same filmy i książki. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Dla siebie jesteśmy niezbędni. Tęsknimy za sobą szaleńczo... Nie wyobrażam sobie... Nie pokonała nas choroba, zbrzydzenie ze starości, skoki w bok... Seks coraz lepszy, rozumiemy i kochamy swoje słabości, kłócimy się i uwielbiamy pomimo. Nie ma pierdół. Jest ciągły lęk i świadomość, że życie jest kruche i rzucone byle jak skarpetki po jego dajmy na to (odpukać twu twu twu) śmierci doprowadziłyby mnie do wycia z bólu...
      • piataziuta Re: związek 06.10.16, 08:44
        gdy ktoś tak opowiada, zawsze zastanawiam się, gdzie tkwi haczyk i co straszliwego w swojej opowieści pominął
        • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 09:04
          piataziuta napisała:

          > gdy ktoś tak opowiada, zawsze zastanawiam się, gdzie tkwi haczyk i co straszliw
          > ego w swojej opowieści pominął

          Myślę, że post był pisany na emocjonalnym haju. Jeśli prawdą jest, że ich związek trwa 25 lat to podziwiam, bo haj nie jest stamen stałym. Maksima emocjonalne przeplatają się z dołami, a to na dłuższą metę nie do wytrzymania (przynajmniej dla mnie). Byłam kiedyś w takim związku, ale na szczęście dałyśmy radę rozstać się zanim było za późno.
          • piataziuta Re: związek 06.10.16, 09:14
            podobnie to widzę :)
            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 11:12
              I jeszcze to my. My jestesmy szczesliwi, my idziemy na zakupy, my mieszkamy.
              Ja nie kupuje 25letniegp pasma szczescia, pozadania i my.
              Albo ktos trolluje albo widzi inaczej rzeczywistosc albo jest w zwiazku kontrolowanym i to on/oan sprawuje kontrole.
              • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 11:42
                A może to po prostu związek taki raz na sto lat, i potem wzruszone czytacie - umarli po 60 latach życia razem. Trzymając się za ręce... Ja też sobie nie wyobrażałam, że tak będzie. Dobrze trafiłam. Na mądrego faceta. Ale i ja nie byłam z tych które są cwane i żyją gierkami i potrzebą wygranej za wszelką cenę... Owszem kłócimy się czasem, owszem mieliśmy kryzysy, ale one nas wzmocniły zamiast zniszczyć. Teraz wiemy że nie warto grać... Jesteśmy sobą, i się akceptujemy i kochamy jak wariaty. Tak znajomi też nie mogą nam uwierzyć i zazdroszczą... Haczyk? Wybraliśmy życie bez dzieci, mamy swoje nory i miejsca. Dajemy sobie wolność. I tęsknimy i lepiej nam razem niż bez siebie... Kontrolować próbowaliśmy się z 20 lat temu. Było bez sensu. Teraz staramy się być szczęśliwi razem. Zero kontroli, tylko ewentualna troska. On zawsze dzwoni jak skończy pracę (ma dość niebezpieczną), ja zawsze dla Niego mam miłość i dobre słowo... NIE GRAMY, NIE PRÓBUJEMY RZĄDZIĆ> Myślę że tu jest klucz. Kiedyś mi powiedział. Jak dobrze jest być z Tobą, bo mogę być całkowicie sobą przy Tobie... Zawsze akceptujesz. I on akceptuje mnie. Drugi klucz. Przyjaźń i identyczne zainteresowania :) No - czy trzeba czegoś więcej??? Mogę Wam tylko życzyć takiego związku. Ale wymaga on mądrości obu osób i braku egoizmu. I ochoty na naprawianie jak coś się psuje, nie szukanie nowego. To bardzo niemodne cechy w dzisiejszych czasach. Pozdrawiam ciepło...
                • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 13:37
                  Pytanie tylko: kto kogo kontrolowal?
                  to czasem nie tak latwo stwierdzic, bo kontrola to siec uwiklan. Ja kontroluje finanse, ty kontrolujesz kuchnie i z kim sie zadajemy.
                  nie zazdroszcze, szczerze piszac.
                  nie wierze w zaimek my.
                  • mendiga Re: związek 06.10.16, 13:54
                    nie wierze w zaimek my.

                    Możesz to rozwinąć? Ale w kontekście tej rozmowy, jeśli to nie kłopot.
                    • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 14:02
                      mendiga napisał(a):

                      > nie wierze w zaimek my.
                      >
                      > Możesz to rozwinąć? Ale w kontekście tej rozmowy, jeśli to nie kłopot.

                      Nie wiem, co na to ggigus, ale moim zdaniem autorka hajowego tekstu przedstawia tylko swój punkt widzenia, ale wypowiada się za osobę nieobecną. Dla mnie "my" to "ja" i "ty" z częścią wspólną. Dla autorki "my" to praktycznie jedność. Ja też w coś takiego nie wierzę, ale nie wykluczam, że jest możliwe.
                      • mendiga Re: związek 06.10.16, 14:28
                        Wiesz, jeśli powiem, że lubimy z mężem chodzić do kościoła, to oznacza to ni mniej, ni więcej, że na podstawie obserwacji i doświadczeń mam powody sądzić, że mój mąż, który wiernie towarzyszy mi we mszy każdej niedzieli, nie robi tego z obowiązku, ale dlatego że to lubi. Ba, mógł mi się nawet z tego zwierzyć podczas którejś z naszych dyskusji o Panu Bogu. Nie ma tu mowy o żadnym zespoleniu w jakieś metafizyczne "my", tylko jest relacja z najbardziej prawdopodobnej wersji rzeczywistości, dotycząca dwóch osób.
                        • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 15:02
                          mendiga napisał(a):

                          > Wiesz, jeśli powiem, że lubimy z mężem chodzić do kościoła, to oznacza to ni mn
                          > iej, ni więcej, że na podstawie obserwacji i doświadczeń mam powody sądzić, że
                          > mój mąż, który wiernie towarzyszy mi we mszy każdej niedzieli, nie robi tego z
                          > obowiązku, ale dlatego że to lubi. Ba, mógł mi się nawet z tego zwierzyć podcza
                          > s którejś z naszych dyskusji o Panu Bogu. Nie ma tu mowy o żadnym zespoleniu w
                          > jakieś metafizyczne "my", tylko jest relacja z najbardziej prawdopodobnej wersj
                          > i rzeczywistości, dotycząca dwóch osób.

                          W twoim opisie nie ma mowy o żadnym zespoleniu, ale w tekście, o którym dyskutujemy, jest mowa. Wszystko robią razem, wszystko dzielą po równo i do tego mają jeszcze identyczne zainteresownia. I to wszystko z perspektywy jednej osoby. Nie jestem przekonana, że to jest obraz rzeczywisty - moim zdaniem to raczej obraz napisany pod wpływem odurzających emocji.
                          • mendiga Re: związek 06.10.16, 15:19
                            No to jest obraz tego, jak ona to widzi, a ma - i to jest fakt bezsporny - nieporównanie więcej danych do oceny sytuacji niż my.
                            Poza tym bardzo mi się ta sielanka podoba.
                            • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 15:30
                              mendiga napisał(a):

                              > No to jest obraz tego, jak ona to widzi, a ma - i to jest fakt bezsporny - niep
                              > orównanie więcej danych do oceny sytuacji niż my.

                              To prawda, ale ona ma też możliwość napisania czegokolwiek, a my nie mamy możliwości weryfikacji.

                              > Poza tym bardzo mi się ta sielanka podoba.

                              Mnie też się podoba, ale gdy zaczęłam pytać o szczegóły, to okazało się że wszystko to jednak nie wszystko, ale tylko finase i że "na równo" to jednak nie po równo. Także wiesz.
                              • mendiga Re: związek 06.10.16, 15:43
                                1. No właśnie, więc dlaczego, ach dlaczego, jej nie uwierzyć? Choć raz, ty kwestionująca wszystko, surowa racjonalistko - raz uwierzyć niewinnie brzmiącej kobiecie dzielącej się dla odmiany swoim szczęściem, a nie tym, że jest brzydka, biedna, mąż ją bije, pies na nią sika, a sąsiedzi chcą ją zabić.

                                2. No bo właśnie o to chodzi. Idealnie nigdy nie będzie. I ten, to to zaakceptuje, ma szansę na sielankę. A kto się z tym nie pogodzi, temu kij w ucho. Poza tym biedny powinien bulić za swoją niezaradność. Inaczej się niczego nie nauczy.
                                • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 16:01
                                  mendiga napisał(a):

                                  > 1. No właśnie, więc dlaczego, ach dlaczego, jej nie uwierzyć? Choć raz, ty kwes
                                  > tionująca wszystko, surowa racjonalistko - raz uwierzyć niewinnie brzmiącej kob
                                  > iecie dzielącej się dla odmiany swoim szczęściem, a nie tym, że jest brzydka, b
                                  > iedna, mąż ją bije, pies na nią sika, a sąsiedzi chcą ją zabić.

                                  Chciałabym uwierzyć, ale ona sama sobie zaprzecza,jeśli zagłębić się w szczegóły, a to wszysto "naj" kojarzy mi się z nachalną propagandą sukcesu. Jestem też sceptyczna, ponieważ osoba tak szczęśliwa, spełniona i wydawałoby się empatyczna nie ma potrzeby przechwalania się na forum publicznym swoim szczęściem, szczególnie że autorka wątku zadała konkretne pytanie, a autorka sielankowego obrazka zamiast odpowiedzi na temat opisała swój raj.


                                  > 2. No bo właśnie o to chodzi. Idealnie nigdy nie będzie. I ten, to to zaakceptu
                                  > je, ma szansę na sielankę. A kto się z tym nie pogodzi, temu kij w ucho. Poza t
                                  > ym biedny powinien bulić za swoją niezaradność. Inaczej się niczego nie nauczy.

                                  Zgadzam się, ale chodzi o to, że uczestniczka sielanki pisze, że jest idealnie i wszystko "naj" i "na równo", chociaż po bliższym przyjrzeniu okazuje się, że nie wszystko. To po prostu powoduje u mnie przejście w tryb sceptyczny. :-) A przecież mój sceptycyzm nie ma żadnego znaczenia dla stanu szczęśliwości tej osoby, więc mogę sobie na to pozwolić. :-)
                                  • mendiga Re: związek 06.10.16, 16:20
                                    1. Znowu stosujesz wyostrzone kryteria oceny - przecież ta nieszczęsna istota odpowiedziała tylko na zadane w poście otwierającym pytanie. Opisała sens bycia w związku (tę wspólnotę i wzajemną akceptację), choć być może tak tego nie nazywając, a także poinformowała, że nie wie, co mogłoby ją skłonić do opuszczenia męża. Nie zrobiła tego a la bene, czyli "no przecież miliony ludzi od zarania dziejów (...)", tylko napisała o sobie.

                                    2. Ty jesteś po prostu okrutna - ona pisze, że jest idealnie, bo wszystko u siebie prędzej czy później akceptują. Na pewno jej stary ma bebech i włosy w nosie, a ona to akceptuje, bo dobrze im się gra w literaki i w makao. A on akceptuje, że ona jest sknerą i że mu liczy proporcjonalnie więcej za marchewkę na obiad. Ona z kolei akceptuje, że on naraża zdrowie za grosze i że muszą kupować gorszą jakościowo marchewkę. Proste.
                                    No ludzie, że też wam nic nie dogodzi.
                                    Twój sceptycyzm loginowi być może nie zaszkodzi, ale mnie, jako osobę o przeciętnym poziomie uszczęśliwienia, otóż mnie ubódł w samo serce. Myślałam, że się spokojnie pozachwycam, a ty mi tu publicznie rozbiór ich budżetu robisz, psując nastrój. No ale trudno. Przywykłam. Wal śmiało, wykończ ją, wykończ i mnie...
                                    • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 16:24
                                      mendiga napisał(a):

                                      > Wal śmiało, wykończ ją, wykończ i mnie...

                                      Już to zrobiłam, poniżej. ;-)
                                    • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 16:48
                                      mendiga napisał(a):

                                      > 1. Znowu stosujesz wyostrzone kryteria oceny - przecież ta nieszczęsna istota o
                                      > dpowiedziała tylko na zadane w poście otwierającym pytanie.

                                      Myślę, że nie stosuję. :-)

                                      ziuta napisała w swoim poście założycielskim: "Wiem, że uogólniam, ale chyba każdy ma jakieś swoje granice nie do przekroczenia?".

                                      Nie wierzę, że sielankowa koleżanka nie ma żadnych granic, że cokolwiek zrobiłby jej facet, nie odeszłaby od niego. Także tak że... ;-)
                                • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 16:23
                                  Jest jeszcze jedna rzecz, która włącza mój sceptycyzm:

                                  "Nie ma pierdół. Jest ciągły lęk i świadomość, że życie jest kruche i rzucone byle jak skarpetki po jego dajmy na to (odpukać twu twu twu) śmierci doprowadziłyby mnie do wycia z bólu..."

                                  Nie wiem jak ty, ale ja nie żyję w ciągłym lęku o najbliższą mi osobę. Cieszę się, że możemy być razem i mam świadomość, że różne rzeczy mogą się zdarzyć, ale nie zatruwam sobie ani innym życia ciągłym lękiem.
                                  • mendiga Re: związek 06.10.16, 16:42
                                    Oj pardonsik, to już jest kwestia zupełnie indywidualnych zaburzeń, a nie problem związku.
                                    Zresztą dobrze, co mi tam: szczęśliwych miłości nie ma! - zadowolona? Idę zjeść sobie trochę cukru z cukiernicy...
                                    • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 16:53
                                      mendiga napisał(a):

                                      > Oj pardonsik, to już jest kwestia zupełnie indywidualnych zaburzeń, a nie probl
                                      > em związku.

                                      Ale ja nie o związku tylko o tym, co autorka tu napisała. :-)

                                      > Zresztą dobrze, co mi tam: szczęśliwych miłości nie ma! - zadowolona? Idę zjeść
                                      > sobie trochę cukru z cukiernicy...

                                      Przecież ja nie piszę, że nie ma. Ja tylko analizuję sielankowy obrazek i twierdzę, że autorka tego obrazka zupełnie pominęła problem istnienia nieprzekraczalnych granic.
                                      • mendiga Re: związek 06.10.16, 17:02
                                        A nie, bo miało mnie to zniszczyć. A nie zniszczyło, bo nie o związku, o którego poziomie szczęśliwości rozmawiamy i o tym, na ile poziom ten to bujda wyssana z zaburzonego hajem palucha, a o prywatnych i najzupełniej jednostkowych zaburzeniach lękowych to jest.

                                        Oj tam, "nieprzekraczalnych granic"... Pewnie gdyby stary zaczaił się na nią z siekierą, przemyślałaby kilka kwestii - wiadomo. Widać się nie zanosi i stąd ta odpowiedź.
                                        • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 17:13
                                          mendiga napisał(a):

                                          > A nie, bo miało mnie to zniszczyć. A nie zniszczyło, bo nie o związku, o któreg
                                          > o poziomie szczęśliwości rozmawiamy i o tym, na ile poziom ten to bujda wyssana
                                          > z zaburzonego hajem palucha, a o prywatnych i najzupełniej jednostkowych zabur
                                          > zeniach lękowych to jest.

                                          Wiesz, hajowa propaganda sukcesu w odpowiedzi na konkretny post plus jednostkowe zaburzenia lękowe i plątanie się w zeznaniach to moim zdaniem wystarczające przesłanki do włączenia trybu "sceptycyzm". :-)

                                          > Oj tam, "nieprzekraczalnych granic"... Pewnie gdyby stary zaczaił się na nią z
                                          > siekierą, przemyślałaby kilka kwestii - wiadomo. Widać się nie zanosi i stąd ta
                                          > odpowiedź.

                                          No to mogła napisać o tej siekierze, bo o to w tym wątku chodzi. A czy się zanosi czy nie zanosi, to ludzie robią takie rzeczy innym ludziom, że nawet fizjologom się nie śniło. :-)
                                          • mendiga Re: związek 06.10.16, 17:18
                                            2. To ja w tym miejscu muszę zaznaczyć, że gdyby mój stary wyskoczył na mnie z siekierą, to też bym przemyślała kilka kwestii. To gwoli ścisłości.

                                            1. A wracając do sceptycyzmu, to ja właśnie już na początku poruszyłam ten problem - że ty po prostu zbyt sceptycznie do życia podchodzisz. Założę się, że jak ci św. Mikołaj wręczał prezenty, to kazałaś mu pokazywać dowód tożsamości. (Tak, ja wiem, że on się podszywał i że przebieraniec itd, a więc sceptycyzm był uzasadniony, ale nie zawsze warto kruszyć kopie). Tak nie można.
                                            • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 18:35
                                              mendiga napisał(a):

                                              > 1. A wracając do sceptycyzmu, to ja właśnie już na początku poruszyłam ten prob
                                              > lem - że ty po prostu zbyt sceptycznie do życia podchodzisz. Założę się, że jak
                                              > ci św. Mikołaj wręczał prezenty, to kazałaś mu pokazywać dowód tożsamości. (Ta
                                              > k, ja wiem, że on się podszywał i że przebieraniec itd, a więc sceptycyzm był u
                                              > zasadniony, ale nie zawsze warto kruszyć kopie). Tak nie można.

                                              Ja kopii nie kuszę. Ja tylko poddaję analizie jakiś tam tekst. To wszystko. :-) A sceptycyzm jest bardzo ważny w społeczeństwie, w którym dogmatycznej i bezmyślne myślenie dominuje.
                                              • mendiga Re: związek 06.10.16, 18:36
                                                Przecież nie mieszkasz w Polsce.
                                                • stokrotka_a Re: związek 07.10.16, 07:49
                                                  Nie mieszkam, ale tu na forum jestem w Polsce.
                                                  • mendiga Re: związek 07.10.16, 10:18
                                                    Oj pardon, na forum to jesteś obywatelką świata. Takie są internety, bezgraniczne. Poza tym połowa ludzi tutaj już inne społeczeństwa ubogaca.
                                                  • stokrotka_a Re: związek 07.10.16, 11:15
                                                    mendiga napisał(a):

                                                    > Oj pardon, na forum to jesteś obywatelką świata. Takie są internety, bezgranicz
                                                    > ne. Poza tym połowa ludzi tutaj już inne społeczeństwa ubogaca.

                                                    Na forum jestem nadal sobą z całym bagażem doświadczeń zebranych podczas życia w Polsce. Podobnie inne obecne tu osoby, które wyemigrowały dopiero jako dorosłe. Tego bagażu tak łatwo sie nie wyrzuca. A poza tym, ja nadal jestem częścią polskiego społeczeństwa poprzez rodzinę, przyjaciół, znajomych i niektóre relacje służbowe. Jestem też częścią tubylczego społeczeństwa, ale w nim funkcjonuję na nieco innych (tubylczych) zasadach ma się rozumieć.
                                • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 20:38
                                  Dzięki Mendiga - dokładnie tak jest :)
                                  • mendiga Re: związek 07.10.16, 10:20
                                    Nie wiem dokładnie co, bo nie wzięłam linijki, żeby poprowadzić sobie do postu, na który odpowiadasz, ale: tak właśnie przypuszczałam.
                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 15:31
                              Nigdy nie ma tak, ze sie cos robi wspolnie i to tyle lat i to z tym samym entuzjazmem.
                              To dzielenie po rowno jest iluzja. Stokrotkao o tym pisala, wiec nie bede sie powtarzac.
                    • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 14:17
                      Alez chetnie. Nie wierze w takie oddanie sie zwiazkowi i to na tak dluga mete, nie wierze, zeby komukolwiek udalo sie na tyle lat i stanie ekstatycznego szczescia stac sie czescia my.
                      Generalnie ludzie mowia czesto - my mieszkamy, na Forum czytam my jemy ( w myslach w domu) i ja w to my nie wierze. Nie wierze, ze komukolwiek sprawia w ogole frajde przestac byc soba, a byc czescia my. To my jedziemy na urlop, mieszkamy.
                      Mieszkam w Niemczech i tutaj czesto ludzie pytaja np. to gdzie wy mieszkacie? I to nie jest ani specjalnie niemieckie, ani jakos nieprzyjemnie brzmiace. No bo para, co nie, jak kazdy prawie ze.
                      Oczywiscie nie wyjasniam , ze nie choruje na pluaris maiestatis.
                      I zawsze, takze kiedy bylam w parze, wyjasnialam, ze mieszkam z mezem itepe
                      Ja mam nawet problem powiedziec w pracy, ze my cos tam.
                      Mozesz uznac to za dzikosc, ale nie chce byc czescia zadnego my. Jestem ja i to mi wystarcza. I tak, pierwsze klotnie z mezem sie zaczely, kiedy on zaczal mowic - my bierzemy to w sklepie, albo my placimy. Mozesz uznac to za smieszne, ale ja dostalam bialej goraczki, kiedy nagle ktos zaczal mowic w moim imieniu.
                      • mendiga Re: związek 06.10.16, 14:34
                        Mhm. Nie wierzysz kobicie, gdy pisze, że ma udany związek. Można było tak od razu. Tylko dlaczego mieszasz własną potrzebę oddzielności do cudzych związków?

                        Czyli jak zwykle, jak ktoś powie, że jest szczęśliwy - zaraz mu zaczną udowadniać, że jednak nie jest. Nuda.
                        • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 15:29
                          Nie o tym pisalam.
                          Myslalam, ze chcesz mojego wyjasnienia w kontekscie dyskusji. A Ty chcialas dokonac mojej oceny.
                          • mendiga Re: związek 06.10.16, 15:46
                            Ocenę to już mam dawno w kajeciku. Zainteresowało mnie to górnolotne stwierdzenie po prostu. I teraz już wiem, co miałaś na myśli. Nie widzę jednak podstaw, żeby na podstawie własnych uprzedzeń oraz wiar i niewiar podawać w wątpliwość taką piękną historię.
                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 19:35

                              A przepraszam, zapomniałam, że jesteś kolejną samozwańczą sedziną forumową.
                              Pisałam o konkretach, jakie mi się nie zgadzają
                              A słowo my wyjaśniłam na Twoje życzenie, jak widać niepotrzebnie.
                              I jeszcze jedna rzecz - każdy z nas sie zmienia. Wchodziw w związek momencie A, ktoś jest B. Potem jesteś A1, A2.., a ktoś B1, itepe. Ta historia opisana zakłada, że para zmienia się w ten sam sposób.
                              To niemożliwe.
                              I jeszcze była mowa o początkowej kontroli w związku, ten problem został jednak szybko zażegnany. Szybko, bezboleśnie i bezstresowo. Ludzie skłonii do kontroli nie poddają się tak łatwo.
                              No ale zawsze mżan sobie powtarzać - a znam takich par mnóstwo - jesteśMY tacy szczęśliwi...
                              • mendiga Re: związek 06.10.16, 19:41
                                No tak, JA tu jestem sędziną... LOL.
                                • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 19:58
                                  Tak, kolejną samowzańczą sedziną forumową.
                                  To jak fobia społeczna - modna przypadlość.
                                  • mendiga Re: związek 06.10.16, 20:02
                                    Mhm, to ja wiem lepiej od innych, jak wyglądają ich związki? I kto ma tak naprawdę fobię społeczną, a kto nie ma, bo mi się wyobrażenie o nim nie zgadza z opisem jednostki chorobowej na Wikipedii (tak, czytałam te twoje twory nt. prawdziwych problemów alpepe)? A to sorry, bo myślałam, że to ty. Ale jak ja, to OK.
                                    • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 20:21
                                      No nie ja wątek fobii podjęłam, raz zauważyć. Albo racz czytać wszystkie wypowiedzi.
                                      Ale ja mam u Ciebie w kajeciku złe oceny, więc obojętnie co zrobię i tak jest źle.
                                      A o tym wątku powyżej pissłam nma podstawie tego, co pisała osoba w szczęśliwym, wieloletnim, symbiotycznym związku. Nie to co ja wiem.
                                      Ale jako bohater tragiczny to ja se moge. Więc nie muszę.
                                    • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 20:51
                                      Ps ja wątpię, żeby alpepe miała fobię społeczną i o tym pisałam. Alpepe jako osoba m. in. chodząca na siłownię, była żona i matka dwójki dzieci, udzielająca się w życiu, zdiagnozowała u siebie fobię społeczną.
                                      Tak gwoli przypomnienia, bo póki co nie wiesz dokładnie, o co chodzi.
                                      • mendiga Re: związek 06.10.16, 20:59
                                        Wiem, o co chodzi - dokładnie o to, o czym piszesz. O to, że wiesz lepiej, jak naprawdę wygląda cudze życie, i jesteś gotowa wbijać to zaineresowanemu do głowy, aż się zrzyga. Właśnie o to kaman, dzięki za nieświadome potwierdzenie.
                                        • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:12
                                          No właśnie tego nie robię. Fobia społeczna była wyjątkowo nietrafionym przykładem, bo tak o sobie NAPISAŁA alpepe. Ja w to zwątpiłam i podałam, także powyżej przykłady dlaczego nie.
                                          Ale Ty masz kajecik i masz oceny, więc ja i tak nic nie mogę. Nawet nie chcę.
                                          • mendiga Re: związek 06.10.16, 21:40
                                            No... Alpepe napisała, że ma fobię, a ty jej zaczęłas tłumaczyć, że nie ma, powołując się na Wikipedię, aż ją wyprowadziłas z równowagi tą swoją wszechwiedzą. Co tu nietrafionego?
                                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:43
                                              No wiesz, jak się ma fobię społeczną, to się np. nie chodzi na siłownię. Bo ma się stracha przed ludźmi.
                                              Tak gwoli przypomnienia.
                                              Nie chciałam wyprowadzić alpepe z równowagi, może i wyprowadziła, może i Ty wiesz lepiej, co kto i kogo.
                                              Ale są granice absurdu.
                                              • mendiga Re: związek 06.10.16, 21:46
                                                No widzisz, znowu wiesz lepiej, co i jak :D Nieuleczalne.
                                                • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:58
                                                  no widzisz, a ty jestes sedzina. Samozwancza i nieuleczana,
                                            • stokrotka_a Re: związek 07.10.16, 07:53
                                              mendiga napisał(a):

                                              > No... Alpepe napisała, że ma fobię, a ty jej zaczęłas tłumaczyć, że nie ma, pow
                                              > ołując się na Wikipedię, aż ją wyprowadziłas z równowagi tą swoją wszechwiedzą.
                                              > Co tu nietrafionego?

                                              Wiesz, mendi, Polki słyną z wmawiania sobie różnych dolegliwości, wad itp. Czytając alpepe też dochodzę do wniosku, że ona jest pod tym względem typowa.
                                              • mendiga Re: związek 07.10.16, 10:16
                                                OK, ale wiesz, jak mówisz komuś, że masz depresję (bo masz, leczysz od lat, ale dobrze sobie radzisz), a on ci na to, że co ty, skąd, patrz, co na Wikipedii napisali, przecież ty tego nie masz, jak się ma depresję, to się nie chodzi do pracy itd., to się można wkurzyć. Zwłaszcza, że giggus nie zna umiaru. Gdyby to zrobiła raz i kulturalnie odpie...ła się, otrzymawszy stosowne wyjaśnienia, to OK. Tak wygląda normalna rozmowa, bo mogła sądzić, że alpepe nie zna objawów tego zaburzenia i po prostu przesadza, ale ona (zarówno wtedy, tak jak i w tym wątku) do końca świata będzie tłumaczyć człowiekowi, że jest wielbłądem. O to mi chodzi. Ja tam nie wiem za dużo o zaburzeniach alpepe. Tylko że teraz coś z przekrwieniem macicy ma :D
                                                • znana.jako.ggigus Re: związek 07.10.16, 10:26
                                                  Ty masz Problem ze mna mendigo.
                                                  Polaryzuje nawet przez Internet, bo na zywca to od dawna.
                                                  W sumie moglabym byc z siebie dumna, ale nie jestem.
                                                  • mendiga Re: związek 07.10.16, 11:48
                                                    Już się tak nie przeceniaj.
                      • bene_gesserit Re: związek 06.10.16, 19:41
                        Gigi, bez obrazy, ale tożsamość zbiorowa (my) nie kłóci się z istnieniem tożsamości indywidualnej (ja). Można mieć obie naraz, w dodatku mieć kilka form tożsamości zbiorowej.

                        Zdrowy związek opiera się i na 'ja' i na 'my'. A w dodatku chore też niektórych ludzi zadowalają.
                        • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 19:42
                          Dla Ciebie tak jest, dla mnie inaczej.
                          • bene_gesserit Re: związek 06.10.16, 21:03
                            Nie opowiadaj.
                            Jest 'ja-Gigi', 'ja-córka', chociażby, jeśli chodzi o tożsamość indywidualną. Jest 'my, wegetarianie' albo 'my-kobiety', 'my, obywatele takiego-to-a-takiego-Haimatu', 'my-agnostycy', jeśli chodzi o grupową. Nie jestem pewna, oczywiście, to tylko przykłady.

                            Zweryfikuj sobie pojęcia tożsamości i ci wszystko styknie.

                            A jeśli nie - niechęć do czucia w kategoriach 'my' w związkach mogłaby być zidentyfikowana przez domorosłego oglądacza amerykańskich filmów jako 'lęk przed związkiem/bliskością'.
                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:10
                              No wiesz nie mówię my wegetarianie. Mówię wegetarianie to i tamto.
                              Ja mam teorię, że ten kokon-my to reakcja na złe czasy. W czasach mojego i Twojego zapewne też dzieciństwa nikt nie mówiłą - my jemy. Mówiło się (się jako slowo kluczowe) u nas w domu się je. Moja mama gotuje...
                              Rozmawiałam z mamą, która miała całe grono rozmaitych orzyhaciąłek, kum i koleżanek różnego stopnia i nikt nie pitolił - my mieszkamy, my jedziemy na wakacje. Się jechało. Było się jako bezosobowy podmiot.
                              Ja mam problem, jak już pisałam, mówienia u nas w sensie pracy.
                              Być może nazwiesz moją teorię naciąganą, ale cóż...
                              • bene_gesserit Re: związek 07.10.16, 21:57
                                No nie wiem, nie wiem - badania mówią to i tamto - że zbiorowa tożsamość jest, ja ją w każdym razie mam, w pierdyliardzie postaci. W czasach mojego dzieciństwa mówiłam zamiast 'u nas się je...' - 'mój tata gotuje...', bo głównie ojciec gotował. Z my takim czy śmakim, także w sensie pary nie mam żadnego problemu. Identyfikuję się z równie wielką ilością spraw, ludzi i sensów, z jaką się nie identyfikuję.
                                • znana.jako.ggigus Re: związek 08.10.16, 09:06
                                  no a ja nie lubię my weganie np. czy wy weganie. Tym b. że weganie dla wielu ludzi obsesyjnie zastanawiają się, czy każdy, dostarczony kęs zawiera wszelkie niezbędne składniki odżywcze.
                                  Mój tato nie gotował, został skutecznie wygoniony przez mamę.
                                  Ale nie mówiło się wąwczas my jemy.
                                  Na pewno mam jakieś my tożsamości, ale staram się je omijać:)
                  • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 14:01
                    Współczuję, musiałaś mieć nieudane związki, uwierz - nie każdy takie ma... Kontrolował? A po co komu kontrola? dzielimy sie po równo na wszystko. Ja zarabiam strasznie dużo, mój ukochany nieco mniej, zero problemu. Po co komukolwiek kontrola? Do czego to?? W kuchni raz ja, raz on, nawzajem sobie pomagamy... Ech, wokół wiele takich "normalnych" związków, bardzo krótkie albo bardzo "powiązane" siecią kredytów, dziećmi, układami, gierkami... Nie łatwiej być sobą? I być z sobą a nie "władać" kimś? Każde z nas ma duuużo wolności, ja potrzebuję czasem samotności, a jednak wolimy spędzać czas razem... Ale on może iść gdzie chce nie kontroluję z kim się spotyka, czy z kobietą czy z mężczyzną... ma swój świat, ma swój Gabinet, gdzie nie wchodzę, ja mam swoje osobne mieszkanie, gdzie pracuję - taką pracownię, ale jak najszybciej lecimy do siebie... Wiem że nie znajdziemy już drugiej bratniej duszy, więc nie jestem zaborcza. On i tak woli mnie. A ja jego...
                    • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 14:04
                      loginyzajete napisała:

                      > dzielimy sie po równo na wszystko.

                      Wybacz, ale dzielenie się "równo na wszystko" nie jest możliwe. Możesz mieć wrażenie, że jest po równo, a to różnica.
                      • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 14:06
                        Nikt nie narzeka. Chodziło mi o finanse, to prosta matematyka, kupujemy sofę, kosztuje 2500, każde płaci 1250 zł. Rachunki za tydzień tyle i tyle i na pół. Nie możliwe???? Serio?
                        • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 14:08
                          Przeciez pisalas, ze probowaliscie sie kontrolowac. Rzadko sie z takich prob ograniczenia wychodzi bez szwanku.
                          • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 14:11
                            Nam się udało. Jak się jest mądrym i umie przeliczyć co ma większą wartość i się chce to się uda. Spróbowaliśmy po prostu zaufać sobie i zaakceptować (trudno nie było w sumie bo i tak się kochamy) i się udało. Ba - spodobało nam się strasznie :)
                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 14:19
                              no ale kto kogo kontrolowal wtedy? i jak te kontrole opanowala druga strona?
                              Bo ze byl kryzys i nagle nie ma kryzysu i jest bajka, to wiadomo, ze to fajnie brzmi. Ale czy tak moze byc?
                        • stokrotka_a Re: związek 06.10.16, 14:17
                          loginyzajete napisała:

                          > Nikt nie narzeka. Chodziło mi o finanse, to prosta matematyka, kupujemy sofę, k
                          > osztuje 2500, każde płaci 1250 zł. Rachunki za tydzień tyle i tyle i na pół. Ni
                          > e możliwe???? Serio?

                          Po pierwsze, nie napisałaś, że chodzi o finance tylko o wszystko. Po drugie, jeśli on zarabia mniej, to 2500 zł podzielone na pół to nie jest równe obciążenie. A po trzecie, wyliczanie wszystkiego i dzielenie matematycznie na pół kłoci mi się z tym rajskim "my" z twojej bajki.
                          • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 14:20
                            I jak sama napisalas - autorce sie, ze wydaje ze dzielimy na pol. A rzeczywistosc skrzeczy.
                            • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 20:37
                              Ok. Myślcie jak chcecie. To trochę jak z opowiadaniem ślepemu o kolorach. Przypuszczalnie nie jesteście w stanie stworzyć takiego związku (jakbyście mogły, byście się nie dziwiły) i tyle.Tak jak pisałam jest i my bronione i chronione jest i ja - każdego tak samo ważne. Nasze rozwiązanie się sprawdziło? Czy Wasze też? Nie do wyobrażenie dla Was, że ktoś może iść zgodnie przez życie, podejrzane się wydaje??? Bardzo współczuję. I tyle :)
                              • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 20:44
                                Jak tam bylo z konrolą, kto kogo kontrolował i jak to się stało, że nagle problem znikł?
                                Jak to możliwe, że oboje zmieniacie się w tym samym kierunku?
                                Stan nieustannego szczęścia, dzielenia się po pół i euforii nie jest niczym wyjątkowym. Ale tak długie trwanie w stanie szczęścia jest po prostu niemożliwe. Ktoś, może oboje macie klapki albo różowe okulary, albo Ty jesteś jedną z tych miłych, nadopiekuńczych pań, które wszystkim pieją o naszym szczęściu we dwoje. A obok siedzi taki przyduszony facecik np.
                                • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 20:54
                                  Kontrolę próbowaliśmy jak byliśmy młodzi i głupi. Nie sprawdziło się i umówiliśmy się że bawimy się innymi, jak już a sami jesteśmy sobą przy sobie, sprawdziło się więc łatwo poszło. I tyle. Podejrzliwa jesteś, dlatego Tobie by nie wyszło. Daleka jestem od miłej nadopiekuńczej Pańci, mam bardzo radykalne poglądy, sporo spraw do zarządzania, a mój facet raczej by Ciebie przestraszył :D Jest wybitnie inteligentną istotą... I niezwykłym gościem, dość powiedziałabym sławnym. Długie utrzymywanie szczęścia samo nie przychodzi wymaga wielkiej i ciągłej pracy nad sobą, dotarcia się i sprawdzenia w ekstremalnych warunkach... Dzięki temu nikt nikim u nas nie rządzi... Serio...
                                  • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:41
                                    Nie znasz mnie, więc nie pisz, czy on by mnie przestraszył.
                                    Może by mnie rozbawił, może zadziwił, może rozmieszył, a może przestraszył.
                                    W każdym razie NIE WIESZ tego.
                              • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 20:49
                                I jeszcze jedno - to że Ty tak jak ja nie masz i że nie widziałaś tego czegoś wokół, nie znaczy to, że coś takiego nie istnieje. Prawdopodobnie jesteś też (giggus) organicznie niezdolna do zaufania - na tym przegrywasz. Jeszcze wyjaśnienie, wspominałam, że mój partner ma bardzo niebezpieczny zawód. Stąd większy lęk niż normalnie. Każdy jest inny. My z moim się znaleźliśmy. I większość wypowiedzi moich, zacytowałam z Niego... To on głównie mówi w tym związku :) A finanse? Raz on był bogatszy teraz ja jestem... O kasę się martwić na szczęście nie musimy. Że się dzielimy - zostało ze szczenięcych lat, jak byliśmy biedniejsi i tak zostało. U nas sprawdza się super. Kochajmy się jak bracia - liczmy się jak Żydzi. Jasny układ i usuwa pewne płaszczyzny sporu, lubimy sobie bowiem życie ułatwiać. Mamy dzięki temu pełno wspólnych rzeczy i bardziej się o nie wspólnie dba. Nie ma też kogoś kto jest nieuświadomiony w wartości pieniądza i ma dziwne wyobrażenia. Oprócz tego rozpuszczamy się drogimi prezentami i sami sobie kupujemy co chcemy za swoje. Proste i uczciwe :)
                                • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 20:55
                                  Kolejan forumowa sędzina, dla ktąrej nie chcieć być my oznacza brak zaufania.
                                  Nie komentuję głupot.
                                  Jak to było z tą kontrolą, kto kogo kontrolował i jak się wylecziliście? Bo wiesz, terapeuci ostrzegają, że ograniczyć osobę kontrolującą jest trudno. Wam się udało.
                                  Może się dowiem jak?

                                  Mnie nie chodzi o to, czego nie widziałam. Nie widziałam wielu rzeczy, a wierzę w nie. Mnie chodzi o to, że taki stan pełnego szczęścia i harmonii ciągle bez zakłóceń jest niemożliwy.
                                  Albo jest to stan posiadacza różowych okularów. Są takie przypadki, że jedna strona twiedz, że mytacy szczęśliwi we dwoje. Jedna strona.
                                  • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 21:09
                                    Twój problem :) A gdzie ja tu pisałam, że bez zakłóceń? Piszę jak krowie w rowie, że praca, że bywało różnie, że mnóstwo pracy a teraz mamy zasłużoną sielankę. A co jest niemożliwe, Ty nie jesteś w stanie osądzić, wszechwiedząca, Panem Bogiem nie jesteś :) Dla jednego niemożliwe jest podniesienie 200 kilo, dla innego pikuś. Mało widziałaś i tyle. Jak też pisałam, to On głównie to głosi w tym związku. O sobie tylko w superlatywach mówimy i to nie tylko jak to drugie jest obok :) A kontrolę się udało ograniczyć, bo okazało się że niekontrolowanie jest fajniejsze, na zasadzie eksperymentu. Ale owszem - my jesteśmy raczej mądrzejsi niż ogół, ogół nie jest w stanie wyzbyć się swojego ego i zrobić czegoś dla drugiej strony. Zawsze jakieś gierki i przeciąganie liny. My wolimy inaczej.
                                    • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:13
                                      Możesz podać jakieś szczegóły? Kto kogo kontrolował, kto to stwierdził, JAK z tego wyszliście na drogę szczęścia? Bo kontrola to pewne zachowanie, nawyk i nie da się tego ot tak jednego dnia zmienić na lepsze. Bo tak i już.
                                      • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 21:20
                                        Nawyki, moja droga zmienia się łatwo, wystarczy poćwiczyć. Propozycja była jego. Mój partner jest niezwykły, nieprzeciętnie inteligentny z naturalnymi uzdolnieniami. Powiedział spróbujmy nie grać, nie probowac kontrolowac kogokolwiek, dać sobie wolność. Ustaliliśmy znaki i zaczęliśmy zmiany przyzwyczajeń. Po prostu wyzbyliśmy się śladów podejrzliwości, powoli wytrząsnęliśmy z siebie ślady innych związków i to co się nam wkodowało w jakichkolwiek związkach międzyludzkich, jakieś przyzwyczajenia słowne, nawyki czynnościowe, myślowe itd. Okazało się to być śmiesznie proste. Po prostu staliśmy się sobą, bez masek i gierek, i zaczęliśmy akceptować siebie w każdej sytuacji. Okazało się to naturalne. I bardzo bardzo fajne. I tak zostało. Teraz to jest ten nawyk.
                                        • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 21:40
                                          Gdyby nawyki dawały się tak łatwo zmienić, to by nie było tylłu poradników.
                                          Gdyby kontrola polegała tylko na tym, że ktoś powie - ach, wiesz, zmieńmy to.
                                          Gdyby jakikolwiek problem dwóch osób polegał na tym, że ktoś powie - ej no zmieńny to.
                                          Oki, albo rzeczywiście nie byłaś w związku kontrolowanym, nie wiesz, skąd to się bierze, jak to się objawia.
                                          Nikt kto kontrolował nie powie - ej zmieńmy to. To jest sprzeczne z instytucją kontroli kogoś w związku.
                                          I nikt, kto nie był kontrolowany, nie zmieni osobowości ot tak z dnia na dzień. Albo masz jakieś megaróżowiaste okulary.
                                          • loginyzajete Re: związek 06.10.16, 22:01
                                            Malutko wiesz. Nie sądzę, że uda mi się Ciebie nauczyć. Na pewno nie tutaj. Świat nie wygląda tak, jak Tobie się wydaje... Świadoma istota jest w stanie, pracując nad sobą, wiele zmienić. Pozdrawiam ciepło.
                                            • znana.jako.ggigus Re: związek 06.10.16, 22:50
                                              Nie uczysz mnie niczego.
                                              Po prostu gdyby nawyki i przekonania i nastawienia jak kontrolę, dawałoby się tak łatwo zmienić jak piszesz, no to ba!
                                              Albo nie masz doświadczenia z osobą kontrolującą/kontrolowaną albo trollujesz.
                              • stokrotka_a Re: związek 07.10.16, 08:00
                                loginyzajete napisała:

                                > Ok. Myślcie jak chcecie. To trochę jak z opowiadaniem ślepemu o kolorach. Przyp
                                > uszczalnie nie jesteście w stanie stworzyć takiego związku (jakbyście mogły, by
                                > ście się nie dziwiły) i tyle.Tak jak pisałam jest i my bronione i chronione jes
                                > t i ja - każdego tak samo ważne. Nasze rozwiązanie się sprawdziło? Czy Wasze te
                                > ż? Nie do wyobrażenie dla Was, że ktoś może iść zgodnie przez życie, podejrzane
                                > się wydaje??? Bardzo współczuję. I tyle :)

                                Wiesz jak to się nazywa? Budowanie poczucia wartości własnej przez porównanie się z ludźmi w twoim mniemaniu gorszymi, ułomnymi, nie potrafiącymi stworzyć takiego wspaniałego związku jak twój. Znam taki przypadek z z mojego własnego życia. To dość infantylne. ;-)
    • pinkus61 Re: związek 05.10.16, 20:33
      Nie ma żadnego sensu... w Twoim pytaniu ;-)
      • piataziuta Re: związek 06.10.16, 08:56
        dla ciebie - powinieneś/powinnaś dodać, bo bez tego twój wpis będzie tylko głupią oceną wąskotorowo-myślącego człowieka, któremu wydaje się, że jest bardzo mądry
    • delfina77 Re: związek 05.10.16, 21:04
      Pewnie gdyby mnie drażnił, wtedy pewnie zaczęłabym zauważać innych mężczyzn i zakochała się w kimś innym, a to byłby impuls do rozstania. Jeśli nie ma dzieci i nie ma miłości, po co tracić czas?
    • summertimesky Re: związek 06.10.16, 09:08
      gdy facet sądzi, że lepiej ode mnie wie, co chcę, co myślę, czego potrzebuję. gdy nie liczy się z moim zdaniem i wszystko musi być, jak on chce. mam wrażenie, że wtedy praktycznie nie istnieję. byłam kiedyś z kimś takim i zwiałam. było zupełnie jak w tym kawale - odeszłam od faceta z powodów religijnych. uważał, że jest Bogiem.
      • piataziuta Re: związek 06.10.16, 09:19
        ja czasami istnieję, bo jestem potrzebna jako lustro :P
    • tarantinka Re: związek 06.10.16, 11:04
      Bez dzieci, kredytu i zobowiązań - wszystko co wymieniłaś, szczególnie jeśli jesteś przed 30. Przy czym warto się zastanowić, czy nie jesteś zbyt wymagająca na codzień. Taka mamuśka, opiekuje i wymaga a potem bunt bo mężczyzna nie docenia i w trudnych chwilach nie ma wsparcia. Najgorsze, że ci panowie jak dorosną pod jej skrzydłami to odchodzą. Wiem - takie gdybanie, może u was jest coś innego.
      Tak czy siak jak kochasz to nie odejdziesz, szczęśliwa w tej relacji też nie będziesz.
    • eulalia_bardzo_przecietna Re: związek 06.10.16, 22:08
      Ja się po 8 latach rozstałam z takiego powodu, że mimo przyjaźni i ciepłych uczuć, które do siebie mieliśmy po prostu wypaliło sie między nami to cos, co odróżnia związek od przyjaźni. W związku przyjaźń między ludźmi jest konieczna, ale sama przyjaźń to za mało, żeby tworzyć zwiazek na całe życie. Oboje byliśmy prze 30tka i chcieliśmy jeszcze w życiu poczuć ten sycylijski piorun, którego między nami od lat nie było.
    • wersja_robocza Re: związek 07.10.16, 09:39
      Na ten przykład poglądy. Ponoć są związki, gdzie ludzie umieją to zaakceptować, potrafią ze sobą o tym rozmawiać, są szczęśliwi. Próbowałam. Nie dałam rady. Zaczęłam się cenzurować i doszła do wniosku, ze skoro nie mogę być szczera z tym, co we mnie siedzi, co myślę, jaką mam opinię, skoro czuję, że lepiej unikać jakichś tematów, to gutbaj.
      • wersja_robocza Re: związek 07.10.16, 09:40
        Aaale też fakt, ze to nie był żaden wieloletni związek, choć mógł być. I raczej już w coś takiego więcej nie pójdę.
        • mariuszg2 Re: związek 07.10.16, 14:32
          nie wiem nie wiem to takie skomplikowane....jak sobie kobiety z tym dają radę to ja nie wiem.... dobrze, że nie jestem kobietą
Pełna wersja