niewiemczywciazkocham
26.10.16, 16:19
Witajcie,
Chcialabym sie poradzic....
Jestem w zwiazku od 2,5 roku i od dlugiego juz czasu psuje sie miedzy nami ale wciaz probujemy naprawiac bledy bo sie kochamy... ostatnio zaczelam marzyc o tym zeby byc sama, chcialam sie rozstac z moim chlopakiem juz wiele razy ale on ciagle probuje naprawiac wszystko i nie daje mi odejsc a raczej sam nie chce odejsc. Nie wiem juz co mam robic bo szkoda mi go i jak mnie prosi caluje i przeprasza jest mi cholernie ciezko byc stanowcza i konsekwentna w swojej decyzji ale nie jestem szczesliwa. Kocham go chyba... tak mi sie wydaje i cierpie bo widze ze sie mecze z nim strasznie mi przykro ze tak sie to wszystko potoczylo. Bylo tyle klotni o byle co i kiedys wielokrotnie przylapalam go na flirtowaniu przez internet z innymj pozniej sie uspokoil ale chyba mu nie ufalam od poczatku kiedy poerwszy raz go przylapalam piszacego do jakiejs dziuni....
Czuje ze mnie kocha na swoj sposob ale nie czuje zeby mnie szanowal i traktowal tak jakbym sobie tego zyczyla. Nie wiem juz co robic zeby byc szczesliwa. Od paru miesiecy nie uprawiamy sexu bo ciagle byly klotnie pozniej ja chcialam rozstania bo juz po prostu nie moglam tak dalej zyc... nie mam na niego ochoty w ogole a on na mnie ma w ogole mu nie przeszkadza ze nasze relacje sa inne niz wczesniej on ciagle potrafi mnie czule calowac a ja tego juz nie czuje. Nie wiem czy da sie to jakos naprawic zebym mogla znow spojrzec na niego i cieszyc sie ze go mam miec ochote go dotknac pocalowac itd. A moze powinnam odpuscic i za wszelka cene to skonczyc obojetnie jak bardzo bedziemy oboje przy tym cierpieć....?
Nie mam do kogo sie zwrocic jestem skryta osoba i od wyjazdu za granice nie mam takiego prawdziwego przyjaciela z ktorym moge zawsze bez obaw porozmawiac. Prosze moze ktos moglby mi jakos doradzic.... 😔