pau_lara
29.10.16, 13:27
Witajcie,
historia dość oczywista a jednak mam dylemat...
nowa praca i poznanie w niej faceta, na początku lużne gadki, jego krążenie, pomoc w drobnych kwestiach, w ramach podzięki wspólne wyjście na piwo. No i zaczął mi krążyć po głowie. Jestem wolna, on również, to typ faceta mega niesmiałego, po czterdziestce więc przedszkole dawno za nim. Od czasu spotkania kolejne delikatne podchody, drobne prezenciki i plany na kawę lub kolację (w wersji luźnych ustaleń). W międzyczasie jego pomoc w związku z samochodem, codzienne telefony (niestety w wiekszości po jego alkoholizowaniu się:() W miedzyczasie stwierdziłam, że chłopina jakis zalękniony więc mu pomogę i sama zaproponowałam spotkanie, w końcu sygnały były jasne, gośc na spotkanie nie dotarł....jakoś sie podniosłam z kolan po tej porażce, a on znów zaczął podchody w pracy. Po tygodniu zadzwonił i zaproponował kolację, a kolejnego dnia uniki w pracy. Ratunku, co to za huśtawka. Pytanie do szanownych forumowiczów, mam duże problemy z interpretacją gościa mimo, że czterdziecha na karku. Uciekać? Czekać? Ehhh, trudne to jakieś.