kropidlo5
05.11.16, 11:44
Nie bylo mnie pare lat i na pewno niektorzy sie stesknili, wiecj jestem.
Zart na rozluznienie, bo dalej niewesolo. Choc dla kogos moze smiesznie.
Jakis czas temu w cyklach paru opisywalem tutaj swoje 'przeboje'- w skrocie- zwiazane z zadurzeniem sie w kobiece, ktora okazala sie zajeta i gdzie nie zakonczylo sie standardowo w takich sytuacjach- czyli unikaniem czy zakocnzeniem znajomosci- ale utworzyl sie dziwny 'zwiazek', jakis uscisk, z ktorego wychodze dotad, bo jakkkolwiek 'odkochalem sie', nawet uznalem, ze to osoba nie da mnie (nawet gdyby teraz byla wolna), to w mojej glowie ciagle sa jakies echa tego- kuriozalne, szkodliwe- teoretycznie proste do rozbrojenia- ale jakos uparcie nawracajace.
Tak wiec po pierwsze- przez to, ze ja bylem taki 'dobry' a 'tamten- czyli jej partner- wydaje mi sie (bo pewnosci nie mam, ale wnosilem z roznych strzepkow opowiesci) egoista, ktory kiepsko ja traktuje (wiem, wiem, to nie moja sprawa, mowie teraz o czyms innym) w glowie zaczynaja mi sie odspiewywac jakies piesni, w tonacji z jakimis stereotypami ktore tu i owdzie kursuja- ze 'trzeba' byc takim cwaniakiem i samolubem, bo kobiety takich 'lubia' i tacy je 'podniecaja, ze tamten 'wygral' bo taki jest- i wzbudza szacunek.
Zdaje sobie sprawe z tego, ze sa tu pewne luki, stereotypy, ale przez sile tej 'relacji' jakos mi sie to wrylo w glowe- w jakis sposob ta kobieta stala sie jakims modelem reprezentujacym kobiety. Obawiam sie tego, zeby mi tak nie 'zostalo', bo po pierwsze- moge zniechecic kobiete takiej, jakiej faktycznie szukam, czyli takiej, ktora egocentryka pogoni a nie bedzie sie nim podniecac- a po drugie- wlasnie dlatego, ze wcale takich zawodniczek nie szukam.
Po drugie- chorobliwie utkwil mi w glowie tamten gosc. Nie znam go, tyle co z paru opowiesci i paru zdjec- no ok, moze mi nie odpowiadac, ze to taki typ 'lans/hipster' i raczej o niezbyt bystry- ale to nie moja sprawa, nie moj kolega, nie moja sprawa- natomiast nie wiem z czego mi sie wzielo nakrecanie sie negatywne na niego- mysle o nim bardzo zle.
Nei wiem,czy to stad, ze na poczatku bylo odwrotnie- czulem sie winny, ze sie wpierdzielam, czulem sie tez ( w trybie domyslnym) gorszy, moze to stad, ze poczuelm, ze on 'wygral' choc to jakos idiotyczne myslenie- raz w kategoriach wygranych w ogole, dwa- nie biorace pod uwage tego, ze byl pierwszy, dlugo itp.
Moze stad, ze na jakims tam etapie z kolei- tu dotkne problemu numer jeden- uznalem sie za jakiegos obronce tamtej przed nim- uciskaczem, jakas we mnie postawa sie obudzila, ze jak to, nie fair, zle traktuje ja, ona jak sluzaca pierze mu brudne skarpety i robi laske, a ja jak frajer z daleka sie przygladam jej (mowie o przeszlosci, ta 'milosc' wygasla, pozostala ta wlasnie chora zlosc.
No wiec, moze ktos cos poradzi, jak olac ten zwiazek, tego goscia, te dylematy, te 'niesprawiedliwosci', i jak nawet na jakims podswiadomym poziomie czy emocjonalnym ( bo po powierzchni to oczwiscie zdaje sobie sprawe z niespojnosci tych logik) i nie uogolnic sobie tego w swojej glowie i nie dojsc do konkluzji typu 'kobiety lubia zlych' itp.bo do niczego mi to niepotrzebne.