marek_darek_arek
11.12.16, 22:37
Zbliżają się kolejne urodziny rodziców mojej kobiety (przyszłej żony) i znów jestem w kropce.
U nich świętuje się urodziny 2 razy - w dzień urodzin uroczystość dla rodziny i w sobotę dla rodziny i znajomych. Moja kobieta kupuje prezent razem z siostrą i dają go w dniu urodzin. Ja idę z nią na te sobotnią uroczystość ze swoim prezentem. Sytuacja wygląda tak od 4 lat i czuje się z tym dość dziwnie. Mieszkamy z moją kobietą razem, prowadzimy wspólne gospodarstwo domowe, niedługo ślub, czuje się gdy muszę kupować każdemu z jej rodziców prezent urodzinowy odzienie.
Kiedy idziemy do moich rodziców zawsze wypieramy prezent wspólnie i składamy się na niego w ten sposób, że ja pokrywam większość kosztów, przykładowo razem wybieramy komplet filiżanek, a za niego płacę, a moja kobieta płaci za kwiaty. Zawsze tak było i nie wyobrażam sobie inaczej. Nie wyobrażam sobie aby Ona miała sama biegać po mieście za czymś dla mojego taty i płacić za to sama, bo już dałem prezent wspólnie z siostrą. No nie wyobrażam sobie tego i już.
W Święta wygląda to podobnie, tj. jak kupuję coś dla każdego z obydwu naszych rodzin, a moja luba wspólnie z siostrą dla rodziców, rodzice kupują coś dla swoich córek, a ja dostaję coś od wszystkich, czyli butelkę alkoholu. Swięta sa jednak o tyle łatwiejsze, że nie ma tej ambarasującej sytuacji, gdy wchodzę do ich domu razem z Nią, sładam życzenia teściowi i wręczam coś od siebie. Luba zwykle podkreśla "to od Darka" i jest głupio jak cholera.
Czy ja przesadzam?
Zaznaczam, że nie żałuję kasy na te prezenty, tylko czuję się jak jakiś palant i to mi przeszkadza.