kachaa17
23.12.16, 20:19
Miałam dziś taką sytuację w pracy. Koleżanka kupiła wszystkim pracownikom po piwie. Kierownik biura uznał, że to dobry pomysł w związku z tym, że idą święta. Cześć osób nie piła. Wolne piwa zagospodarował jeden kolega. Przyszedł do mnie o 11 i powiedział, że właśnie kończy czwarte piwo. Przez godzinę wypił 4 piwa. Pytam go czym przyjechał do pracy. Okazało się, że samochodem. Mówię: ale nie wracasz samochodem? Wracam, zdąży wyjść. Myślę sobie: 5 godzin, może i wyjdzie ale za jakiś czas zobaczyłam go i widze, że jest pijany. Mówię mu: nie możesz jechać samochodem, weź taksówkę, jutro wrócisz po samochod. Nic z tego, pojechał samochodem. Czułam, że powinnam mu zagrozić, że jak wsiadzie to ja dzwonie na policję ale tego nie powiedziałam. Myślałam, że może jeszcze go przekonam zanim pójdzie ale wyszedł 2 godziny wcześniej czyli 3 godziny po skończeniu picia. Powiedziałam o tym kierownikowi biura, w sumie to niepotrzebnie bo juz po fakcie ale myślałam, że moze jakoś przemówi mu do rozumu na przyszlość. A on tylko zadzwonił do niego sprawdzić czy bezpiecznie dotarł do domu. Czy nikt nie myśli o tym co moze się stać jak pijany człowiek siada za kierownicę? W dodatku po telefonie kierownika ten kolega do mnie napisał, żebym się nie wtrącała. Nie pytam o radę tylko chciałabym wiedzieć czy brak reakcji w takiej sytuacji jak u mnie w firmie jest normą?