Miłość w czasach popkultury.

06.01.17, 18:02
Powiedzcie mi proszę, wg. Waszych doświadczeń życiowych i obserwacji - czy dwoje młodych ludzi wchodzących właśnie w dorosłe samodzielne życie, którzy nie mają żadnych (!) wcześniejszych doświadczeń na polu relacji stricte romantycznych, postanawia się zaręczyć i uparcie dąży do ślubu - czy to ma w tych czasach sens? Czy to się może udać??

Siostra nigdy nie miała chłopaka, nawet tzw. sympatii szkolnej. Na 3 roku poznaje 'miłość swojego życia', pół roku później przyjmuje pierścionek zaręczynowy i twierdzi, że gdyby nie aspekt finansowy, już dawno zostałaby jego żoną. Zaznaczam, że młodzi mieszkają osobno, oboje są na ostatnim roku studiów, widują się często, przebywają w swoich domach itd. Jednak powtórzę, że żadne z nich nie było wcześniej z nikim związane.

Nasi rodzice są mega konserwatywni, zwłaszcza matka. Nigdy tego do końca nie rozumiałam i nie akceptowałam więc w wieku 21 lat zwiałam z chaty na drugi koniec świata. Właśnie wróciłam do kraju i nie wierzę w to, co się dzieje!

Widzę, że są zakochani, ale jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że młoda w ten sposób próbuje uniezależnić się od rodziców, że to jest jakaś podświadoma ucieczka, wg. mnie trochę z deszczu pod rynnę.

Nie chcę tutaj oceniać żadnej ze stron. Wiadomo, młodość górna i durna, jak mawiał wieszczu, ale motyla noga - czy to normalne, żeby bez wcześniejszych doświadczeń na polu bitwy od razu łapać za armatę?? Toż to sobie można łapy pourywać.

Nie przemawia przeze mnie cynizm ani złorzeczenie, nie kraczę - ja się martwię, że po 5 latach wspólnego życia będzie mega problem.

Co Wy sądzicie na ten temat?
    • hateuall Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:10
      Martwisz się że młodsza siostra jest szczęśliwa i układa sobie życie? A jak tam twoje?
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:15
        Dziękuję, bardzo dobrze. A Twoje?
        Dlaczego się martwię napisałam powyżej - doczytałeś / łaś?

        Jako, że ty - hateuall, to możesz nie zrozumieć tej troski. Nie przejmuj się i przejdź do następnego wątku.
    • mendiga Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:32
      Na pewno wydaje się to nierozsądne. Być może ona w taki akurat sposób ucieka z domu. Niefart. Przekonaj ją chociaż, żeby od razu sobie dzieci nie zrobiła. Niech ze dwa lata poczeka. Ostatecznie niczym się to nie będzie de facto różnić od pomieszkiwania na kocią łapę. Tylko koszty rozstania nieco większe, ale też może będą się bardziej starać o trwałość związku, jeśli tacy z nich tradycjonaliści.
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:48
        Młoda jest idealistką. Nie mam szans jej przekonać. Zresztą, między bogiem a prawdą nie chciałabym brać odpowiedzialności za jej decyzje. Mam świadomość, że każdy z nas musi poparzyć się po swojemu i w swoim czasie. Ciężko mi tylko zrozumieć, bo do tej pory była rozsądna za dwie.

        Nie znam nikogo, z podobnymi doświadczeniami. Nawet moja konserwatywna matka miała 'jakieś' doświadczenia zanim związała się na poważnie z ojcem.
        • mendiga Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:41
          Znam jedną taką pannę. Bardzo fajna dziewczyna, też bez doświadczeń, też z jakimś rówieśnikiem, wierząca itd. Dopiero niedawno się tak wkopała, więc jeszcze nic nie wiadomo. Zobaczymy, jak się rozwinie. Póki co nie słychać, żeby cierpiała.
          • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:46
            Mendiga, o ile mnie nie pocieszyłaś specjalnie, o tyle rozbawiłaś swoimi sygnaturkami.
            Bądź pozdrowiona i niech Ci bogowie w orgazmach wynagrodzą ;)
            • mendiga Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:50
              Żeby one chociaż moje były... Przecież to wszystko myśli kradzione. Ale nagrodę biorę, dziękować.
    • six_a Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:42
      na ostatnim roku studiów wchodzą w dorosłe życie? trochę późno, istotnież.
      generalnie możesz się martwić, ale to nie jest twój problem i nie powinnaś z tego próbować robić tematu debat rodzinnych.
      twoja siostra jest dorosła. jak się jej nie powiedzie w pierwszym związku, to istnieją też następne. przeważnie.
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:51
        Ja wiem sixa, masz racje. To nie jest moja brocha, to tez się nie wcinam.
        No a kiedy w to dorosłe zycie sie wchodzi, jak nie od momentu zarabiania na wlasne gacie?

        To kruche stworzenie jest, martwie sie o nia, bardziej chyba, niz jej wlasna matka w tej kwestii.
    • stokrotka_a Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 18:57
      parasympatyczna napisała:

      > Co Wy sądzicie na ten temat?

      Sądzę, że twoja siostra i jej chłopak muszą sami przeżyć własne życie. Ty zajmij się swoim i pozwól im na popełnianie ich własnych błędów i na radość z ich własnych osiągnięć.
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:11
        Racja racja, siedzę cicho i cierpię.
        Mam nadzieje, ze sie bardzo myle a mlodzi beda tak szczesliwi, ze az mi w piety moje wyrocznie wejda.
        • stokrotka_a Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:18
          parasympatyczna napisała:

          > Racja racja, siedzę cicho i cierpię.
          > Mam nadzieje, ze sie bardzo myle a mlodzi beda tak szczesliwi, ze az mi w piety
          > moje wyrocznie wejda.

          Nie cierp. Zajmij się życiem, bo czas przeszły i stracony nigdy nie powraca. Oni niech zajmą się sobą. Zrozum, że nie da się kontrolować życia innych.
          • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 19:29
            Ale w zyciu! Jaka kontrola, kobieto, nie galopuj z wyciąganiem pochopnych wniosków.
            Po prostu zwyczajnie po ludzku sie martwię o ukochaną osobę i zastanawiam jednocześnie, co u licha i skąd taka decyzja.

            Powiedz mi lepiej, że znasz podobny pryzpadek z hapy endem - bo ja niestety nie znam.
            • stokrotka_a Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 20:32
              parasympatyczna napisała:

              > Ale w zyciu! Jaka kontrola, kobieto, nie galopuj z wyciąganiem pochopnych wnios
              > ków.
              > Po prostu zwyczajnie po ludzku sie martwię o ukochaną osobę i zastanawiam jedno
              > cześnie, co u licha i skąd taka decyzja.

              Jest takie chińskie przysłowie: po co martwić się czymś, co jest poza naszą kontrolą?

              > Powiedz mi lepiej, że znasz podobny pryzpadek z hapy endem - bo ja niestety nie
              > znam.

              Podobne przypadki znam, ale takiego samego nie znam. Każdy przypadek jest inny.
              • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 20:50
                Słowo kontrola nie jest moim ulubionym. Jeżę się jak jeże bo dalekam od takich wypraw w cudze życie. A chińczycy nie zawsze wiedzą, co mówią :) Wiem, bo pracowałam z tą nacją :)
                Myślę, że naturalne natomiast jest martwienie się o najbliższych, takie ludzkie i przyziemne uczucie i daję sobie do niego prawo.

                Czyli że jest światełko w tunelu...
                • stokrotka_a Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 21:44
                  parasympatyczna napisała:

                  > Słowo kontrola nie jest moim ulubionym. Jeżę się jak jeże bo dalekam od takich
                  > wypraw w cudze życie. A chińczycy nie zawsze wiedzą, co mówią :)

                  Nie zawsze wiedzą, ale w tym przypadku dobrze mówią i z sensem. :-)

                  > Myślę, że naturalne natomiast jest martwienie się o najbliższych, takie ludzkie
                  > i przyziemne uczucie i daję sobie do niego prawo.

                  Każdy ma prawo do uczuć, ale też każdy na rozum do rozsądnego myślenia. :-)

                  > Czyli że jest światełko w tunelu.

                  To może być pociąg. :-)
                  • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:05
                    no właśnie... pociąg mają, to wiem, dzieliła nas tylko ściana... nie dało się nie słyszeć...

                    toś mnie pocieszyła z tym pociagiem, normalnie dzięki!!!
    • zeberdee28 Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 20:09
      Kiepskie doświadczenia(a takie przecież zostają z poprzednich związków) w relacjach romantycznych są przeważnie ciężarem a nie czymś co pomaga.
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 20:24
        Zależy jak leży.
        Moje kiepskie doświadczenia pomogły mi w sprecyzowaniu dokładnym tego, czego chcę i dały pewność co do tego, czego zdecydowanie nie chcę. W tej kwestii chyba wszystko zależy od nastawienia do ewentualnych porażek. Jedni będą się obawiać inni potraktują to jak lekcję życiową i lekcję o sobie. Jest to w końcu zdobywanie doświadczeń, czyli dokładnie to, na czym polega życie, moim skromnym zdaniem.
    • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 21:31
      /.../Nie przemawia przeze mnie cynizm ani złorzeczenie, nie kraczę - ja się martwię, że po 5 latach wspólnego życia będzie mega problem.

      ,..martwic sie mozesz, w koncu to siostra,..i to w zasadzie tyle co mozesz,..i nie ma znaczenia, czy wczesniej miala kogos,czy nie,bo nic nie daje gwarancji udanego zwiazku, a to ze chce sie oderwac od rodzicielskiego cycka, a ktoz z nas odchodzacych z domu na swoje,tego nie chcial?
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 21:52
        gwarancji nie daje, to fakt
        ALE
        czy ona od razu musi ślubować i że go nie opusci aż do śmierci..........

        nawalony, przypomnij sobie swój pierwszy najpierwsiejszy związek, co to myślałeś, że będzie na forever - nie mierzi Cię na samą myśl?? bo mnie okrutnie!!

        czy ona nie może, jak każda szanująca się kobieta połajdaczyć parę lat, zanim podejmie taką decyzję??

        wiem wiem, jak wyżej ktoś napisał, rozwody wciąz sa legalne... wiem to wszystko... ech...

        • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:07
          parasympatyczna napisała:

          > gwarancji nie daje, to fakt
          > ALE
          > czy ona od razu musi ślubować i że go nie opusci aż do śmierci......


          ,... nie musi,ale skoro chce,a kto mlodym zabroni iniech sie staraja, a noz widelec akurat im sie uda,kto wie.

          >
          > nawalony, przypomnij sobie swój pierwszy najpierwsiejszy związek, co to myślałe
          > ś, że będzie na forever - nie mierzi Cię na samą myśl?? bo mnie okrutnie!!

          ,..nie, nie mierzi mnie,...moze dlatego,ze pierwszy jest jednoczesnie tym ostatnim.

          >
          > czy ona nie może, jak każda szanująca się kobieta połajdaczyć parę lat, zanim p
          > odejmie taką decyzję??

          ,..naduzycie,bo skad wiesz, ze kazda szanujaca sie chce sie lajdaczyc nim sie z kims zwiaze?
          >
          > wiem wiem, jak wyżej ktoś napisał, rozwody wciąz sa legalne... wiem to wszystko
          > ... ech...
          >
          ,.. o,i tu masz racje, tak zostanie.
          • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:13
            chcesz mi powiedzieć, że jesteś żywym przykładem na to, że pierwszy związek może być tym na całe życie??

            wybawco!!
            • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:45
              parasympatyczna napisała:

              > chcesz mi powiedzieć, że jesteś żywym przykładem na to, że pierwszy związek moż
              > e być tym na całe życie??
              >
              > wybawco!!

              ,..a dlczego nie? jestem przeciez tego zywym przykladem, a co tam powiem,dokladnie dzisiaj mijaja nam 34 lata jak jestesmy razem, robi wrazenie,co?
              • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:54
                wow!
                szczere gratulacje z okazji waszej rocznicy!
                no i dzięki, bo na sekundę uśpiłeś moje demony

                ALE
                te 34 lata waszego stażu mówią mi tyle, że oboje jesteście z epoki, którą pokolenie mojej siotry zwykło nazywać prehistorią - bez obrazy oczywiście, mam na myśli wyłącznie różnice pokoleniowe i wszystko co się z tym wiąże. sama jestem od niej 15 lat starsza, czyli w ich słowniku - dinozaur słuchający rocka

                a jak jest współcześnie, wszyscy wiedzą

                a teraz zmykaj świętować ze swą lubą, a nie tu w internetach o pierdołach z obcymi babami...
                • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:59
                  swietowanie przewidziane jest na jutro,a wowczas to byl drugi dzien slubu,..ale dobranoc, spadam.
          • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:26
            wiesz, mnie nie chodzi o to, żeby mój mały sister teraz biegał po mieście i sprawdzał, który pan będzie pasował najbardziej... oczywiście, że nie!!

            myślę tylko, że rozsądnie byłoby dać sobie trochę czasu zanim padną wielkie deklaracje uffff
            • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:47
              parasympatyczna napisała:
              >
              > myślę tylko, że rozsądnie byłoby dać sobie trochę czasu zanim padną wielkie dek
              > laracje uffff

              ,..byc moze,ze tak,..pewnosci jednak nie ma.
    • varia1 Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 21:40
      martw się, to dobrze świadczy o tobie jako siostrze... ale jeśli widzisz że jest zdecydowana i szczęśliwa, to nie przeszkadzaj... popsujesz relacje z siostrą a nic nie osiągniesz
      raczej miej nadzieję, że jej się wszystko ułoży jak zaplanowała i życz jak najlepiej
      • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 21:56
        varia, dziekuje za glos rozsadku i koplement.
        nie bedę się wtryniać, ogólnie morda w kubeł. kibicuję im bardzo i życzę samych rozkoszy w życiu.
        tylko mnie tak coś w środku spokoju nie daje... że mogłaby sobie dać trochę swobody w życiu, zanim się zdecyduje na tak poważny krok... nic to, pożyjemy, zobaczymy.
        • dziala_nawalony Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 22:51
          Varia swietnie podsumowala calosc,dodam tylko ze twoja rola w tym wszystkim to primum non nocere, i tyle.milego wieczoru.
          • parasympatyczna Re: Miłość w czasach popkultury. 06.01.17, 23:01
            abolutnie nie zamierzam szkodzić
            varia ma 100% racji, zgadzam się w całej roziągłości.

            miłego wieczoru.
    • obrotowy Woz - albo przewoz. Po raz 100-tny przypominam: 06.01.17, 21:45
      Zrobiono badania w dwoch kategoriach:
      - tych co pobrali sie z milosci
      - i tych co pobrali sie z wyrachowania/kalkulacji.


      Chodzilo o wspolczynnik rozwodow.

      - BYL TAKI SAM.

      ERGO: - Udane partnerskie zycie nie zalezy od Milosci (lub jej braku...)

      - ale jednak... warto i ja kiedys spotkac...
      • parasympatyczna Re: Woz - albo przewoz. Po raz 100-tny przypomina 06.01.17, 22:03
        dzieki obrotowy
        a masz może takie badania pod ręką, kiedy dwoje dzieci wyszło z lasu i postanowili bawić się w dom?
        bo mnie się wydaje, że młoda za poważnie podchodzi do swojej PIERWSZEJ w życiu miłości.

        ja nie odbieram powagi ich związkowi i absolutnie nie kwestionuję ich uczuć, ale po kiego się tak spieszyć przed ołtarze??
        • obrotowy Nie tragizuj :) 06.01.17, 22:24
          Gdy sie zenilem mialem 31 lat... (a znalismy sie ze Slubna, tyle ze pobieznie, lat 6...)

          Tesciowa ostrzegala swoja corke przede mna - w ten oto sposob:
          - Nie bierz go. Bo jak to przystojny facet i jeszcze sie nie ozenil, to znaczy, ze ma cos z glowa, albo jest babiarzem i przelecial juz ze 20 kobiet... (i w tym drugim wypadku miala racje).

          Gdybym sie jednak uparl i ozenil 5 lat wczesniej (co bylo mozliwe...)

          To co to by zmienilo ?
          Ano nic.
          - te 20 panienek i tak bym potem nadrobil - gdyz to nie kwestia wieku - tylko CHARAKTERU.

          zatem nie tragizuj.
          - wazne - czego Ci ludzie od siebie i od zycia chca...
          • parasympatyczna Re: Nie tragizuj :) 06.01.17, 22:38
            <- wazne - czego Ci ludzie od siebie i od zycia chca... >

            o tototo!! a skąd ma wiedzieć, czy jabłko zielone czy czerwone słodsze, jak nie spróbuje, hę?
            a ileż to związków się rozpadło, bo za wcześnie, bo się nie wyszumiał jeden z drugim itd?
            i po co komplikacje ze ślubem, jak potem żal i tęsknota za 'straconymi' latami, na koniec końców dzieci cierpią.

            jak z tymi panienkami po ślubie, co to miałbyś nadrabiać, to właśnie tego się obawiam w ich przypadku - charakter słowo klucz

            mało tego - młoda już zmienia plany życiowe - najpierw miała być Warszawa i kariera, a teraz odkąd Pan narzeczony się pojawił, to już plany się zmieniły i odstawia swoje marzenia na bok, bo chłopak do Wawy nie pojedzie bo cośtam... wiem, miłość ślepa jest, głucha i ogólny autyzm.
            • konwalia55 Re: Nie tragizuj :) 06.01.17, 22:53
              a w sumie to dlaczego wrocilas z drugiego kranca swiata?

              kariere mozna zrobic i poza Warszawa, tak mysle ;-)
              • parasympatyczna Re: Nie tragizuj :) 06.01.17, 23:00
                karierę można zrobić i w pcimiu dolnym, jak się ma parcie, też tak myśle, Konwalio
                jednak plan był inny, dośc klarowny, mega sensowny i utrzymywany przez lata
                młoda jest pasjonatką, najlepsza na roku, stypendia - zawsze marzyła by się rozwijać

                teraz jest zakochana, za 3 lata przejdzie w fazę prozy związkowej... no właśnie - czy będzie szczęśliwa??

                a ja wróciłam, bo miałam ochotę pomieszkać trochę w Polsce, jakoś mnie na sentymenty wzięło, to chyba starość się nazywa. jestem dwa miesiące i bardzo mi się podoba :)
              • obrotowy Ty tesz wez_nie tragizuj :) 06.01.17, 23:02
                konwalia55 napisała:
                > a w sumie to dlaczego wrocilas z drugiego kranca swiata?
                >
                - ja tesz wracam za pare lat na emeryture ... moze z podobnego powodu ?

                > kariere mozna zrobic i poza Warszawa, tak mysle ;-)

                - zgadza sie. (nawet w Polsce, typow nie podam, bo nie bede ludziom robil tloku))
                • parasympatyczna Re: Ty tesz wez_nie tragizuj :) 06.01.17, 23:11
                  o no proszę, jakie o forum internaszional :)
                  ja mam ten problem, ze za długo w jednym miejscu nie potrafię wysiedzieć, na szczęście mój luby ma podobnie, więc co parę lat zmieniamy mejsce na świecie, teraz jakoś tak melancholijnie padło na PL. ta wiosna jednak mogłaby przyść już pod koniec przyszłego tygodnia. takiego mrozu nie czułam od ponad 13 lat!

            • fuzja-jadrowa Re: Nie tragizuj :) 07.01.17, 11:14
              > a ileż to związków się rozpadło, bo za wcześnie, bo się nie wyszumiał jeden z drugim itd?

              A ile to związków zawartych wcześnie nie rozpadło się albo rozpadło z nieznanych tobie powodów?!

              A ile to związków ludzi z wcześniejszymi doświadczeniami rozpadło się z powodu zdrady albo pierdyliarda innych powodów?!


              > a skąd ma wiedzieć, czy jabłko zielone czy czerwone słodsze, jak nie
              > spróbuje, hę?

              A nie wystarczy, że dorosłemu człowiekowi, w tym konkretnym momencie życia, smakuje ten rodzaj jabłek, który zna? Czy zawsze wszyscy musimy znać wiele ich rodzajów? Istnieje prawdopodobieństwo, że nawet ci, którzy posmakowali różnych jabłek, tak naprawdę woleliby banany. Niestety ich smaku nie mieli okazji poznać, i może nigdy nie poznają. Można się tak bujać do końca życia, nie wiesz, czy za rogiem nie czeka cię coś lepszego.

              Całe życie się zmieniamy. Z doświadczeniem czy bez, nie masz gwarancji, że za 5 lat nie odwidzi ci się to, za czym szalałaś do tej pory. I za kolejne 5 znowu. I za kolejne 5...

              > mało tego - młoda już zmienia plany życiowe - najpierw miała być Warszawa i kar
              > iera, a teraz odkąd Pan narzeczony się pojawił, to już plany się zmieniły i ods
              > tawia swoje marzenia na bok, bo chłopak do Wawy nie pojedzie bo cośtam... wiem,
              > miłość ślepa jest, głucha i ogólny autyzm.

              Kijowo bym się czuła będąc w ten sposób ocenianą przez własną siostrę. Kompromis z jej strony może być tymczasowy, w przyszłości może wyjść na tym lepiej niż ci się wydaje, pod warunkiem, że w związku zachowana jest równowaga, a nie poświęca się wyłącznie jedna ze stron. Ale tego raczej nie wiesz, prawda?
    • akle2 Re: Miłość w czasach popkultury. 07.01.17, 15:45
      Twoja troska jest zrozumiała, ale daj im szansę. Pewne rzeczy trzeba przetestować tylko na sobie. Jak siostra się sparzy, to będzie to jej doświadczenie, następnym razem będzie ostrożniejsza. Owszem, ze wszystkim będzie trudniej, bo to nie będzie tylko wyprowadzenie się od faceta, z którym się pomieszkiwało, tylko rozbicie komórki społecznej, jaka jest rodzina, choćby tylko dwuosobowa. Rozwód, te sprawy. Ale przecież wcale tak nie musi być. Rozumiem, że to chodzi o tego głodomora, który odkurza wszystko ze stołu co do ostatniego okruszka? Może to jego jedyna wada (którą przy odrobinie sprytu da się okiełznać), może będzie kochał i szanował? Na to nie ma przecież reguły. Nasi rodzice i dziadkowie potrafili żyć w zgodzie, miłości i szacunku po kilkadziesiąt lat, obchodząc złote i brylantowe gody. Zawsze mnie to wzruszało, jak byłam świadkiem takiego odnowienia ślubu po 50 latach wspólnego pożycia. A dzisiejsze związki, to w większości takie jakieś emocjonalne fastfoody...
      Owe "doświadczenie", skądinąd dobre, nie zagwarantuje, że wyśnimy sobie tego jedynego. On może się nigdy nie pojawić. Jeśli - w mniemaniu siostry - prawdziwa miłość trafia się już teraz, to pozostaje tylko podziękować losowi.
    • znana.jako.ggigus Re: Miłość w czasach popkultury. 08.01.17, 11:12
      No to ucieknie z dezsczu pod rynnę i albo będzie pod rynną szczęśliwa albo ucieknie w kolejny deszcz.
      ZaręCzyny można zerwać, a po ślubie się rowieść. Nie przeżyjesz życia za siostrę.
      Nie znam sprawy, ale może na piątym roku zadziałał syndrom, że wszystkie wychodzą za mąż, że jaskiś etap życia się kończy i że trzeba zacząć nowy.
      U mnie na drugim roku koleżanka wyszła za mąż, bo się basła, że potem zostanie starą panną. Rozwiodła się po studiach, wyszła drugi raz i jest szczęśliwa. A może i rozwodzi się dalej, kto wie?
      Może i będzie problem po 5 latach życia, a może po roku. A może będą żyć zgodnie, szczęśliwie tworząc kolejne my, co chodzi na zakupy i ma zdanie na czyjś temat (niedawno w knajpie obok siedziały dwie pary. Obgadywali wspólnego znajomego i nagle jedna pani powiedziała: My uważamy, że X. nie jest złym człowiekiem. Tak na marginesie.)
      • bene_gesserit Re: Miłość w czasach popkultury. 08.01.17, 16:31
        Racja racja, ale - jak słusznie gdzieś zauważyła mendiga - żeby sobie tylko dzieciaków za szybko nie zrobili. Bo rozwód - zwłaszcza przed trzydziestką (a całkiem możliwe, że tak się to skończy) to żadna tragedia, ale jeśli są dzieci, to już jednak tak. Zwłaszcza dla nich. Więc niech im tego nie robią.

        Siostrze kupiłabym jakąś rozbrajającą iluzje książkę w typie 'Psychologia miłości' i mową i uczynkiem zapewniła, że jakby co, to starsza siostra czuwa i pomoże choćby nie wiem co. Chodzi o mądrą miłość: zamiast kwoczo chronić przed ewentualnym cierpieniem, trzeba pozwolić, żeby nauczyła się latać.
        • znana.jako.ggigus Re: Miłość w czasach popkultury. 09.01.17, 08:05
          oczywiscie!
    • czoklitka Re: Miłość w czasach popkultury. 14.01.17, 21:04
      Może bedzie problem, a moze nie będzie żadnego problemu. Znam kilka takich par - pierwszy chlopak, pierwsza dziewczyna zapoznani w szkole podstawowej lub średniej, potem slub, dzieci lub dzieci i ślub. I jest ok po wielu wielu latach wspólnego życia. Więc nie ma sensu siać paniki. Poza tym, twoje negatywne nastawienie do tego związku siostra na pewno wyczuwa, pewnie sprawia to jej przykrość. Pogadac z siostrą można, ale nie w kółko.

      A gdyby nie udalo się...Młoda ma łeb, jeśli go dobrze nie wykorzysta to jej sprawa, jej przyszły problem. Nie twój. Nawet jak zaciąży, a facet sobie pojdzie, to - nie pchaj się do pomocy. To jej życie i konsekwencje jej dorosłych wyborów.
Pełna wersja