parasympatyczna
06.01.17, 18:02
Powiedzcie mi proszę, wg. Waszych doświadczeń życiowych i obserwacji - czy dwoje młodych ludzi wchodzących właśnie w dorosłe samodzielne życie, którzy nie mają żadnych (!) wcześniejszych doświadczeń na polu relacji stricte romantycznych, postanawia się zaręczyć i uparcie dąży do ślubu - czy to ma w tych czasach sens? Czy to się może udać??
Siostra nigdy nie miała chłopaka, nawet tzw. sympatii szkolnej. Na 3 roku poznaje 'miłość swojego życia', pół roku później przyjmuje pierścionek zaręczynowy i twierdzi, że gdyby nie aspekt finansowy, już dawno zostałaby jego żoną. Zaznaczam, że młodzi mieszkają osobno, oboje są na ostatnim roku studiów, widują się często, przebywają w swoich domach itd. Jednak powtórzę, że żadne z nich nie było wcześniej z nikim związane.
Nasi rodzice są mega konserwatywni, zwłaszcza matka. Nigdy tego do końca nie rozumiałam i nie akceptowałam więc w wieku 21 lat zwiałam z chaty na drugi koniec świata. Właśnie wróciłam do kraju i nie wierzę w to, co się dzieje!
Widzę, że są zakochani, ale jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że młoda w ten sposób próbuje uniezależnić się od rodziców, że to jest jakaś podświadoma ucieczka, wg. mnie trochę z deszczu pod rynnę.
Nie chcę tutaj oceniać żadnej ze stron. Wiadomo, młodość górna i durna, jak mawiał wieszczu, ale motyla noga - czy to normalne, żeby bez wcześniejszych doświadczeń na polu bitwy od razu łapać za armatę?? Toż to sobie można łapy pourywać.
Nie przemawia przeze mnie cynizm ani złorzeczenie, nie kraczę - ja się martwię, że po 5 latach wspólnego życia będzie mega problem.
Co Wy sądzicie na ten temat?