froggy86
23.03.17, 14:07
Nie wiem, może przesadzam i dlatego Was zapytam o opinię.
Od czasu do czasu (kilka razy w roku) moja, dość bliska koleżanka zostaje u mnie na noc. Najcześciej nie jest to planowane, ot zagadamy sie, robi sie późno wiec nie ma sensu, żeby wracała po nocy, a ze widujemy sie głównie w weekendy, to nie ma problemu.
W związku z tym właśnie, ze nie jest to planowane oczywiście znajduje dla niej jakaś piżamę, ręcznik itp. Jak to dla gościa. Wszystko o co zapyta- dostaje.
Problem polega na tym, że Ona czuje sie dosłownie "jak u siebie" i np. jeśli rano wstanie wcześniej niz ja (śpi w innym pokoju) to otwiera szafę i w coś tam sie ubiera (bez pytania), coś jest jej potrzebne - co nie leży na wierzchu, przetrząśnie wszystkie szafy w poszukiwaniu. Przemykałam na to oczy do ostatniego razu, kiedy to potrzebowała sie umalować. Kosmetyki do malowania (kosmetyczkę) trzymam zawsze w torebce. Ostatnio wstaje - Ania siedzi w łazience z moja kosmetyczka i sie maluje. Ok, nie ma sprawy, jeśli chodzi o kosmetyki, ale nie powinna była grzebać w mojej osobistej torebce, schowanej do tego w regale w szafie. Zapytałam skąd wzięła kosmetyczkę. Odpowiedziała jeszcze bezczelnie, ze kosmetyczka leżała w łazience na wierzchu. Nie leżała. Pamietam na milion procent, ze chowałam ja do torebki i do szafy tuż przed jej przyjściem. Po co skłamała, nie wiem, chyba czuła, ze już przesadziła. Nie chodzi mi o to, ze nie chce sie z nią czymś podzielić. Nie ma problemu. Chodzi o formę. Kompletna samowolę, jakby była u siebie. Dodam, ze ja u niej tak sie nie zachowuje. O wszystko pytam, niczego nie wezmę bez jej zgody czy wiedzy, a już grzebanie w torbie??? Czy ja przesadzam i to jest normalne?