corgan1
31.03.17, 04:31
Pytanie do osób puszystych/otyłych - jak układają się wasze relacje z rodziną (ciotki,wujkowie, rodzice, dziadkowie) dla której bezwzględnym i absolutnie nieomijalnym tematem nr 1 - nie tylko z okazji Wielkanocnych spotkań - jest wasza nadwaga? Nie zdążycie nawet zdjąć kurtki lub płaszcza i od progu słyszycie "chyba schudłeś?" "boże! ale przytyłaś!" "ty to chyba corganik przytyłeś trochę co?" lub "boże ale ty się spasłeś, a jeszcze niedawno byłeś takim ślicznym chłopczykiem" (mam 45 lat). Pomijam tematy, kto tam nieobecny spoza towarzystwa albo z telewizji się roztył, postarzał, kto schudł i dlaczego X nie wygląda jak Y, bo Y się trzyma a Z nie.
Może na drugą nóżkę wypowiedzą się osoby, które - wg. rodziny - są "za chude". Np. mój znajomy sportowiec-amator ma babcię i siostrę matki, które mają absolutnego p...dolca na to, żeby go "podtuczyć", bo jest za chudy a MUSI nabrać ciała. Ilekroć przyjeżdża do domu jest ten sam rytuał z wmuszaniem jedzenia wyłącznie. Czyli ja Cię chcę utuczyć jak gęsi na foie gras, tyle się nastałam przy garach a ty strzelasz focha i nie chcesz jeść.
Rozumiem, go o tyle, ze moja matka jak byłem w liceum bardzo chciała mnie podtuczyć i bez przerwy podtykała mi chleb z pasztetem albo smalcem. Z próbami wsadzenia mi tego ust wyłącznie; także znienacka, gdybym otworzył usta na 100% wsadziłaby mi to do żołądka, przecież to "jest takie pyszne".
Z czego wynika że dla jednych ludzi to jak wyglądacie nie ma żadnego znaczenia a niektórzy aż do samej śmierci (jednych albo drugich) będą się zajmować Waszą wagą i wyglądem? O ile dalszą rodzinę można jakoś ominąć, to rodziców, rodzeństwo jakby mniej? Jak układacie relacje np. z matką jak u mnie, która do niedawna telefon do mnie zaczynała od zdania "schudłeś coś?" "schudłeś trochę?". Kiedy wpadam do niej na święta to albo nic nie mówi (jeśli schudnę np. o 5-6 kilo) albo "znowu przytyłeś o 30 kg" kiedy waga się nie zmienia od 3 miesięcy. Każdy tekst któreś z moich ciotek a szczególnie jak coś tam napomknie z śmiechem że przytyłem kończy się (jak wszyscy wyjdą) histerią, płaczem, krzykami z wydzwanianiem do reszty rodziny do której ma telefon "jak go zobaczyłam to aż się nogi pod mną ugięły... nosz qwa jak można się było do takiego stanu doprowadzić? a ostatnio X mówiła, że on jest taki szczuplutki" . Plus publiczne napominanie, najlepiej jak jest dużo ludzi podczas uroczystości rodzinnych ale nie tylko "schowaj to brzuszysko!" "podciągnij sobie majtki, bo Ci brzuszysko wystaje" (upał 32 stopnie, grill, piwo, urodziny kogoś tam, 20-30 pare ludzi z rodziny i ich znajomych, ja mam krótkie spodenki i koszulkę, ale uwaga o majtkach musiała zostać wypiszczana przez matkę tak żeby wszyscy słyszeli, chu tam z dyskrecją, w końcu jestem jej i czy to ważne mam 10, 15 czy 45 lat to jeden...). Plus dosrywanie i zaznaczenie przy każdej możliwej nadarzającej się okazji "bo ty za gruby jesteś", "mam za grube nogi i ręce" (przecież na siłowni to się tylko "siły traci"), wyciąganie moich zdjęć z liceum (sprzed 30 lat) z tekstem "następnym razem jak przyjedziesz tak masz wyglądać", darcie się o zaprzestanie chlania wody mineralnej, która nie różni się od tej z kranu a od której przytyłem (!!!!!).
Miałem ostatnio ciężką rozmowę z matką (ciężka była dla niej, nie dla mnie), ja eksplodowałem jak wulkan a ona potem (ponoć) wyła z płaczem 2 dni i nie spała (ofkoz przeze mnie, to ja jestem ten zły, ona ta dobra), po czym zatelefonowała z tekstem "bardzo mnie nienawidzisz?". Poruszyłem sporo kwestii z przeszłości i teraźniejszości. W tym m.in. że zacząłem znowu chodzić na siłownię, że będę "żarł" prochy (suplementy, których mam nie "żreć", zamiast tego mam jeść powoli, pomału małymi kawałkami i nie jeść po 18:00) i 2 pytania najważniejsze: pierwsze - jak ona w ogóle wyobraża dalsze funkcjonowanie między nami jeśli NIE UDA mi się schudnąć? będzie mi dosrywać i nadal wydzwaniać po rodzinie że "już ważę chyba ze 300kg"? Kiedy się pogodzi z rzeczywistością i sovbie odpuści temat? jak będę miał 60 lat? Drugie pytanie - co zamierza zrobić i jak się zachowywać jeśli UDA MI SIĘ schudnąć? I co wtedy będzie i co się takiego nagle stanie? Będzie mnie głaskać, przytulać, cieszyć się, odkrywać mi koszulkę z tekstem "pokaż cioci"? poza tekstem że "się martwi o mnie" nie uzyskałem odpowiedzi.
Rozmawiałem także o tym, żeby przestała dzwonić po tych rodzinach gdzie jakoś niedawno był ślub ze słodko-pierdzącymi tekstami na starcie "ciieeeeeeść! no to kiedy w końcu będzie ten wnusiooooo? cioooo?" bo część jawnie i niejawnie przyznaje, że nie chce im się z nią rozmawiać, tłumaczyć w stylu "nie wiem, r...chają się ale nic konkretnego z tego nie wynika". Pewnie każda/każdy po ślubie się z czymś takim zetknął więc pewnie wie jakie to jest wq..rzające.
Na zakończenie tego odcinka pytanie - jak się układają takie Wasze relacje? lepiej gorzej? jak to rozwiązujecie? albo rozwiązaliście?
cdn. reszta wkrótce