mojepierwszekroki
27.04.17, 18:37
Znalazłam się w dość niezręcznej dla mnie sytuacji i nie wiem co robić.
Pracuję w dość pewnej instytucji, najbliższy, codzienny kontakt mam z osobami z pokoju. Jest nas 4 - kierownik, ja i 2 pracownice - panie w średnim wieku. Z jedną - powiedzmy Krysią - lubimy się bardzo, pomagamy sobie, odwiedzamy na stopie prywatnej, traktuje mnie trochę jak swoją córkę. Kierownika mam ok. Realizowaliśmy niedawno pewien projekt za który były dodatkowe pieniądze. Przy projekcie pracowałam ja i kierownik, który w zasadzie tylko podpisał to co ja zrobiłam. Od początku była umowa, ze pieniędzmi się dzielimy. Dwie moje koleżanki w tym Krysia wiedziały ze kierownik ma się ze mną podzielić i ciągle dopytywały czy mi dał, ile itp. Noi nadszedł dzień kiedy kierownik poprosił mnie do siebie, dał połowę pieniędzy które dostał i poprosił abym nie mówiła reszcie czy i ile dostałam, argumentując to tym, że jedna z koleżanek (nie Krysia) też chciałaby coś dostać bo wypełniła jeden druk. Przystałam na jego prośbę i czuje się nie w porządku do Krysi, która dopytuje (w dobrej wierze) czy dostałam. Nie chce "zawieźć" kierownika, ale wiem ze jeżeli w końcu wyjdzie na jaw ze dostałam te pieniądze i kłamię ją - będzie jej na pewno przykro. Nie wiem co robić. Trzymać z kierownikiem, czy jednak powiedzieć prawdę. Może uznacie, że mam problem na poziomie przedszkolaka, ale na prawdę "gryzie" mnie ta sprawa.