toarmina
11.05.17, 21:23
Piszę z prośbą o pomoc w ustaleniu czy zabieg regeneracyjny na włosy o nazwie botox, który dzisiaj sobie zafundowałam był prawidłowo wykonany. Dzisiaj miałam pracę od godz. 10 więc zdecydowałam się, że poranek wykorzystam dla siebie. Miałam 2 h wolnego czasu i pomyślałam, że może uda mi się wykonać regenerację włosów. Umówiłam się do osiedlowego saloniku, który z powodzeniem działa od wielu wielu lat i ma zadowolonych stałych klientów. Nie jest to top salon pełen najnowszych kosmetyków lecz oferują przystępne ceny i fachowe cięcie (z innych ich usług typu koloryzacja czy regeneracja do tej pory nie korzystałam). Stawiłam się na 8.10 i po oględzinach moich włosów szefowa salonu zadecydowała, że wykona mocno regenerujący zabieg o nazwie botox. Miał zająć 1,5 h a więc idealnie abym zdążyła na czas do pracy. Najpierw umyto mi dwukrotnie włosy szamponem, który miał za zadania oczyścić włosy i rozchylić ich łuski, następnie ok. 20 min. miałam na włosach maskę, która miała dalej rozchylić łuski - z maską siedziałam pod specjalnym urządzeniem które emitowało tajemnicze "coś" (czułam lekkie ciepło, żadnej pary) co miało wspomóc działanie maski. Następnie maska została spłukana (robiła to uczennica i szefowa dwukrotnie mówiła aby zrobiła to bardzo bardzo dokładnie - i tak było, zmyła dokładnie), w kolejnym etapie szefowa strzykawką aplikowała na pasma przeźroczystą substancje i rękoma rozprowadzała wtłaczając ją we włosy. Aby to aplikować musiała rozdzielać pasma i tutaj był ogromy kłopot - włosy były zmierzwione, sztywne, wręcz zapętlone. Fryzjerka z wielką ostrożnością próbowała je rozczesywać ale nie dała rady. Prosiła uczennice o dołożenie dodatkowych ampułek botoxu - w sumie wtarła ich w moje blond (a więc z natury cienkie), długości do ramion i na dodatek mocno cieniowane włosy...4 ampułki. Włosy były jak zaolejowane. Przyszła pora na suszenie - to trwało prawie godzinę bo każda próba uniesienia włosów na okrągłą szczotkę wiązała się moim sykaniem z bólu (a dwa porody bez znieczulenia przeżyłam :-) i z mocowaniem się fryzjerki. Byłam spanikowana, że dochodzi już 11 a ja o 10 miałam być w pracy, ale w życiu nie zdecydowałabym się zejść z fotela z niedosuszoną głowa w takim stanie włosów bo wiedziałam, że sama nie rozplącze tego gniazda. O 11.30 zabieg zakończył się. Szefowa zapytała mnie czy wypadają mi włosy? Odpowiedziałam, że w liczbie standardowej dla zdrowego człowieka. Uprzedziła więc, że wiele z klientem po botoxie ma wzmożone wypadanie włosów lecz to przejściowe a potem nastąpi ich odrośnięcie..Byłam w szoku, nie wiedziałam naprawdę co powiedzieć. Spodziewałam się lśniących wyczesanych na prostu lejących włosów a miałam (mam!) matowe, uklepane siano jakby pokryte całą puszką lakieru. Zakazała myć przez 3-4 dni aby botox się dobrze wchłoną. Zaznaczam, że ten botox był ostatnią fazą i już nie spłukiwaną. W tym momencie płaczę bo mam sztywne siano, włosy na noc rozczesałam i na szczotce znalazłam wiele, wiele połamanych w połowie długości włosów. Boję się do będzie dalej. Szybko zerknęłam w Internet i znalazłam opisy zabiegów tego typu z których wynika, że etapy są następujące: 1) szampon co oczyszcza i otwiera łuskę, 2) aplikacja botoxu, 3) nałożenie maski, która domyka łuski. Niestety nie zapytałam jakiej firmy ampułką botoxu wykonano mi ten zabieg. Wiem, że zachowałam się conajmniej naiwnie, że od razu widzą co się dzieje, nie zareagowałam. Niestety wizyty u fryzjera zawsze działają na mnie paraliżująco. Pozwalam więc napisać pytanie czy któraś z Was miała ten typ zabiegu, jak wyglądał i co było finalnie? Dziękuję za pomoc.