magdaw95
21.05.17, 15:01
Mam 22 lata i od ponad 2 miesięcy spotykam się z pewnym facetem. Znamy się pół roku. Facet jest ode mnie starszy, ma 44 lata. Kocham go nad życie on mnie też, ale dla mojego dobra chce to skończyć. Ja tego nie chce. Nie jestem jak inne dziewczyny w moim wieku, które myślą o ślubie, dzieciach, mi to do szczęścia nie jest potrzebne. I on o tym wie. Nie było żadnego powodu z którego mielibyśmy się rozstać. On jako powody rozstania cały czas mówi że tak będzie dla mnie lepiej, że jak ja sobie to wyobrażam. Tylko problem w tym że ja sobie to wyobrazam. Przy nim jestem szczęśliwa, kocham go nad życie i zrobiłabym dla niego wszystko, wiem że on też mnie kocha. Problem jednak jest głębszy. Głównie boi się reakcji swojej córki która jest rok młodsza ode mnie. No i on jest świadkiem Jehowym. Jeśli związałby się ze mną musiałby rozwieźć się z żoną z którą jest w separacji i zostałby wykluczony ze zboru. Jako że zostałby wykluczony jego córka która też jest świadkiem nie mogłaby się z nim spotykać. Próbuje go przekonać że damy radę, że poradzimy sobie z tymi problemami, ale on jest uparty. Wiem że też cierpi. On chciał odejść ze zboru, już nie jest starszym, wszystko było dobrze, z dnia na dzień nagle się zmieniło. On cieszył się nowym życiem, mówił że dopiero teraz poznał jak to jest normalnie żyć, bez nacisków, wtrącania się w jego życie. Pomogłam mu wtedy, wszyscy się od niego odwracali albo próbowali umoralniać, nachodzili w domu, wydzwaniali, wiem jak go to niszczyło, jak był na nich wściekły. Jego mama stała za nim i ja. Odzyskał kontakt z osobami z którymi się nie widział już jakiś czas. Pomóżcie co mogę zrobić żeby zmienił zdanie, jak go przekonywać ?