nie cierpię mojej byłej żony...

IP: 217.153.23.* 06.10.04, 12:56
jestem szczęśliwy, że nie mieszkam z nią, nie widzę co dzień, nie wysłuchuję
przemądrzałego pieprzenia i wiecznego mnie krytykowania. Żałuję, że łączy
mnie z nią dziecko i do tego dziecko chorujące. Gdy próbuję brać udział w
leczeniu tego dziecka, a onaumawia spotkanie z lekarzem i okazuje się, że
umówiła termin kiedy mam spotkanie z klientem to się obraża i rzuca
słuchawkami, że w takim razie nie będzie mnie włączać w proces leczenia
dziecka.
Jak ja jej nie cierpię!!!!!!!!!!!!!! Czemu mnie Boże pokarałeś ślepotą 15 lat
temu, że się w niej zakochałem? Chciałbym żeby zniknęła całkowicie z mojego
życia. Nie mogę się doczekać kiedy dziecko będzie dorosłe i będę mógł ją jak
powietrze traktować...
uffffffff
    • Gość: Asik Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: *.233.233.90.devs.futuro.pl 06.10.04, 13:16
      Niektóre kobiety są okropne. Jak może wykorzystywać do jakiś swoich rozgrywek z
      Tobą, dziecko. Może chce udowodnić Tobie, że jesteś złym ojcem. Obrzydliwa.
      • grogreg Re: nie cierpię mojej byłej żony... 06.10.04, 13:48
        Szybki osad.
        Szkoda tylko ze nie oparty na analizie wypowiedzi obu stron.
        • maretina Re: nie cierpię mojej byłej żony... 06.10.04, 13:49
          moze popros zone zebys Ty mial wplyw na terminy wizyt, to Ty je umawiaj tak jak
          Ci pasuje.
        • Gość: Asik Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: *.233.233.90.devs.futuro.pl 06.10.04, 14:12
          Mam już to gdzieś. Nikomu nie zaszkodzi tutaj. A, autorowi może lepiej zrobi
          się. Dlaczego mamy też podwarzać jego słowa. Jeśli jest inaczej to pisząc to
          wie sam i może coś zmienić. Dokładniej umawiać się i mówić kiedy ma spotkania z
          klientem i dotrzymywać terminów. Jest dorosły i sam musi wiedzieć co robić.
          Sam ponosi odpowiedzialność za swoje błędy.
          A, kobiety znam też od tej strony. Często za ból winią innych i też żądają
          zadość uczynienia. Dla swojej satysfakcji emocjonalnej potrafią bawić się tak.
          Kto jest jest najczęściej sprawcą mobbingu?:-)
          Ta nasza znajomość strony emocjonalnej człowieka często jest przez kobiety
          wykorzystywana do manipulacji uczuciami innych ludzi. Mężczyźni nie są tak
          zdolni do tego.
      • Gość: Anka Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: 10.10.46.* 06.10.04, 13:58
        A ja jestem byłą żona i wcale nie mam za złe byłemu mężowi że nie potrafił być
        ojcem i mężem. Nie każdy to potrafi. ale jeśli byś chciał dowiedzić sie jak
        zbudowany jest silnik rakiet kosmicznych, ...kilka wykładzikow z zakresu
        astrofizyki, chemii, elekrtoniki... prosze bardzo, ale w praktyce juz było
        gorzej.
        Mam metodę na dobre stosunki miedzy byłymi małżonkami:
        nigdy nie zabranialam mężowi kontaktów z dziećmi - wrodzone lenistwo
        zwyciężało i miałam spokój.
        Im bardziej CI zależy tym bardziej ONA okazuje swoją władzę - a tak wracając -
        zawsze mów dziecku że je KOCHASZ, ZAWSZE I WSZĘDZIE - TO ZAPAMIĘTA NIEZALEŻNIE
        CO powie Mama.
    • Gość: Lena Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: 80.48.96.* 06.10.04, 13:51
      A dałeś jej wcześniej kalendarz w zapisanymi Twoimi obowiązkami służbowymi, czy
      liczyłeś na to, że ona wydedukuje kiedy masz spotkania z klientem? Może
      spotkanie z lekarzem umówiła w pierwszysm wolnym terminie lekarza i liczyła na
      to, ze jeśli zdeklarowałeś się włączyć w leczenie dziecka to potrafisz zmienić
      coś w swoich służbowych planach? Ja bym zmieniła termin spotkania z
      klientem /powiedziałabym, że mam problemy zdrowotne dziecka - to ludzkie/.
      Twoje zachowanie jest trochę, no ... dziecinne ?"chciałbym, żeby zniknęła
      całkowicie z mojego życia".../, w sytuscji choroby dziecka zostaw na boku
      animozje z ex ..., może że podświadomie na sobie nawzajem odreagowujecie stres
      związany z dzieckiem. Bądź facetem i wesprzyj ją.
    • Gość: trzydziecha Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: 213.17.175.* 06.10.04, 13:53
      A co, jak dziecko skończy 18 lat to też zniknie z Twojego zycia? A może cudem
      ozdrowieje?
      Żałosne sa te Twoje skargi. Jak sie ma chore dziecko, to się zaciska zęby i
      robi wszystko dla dzieciaka, a nie narzeka na antypatyczną eks.
    • Gość: a444 Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 13:56
      Dlatego jesteś chudy.
    • mario2 Re: nie cierpię mojej byłej żony... 06.10.04, 14:03
      Chudyy, ja to skads znam ...:(
      Nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. Zycie idzie do przodu. Ja staram sie o
      swojej nie pamietac. Dobrze ze mam kogos, kto mi to ulatwia.

      P.S. zgubilem twoj nr tel. moj na @
    • Gość: chudyy włóżcie sobie w buty "dobre" rady IP: 217.153.23.* 06.10.04, 14:18
      jak byście pożyli z kimś kto się ociera o chorobę psychiczną to byście się
      mądrzyli. Ta kobieta niczego nie rozumie i w tym jest problem. A przełożenie
      spoktania z klientem, który specjalnie z Indii przylatuje obawiam się nie jest
      takie łatwe... więc mądralińscy papa. Po prostu ta kobieta zawsze stawia sprawy
      w ten sposób, ale ten termin, albo jesteś be. Tak działa mieszkanka poczucia
      krzywdy do całego świata w połączeniu z postawą roszczeniową. Teraz to ja się
      wygaduję, a co robić to wiem, na pewno nie zamierzam tak jak ona rzucać
      słuchawką jak próbuję inny termin wizyty załatwić.
      pozdro
      • Gość: trzydziecha Re: włóżcie sobie w buty "dobre" rady IP: 213.17.175.* 06.10.04, 14:25
        Dobra. W takim razie przejmij opiekę nad dzieckiem. Teraz ona bedzie musiała za
        Tobą latać, starać się i płacić Ci alimenty. Skoro jest psychiczna, sąd
        powinien przyznać Ci opiekę.
      • Gość: Kocisz Wytarmoś ją trochę za kudły :))) IP: 62.173.207.* 06.10.04, 16:20
        Może to jej pomoże, w każdym razie nie zaszkodzi :))))
      • Gość: zuzia Re: włóżcie sobie w buty "dobre" rady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 21:29
        Może to rzeczywiście początek choroby psychicznej
        a może tylko stres i przemęczenie spowodowane
        ciągłą opieką nad chorym dzieckie.
        Przejmij od niej część obowiazków, ale i bacznie obserwuj
        jej zachowanie.
        Współczuję Ci!
        • Gość: chudyy najgorsze, że IP: 217.153.23.* 07.10.04, 08:04
          próbuję przejmować część obowiązków, przyjeżdżam rano, żeby zawieźć mocz do
          analizy, wożę na badania i do szpitala, a ta nawet nie spyta czy mam dany
          termin możliwy tylko wrzeszczy na mnie i rzuca słuchawką...
          jak ja jej nie cierpię...
          ech
          narazka
          • Gość: anka Re: najgorsze, że IP: *.its.waw.pl 07.10.04, 10:03
            wiem, że nie chcesz ,,dobrych" rad ale mogę Ci powiedzieć, ze mój facet, który
            jest po rozowdzie i ma ze swoją byłą żoną 2 dzieci miał podobny problem z
            dogadaniem się. szarpał sie dość długo z nią, starał dogadywać terminy
            odwiedzin i jak najczęściej zajmować dziećmi. Ale ona uzanła, że najwyraźniej
            to ,,jest takie normalne", że on zabiega o to żeby być w porządku i o dobry
            kontakt przezde wszystkim z dziećmi i zaczęła to wykorzystywać. Przyjęła jak to
            nazwałeś, postawę roszczeniową. Ale nie zdało się to na nic... bo jego
            cierplowość nie jest aż tak duża... przez krótki czas ,,pozwolił"" jej
            samodzielnie zajmować się dziećmi aż jej się znudziło i zrozumiała, że nie
            wszystko może zależec tylko od niej. To ona musiałą sie starć później, żeby
            znowu zechciał jej pomagac. i doszli do porozumienia. nie ma teraz kłótni ani
            awantur bez powdu, wszystko musi byc tak dogadane, że obydwu stronom pasowało.
            W ich sytuacji złotym środkem okazała się chwilowa pozostawienie jej samej żeby
            zrozumiała, że to, że on pomaga jej wychowywać dzieci to nie jest jej łaska ani
            dobra wola. Leży to w jej interesie również ale przezde wszytkim chodzi o
            dzieci. Moze u Ciebie też pomoże....
      • six_a Re: włóżcie sobie w buty "dobre" rady 07.10.04, 10:05
        tak się zastanawiam, po co wkładasz tyle energii i emocji w kogoś, kto już
        powinien Ci zwisać?
        • Gość: chudyy Re: włóżcie sobie w buty "dobre" rady IP: 217.153.23.* 07.10.04, 11:26
          six_a napisała:
          > tak się zastanawiam, po co wkładasz tyle energii i emocji w kogoś, kto już
          > powinien Ci zwisać?

          mi chodzi o dziecko, a nie byłą, ex bym najchętniej nigdy więcej na oczy nie
          oglądał.
    • Gość: obierzyna Re: nie cierpię mojej byłej żony... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.04, 10:07
      pewnie ona mysli o tobie to samo:)
      dziecko jest chorowite, m.in. tez za twoja przyczyna, bo przeciez przekazales
      jej czesc swoich genow, czyz nie? no i rozpad rodziny tez podzialał ujemnie na
      jej uklad immunologiczny. a za rozpad wini sie zawsze obie strony.
      napisales cos sprzecznego, a mianowicie, ze zalujesz, ze łaczy cie z byłą zona
      dziecko. miast sie cieszyc z tego faktu, odbierasz go jako dopust boży. to źle
      swiadczy o tobie.
      • Gość: chudyy tu tu ru tu Obierzyna IP: 217.153.23.* 07.10.04, 11:27
        z takimi tekstami jak Twoje to mi się nie chce polemizować mądralo
        papa
        pozdrów krewnych
        • Gość: Asik Re: tu tu ru tu Obierzyna IP: *.233.233.90.devs.futuro.pl 07.10.04, 11:52
          Też nie chciało mi się komentować tego. Nie można szukać dziury w całym i genów
          odpowiedzialnych za chorobę dziecka. To jest częsty problem rodziców, którzy
          mają chore dziecko. szukanie i zwalanie winy za to, na kogoś. Stało się i
          dziecko jest chore, a teraz trzeba wspólnie, bez obwiniania zrobić wszystko co
          najlepsze dla dziecka.
          Nie zawsze wina leży po obu stronach. Czasami pewnych rzeczy u kogoś nie
          przeskoczymy. To tak, jak np. rodziny alkoholowe:-)Wspólna zależność i
          obwinianie się za to. Poczucie winy żony.
          Albo, obwinianie się bitych żon. Bo, pewnie ona coś nie tak robi. A, problem
          leży jedynie w jego charakterze i jakiś innych jego problemach.
          Pokazałam tylko skrajne przykłady:-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja