mariju
23.10.04, 20:53
prosze bardziej doswiadczone osoby o pomoc, bo sama czuje sie wobec tego
problemu bezradna.
jestem studentka (na studiach dziennych) i mieszkam z rodzicami. ojciec,
chcialabym wyjasnic, nie jest jakims patologicznym okazem, sadysta, skapcem
ani egoista, nie pije, nie bije, nie zdradza. mame i moja siostre traktuje
bardzo dobrze. po prostu od czasu kiedy mialam mniej wiecej 12 lat, kiedy juz
niemal z pewnoscia wiadomo bylo ze mam talenty humanistyczne a nie scisle
(ojciec sam skonczyl studia scisle, naukami humanistycznymi lagodnie mowiac
pogardza), ojciec chyba uznal mnie za swoja "zyciowa porazke". wielokrotnie
wyszydzal moje zainteresowania, studia, nazywal mnie glupia i idiotka, po
prostu okazywal mi pogarde, ale to jakos dawalo sie zniesc. problem w tym, ze
ostatnio ta agresja slowna nasilala sie coraz bardziej, ojciec rzucal coraz
grubszymi wyzwiskami i przeklenstwami. a dzisiaj po raz pierwszy mnie
uderzyl. naprawde bardzo mocno, w glowe. z powodu naprawde absurdalnego
(jesli kogos interesuje dlaczego--wychodzilam z domu jego zdaniem zbyt lekko
ubrana). bylam zupelnie zszokowana i rozplakalam sie, nie zrobilo to na nim
najmniejszego wrazenia. przeprosil mnie dopiero gdy matka i siostra caly
dzien robily mu o to pretensje i awantury, przeprosil ironicznym tonem i z
bardzo, bardzo wyrazna postawa "robie to zeby mi daly spokoj".
nie jestem jakas msciwa osoba i wiem, ze ludzie popelniaja bledy. ale tez nie
chce byc niczyja ofiara. gdy ojciec (niestety zdarza sie to rzadko) nie ma
akurat tych atakow wscieklosci, jest naprawde dobrym ojcem. jestem jego i
dzieckiem i mimo wszystko kocham go i nie chce bronic sie w ten sposob ze
radykalnie zerwe z nim kontakty, ale w tej chwili zastanawiam sie czy to nie
jest jedyny sposob aby sie przed ta rosnaca przemoca (najpierw slowna, a
dzisiaj juz takze fizyczna) ochronic. czy jest jakies wyjscie z tej sytuacji,
czy mam po prostu pogodzic sie z tym, ze nic nie zrobie, i relacje z ojcem
spisac na straty?
prosze o odpowiedzi, pozdrawiam wszystkich