Dodaj do ulubionych

Jestem dziwaczką? Rodzina ma racje?

21.05.20, 19:10
Hej.
Zastanawiam się czy to moje otoczenie jest względem mnie niesprawiedliwe, czy też to ja jestem jakąś pokręconą dziwaczką? Nie wiem czy powinnam pisać ten post, ale chcę normalnej obiektywnej oceny, opiszę wpierw swoje relacje ze środowiskiem poza rodzinnym i charakter a następnie z rodziną.
Krótkie przedstawienie rodziny:
Ja, lat 25 Mama, która trzyma aby cała rodzina trzymała się razem. Ojciec, od zawsze bezrobotny, obecny ciałem, ale nie duchem, starszy o osiem lat brat i młodszy o siedem lat również brat.
Otóż jak wiecie z innym postów to jestem niepełnosprawna od urodzenia. Kiedyś w wieku zanim jeszcze poszłam do szkoły to miałam koleżanki z sąsiedztwa, co prawda około o trzy lata młodsze ode mnie i płacono im cukierkami by się z mną bawiły, nie miałam innego wyboru – jestem z małej wsi i populacja nie jest tu oszałamiająca. Pomimo, że bawiłam się z dziećmi to czułam, że bawię się sama, w sensie dużo w tym było mojej winy, bo nie dość, że to ja decydowałam w co mamy się bawić , to mówiłam im co mają mi mówić, nie widziałam w tym nic złego, nie chciałam nimi rządzić ani nic, dopiero gdy jedno z dzieci zwróciło mi uwagę zaczynało mi być głupio. W tym czasie chodziłam sobie przy balkoniku. Pamiętam, że w tym czasie starszy brat zwracał mi dość władczo uwagę, że powinnam się rehabilitować a nie bawić. Na obozach rehabilitacyjnych ( w inne miejsce niż jeżdżę teraz) dzieci też nie chciały się zbytnio bawić co mnie bolało
Gdy poszłam do podstawówki w sąsiedniej wsi miałam lekcje indywidualne na terenie szkoły, co prawda nauczycielka wysyłała do mnie dziewczyny z mojej klasy, ale chętniej gadałam z dziewczynami z młodszych klas, gdyż jedna dziewczynka mej klasy była dla mnie bardzo niemiła, oczywiście tedy strasznie to przeżywałam, pod koniec podstawówki moim „konikiem” było opowiadanie kiepskich żartów nie wulgarnych ale sucharów , ale przestałam gdy mama zwróciła mi uwagę, że zaczepka „Przyjdź do mnie! Opowiem ci kawał!” jest dziecinna. Pod koniec podstawówki chodziłam przy kulach, głównie po podwórku, szczególnie gdy ktoś na tym podwórku był w tym samym czasie.
W gimnazjum już załapałam chęci na bycie outsiderką i moją małomówność podpięłam pod bycie dojrzalszą niż inni, dużo czytałam też blogów takich dziewczyn, czułam się wyjątkowa. W klasie grupa chłopaków śmiała się z mojego chodzenia, i wykorzystali to w swoich tekstach rapowych, nawet nasłałam na jednego z nich kuzynkę, byłam na językach całej klasy przez dwa dni, ale się potem pogodziliśmy, raz czy dwa nawet pomagałam im z tekstami, ale wielkiej przyjaźni z tego nie było. Jedna dziewczyna w trzeciej klasie regularnie rzucała we mnie długopisami oraz parodiowała moje miny. Raz pani od angielskiego zdenerwowana zapytała czemu się nie bronię tylko gapię tępo w ławkę. Myślę, że ta dziewczyna była po prostu zazdrosna bo raz jej chłopak z tej samej klasy pomógł mi wstać gdy upadłam. Wróciłam do chodzenia przy balkoniku bo mama bała się, że przy kulach się potknę. Nadal nie chciało mi się ćwiczyć. W tym czasie była faza na konta na nk, poznałam tam paru ludzi, ale z żadnym nie miałam głębszego kontaktu, tylko z jedną z nich kumplowałam się do neta aż do końca liceum
Liceum to był dziwny czas, na początku chciałam się zaprzyjaźnić z każdym, ale po paru dniach odpuściłam i żyłam dalej w samotni – no i miałam przecież Alicję ( imię zmienione) chociaż ta przyjaźń to była bardziej bym wyżalaniem się i jej słuchaniem tego. Z klasą ograniczyłam kontakt do wzajemnego pożyczania sobie kartek, przerwy i Wfy spędzałam w bibliotece. W drugiej klasie LO zauroczyłam się w nauczycielu, bez wzajemności oczywiście, ale panie bibliotekarki świergoliły „Jak Ty bardzo lubisz pana Ksawerego (znowu imię zmienione) !” i czułam się wtedy jak ktoś najgorszy, no ale chyba aż tak bardzo go nie kochałam skoro już dzień po zakończeniu szkoły za nim nie tęskniłam. W liceum poznałam też Renatę (znowu imię zmienione) tzn przez internet, raz mi mówiła, że wszystko we mnie lubi a raz, że jestem nikim, nic nie warta, zakończyłam z nią znajomość po liceum, bo już miałam dość. Wiem, że niedawno zaczęła się leczyć na borderline
Po liceum chodziłam trochę przy balkoniku, trochę prowadzona za rękę.
Po liceum zostałam w domu na rencie, do matury podchodziłam trzy razy. Kupiłam sobie pierwszy wózek inwalidzki, byłam nawet na specjalnym obozie poświęconym jeździe, ale współlokatorki z pokoju nie przepadały za mną, mówiły, że mówię podniesionym tonem, wręcz agresywnym, że myślę tylko o sobie i winiły mnie o wszystko, nawet o zgubienie kluczu do pokoju, nawet to nie ja miałam go pilnować tylko jedna z nich, do tej pory jak widzą mnie w jakiejś grupce dla niepełnosprawnych to nie szczędzą uszczypliwych komentarzy.
Po liceum przyjaźń z Alicją zaczęła się trochę psuć, ona poszła na ambitne studia, zainteresowania się zaczęły nam rozjeżdżać, na spokojnie wyjaśniłyśmy sobie, że to koniec, nie ma czego ratować, chociaż trochę mnie zabolało gdy o tym, że ma narzeczonego dowiedziałam się z fejsa a nie od niej.
Jakieś trzy lata temu zaczęłam jeździć do obecnego ośrodka, wróciłam do chodzenia przy kulach, chociaż na początku trzeba było iść tuż obok teraz gdy nabrałam większej pewności siebie wystarczy, że wiem że ktoś jest, chociaż po drugiej strony ulicy czy placu, zaczęłam też chodzić przy kijkach oraz przy jednej kuli a i moja rehabilitantka miejscowa zaczęła się uaktywniać po moich postępach bo wcześniej to tylko delikatne zabiegi a teraz kontynuuje to co ja robię na obozach i przed pandemią i jej ciążą chodziłyśmy w terenie np. po parku.
Teraz po prostu w życiu głównie się rehabilituje, dwa razy w tygodniu u tej miejscowej dwie godziny każda wizyta(kiedyś trzy) , resztę dni roboczych (włącznie z co drugą sobotą) ćwiczę sama po półtorej godziny i staram się by były te obozy cztery razy do roku. A co do kumpli na obozach to miałam Arka, teraz mi został ten rehabilitant
Po ćwiczeniach zazwyczaj siedzę w internecie, spaceruję, czytam, siedzę na czatach.
Charakter mam taki, że jestem strasznie emocjonalna (ale nie umiem tego pokazać), mam częste , codzienne zmiany nastroju (czasami nawet wyżywam się na ludziach z czata) Na czacie poznałam też dalszą znajomą, piszemy raz na parę dni.
Co do rodziny, to ojca nawet nie będę opisywać, bo z nim żadnych relacji nie mam.
Jeśli chodzi o mamę to z jednej strony to zabiera mnie na spacery i kupuje wszystko co chce ( chociaż rzadko z tego korzystam) ale też lubi mnie krytykować, że jeszcze tego i tego nie umiem a inne niepełnosprawne dzieci potrafią, że powinnam już dawno umieć chodzić bez kul ( taki jest cel) , że kiedyś chodziłam lepiwejże czemu mam taką naburmuszoną minę, i że aspołecznością przynoszę jej wstyd, ale ogólnie o mnie bardzo dba.
Starszy brat natomiast nie chce ze mną gadać, bo jak to kiedyś powiedział młodszemu” nie ma z kim” uważa, że to że mało się odzywam to oznaka zadzierania nosa, że męczę mamę celowo tymi obozami, rehabilitacją, że w moim wieku to powinnam już pracować i mieć własne mieszkanie, że żyję niczym ojciec z dnia na dzień i bez roboty. Oraz to, że jakbym chciała to już bym dawno sama chodziła, ewentualnie że powinnam przestawić się na wózek, że chodzenie z asekuracją to nie chodzenie Sam mi tego nigdy wprost nie powiedział, faktycznie rozmawia ze mną kiedy musi a wszystko wiem od młodego bo oni tak o mnie gadają , który momentami jest okej, chociaż dokuczliwy, jak to młodszy brat, a czasami gada to co starszy, plus śmieje się, że jestem gruba, chociaż tłumaczy, że to żarty.
No i kto tu ma racje?
Obserwuj wątek
    • obrotowy nie sposob ocenic. 22.05.20, 11:03
      littlediana napisała:
      i kto tu ma racje ?

      nie sposob ocenic.

      ale jakiegos dziwactwa Twojego tu nie widze

      rodzina, ta "pelnosprawna", z pownoscia powinna sie wstrzymac od docinkow, co nie znaczy, ze musi sie nad Toba falszywie litowac.

      bracia moga Cie towarzysko ignorowac - ale z pewnoscia powinni byc dla Ciebie poprawnie grzeczni i chociazby w podstawowym zakresie pomocni.

      a czy Ty moglabys sie dalej posunac w rehabilitacji i juz np. pracowac - to tego nie wiemy

      wiedza to sami specjalisci i sama Ty.
    • tzn.aga Re: Jestem dziwaczką? Rodzina ma racje? 22.05.20, 19:53
      Ja też dziwactwa nie widzę.
      Uważam, że bardzo dobrze, że tyle czasu poświęcasz na ćwiczenia, nie trać zapału i rób tak dalej.
      Co do pracy, to siądź kiedyś i poważnie się zastanów i przeanalizuj możliwości.
      Piszesz, że mieszkasz w małej wsi. Pomyśl co mogłabyś robić, może praca internetowa?
      Samodzielność niepełnosprawnych jest bardzo ważna bo dowartościowuje.
      Jak się czujesz fizycznie? Co mówią fizjoterapeuci? Kiedy jest szansa na chodzenie?
      Może rzeczywiście najpierw się skup na tym celu a potem dopiero praca?
          • bominka Re: Jestem dziwaczką? Rodzina ma racje? 26.05.20, 07:03
            Rodzina nie jest do końca w porządku. Ale któż nie spotyka się z podobnymi relacjami z najbliższymi. ...wystarczy się rozejrzeć. Choć nie mówię,że tak powinno być. Natomiast nie daj sobie wmówić,że problem leży po Twojej stronie.
            Bravo wielkie dla Ciebie,że masz samozaparcie do ciągłego rehabilitowania siebie i masz ciągle w sobie chec walki do osiągnięcia celu. Kieruj się przede wszystkim własnymi przekonaniami.
            Dasz radę!
            • horpyna4 Re: Jestem dziwaczką? Rodzina ma racje? 26.05.20, 09:14
              Warto jeszcze dodać, że ludzie genialni i w ogóle niepospolici uznawani byli przez otoczenie za dziwaków. W związku z tym należy sobie przestawić sposób postrzegania świata i społeczeństwa, uznając hejt za komplement.

              Ot, tak:
              - Uważają mnie za dziwaka? Najwyraźniej jestem istotą nietuzinkową, a ich ciasne umysły nie są w stanie tego pojąć.

              Trzeba sobie to często powtarzać dla podniesienia ego, zamiast dołować się z powodu czyjegoś głupiego gadania.
              • horpyna4 Re: Jestem dziwaczką? Rodzina ma racje? 26.05.20, 09:22
                Aha, jeszcze jedno. Znaczna część naszego kochanego społeczeństwa gardzi ludźmi niepełnosprawnymi. Po prostu przeciętny zakompleksiony nieudacznik czuje się znacznie lepiej, jak istnieje ktoś gorszy (w jego pojęciu) od niego. Niepełnosprawnych toleruje, jeżeli oni sami uważają się za gorszych z racji swojej niepełnosprawności.

                Ale jeżeli osoba niepełnosprawna chce żyć pełnią życia i pokazuje, że wcale nie jest gorsza, to się wylewa jej na głowę kubeł pomyj w postaci hejtu.
                • obrotowy sugerujesz, ze znaczna ? 26.05.20, 13:08
                  horpyna4 napisała:
                  > Znaczna część naszego kochanego społeczeństwa gardzi ludźmi niepełnosprawnymi.


                  sugerujesz , ze znaczna - czyli znaczaca, powszechnie widoczna ?

                  - nie wiem, dawno w PL nie mieszkam

                  tu u mnie tez sie to zdarza, ale jedynie jako margines (< 10 % populacji), gdyz ludzie od dziecka sa tu uczeni, ze

                  jezeli ktos nie ma w sobie autentycznego wspolczucia i checi pomocy

                  - to niech przynajmniej okazuje poprawne zachowanie i nie okazuje niecheci.

                  wprawdzie to falsz i obluda - ale lepsze to, niz jawna agresja (chocby tylko slowna).
                  • horpyna4 Re: sugerujesz, ze znaczna ? 26.05.20, 15:41
                    Niestety, znaczna i często można spotkać ludzi o takich poglądach. Być może jest to spuścizna po PRL, gdzie wszyscy mieli być zdrowi i szczęśliwi w jedynie słusznym ustroju, a niepełnosprawni siedzieć w domach i nie leźć innym w oczy, żeby nie psuć widoku. Przecież dopiero od 1989 roku zaczęto powoli usuwać bariery architektoniczne w miastach.

                    Pamiętam, jak właśnie jakieś 30 lat temu źle potraktowano w Rumunii wycieczkę z Polski niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich. I usłyszałam w związku z tym wypowiedź jakiegoś gościa, że tym inwalidom we łbach się poprzewracało, bo powinni siedzieć w domu, a nie jeździć na wycieczki. Usłyszał oczywiście coś ode mnie i chyba nie było to dla niego miłe.

                    A jeszcze dawniej słyszałam wypowiedź gościa, który wrócił z pobytu w Szwecji i nie mógł się nadziwić, że "w tej Szwecji to jest strasznie dużo inwalidów". Nie zdawał sobie sprawy z faktu, że w Szwecji oni po prostu nie zamykali się w domach i byli widoczni na ulicach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka